Dodaj do ulubionych

Rodzice a dzieci

10.04.06, 02:54
Dyskusja na watku o rasizmie poszla w kierunku wplywu poziomu mentalnego
rodzicow na poziom mentalny dzieci.
Poniewaz problem ten pojawil sie wlasnie w tym watku rozumiem ze teza ta
dotyczy rodzicow dzieci emigrantow.Czyli dzieci emigrantow maja gorszy
start i sa mentalnie nizej od swoich rowiesnikow.
Samo zgadza sie czesciowo z tym pogladem jak zrozumialam ja natomiast
zastanawiam sie nad tym problemem i dlatego otworzylam ten watek.
Mialam okazje poznac bardzo wielu emigrantow i ich dzieci.
Dla mnie sprawa jest dosc prosta choc na pewno nie do konca czarno -biala.
Mozna na moje oko wyroznic kilka grup emigrantow - rodzicow i tego co
przekazuja swoim dzieciom.
Od razu powiem ze nie wiem ktora postawa przewaza liczebnie.
Pierwsza grupa to ci ktorzy nie chca sie asymilowac , nie ucza sie jezyka ,
wykonuja najmniej platne prace. Ich dzieci czesto ida ich droga ale
spotkalam bardzo inteligentnych i wyksztalconych emigrantow pochodzacych z
takich rodzin.
Nastepna to asymilacja czesciowa ,chyba dosc zdrowa. Zachowanie wlasnych
obyczjow , jezyka tradycji i przyjecie zarazem tego co oferuje kraj emigracji.
Dzieci z tych rodzin czesto kontynuuja rodzinna firme zalozona przez
rodzicow, zdobywaja dobre zawody , dosc szybko wtapiaja sie w nowy kraj.

Kolejna grupa to emigranci ktorzy sami nie osiagneli swoich aspiracji i
celow zyciowych w kraju osiedlenia . Mmnie sie wydaje ze ta grupa najbardziej
dazy do tego zeby ich dzieci mialy naprawde dobre wykstalcenie , zeby
osiagnely to co nie udalo sie rodzicom.
Juz pisalm nieraz o tym ze procent mlodziezy cudzoziemskiej w tym emigrantow
z biednych i zacofanych krajow uczeszczajacych do najlepszych norweskich
szkol wzrasta.
Nie wiem czy to zjawisko jest odczuwalne w innych krajach. czesto rodzice
tych dzieci nie dostali swojej szansy w nowym kraju. Natomiast sa na tyle
inteligentni i madrzy ze pomagaja dzieciom osiagnac wyzszy status niz ich
wlasny.
Mysle ze rodzice , wychowanie maja duzy ale nie jedyny wplyw na to jakie beda
dzieci.
Dlatego nie zgadzam sie z generalizowaniem Samo ze niedaleko pada jablko od
jabloni choc w wielu tazach swojego referatu ma racjesmile
Czesto pada niedaleko ale czasem wiatr zawieje i jablko poleci dalej albo
jakis jez na swoich kolcach poniesie je w swiat , daleko od jablonkismile))

Kran
Obserwuj wątek
    • syswia Re: Rodzice a dzieci 10.04.06, 04:39
      Mysle Kranie, ze niezwykle trafnie "skatalogowalas" te grupy emigrantow.
      Wiekszosc rodzinny mojego meza (a na nich i ich przyjaciolach z tej samej
      wioski - razem pewnie z 1000 osob opieram swoje obserwacje) zaliczaja sie do
      tej drugiej grupy (co nie oznacza, ze wszyscy maja np. wyzsze wyksztalcenie...)
      W ostatnie swieta dyskutowalismy sobie zawziecie o tym, jak dzieci imigrantow z
      Indii odnajduje sie w hinduskiej/punjabskiej kulturze. To byla niezwykle
      ciekawa dyskusja, bo uczesniczylo w niej nie tylko mlode pokolenie - moj maz,
      kuzynki, kuzyni ale rowniez moi tesciowie, ktorzy opowiadali nam, jak te wiezy
      kulturowe imigranci pielegnowali w latch 60-70tych. Ja patrze na to z boku i
      wydaje mi sie, ze te przekazywane wartosci, tradycje nie sa juz tak atrakcyjne
      dla drugiego, trzeciego pokolenia. Pewne rzeczy sa kontynuowane sila rozpedu
      (malzenstwa aranzowane, sluby na 1000 osob, chodzenie do kosciola, niejedzenie
      miesa), ale nie ma w tym ducha - dzieje sie tak dlatego, ze rodzice tak sobie
      zycza, w wielu przypadkach dochodzi do glosu hypokryzja... Czasami patrze na
      mojego meza - jak bardzo nie jest Sikhem, a jak bardzo jest Kanadyjczykiem i
      zastanawiam sie jakie beda nasze dzieci, czy nie beda mialy problemow z
      tozsamoscia. Na szczescie w kwestiach edukacji mam z mezem identyczne zdaniesmile
      Pozostaje nam tylko miec nadzieje, ze nasze dzieci beda zdolne, nieleniwe i ze
      podziela nasze pogladysmile
    • samo Re: Rodzice a dzieci 10.04.06, 06:01
      jan.kran napisała:

      Poniewaz problem ten pojawil sie wlasnie w tym watku rozumiem ze teza ta
      > dotyczy rodzicow dzieci emigrantow.Czyli dzieci emigrantow maja gorszy
      > start i sa mentalnie nizej od swoich rowiesnikow.

      Kurcze, Kranie, nie wiem gdzie ty znalazlas taka teorie w moim poscie... Jestem
      naprawde zaskoczona. Ja pisalam jedynie o tym, ze na nasze zycie i wazne
      zyciowe decyzje ma wplyw rodzina i otoczenie, w jakim przebiega socjalizacja.
      Probowalam rozwinac post Ponponki w takim kierunku, w jakim go zrozumialam. I
      zrozumiec ludzi, ktorzy tkwia w beznadziei lub tylko troche lepszej
      rzeczywistosci od beznadziei. Usprawiedliwic tych, ktorzy sa nazywani gorszymi,
      bo sa czarni/brazowi/hiszpanskojezyczni/algierskiego pochodzenia etc.

      Piszac:
      > Mozna na moje oko wyroznic kilka grup emigrantow - rodzicow i tego co
      > przekazuja swoim dzieciom.

      jedynie potwierdzasz moja teorie o ogromnym wplywie tego, co w domu na to, co
      pozniej w zyciu.
      • jan.kran Re: Rodzice a dzieci 10.04.06, 07:45
        Kochana to nie było w Twoim poście.

        Tak dom ma ogromny wpływ ale nie decydujacy.
        Lakoniczna jestem bo muszę iść spać. Ale rozwinę za parę godzin.
        Ksmile
        • samo Re: Rodzice a dzieci 10.04.06, 07:53
          jan.kran napisała:

          > Kochana to nie było w Twoim poście.

          Ufffff...

          No to ciekawam twojego rozwiniecia, bo ja mimo wszystko uwazam, ze dom ma
          najwieksze znaczenie. Zarowno jesli chodzi o tych, co ida po linii wytyczonej
          przez rodzine, jak i tych, ktorzy dom traktuja jako cos, czego "nigdy,
          przenigdy" nie powtorza w swoim zyciu...
          • ponponka1 Re: Rodzice a dzieci 11.04.06, 18:21
            samo napisała:

            > jan.kran napisała:
            >
            > > Kochana to nie było w Twoim poście.
            >
            > Ufffff...
            >
            > No to ciekawam twojego rozwiniecia, bo ja mimo wszystko uwazam, ze dom ma
            > najwieksze znaczenie. Zarowno jesli chodzi o tych, co ida po linii wytyczonej
            > przez rodzine, jak i tych, ktorzy dom traktuja jako cos, czego "nigdy,
            > przenigdy" nie powtorza w swoim zyciu...


            I zgadzam sie z Toba, ze rodzina ma najwiekszy wplyw na dzieci... smile
    • moni-bel Re: Rodzice a dzieci 10.04.06, 11:59
      jan.kran napisała:

      > D > Pierwsza grupa to ci ktorzy nie chca sie asymilowac , nie ucza sie
      jezyka ,
      > wykonuja najmniej platne prace. Ich dzieci czesto ida ich droga ale
      > spotkalam bardzo inteligentnych i wyksztalconych emigrantow pochodzacych z
      > takich rodzin.

      > Kran


      Problemem z "ta grupa" imigrantow jest to ze rodzice z powodu braku znajomosci
      jezyka nie utrzymuja kontaktu ze szkola, nie widza co sie dzieje z dziecmi, nie
      moga sledzic ich postepow w nauce.Niestety szkola jest tutaj tez winna czesto
      zakladajac ze dzieci te nie sa wystarczajaco zdolne aby podjac nauke w szkolach
      srednich .Bardzo czesto wysyla sie takie dzieci do szkol zawodowych,zeby
      zdobyly jakis zawod,nie zadajac sobie trudu sprawdzenia co dziecko tak naprawde
      chce robic.I tak zamyka sie bledne kolo,bo rodzice ci wychodza z zalozenia ze
      szkola wie lepiej.Problem ten byl juz kilka razy omawiany w prasie, wlasnie w
      tym upatruje sie mala ilosc studentow z tej grupy.
      Pozdr
    • gherarddottir Re: Rodzice a dzieci 10.04.06, 13:08
      Mysle, ze Kran dobrze skatalogizowal emigrantow. Tu gdzie mieszkam jest ich
      mniej niz w Oslo, ale tez swoje obswerwacje mam.
      Nie zgadzam sie, ze jablko zawsze pada niedaleko do jabloni... Oczywiscie tak
      sie zdarza, ale czesto tez wystepuje cos co nazywa sie odwrotna indentyfikacja
      i dzieci chca byc wlasnie zuplenie rozne od rodzicow- tak rozne, ze czesto te z
      rodzicow analfabetwo staja sie duzo bardziej wyksztalconymi od przecietnej.
      (bo rozumiem, ze glownie wyksztalcenia dotyczy ta dyskusja).
      Pozdrawiam smile
      • kan_z_oz Re: Rodzice a dzieci 10.04.06, 16:04
        Napisałam całą epistołę i co 'system mnie wylogował'

        Tak mniej więcej cały dzień - więc się pytam - komu zależy na utrudnianiu mi
        pisania?

        Idę dzisiaj spać; jest już 12 w nocy. Spróbuję jutro.

        Dobranoc
        Kan
        • asia.sthm Re: Rodzice a dzieci 10.04.06, 18:29
          Porada praktyczna za pinc zloty:
          Jesli ma sie okres wywalania przez system, to nalezy wszystko, co sie pisze
          skopiowac myszka i dopiero kliknac w wyslij. Czasem po przymusowym wylogowaniu
          da sie wrocic do tekstu, a czasem guuuucio.., wiec dobrze miec w myszce ten
          tekst i moc zrobic "wklej".
          Tez potracilam epistoly i wciekla poszlam spac, a potem zapomnialam co chcialam
          • triskell Re: Rodzice a dzieci 11.04.06, 10:42
            asia.sthm napisała:
            > wiec dobrze miec w myszce ten
            > tekst i moc zrobic "wklej".

            Asiu, uwielbiam Cię za to stwierdzenie. Mąż zawsze się ze mnie śmieje, gdy
            mówię, że skopiowany tekst jest "w myszce". A tu proszę, inni też tak mówią. A
            już jak Asia tak mówi, to znaczy, że tak jest OK big_grin

            Czuję się zbyt chora (zaczęło się od nawdychania się środków chemicznych przy
            wiosennych porządkach i bólu gardła po tym, co chyba ogólnie mnie osłabiło, bo
            od kilku dni mam permanentną gorączkę, a pierwszy dzień @ przechodziłam dziś tak
            boleśnie, jak nigdy, czytaj zwijałam się z bólu) i zmęczona problemami w pracy,
            a właściwie problemami pracy (bo to sklep ma problemy, nie wiadomo, czy nie
            trzeba będzie go zamknąć... i może otworzyć gdzie indziej, co w sumie byłoby
            dobre, ale nic jeszcze nie jest pewne), żeby się do tematu wątku merytorycznie
            ustosunkować, więc przepraszam za jego skręcenie.
            • mulinka Re: Rodzice a dzieci 11.04.06, 16:28
              jakos tak ten watek mi podpadl jako pasujacy

              www.dziennik.krakow.pl/public/?2006/04.10/Kraj/86/86.html
              buziaki
      • samo Re: Rodzice a dzieci 10.04.06, 19:58
        Corko,to wlasnie mialam na mysli piszac:"dom ma
        najwieksze znaczenie. Zarowno jesli chodzi o tych, co ida po linii wytyczonej
        przez rodzine, jak i tych, ktorzy dom traktuja jako cos, czego "nigdy,
        przenigdy" nie powtorza w swoim zyciu..." Zgadzamy sie wiec :o)
    • clairejoanna Re: Nie na temat 13.04.06, 05:14
      1. Zeby nie bylo zadnych nieporozumien: Jestem corka Jana Krana.
      2. Mam dwie uwagi, zupelnie nie na temat, ale ktore sie pojawily w tym watku:
      2.1 Ja wszystkie listy i posty pisze na jakims edytorze, typu World,
      StarOffice, kto co lubi, kto co ma. Zapamietuje sobie na moim komputerze i
      potem za pomoca strg- c i strg- v wrzucam jako post.
      2.2 Chcialam tez powiedziec, ze uwazam, ze Samo jest fajna, bo ma cytat
      Woodiego Allena w swojej sygnarturce.

      Dziekuje,

      CJ
      • samo :o))) 13.04.06, 06:53
        Merci buku, CJ! Ty tez jestes fajna, bo rozpoznalas cytat (plus dodatkowe
        punkty za pochodzenie imigranckie oraz bycie corka Krana ;o))
    • jan.kran Re: Rodzice a dzieci 13.04.06, 05:49
      Skupiam sie generalnie na dzieciach emigrantow i wplywie mentalnym ich rodzicow
      na nie.
      Nie mam regul a statystyk nie znam, zreszta w statystyki nie wierze.
      Ja osobiscie obserwuje dwie postawy.
      Rodzice ktorzy zamykaja sie w gettach , slabo znajacy jezyk nie sa
      zainteresowani zeby dzieci mialy dobry start z w zyciu. A nawet jezeli sa to
      bariera jaka ich dzieli od kraju emigracji nie pozwala im na dopingowanie
      dzieci.
      Wtedy moze sie zdarzyc ze albo dziecko pojdzie w slady rodzicow i pojawi sie
      kolejne pokolenie niezasymilowanych gastarbeiterow albo bedzie chcialo za
      wszelka cene pojsc w inna strone niz rodzice.
      Przyznam sie tego typu sytuacje znam raczej z rzadkich obserwacji. Wiem ze taka
      grupa emigrantow i ich dzieci istnieje ale mam z nia niewielki kontakt
      Znacznie czesciej spotykam sie z rodzicami ktorzy sami nie osiagneli takiego
      statusu i pozycji jaka powinni miec ze wzgledu na wiedze i wyksztalcenie albo
      osiagneli z wielkim trudem i chca swoim dzieciom pomoc dojsc do czegos w zyciu.
      Czy ich wyobrazenia o tym co jest dobre dla ich dzieci sa zgodne z zyczeniami
      tych ostatnich ?
      Ja obserwujac kilkanascioro kolegow i kolezanek Claire musze powiedziec ze w
      wielu rodzinach emigrantow rodzicom latwiej przekonac dzieci do uzyskania
      porzadnego wyksztalcenia niz rodzicom norweskim. Mowie o konkretnie znanych mi
      historiach.
      Przyklad domu , wysilki rodzicow , ich czesto wysokie wyksztalcenie i
      inteligencja dopinguje mlodziez.
      Ale jest to moja obserwacja , nie wiem na ile reprezentatywna. Nie wiem jak
      postawa przewaza wsrod rodzin emigrantow w Norwegii. Jednak bardzo duzodzieci
      emigrantow studiuje kierunki na ktore trudno sie dostac jak medycyna , prawo ,
      farmacja.
      Kran
      • samo Re: Rodzice a dzieci 13.04.06, 06:55
        Eeee, ja tu czekam na polemike, a ty mi tu racje przyznajesz wlasciwie, Kranie.
        Napisalas wczesniej, ze rodzina ma ogromny wplyw,ale nie decydujacy. No i w
        koncu jednak nie rozwinelas tej mysli, a ja tyle razy tu zagladam... Yhhh.
        • elagrubabela Re: Rodzice a dzieci 15.04.06, 00:17
          Z tym wplywem rodziny to jest chyba taki supel, ze czy dziecko postepuje
          zgodnie z oczekiwaniami, czy je odrzuca to i tak i tak mozna wplyw udowodnic.
          To troche jak z pogoda - zawsze jakas jest - ha ha ha.
          Powiem Wam o Szkocie, bo On jest dzieckiem imigrantow. Przypadkiem jezyk, z
          ktorym przyjechali Jego rodzice jest jezykiem kraju, w ktorym wyladowali. Gdyby
          nie byl, Szkot wychowalby sie w getcie - prawie 100% znajomych Jego rodzicow to
          Szkoci. Dopiero mlodzi przyprowadzili do domu ludzi z zewnatrz szkockiego
          community. Ojciec Szkota wciaz nie moze przebolec, ze zaden z Jego synow nie
          zostal hydraulikiem jak On, ze wszyscy poszli na uniwersytety i zostali Jego
          zdaniem darmozjadami - ha ha ha. Bo zdaniem ojca Scotta tylko praca rak jest
          praca smile Wiec On sie odnosi z wielkim szacunkiem do imigrantow z Jego
          pokolenia - Wlochow, Portugalczykow, Niemcow, Polakow ktorzy przyjechali do
          Kanady pod koniec lat 50-tych i na poczatku 60-tych i jak najbardziej doslownie
          wlasnymi rekami zbudowali swoje male stabilizacje. Zdecydowanie mniej szacunku
          ma dla dzieci tych imigrantow, bo te dzieci poszly wedlug Niego na latwizne -
          ha ha ha - i zostaly lekarzami, inzynierami, prawnikami - czym tam chcecie.
          Tata Scotta uwaza, ze np. teraz Kanada wcale nie potrzebuje tylu imigrantow z
          wyzszym wyksztalceniem a w recz przeciwnie - potrzeba ludzi na budowy albo na
          platformy wiertnicze wlasnie dlatego, ze dzieci poprzedniego pokolenia nie
          uszanowaly trudu swoich rodzicow i poszly sie ksztalcic. Jest to dziwna logika
          i mam z nia czasem klopot ale moze cos w tym jest - w tej obronie dobrego
          rzemiosla przekazywanego z pokolenia na pokolenie i w kwestionowaniu zasadnosci
          zbiorowego pedu do edukacji uniwersyteckiej postrzeganej jako sposob oderwania
          sie od imigranckich korzeni rodzicow. Oczywiscie musze dodac, ze tata hydraulik
          jeszcze do niedawna wspomagal dwoje ze swoich czworga wyksztalconych dzieci,
          ktore z Master's Degrees mialy klopoty z utrzymaniem sie na poziomie, do
          ktorego przyzwaczajono je w rodzinnym domu. Trudno wiec Mu sie dziwic, ze
          wolalby zeby bylo inaczej.
          No wiec teraz jak to jest - mial dom wplyw na mojego Szkota i Jego rodzenstwo,
          czy nie mial? Ha ha ha smile Dowod mozna przeprowadzic w obie strony, wszystko
          zalezy, co sie chce udowodnic smile Elka

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka