22.10.05, 02:56
tak mi sie przypomnialo
czy bylyscie "tresowane" przez rodzicow jako male dzieci?
bo ja tak
musialam dygac nozka przy klanianiu sie i trzymac raczkami za rogi spodniczki
fajnie, co...
Obserwuj wątek
    • syswia Re: tresura 22.10.05, 07:00
      ja mowilam wierszyki- Babcia mnie uczyla
      rodzice mnie nie tresowali
      • triskell Re: tresura 22.10.05, 07:41
        Nie, raczej nie bywałam, pamiętam tylko jeden przypadek, gdy przed wyjściem
        (moim) do koleżanki na urodziny Mama dawała mi lekcję savior vivre. Jeden jej
        fragment zwłaszcza utkwił mi w pamięci: "Jeśli będzie stał talerz kanapek i
        tylko jedna z nich będzie kanapką z wielorybem, to nie rzucaj się pierwsza
        krzycząc 'Ja chcę tą z wielorybem!!!' " ;-P
        • viki2lav Re: tresura 22.10.05, 09:13
          mnie jak najbardziej tresowanosad ale nie tak jak chlopca w obejrzanych przeze
          mnie ostatnio "Pregach" (tu wszystko dociera z opoznieniemsmile
          • viki2lav Re: tresura 22.10.05, 09:14
            czesto mi sie dostawalo za zachowanie w kosciele, spacerki i rewie mody tamze,
            skakanie po kwadratach, itp
    • sylwek07 Re: tresura 22.10.05, 09:24
      ja bylem nawet tresowany majac te 18 lat,co mowic i jak itp..tak naprawde teraz
      widze ile mi brakuje do tzw normalnosci i teraz nadrabiam to jak wiele innych
      rzeczy
      • triskell Re: tresura 22.10.05, 10:24
        sylwek07 napisał:
        > tak naprawde teraz
        > widze ile mi brakuje do tzw normalnosci i teraz nadrabiam to jak wiele innych
        > rzeczy

        Sylwek, co Ty za głupoty wygadujesz? Szarmancki facet, który kobietom przynosi
        na spotkanie kwiaty, mówi, że musi jakieś zaległości nadrabiać jeśli chodzi o
        to, jak się zachować?
        • sylwek07 Re: tresura 22.10.05, 14:26
          triskell dzieki za dobre slowo smile
          • ulkaa Re: tresura 22.10.05, 14:29
            Zgadzam sie z Triskell w calej rozciaglosci smile))
            Sylwek, juz my wiemy, jaki wartosciowy chlopak z ciebie !
            Uszy do gory smile
            • marjanna1 Re: tresura 22.10.05, 15:35
              Triskell ta kanapka z wielorybem mnie rozwalila. smile)))))))))))))
              Ano mnie nie tresowano. Tylko mama zawsze nacisk na kulture przy stole kladla.
              Np. Nie trzyma sie reki pod stolem i nie trzyma sie lokci na stole. Itd itp.
              • tamsin Re: tresura 23.10.05, 03:49
                mialam ciotke ktora nie posiadala corek ale samych synow (trzech) i ja
                spelnialam jej marzenie o takiej corce-lalce, ktora ma fryzurke uczesana przez
                ciocie z masa lokow, usmiecha sie i kiwa nozka do ludzi na pokaz (cos w rodzaju
                Shirley Temple), jest zawsze czysciutko ubrana i nie ubabra sie w blocie, no bo
                przeciez malym dziewczynkom tego nie wypada robic. Dobrze ze mieszkalismy
                daleko i ciocie widzialam okazjonalnie...
    • iwo19 Re: tresura 23.10.05, 04:13
      moja tresura w mlodszym wieku polegala do prob wymuszenia na mnie chidzenia w
      spodnicy.Moi rodzice nie mieli w tym zbyt dobrych wynikow,dzinsy mogli sciagnac
      ze mnie tylko sila,ani kosciol ani wesele cioci kloci nie pomagalo.Moi
      rowiesnicy zobaczyli mnie pierwszy raz w spodnicy na zakonczenie roku osmej
      klasy.Ale byl szok.
      Potem bylo mniej ciekawie.
      W liceum mialam godzine policyjna o godzinie 9 wieczorem ,zadne
      blagania ,prosby nie pomagaly.Nie chcecie wiedziec co mialam za 5 minut
      spoznienia ,ja tez nie chce pamietac.To byla prawdziwa tresura ,cala impreza z
      zegarkiem w reku.Po skonczeniu 18stki przedluzono mi do 10 Ojej.Pewnie dlatego
      bylam juz w ciazy w wieku 19 lat,i godzina polocyjna sie skonczyla.
      Tresura niestety nie ,a raczej jej proby ,ale ja jestem bardzo oporna.Co nie
      zawsze wychodzi mi na dobre.
      Cale moje malolackie lata pamietam jako nieustajacy bunt.To mi
      pozostalo,buntuje sie czesto ,glosno,niezwazajac na konsekwencje.
      Staram sie jednak nie powielac bledow ,z moja mloda po prostu gadam i jeszcze
      wiecej slucham ,co ona zrobi,zobaczymy.Mam nadzieje ze nie bedzie sie musiala
      buntowac ,mysle ze bunt nie sprzyja zdrowemu rozwojowi.
      Ale sie nagadalam .
      Dzisiaj tez jestem w stanie buntu na mojego M.Jewstem wsciekla i chce mi sie
      wyc ,kazdy temat teraz dobry zeby troche pokrzyczec .Wybaczcie.
      • mulinka Re: tresura 23.10.05, 04:39
        hi,hi
        to a propo's tej "9" w domu...
        mialam to samo
        i cholera mnie brala, kiedy moja klasa (mielismy swietna paczke w LO) robila
        tzw.nocna wycieczke rowerowa do lasu
        (nie dzialo sie tam nic zlego, po prostu jechalo sie wieczorem za miasto do
        lasu, palilo ognisko, pieklo kielbaski i nad ranem wracalo do domu, zeby o 8
        stawic sie grzecznie w szkole smile
        wiec mowilam, ze boli mnie glowa, zle sie czuje i...ide spac (jak nadalam o
        bolu glowy, to mialam nadzieje - i slusznie - ze mi juz nie beda przeszkadzac)
        nastepnie wylazilam przez lufcik, rower bralam do reki i szlam po trawie, zeby
        mnie slychac nie bylo
        jak juz czulam sie bezpiecznie, to jechalam...
        do mojej kolezanki z lawki (ta mieszkala na 3 pietrze i nie mogla wyjsc przez
        lufcik) i namawialam jej Mame, zeby ja puscila, bo...skoro moj tata mnie
        puscil, to na pewno nie moze w tej wycieczce byc nic zlego
        i...kolezanka tez jechala na wycieczke
        smile)

        niedawno pytalam Mame, czy wiedziala o tych moich wypadach, ale...ona NIC nie
        wiedziala, az do teraz smile
    • cuciolo Re: tresura 23.10.05, 09:00
      Ja tez bylam tresowana. Fdzies dopiero na studiach zaczelam sie uczyc zyc po
      swojemu.Bylam dzika, niesmiala, zakompleksiona i niestety dobrze wychowana.
      Zreszta nawet dzis z calym szacunkiem do moich rodzicow dostaje odruchu
      wymiotnego na dzwiek slow: no wypada chyba zebys........................i
      nieustannie slysze jak to zeszlam na psy ja skonczylam 20 lat. Na szczescie.
    • alltid_ung Re: tresura 23.10.05, 11:13
      I ja tez tresowana bylam........dolaczam do tych co to na grzeczne dziewczynki
      wychowywane byly wink)))
      • asia.sthm Re: tresura 23.10.05, 14:49
        smile))
        spore grono tu bedzie.

        Ja nadal pamietam swoje oburzenie glupota doroslych. Oczekiwalam od nich wiecej
        rozumu. Szczegolnie od nauczycieli. Dziwilam sie jak mogli oczekiwac
        bezmyslnego wykonywania durnych polecen nie wiedzac ze ja i tak zrobie jak ja
        bede uwazala, a nawet jesli cos wykonam to sa to pozory posluszenstwa, bo ja i
        tak SWOJE wiem.
        Bylam bardzo nieposkromionym dzieckiem Ha!
    • samo Re: tresura 23.10.05, 15:38
      Mnie nikt nie tresował, bo nie było potrzeby :o) Sama z siebie się jakaś
      grzeczna, ułożona i mądra urodziłam. Taki maminy cycek co się nigdy nie brudził
      ani nie wymykał z domu.Jak dzieciaki szalały na podwórku, ja czytałam książki
      siedząc na parapecie. Dziadek mnie nauczył czytać jak miałam 4 lata, żebym mu
      pomagała szukać w encyklopedii rozwiązań do krzyżówek. Czytałam więc jego
      gazety (majac 9 lat napisałam do jednej list i go opublikowali), baśnie
      Andersena i Grimm. Nie przepadałam za innymi, bardziej młodzieńczymi
      rozrywkami. Zasiadałam z dorosłymi do stołu i dyskutowałam :o) A jak miałam 6
      lat wlazłam pierwszy raz na trzepak i przesiedziałam kilka godzin aż mama
      wróciła z pracy i mnie zdjęła.

      Molem byłam całą podstawówkę. Nie byłam nieśmiała, ale wolałam książki od
      ludzi. Poszłam do klasztoru- tak nazywano moje liceum- i mi odbiło. Mama się
      cieszyła,że w końcu mam znajomych, a ja przeżywałam bunt wobec całego
      świata.Niczego nieświadoma mama i ojczym pozwalali mi wracać nawet nad ranem,
      bo nie zdawali sobie sprawy z tego co i gdzie robię. Ja ich nie
      uświadamiałam.Po 2 latach wszelkich możliwych szaleństw mi przeszło. Mogło się
      źle skończyć, ale ja sama wiedziałam już co mi grozi i co stracę, jak wszystko
      zawalę. Tak więc sama się chyba dobrze wychowałam. Najpierw mamy nigdy nie było
      bo pracowała do wieczora, potem pojawił się mój ojczym i brat i już nie byłam
      pępkiem świata, więc nauczyłam się odpowiedzialności. Ale bunt był.Teraz nawet
      nie wiem przeciwko czemu. Wiem tylko że byłam bardzo nieszczęśliwa, słuchałam
      smutnej muzyki, czytałam Rilkego i Nietzchego i wyklinałam swój los :o)))
      • bergo1 Re: tresura 24.10.05, 19:04
        KUrcze "samo" - to prawie tak jakbym o sobie czytala - glw chodzi mi o okres zwiazany z podstawowka i szkola srednia.

        POtem u mnie przyszly studia gdzie najbardziej balowalam na drugim roku. Po drugim roku poznalam mojego Norwega i wowczas zaczelam sie koncentrowac nieco na nauce, aby kazde wolne, ferie, wakacje moc sie z nim spotkac.

        Pod koniec trzeciego roku mi zupelnie odbilo - zero imprez!! Tylko nauka... byl to najciezszy rok na moich studiach, zalezalo mi na zaliczeniu wszystkiego w terminie.....Popsuly mi sie stosunki z moimi wspolokatorkami (mialam 2 egz w plecy z sesji zimowej, podczas gdzy wszyscy juz swoje pozaliczali i balowali.

        Od czwartego roku mieszkalam juz w NOrwegii - do Polski przyjezdzalam jedynie pod koniec semestru i na sesje. Ale wtedy to byl juz luz...i zawsze wykladowcy szli mi na reke, jak mowilam, ze mam meza w Norwegii (nie mowilam, ze Norwega) smile
        • samo Re: tresura 24.10.05, 19:30
          Ja tez na studiach balowalam, ale filmoznawstwo i kulturoznawstwo to nie byly
          kierunki,na ktorych czlowiek musial sie napocic, wiec czasu bylo wiele :o)
          Notatki sie kserowalo, lektur wiekszosc i tak juz w liceum poznalam z wlasnej
          woli, wiec hulalam, a i tak mialam piatki.
          Wlasciwie to nigdy nie bylo tak,zebym sie sama w pore nie obudzila, jak juz
          zaczynalam przeginac. Moze dlatego,ze jesli mnie w ogole w czyms tresowano, to
          w ambicjach. Nie poprzestawac na malym. "Go and get it".No to nie moglam za
          dlugo zawalac, bo mi sie w srodku wlaczal maly homunkulusek piszczacy,ze zaraz
          tylek umocze.
          • gherarddottir Re: tresura 24.10.05, 19:48
            ja bylam "tresowana" przez rodzicow ale mysle ze to raczej bylo wychowywanie
            niz tresura...
            Do dzis nie rzuce papierka na ziemie bo wewnetzrny glos krzyczy - "nie rzuca
            sie papierkow na ziemie bo trzeba szanowac cudza prace, a poza tym to nieladnie"
            ustepuje miejsca itd
            Oczywiscie mowilam wierszyku i bylam uczona dygania nozka oraz tego ze trzeba
            dzielic sie zabawkami z biednymi dziecmi wiec co roku przed swietami oddawalam
            czesc zabawek dla dzieci z domu dziecka.
            Bedac w LO musialam wracac o 21!!!!!! do domu co uwazalam za maxymalny absurd -
            na sczescie obowiazywalo to tylko w pierwszej klasie LO potem wracalam
            najpozniej o 22:30 nawet z imprezy.
            Przyznam ze bylo to bardzo dziwne bo moje kolezanki wracaly nad ranem. Pierwsza
            impreze calonocna zaliczylam tuz przed matura i powiem szczerze, ze nie bylo to
            cos "super" koledzy pili wodke na balkonie a kolezanki petaly sie po pokojach i
            bylo nudno.
    • mon101 Re: tresura 23.10.05, 20:21
      Mnie w domu nikt nie tresowal,mozna bylo o wszystkim dyskutowac i kazda teorie
      podwazac. Nauczono mnie jednak tzw "dobrych manier" co w zyciu jest czesto
      przydatne. Nie musze sie stresowac idac na przyjecia i spotykajac roznych
      ludzi, to komu podac pierwszemu reke, jaki widelec do czego, jak nakryc, jak
      sadzac gdzies "siedzi " przekazane przez babcie. Ona uwazala , ze mozna to
      stosowac lub nie,, ale wiedziec warto, bo wtedy wiele rzeczy robi sie
      automatycznie i mozna zajac mysli czyms innym, np rozmowa. W szkole natomiast
      durni nauczyciele tresowali nas zawziecie usilaujac zabic nasze osobowosci.
      Brrrr!
    • yatzekalexander Re: tresura 24.10.05, 22:44
      ja nie mialam zadnej
      ale pamietam jak gdzies tam bylam w gosciach i po tym rodzice cos wspomieli ze
      tamte dzieci nigdy nie wchodza do pokoju gdzie dorosli sa
      i po tym sama dalam sobie tresure i dlugo nie wchodzilam gdzie sie balowali
      dorosli...chora jakas bylam czy co?
    • frankie36 Re: tresura 24.10.05, 22:45
      U mnie dziecinstwo mozna podzielic na dwa okresy,z ojcem i po jego smierci.Otoz
      jak zyl moj tata sprzeciwu nie bylo i tyle,obiadki u babci,calowanie wszystkich
      na dziendibry i dowidzenia,zajmowalo to nieraz dobrych kilka minut,przeciskania
      sie do wszystkich poza stolem i zawsze nieciekawa sytuacja,bo zdarzalo si eze
      ze na obiadzie byla osoba nie z mojej rodziny i nie wiedzialam calowac czy nie
      calowac?Teraz ludzi mocno sciskam ale calowania nie ma.

      Nie wiem czy moja niewyparzona buzia narodzila sie jako bunt przed ta tresura?
      Fakt,faktem wprawialam rodzinke czasami w bardzo nieprzyjemne
      sytuacjeNp.Spedzamy wakacje u rodziny w bylym ZSRR,mialam moze 8 lat i
      zauwazylam ze Rosjanki czesto chodza bez butoa i maja brudne nogi i pragnelam
      to oznajmic swiatu przy uroczystym obiedzie .Weszlam do pokoju maszerujacym
      krokiem i sie darlam w rytm mojego marszu:Wszystkie RUskie maja brudne
      nogi,wszystkie Ruskie maja brudne nogi.Ojciec wstal i dal mi po buzi,co mnie
      nie zniechecilo ze zrobienia podobnego na granicy.Tato kupli wielki sygnet i
      podslyszalam rodzicow ze wazyl on bodajze 13 gr.,a mozna bylo przewiezc
      11.Kontrola celna ,slysze jak tato mowi o wadze sygnetu i wypalilam:To
      nieprawda ten sygnet tyle nie wazy.Wiecie nie pamietam dokladnie co sie pozniej
      podzialo.
      • melba_piszczykowa Re: tresura 25.10.05, 10:32
        o rany smile))

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka