Wczoraj wieczorem, w lozeczku gdy moj kochany M zapadl w spokojny chrap,
zdalam sobie sprawe ze beda to pierwsze swieta ktore spedze z dala od domu
rodzinnego w Poznaniu... Lezki wyplynely mi z oczek, kiedy pomyslalam ze ktos
inny przejmie moja funkce przygotowania maslanego baranka z formy, juz nie
bede walczyc o najpiekniej i najaktualniej pomalowana pisanke i nie bede
przygotowywac kontofensywy po ataku mojego brata w smingusowy poniedzialek a
koszyk ze swieconka pewno przejmie moj roczny kochany siostrzeniec
Polskie swieta maja tradycje, tutaj tradycje wyblakly i zanikaja...
Jestem nowicjuszka w temacie "emigracji", czy dla wszystkich te pierwsze
swieta byly z tym "malutkim smutkiem"?
PS.Dzis umowilysmy sie z siostra, ze jaja bedziemy malowac podczas
wideokonferencji na necie

)))