monika388
10.03.07, 11:22
Fragmenty artykulu :
<<<Czy kryzys politycznych elit i zła sytuacja ekonomiczna kraju to jedyne
zagrożenia naszego patriotyzmu?
„Jestem Polakiem, mam na to papier i cały system zachowań...“ - słowa
piosenki jednego z polskich zespołów brzmią dziś wyjątkowo gorzko. Według
rankingu dumy narodowej badani Polacy w większości chcieliby mieszkać gdzie
indziej, nie czują się Polakami, tylko Europejczykami, a co najbardziej
bolesne, nie są dumni z tego, że urodzili się w Polsce...
... duma narodowa jest wyjątkowo łatwo obserwowalna wśród mieszkańców tych
państw, które niedawno odzyskały niepodległość , w których doszło do
znaczących przemian lub zmagały się z trudnymi wydarzeniami. Takie zjawiska
zazwyczaj jednoczą ludzi i wzmagają poczucie narodowej przynależności. Wyniki
uzyskane wśród Polaków zupełnie przeczą tej tezie. Dawno już opadła w nas
euforia zmian po 1989 roku, została gorycz, zniechęcenie i wzmagający się
smak porażki.
Wstydzimy się za polityków, za nędzne wyniki sportowe. Głosujemy nogami,
uciekając z tego kraju. Młodzi, którzy wyjechali, nie chcą żyć na obczyźnie
jak stara emigracja - w polskich środowiskach. Szybko odcinają się od
polskości. I w Polsce też to widać. Robimy zakupy, oglądamy telewizję, ale
cała reszta nas nie interesuje. Wybory, porządek na ulicy, cisza na osiedlu?
Wszystko mamy gdzieś - tak skomentował wyniki badań socjolog, profesor
Kazimierz Krzysztofek. „Głosowanie nogami”, o którym wspomina profesor wciąż
przybiera na sile. Polacy uciekają z Polski...
Widzimy wyraźnie, że exodus polskiego narodu nijak się ma do przedunijnej
euforii na otwierające się rynki pracy. Polacy nie chcą wyjeżdżać tak
tłumnie, ale często nie widzą innego wyjścia. Coraz bardziej realny staje się
dowcip: „Czym różni się PRL od IV Rzeczpospolitej? Za PRL-u rząd był w
Londynie a naród w kraju. W IV RP jest odwrotnie”. Z tej absurdalnej i
jednocześnie groźnej sytuacji zdają sobie chyba największą sprawę badacze i
sami wyjeżdżający. Pentor już w cztery lata temu alarmował, że do 2008 roku
ubędzie w Polsce około pół miliona obywateli w wieku produkcyjnym. Czarny
scenariusz sprawdził się o wiele szybciej, swoją dynamiką wprawiając w
zdumienie nawet samych badaczy. Naukowcy alarmują, że naród czuje się
upokorzony. Wydaje się, że jedyną grupą, która nie dostrzega problemu są...
politycy.
Z końcem maja bieżącego roku liczba bezrobotnych w Polsce wyniosła około
2.584 tys. osób. Tym samym Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej mogło
optymistycznie obwieścić jego spadek do 16,5 %. Cieszy się rząd, cieszy się
premier, w końcu jest powód do radości, zwłaszcza że osiągnięto wyniki przy
niewielkich inwestycjach. Szkoda tylko, że nie wspomina się o tym, że
malejąca stopa bezrobocia to właśnie efekt masowej ucieczki zdesperowanych
rodaków. Ucieczki, która prędzej czy później odbije się może nie rządowi, ale
Polsce potężną czkawką.
Już dziś w polskich szpitalach brakuje pielęgniarek, za cztery lata niedobór
ten może sięgnąć ponad 61 tysięcy. Większość obecnych studentek
pielęgniarstwa od początku nauki przygotowuje się pod kątem wyjazdu.
Wyjeżdżają też specjaliści. Od przystąpienia Polski do UE do 1 lipca 2005
emigracją zainteresowanych było ponad 3500 lekarzy, prawie 2000 lekarzy
specjalistów, ponad 1000 stomatologów. Co piąty polski lekarz deklaruje
zamiar opuszczenia kraju. Wyjeżdżają też eksperci z innych dziedzin - ponad
15 % młodych architektów zdecydowało się na emigracyjny wyjazd, do nich
dołączyła potężna, acz nie ujęta statystykami, liczba informatyków i
ekonomistów. Z Unii zaczęły się też pojawiać oferty pracy dla policjantów.
Oczywiście do rzeszy tych najlepiej wykształconych dochodzą fachowcy
budowlani, osoby z wykształceniem ogólnym, podstawowym i bez. Właściwie
trudno byłoby znaleźć grupę zawodową czy społeczną, która nie miałaby swych
reprezentantów wśród nowej emigracyjnej fali. No, może oprócz samych
polityków, chociaż i ci coraz bardziej zażarcie walczą o stołki w Brukseli...
– Nie cieszę się, że wyjechałam, ale wiem, że nie było wyjścia. Teraz
schowałam dyplom do szuflady i chwyciłam za ścierkę. Zaciskam zęby i
pocieszam się, że będzie lepiej. Może za rok pójdę tu na studia? - zastanawia
się Ewa, od trzech miesięcy w Austrii. Pytana o patriotyzm zastanawia się
długo. - Wiesz, może przemawia przeze mnie gorycz ostatnich lat, ale trudno
mi odpowiedzieć na to pytanie. Kocham rodziców, kocham przyjaciół, których
zostawiłam w kraju, język, naszą historię. Jak grała Polska z Niemcami byłam
całym sercem z „naszymi”. To chyba patriotyzm, prawda? Ale jeśli pytasz, czy
kocham Polskę, to nie wiem, co powiedzieć... Obrzydzili mi ją politycy,
afery, korupcja, bezrobocie, beznadzieja... Może kiedyś ją pokocham na nowo.
Chciałabym... - wyjaśnia. Damian, który ma już w Austrii dłuższy, bo dwuletni
staż, nie ma takich sentymentów. – Niech mi ktoś zarzuci, że jak wyjechałem,
to znaczy, że nie jestem Polakiem, to mu powiem, że na początku jestem
człowiekiem, a później obywatelem danego kraju. I jako człowiek mam prawo do
ludzkiego traktowania. Nie, nie wstydzę się, że jestem z Polski, ale też nie
krzyczę o tym na ulicy, bo nie ma się czym chwalić. Ale, jak to śpiewał
Staszewski, „niech się wstydzą ci, co robią, nie ci, co widzą...” Dedykuję te
mądre słowa polskiemu rządowi i ślę pozdrowienia z Wiednia - denerwuje się
Damian, absolwent ekonomii, który w Wiedniu dorabia na budowach.
Kolejnym osłabieniem naszej dumy narodowej jest podział społeczeństwa. Od
dłuższego czasu trwają spory, czy ci, którzy opuszczają kraj, są prawdziwymi
Polakami. Na dodatek nowo upieczony polski emigrant musi zmierzyć się z dawno
już zasiedziałymi rodakami. Wyniki tych konfrontacji bywają bolesne dla obu
stron. - Wolę już się trzymać tubylców i poznawać nową kulturę niż tkwić w
polskim skansenie. Wstyd mi też, kiedy spotykam ludzi, którzy po naście lat
tu siedzą i nie byli w stanie nauczyć się po niemiecku - ucina dyskusję
Dorota, która do Wiednia przyjechała na studia.
Inny punkt widzenia ma Polka mieszkająca w Wielkiej Brytanii. „Ja mieszkam w
Londynie od ponad 30 lat i jak dotąd moje doświadczenia były bardzo
pozytywne. Od ponad roku do Londynu zaczęli przyjeżdżać masowo Polacy.
Niestety, wielu nowo przybyłych swoim zachowaniem w bardzo szybkim tempie
niszczy dobrą opinię o Polakach, jaką niewątpliwie od czasów wojny byliśmy tu
otoczeni. Poczynając od potwornie wulgarnego języka, jakim duża część
Polaków posługuje się głośno i publicznie, poprzez wpychanie się do
pociągów, autobusów, aż po codzienne kradzieże w sklepach, jeżdżenie
komunikacją bez biletów i zupełny brak szacunku dla tutejszych praw i zasad.
Pani na mojej lokalnej poczcie, którą znam 25 lat, zapytała mnie, czy mogę
jej przetłumaczyć słowo "k….", bo Polacy wciąż go używają, a ona nie rozumie,
a jak tak często słyszy, to musi to być ważne słowo... Właśnie dlatego
zaczęłam się wstydzić bycia Polką w Anglii i nasza rodzina przestała mówić po
polsku w publicznych miejscach. Co gorsze, wielu moich znajomych ma bardzo
podobne doświadczenia - żali się pani Katarzyna. >>>>
Smutna rzeczywistos .....