Dodaj do ulubionych

Koniec świata prezenterów

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.11.04, 09:00
Polecam artykuł Grzegorza Brzozowicza w ostatnim numerze "Wprost", który jest
zatytułowany już w znamienny spoób "Koniec świata prezenterów". Nie ma go w
internetowym wydaniu tygodnika, więc trzeba przeczytać w wydaniu papierowym.
Wielu z tezmi tekstu się zgodzi, wielu będzie zapewne polemizować. Ja się z
niektórymi tezami zgadzam a z niektórymi będę polemizować, a na razie idę
trochę popracować.
Obserwuj wątek
    • r.e.d.a.k.t.o.r Re: Koniec świata prezenterów 02.11.04, 09:27
      www.wprost.pl/ar/?O=69718
      Pozdrawiamy,
      redakcja@trojka.net
      www.trojka.net
      • szef.komisji Re: Koniec świata prezenterów 02.11.04, 09:37
        "Scyzoryk, scyzoryk, tak na mnie wołają, Rogowiecki i BRZOZOWICZ, co się na
        muzyce znają" - pisał Kazik.
        I niech to będzie komentarz do artykułu tego pana.
        • Gość: Preslaw Re: Koniec świata prezenterów IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.11.04, 10:58
          A, rzeczywiście, zupełnie zapomniałem o tej genialnej piosence Kazika. Trfanie
          to on ujął.
          • viking73 Re: Koniec świata prezenterów 02.11.04, 12:39
            Laskowskie "Wprost" to doskonałe miejsce na publikowanie takich artykułów.
            Rozwalił mnie argument, że internetowa fora muzyczne świadczą o tym, że
            wspóczesna młodzież i studenci mają dobre rozeznanie muzyczne nawet bez audycji
            autorskich w radiu. Czy ta teza poparta jest wiarygodnymi badaniami
            fokusowymi? Jak duży procent młodych ludzi zabiera głos w takich dyskusjach?
            Czy przeprowadzono wiarygodny "test kompetencji muzycznych" na reprezantatywnej
            grupie młodych ludzi pozbawionych audycji autorskich? A może pan Brzozowicz
            zakończył artykuł zgrabnym wprawdzie stwierdzeniem, ale nie znajdującym
            potwierdzenia w faktach?
            • Gość: Preslaw Re: Koniec świata prezenterów IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.11.04, 13:15
              Od jakiegoś czasu tygodnik "Wprost" żyjący w przyjaźni z Laskowskim promuje
              urposzczoną wersję kultury lansując, niekiedy nachalnie kulturę amerykańską, i
              to w tekj wersji komerycjnej. Wyjątkiem był artykuł o Jarmuschu. Tekst
              Brzozowicza wpisuje się w tę tendencję. Nie byłbym zdziwiony, gdyby w niedługim
              czasie Brzozowicz dostał swoją audycję w Trójce, choć to co napisł świadczy, że
              nie rozumie on istoty radia. Ale w Trójce Laskowskiego też takich nie ma.
        • Gość: Alien Re: Koniec świata prezenterów IP: *.ds.amg.gda.pl 02.11.04, 14:59
          brednie pisane na zamowienie. artykul majacy uwypuklic rzekoma trafnosc drogi
          obranej przez trujke. tymczasem rzesze ludzi spragnione sa radia w ktorym jest
          miejsce na slowo, ktorego sie slucha, a nie slyszy, radia ktoremu obce sa
          selektory, brandy, tardzety, fokusy, slupki, plujlisty i inne nowotwory. takim
          radiem byl do czerwca 2000 roku program trzeci, perfidnie i z zimna krwia
          zniszczony przez bande siepaczy.

          alien
          • Gość: Muzykalny Detektyw co z prezenterami ? IP: *.postinfo.com.pl 02.11.04, 15:29
            Pięknie napisane Alien :)

            Jeden pomysł z artykułu podoba jest do rozważenia. Rokos prowadzący wesele.
            Wyobraźcie to sobie. Goście śpią pokotem przed oczepinami ;-)))
            • Gość: Preslaw Re: Rzetelność Brzozowicza na zamówienie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.11.04, 16:04
              Nieznajomość rzeczy, którą wykazał się Brzozowicz znajduje się między innymi w
              tym zdaniu: "W Polsce toczy się jeszcze walka o uratowanie prezenterów, bo
              rzekomo dzięki nim muzyczna sieczka okraszana jest wartościową refleksją i
              informacją. To mit: muzyczni prezenterzy opowiadają głównie o zawartości płyt,
              co w dobie Internetu i coraz powszechniejszej znajomości angielskiego jest
              zwyczajnym zawracaniem głowy. Nie dostrzegają, że muzyczni gawędziarze powinni
              trafić do lamusa - jak wodzireje.". Po pierwsze, gdzie się ta walka toczy i kto
              walczy? Skąd on wziął stwierdzenie, że rzekomo dzięki prezenterom muzyczna
              sieczka okraszana jest wartościową refleksją i informacją. Sieczka jest sieczką
              i żaden prezenter nic z nią nie zrobi wartościowego. Rozumieć też należy, że w
              radiiofoni polskiej nie ma sieczki myzycznej (isteniej rzekomo) tylko ci
              anachroniczni słuchacze z dawnej epoki chceliby coś dla siebie zachować, a
              przecież muzyka jest taka różnorodna, za co kocha ją trójkowa prezenterka
              Agnieszka Szydłowska. A może w ten sposób Brzozowicz chciał powiedzieć, że nic
              nie jest w stanie pomóc sieczce i rzekomo pomagają prezenterzy. Koronnym
              dowodem na to, że Brzozowicz pojęcia nie ma o czym pisze jest stwierdzenie, że
              prezenterzy opowiadają o zawartości płyt, co jest zawracaniem głowy w dobie
              powszechnej znajomości języka angielskiego i dostępności do Internetu. Szanowny
              panie Brzozowiczu, na czyje zamówienie pan tekst napisał. To ma być kulturowa
              analiza zjawiska, o którym pan mówi. To ma być w ogóle rzetelna i obiektywna
              analiza. Cóż ma w ogóle znaczyć zdanie, że pewności nie najsłynniejszy polski
              prezenter Piotr Kaczkowski, czy wpływa na gusty czy nie. Rozmawiał pan z nim,
              panie Brzozowicz, czy nie, czy laskowski pani o tym powiedział. Podejrzewam, że
              tekst jest zaczątkiem kolejnych zmian w naszej radości słuchania, które będą
              zmierzać do pozbycia się Piotra Kaczkowskiego i innych, których przecież już
              nikt nie chce słuchać. Napisałem na początku, że z pewnymi tezami się zgadzam,
              ale teraz zggadzam sie tylko co do tego, że nastąpiła rewolucja technologiczna,
              która zmieniła oblicze radiofonii.
              • Gość: Lesphenefryl Rzetelność Brzozowicza ?? IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 04.11.04, 23:21
                Wg mnie autor usiłuje udowodnić swoją tezę nie do końca prawdziwymi faktami.
                Wodzireje w wielu kręgach ( żeby nie pisać grupach społecznych ;-) cieszą sie
                dużym zapotrzebowaniem. Pan Brzozowicz piszę tekst z optyki Warszawki czy
                Krakówka zapominając, że jest jeszcze np. Kcynia, Suwałki czy Radomsko przy
                całym szacunku dla tych miejscowości ofcoz). To, że pan X sprawdzi sobie w
                internecie co grają w USA nie znaczy, że pani Y nie ma prawa dowidzieć sie tego
                z publicznego radia bo np. na internecie się nie zna albo jej nie stać na
                komputer. Czy to znaczy, że słuchaczy trzeba podzielić na tych lepszych ( z
                grupy fokusowej) i tych gorszych z poza grupy? I co to jest ta grupa fokusowa?
                Czy to są ci bogaci z pieniędzmi na wydawanie ( bo takich kochają reklamodawcy)
                i których jest malutka część społeczeństwa? No to może niech oni tylko płaca
                abonament jeśli dla nich jest program. A gdzie znależć coś dla tych, których
                bogactwem jest dusza i rozum i miłość do muzyki czy słowa?

                Brzozowicz pisze:
                "Osobiste gusty prezenterów przesądzały o tym, czego słuchała cała Polska. W
                konsekwencji popularne stawały się często marginalne zespoły, czczeni byli
                niszowi herosi w rodzaju Leonarda Cohena..."

                Ten " niszowy heros" Leonard Cohen sprzedał w Polsce ponad 130 tysiecy
                egzemplarzy tylko jednego albumu " The New Songs". Był to największy hit
                sprzedaży roku 2001 tuż po grupie "Ich Troje".

                Czy autor naprawdę uważa, że coś takiego jak edukację muzyczną to sie wysysa z
                mlekiem matki? Dziś z plejlisty płynie sieczka o której decyduja majorsi. Bo
                stoi za tym kasa. A jak taki prezenter puści cos niszowego, niezależnej
                wytwórni i nie daj Bóg komuś sie to spodoba to kasa nie popłynie tam gdzie
                trzeba.
                I tak wyrasta pokolenie umpa-umpa dla którego Chopin to nazwa wódeczki a
                największymi gwiazdami zakolczykowany gość i jęcząca panienka z Idola za to z
                niezłą figurą.

                PS.
                Dzięki za informacje o artykule. Wprost przestałem kupować pare lat temu. Bez
                żalu zresztą. No może tęsknie za rysunkami Sawki ( pozdrowienia ;-). Czasem
                zagladam na www i widze ze smutkiem jak poziom tej gazety zbliża sie do "Faktu"
                No cóż , nie tylko prezenterzy przechodzą do historii ;-)


                • Gość: Lesiek Re: Rzetelność Brzozowicza ?? IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 05.11.04, 07:10
                  > Brzozowicz pisze:
                  > "Osobiste gusty prezenterów przesądzały o tym, czego słuchała cała Polska. W
                  > konsekwencji popularne stawały się często marginalne zespoły, czczeni byli
                  > niszowi herosi w rodzaju Leonarda Cohena..."
                  > Ten " niszowy heros" Leonard Cohen sprzedał w Polsce ponad 130 tysiecy
                  > egzemplarzy tylko jednego albumu " The New Songs". Był to największy hit
                  > sprzedaży roku 2001 tuż po grupie "Ich Troje".

                  To niczego nie dowodzi, bo Brzozowiczowi chodzi o to, że Cohen był niszowym
                  herosem na Zachodzie. Nie wiem, jak się sprzedawały na Zachodzie albumy Cohena,
                  ale wiadomo, że stał się inspiracją dla bardzo wielu twórców, że na albumie-
                  hołdzie dla niego zagrali tacy artyści jak REM czy Nick Cave - a więc
                  bynajmniej nie niszowi.
                  A popularność Cohena w Polsce to chyba głównie skutek tłumaczeń i wykonań
                  Zembatego - a nie prezentacji radiowych.
                  Tak więc - pudło IMO.

          • Gość: Lesiek Re: Koniec świata prezenterów IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 02.11.04, 18:51
            > brednie pisane na zamowienie.

            Żeby było jasne - wydaje mi się, że Brzozowicz ma takie poglądy od bardzo
            dawna, i niekoniecznie pisze "na zamówienie". (Pamiętam, że jeszcze w połowie
            lat 90. opowiadał, że Trójka musi się "unowocześnić").
            Prawdą jest, że rola prezenterów się zmienia - ale ogłaszanie ich śmierci
            wydaje mi się cokolwiek przedwczesne.
            • Gość: lukashh Re: Koniec świata prezenterów IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.11.04, 23:04
              Zastanawiam się - proszę mi wybaczyć - co za palant pisał ten artykuł.
              Kompletnie nie zna realiów i tendencji jakie dominują w radiu. Widać, że
              niezbyt zgłębił temat, bo po co? W Polsce jeszcze tego nie widać, a raczej nie
              słychać, ale na Zachodzie tendencje są zupełnie inne. W Stanach Zjednoczonych,
              w Europie Zachodniej zrozumiano już, że radio nie opiera się tylko i wylącznie
              na "puszczaniu hitów, przebojów" itd..., a na kontakcie ze słuchaczem. Tak,
              tak... Własnie tam na Zachodzie, skąd przyszła do nas moda na DJów "z puszek",
              nagranych wcześniej, bądź brak jakichkolwiek zapowiedzi tego, co siępojawi,
              jakiegoś komentarza muzycznego, teraz wracają do starych sprawdzonych sposobów
              w postaci słowa przeplatającego piosenki. Słowa, które ma sens, a nie błebłania
              o dupie Maryni. I u nas też to będzie, z tym, że póki co pan Kozyra i Tyczyński
              tego nie rozumieją. Oni teraz będę temu zaprzeczać, wypierać się komentarza do
              tegż zjawiska. Ale jeszcze zmienią zdania, kiedy tylko się okaże, że radio, w
              którym leci sieczka przeplatana głupawymi komentarzami nie ma sensu...
              • Gość: Preslaw Re: Koniec świata prezenterów IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 02.11.04, 23:22
                Ten palant, jak to ująłeś, który napisał ów artykuł nazywa się Grzegorz
                Brzozowicz, o którym Kazimeirz Staszewski wspomniał był w swojej piosence "12
                groszy" twierdząc, że się na myuzyce zna. Z tekstu widać, że nie zna się na
                radiu. Być może masz rację, że Kozyra i Tyczyński czegośważnego o słowie w
                radiu nie wiedzą, ale póki co w plskiej radiofonii to oni są na górze, a my na
                dole.
                • greg_f Re: Koniec świata prezenterów 03.11.04, 22:07
                  BTW - 5 lat temu to właśnie Brzozowicz zrobił z Kaczkowskim wywiad
                  dla "Machiny":

                  www.trojka.net/protest/inc/index2.php?art=0001
                  • Gość: astat Re: Koniec świata prezenterów IP: *.wat.sdi.tpnet.pl 04.11.04, 08:02
                    A ja podrzucę ranking prezenterów według Kazika. Z 2002 co prawda, ale jak
                    najbardziej na temat.
                    www.kult.cad.pl/prasa_21.html
    • neandertalski ja pewnie, znowu się mylę... 04.11.04, 10:22
      ...ale trochę podobnie jak Preslaw z wieloma tezami jednak się zgadzam.
      Przede wszystkim Brzozowicz nie jest człowiekiem znikąd. Jak zapodała astat
      zresztą Kazik ocenił go 1 na 6 dla ogółu i 6 na 6 dla koneserów, czyli przy
      całej ich skomplikowanej znajomości, pewnie raczej go szanuje. Ja z kolei
      pamiętam najbardziej Brzozowicza ze starego jeszcze czarno-białego NON STOPU w
      którym pisywał i to były chyba jedyne wtedy rzetelne źródła informacji o punk
      rocku na świecie, pisywali tam zresztą w tym czasie i Rogowiecki, i Piekut, i
      Mann, i Hołdys, i Waschko i wielu innych. Dlatego jakoś chyba nie bardzo zgodzę
      się z tym wstępnym huzia na józia, że to jakiś burak znikąd coś bredzi.
      Z drugiej strony ciężko nie zgodzić się z tym, ze wygląda to na jakąś wstępną
      akcję rozpoznawczą przed konsekwentnym wywaleniem reszty tzw prezentewrów z
      trUjki, w końcu w tym tercecie egzotycznym trUjka-wprost-polsat, nikt nie robi
      niczego co by dotyczyło pozostałych w konsorcjum, ot tak sobie. Teraz pewnie
      Lis powinien przemówić z ekranu i zapodać druzgocące argumenty, opierając się
      np na opiniach znanych dziennikarzy muzycznych, czyli np Brzozowicza. A później
      akcją kończącą będzie ostateczne rozwiązanie tej kwestii w trUjce, w dodatku z
      pewnością oparte na rzeczowych opiniach z prasy i telewziernika.
      Z trzeciej strony mi jednak ciężko powiedzieć, ze Brzozowicz gada głupoty, nie
      wiem np co oznacza ten powrót do mediów retro na zachodzie, na co dzien zdarza
      mi się jeździć po skali różnych rozgłośni niemieckich i zwykle dopiero gdy
      zabiera głos spiker dociera do mnie, że to nie zetka, eska czy trUjka tylko
      ichny enerefefem. Ciężko mi uwierzyć w to, ze telewizja zawróci z obranej
      drogi, tym bardziej radio, jako jeszcze mniej nadające się do nadawania reklam
      odnoszących zamierzony skutek. Wg mnie to co raz weszło na tzw rynek już z
      niego nie zejdzie. Artykuł Brzozowicza, jest oczywiście też jakimś śmiesznym
      dorabianiem ideologi do beznadziejnej trUjkowej prowizorki ale to nie zmienia
      faktu, że radio takim jakim było odchodzi.
      Poznałem ostatnio trochę młodych ludzi, dwudziestoparoletnich i powiem, ze ja
      mogę potwierdzić, to, że mają całkiem niezłe rozeznanie w muzyce która ich
      interesuje. Mnie też dziwiło skąd oni tyle wiedzą? Przecież w radiu wiadomo. A
      oni sobie świetnie radzą w nowych warunkach, proponuję zresztą np popatrzcie na
      scenę tzw metalowców, słyszał ktoś kiedyś o radiu dla metalowców? A oni mają
      się doskonale jako gatunek muzyczny i grupa gatunkowo-społeczna. Dzięki nowym
      środkom łączności, ze tak powiem ale nie ze słuchaczami, tylko między
      słuchaczami jest wszystko inaczej. Ja sam pamiętam czasy gdy w mojej wsi
      uchodziłem za postać o której sobie przekazywano legendy bo miałem w połowie
      lat 80tych oryginalne płyty pistolsów i boba marleya. Te czasy minęły, dziś
      łebki sobie kopiują muzykę dyskografiami w mp3 i słuchają tego, naprawdę byłem
      powalony tym jak można z ludźmi pogadać. Wygląda na to, ze nowym pokoleniom
      wydajność przełykowa wzrasta. Radio już dawno odpadło z tej gry, samo
      zredukowało się do muzyki z puszki którą coraz trudniej odróżnić od reklam ją
      oddzielających. To zdychające medium, podobnie jak to jest zdychające forum,
      zobaczcie ilu ludzi tu zagląda i zabiera głos, najczęściej w kółko kilka, w
      najlepszym razie kilkanaście tych samych nicków, osób które gdzieś chcą dać
      upust swojemu oburzeniu. I wszystko, psy szczekają karawana jedzie dalej, albo
      raczej karawan.
      • Gość: Lesiek Re: ja pewnie, znowu się mylę... IP: 80.51.231.* 04.11.04, 12:30
        > Poznałem ostatnio trochę młodych ludzi, dwudziestoparoletnich i powiem, ze ja
        > mogę potwierdzić, to, że mają całkiem niezłe rozeznanie w muzyce która ich
        > interesuje. Mnie też dziwiło skąd oni tyle wiedzą? Przecież w radiu wiadomo.
        A oni sobie świetnie radzą w nowych warunkach, proponuję zresztą np popatrzcie
        na scenę tzw metalowców, słyszał ktoś kiedyś o radiu dla metalowców?

        W internecie jest ich sporo pewnie :).

        >Te czasy minęły, dziś łebki sobie kopiują muzykę dyskografiami w mp3 i
        słuchają tego, naprawdę byłem powalony tym jak można z ludźmi pogadać.

        A ja czytam parę muzycznych list dyskusyjnych, gdzie są ludzie o wiedzy
        naprawdę imponującej i sądzę, że większej od znacznej części prezenterów
        radiowych. Ale i dla nich audycje Boryczki czy Hawryluka były czymś ważnym i
        czymś, czego zawsze usiłowali posłuchać. Bo rola prezenterów się zmienia, to
        prawda. Dzisiaj nie jest problemem samo _dotarcie_ do muzyki, kwestią jest
        opowiedzenie o niej i zaciekawienie nią.

        Skądinąd, naprawdę dziwię się Brzozowiczowi. Sam był prezenterem i to naprawdę
        dobrym. Tyle, że zapatrzonym w zagraniczne hierarchie i wartości. Wydaje mi
        się, że to widać też w tekście, o którym dyskutujemy.
        • neandertalski Re: ja pewnie, znowu się mylę... 04.11.04, 13:55
          > Skądinąd, naprawdę dziwię się Brzozowiczowi. Sam był prezenterem i to
          naprawdę
          > dobrym. Tyle, że zapatrzonym w zagraniczne hierarchie i wartości. Wydaje mi
          > się, że to widać też w tekście, o którym dyskutujemy.

          No właśnie ja też się mu dziwię, bo czytałem różne jego teksty ale takiego
          przyłożenia ręki do sprawy nie spodziewałem się przeczytać z jego podpisem. Co
          do jego zapatrzenia w zachód to poniekąd może nawet i nie jest to wcale takie
          dziwne, nasza polska muzyka zawsze była jedynie kalką i tak samo śmieszni są
          poprzebierani za beatelsów bigbitowcy z lat siedemdziesiątych, jak punkowcy z
          lat osiemdziesiątych i cała reszta naszych scenicznych reprezentantów.
          Brzozowicz wolał po prostu oryginały niż nasze polskie kopie. Jednak zachód nie
          we wszystkim mieć musi rację, z tym że jak do tej pory przejmowaliśmy od nich
          wszystkie mody więc czemu nie tę? W końcu częste i moim zdaniem mocno na wyrost
          porównywanie Kaczkowskiego i Johna Peela też wynika właśnie z tego, że nie
          potrafiliśmy sami nic wymyślić, tylko mamy wiecznie czerwone gitary - polskich
          beatelsów, Kaczkowskiego - polskiego Peela, lady pank - polskie Police,
          republikę - polskie Talking Heads, madame - polskie the cure, made in poland -
          polskie joy division, 1,2,3 - polskiego Toma Waitsa, SBB - polskie Pink Floyd,
          Nalepę - polskiego Hendrixa, budkę suflera - polskie deep purple, perfect -
          polskie led zeppelin, Krawczyka - polskiego Jonesa, tę babkę z blue caffe -
          polską Anastasię itd, itp... Radio z prezenterem też przyszło do nas z zachodu,
          wszystko stamtąd przyszło, więc i najnowsze TRENDY. Jak zawsze.
          • Gość: Lesiek Re: ja pewnie, znowu się mylę... IP: 80.51.231.* 04.11.04, 15:39
            > No właśnie ja też się mu dziwię, bo czytałem różne jego teksty ale takiego
            > przyłożenia ręki do sprawy nie spodziewałem się przeczytać z jego podpisem.
            Co
            > do jego zapatrzenia w zachód to poniekąd może nawet i nie jest to wcale takie
            > dziwne, nasza polska muzyka zawsze była jedynie kalką i tak samo śmieszni są
            > poprzebierani za beatelsów bigbitowcy z lat siedemdziesiątych, jak punkowcy z
            > lat osiemdziesiątych i cała reszta naszych scenicznych reprezentantów.
            > Brzozowicz wolał po prostu oryginały niż nasze polskie kopie.

            Każdy wolał. Tu chodzi o co innego - że skoro angielska czy amerykańska prasa
            muzyczna pisze, że dany nurt jest trendy, a inny be, to ma to być dla nas
            wyrocznią - bo inaczej jesteśmy nienowocześni i zacofani. I podobnie z
            prezenterami w radiach - to, że jest ich coraz mniej na całym świecie, to
            pewnie fakt, pytanie, czy nam się ma to podobać czy nie. Brzozowicz z tego, że
            tak się dzieje, wyciąga wniosek, że tak być powinno. Dla mnie to przejście jest
            fałszywe.

            >tylko mamy wiecznie czerwone gitary - polskich
            > beatelsów, Kaczkowskiego - polskiego Peela, lady pank - polskie Police,
            > republikę - polskie Talking Heads, madame - polskie the cure, made in poland -
            > polskie joy division, 1,2,3 - polskiego Toma Waitsa, SBB - polskie Pink
            Floyd, Nalepę - polskiego Hendrixa, budkę suflera - polskie deep purple,
            perfect - polskie led zeppelin, Krawczyka - polskiego Jonesa, tę babkę z blue
            caffe - polską Anastasię itd, itp.

            E, e, aleś się rozpędził... SBB to z Mahavishnu Orchestra porównywano trafniej,
            a co ma Perfect z LZ albo Republika z Talking Heads (IMO to kompletnie różne
            światy są!), albo Nalepa z Hendrixem czy Budka z Purplami to ja kompletnie nie
            rozumiem. A tacy artyści jak Niemen czy Grechuta byli zjawiskami samymi dla
            siebie i naprawdę trudno by ich do kogoś porównać.
            • Gość: Preslaw Re: ja pewnie, znowu się mylę... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.11.04, 16:31
              Neandertalski napisał, że radio jakie było kiedyś odchodzi w przeszłość.
              Zgadzam się z tym, to słychać "gołym uchem". I nie byłoby w tym niczego złego,
              bo każde zjawisko musi podlegać zmianom. Tylko dlaczego te zmiany muszą iść za
              wszelką cenę w jednym kierunku, czyli w kierunku komercji i to też odlanej
              jakby z jednej matrycy i likwidacji słowa do minimum, czyli pozbycia się
              prezenterów. Jerzy Sosnowski, jeden z nielicznych jasnych punktów nowej Trójki,
              napisał w swoim internetowym dzienniku (zob. właściwy watek na forum), że radio
              ma zasapokajać potrzeby a nie je kreować. (co nie oznacza że on się tym
              zgadza). Takie ma być nowoczesne radio. Ja chciałbym się dowiedzieć dlaczego
              tak musi być. Grzegorz Brzozowicz, skądinąd znawca muzyki niezły, tym tekstem
              wpisuje się w ten nurt myślenia. Radiofonia w takim kształcie jaki się obecnie
              wykluł zakłada, że jedyną potrzebą człowieka jest łatwa strawa, łatwe melodie,
              nieskomplikowane rozmowy. Ale tak nie jest. Ludzie mają autetntyczne głębsze
              potrzeby.To forum też o tym świadzcy. Nie zwraca też uwagi Grzegorz Brzozowicz,
              i jego piórem tygodnik "Wprost" lansujący kulturę komerycją na to, że ta
              właśnie kultura w pewnym momencie staje nudna i niestrawna. Wieloktorne
              powtarzanie tej samej piosenki na antenie może wywołać w końcy odruch wymiotny,
              choćby nie wiadomo jak przebojowa była piosenka. Ale ja jestem w mniejszości.
              Wy też.
              • neandertalski one way 05.11.04, 09:16
                no właśnie dlaczego tak? Mnie też to nie daje spokoju, kiedyś żartami tu
                dochodziłem do wniosku, ze po prostu w obliczu zmieniającego się świata mamy do
                czynienia w ramach globalizacji i standaryzacji z nowym rodzajem totalitaryzmu.
                Polega on na wmówieniu pewnych potrzeb, tak aby człowiek sam nabrał
                przekonania, ze jest mu potrzebne wlaśnie to albo właśnie tamto, zależnie od
                tego co akurat jest w danym momencie towarem do opchnięcia. Czy dzisiejsza
                wolność tak wszędzie głoszona i broniona jest rzeczywiście wolnością w
                porównaniu do tego co było za przysłowiowej komuny?
                Przecież wszechpotężna machina reklamowa, tak naprawdę zajmuje się
                kształtowaniem swoich konsumentów i to w majestacie prawa, jesteśmy
                bombardowani zewsząd reklamami, promocjami, gierkami psychologicznymi i powoli
                redukuje się nas do roli idealnego klienta, którego zakupy da się przewidzieć i
                zaplanować. I nic więcej nikogo nie interesuje. Podam nawet taki może niby
                głupi przykład ale daje mi on do myślenia od dawna. Kiedyś dawno temu kupowałem
                sobie magnetofon i zależało mi na tym aby miał regulację prądem podkładu,
                ręczną regulację. Technics w tym czasie wypuścil swój model, zdaje się AZ7, to
                był najwyższy model z ich półki i w nim była ta regulacja prądem podkładu
                zredukowana to ustawienia automatycznego, standardowego, jeśli dobrze pamiętam
                były tylko trzy pozycje, hajg, loł i standard. Tyle. Udało mi się kupić jeszcze
                poprzedni model 767 czy 747? w którym regulowało się pełen zakres ręcznym
                pokrętłem. Po prostu mozliwości tego sprzętu zostały uproszczone i uśrednione,
                choć to był model najwyższy w tym segmencie i tu właśnie raczej klientom
                zależało na tym aby nie był standardowy.
                I wydaje mi się, ze coraz częściej jesteśmy tylko o tyle ważni o ile jesteśmy
                wypłacalni. Wyseparowano grupę docelową do której ma trafiać trUjka w nowej
                szacie i koniec, to nie radio ma się dostosować, tylko ludzie. Dlatego, ze to
                kosztuje kupę siana, jest przemyślane, zgodne z trendami i w ogóle. Nie wolno
                utrudniać. W dodatku tej wolności i demokracji o którą walczyliśmy pilnuje
                armia i policja która też kosztuje kupę siana, więc po co się spierać, jak to
                zapodał kiedyś basetla, jedzcie gó.. miliony much nie mogą się mylić.
                Dziś hasła propoagandy komunistycznej na murach zastąpiły bilbordy ale mam
                wrażenie, że manipulacja jest jeszcze gorsza. Dlaczego? Dlatego, że kiedyś
                komuna walczyła z objawami inności traktując je jak zagrożenie dla siebie,
                jednocześnie jednak walką tą inność wzmacniała. Dziś z kolei inność nawet
                jezeli urośnie w siłę stanie kolejnym towarem na sprzedaż, nie buntując się
                dalej tylko chcąc się przyłączyć i z innością tą nikt tak naprawdę nie walczy.
                Po co? Jeżeli urośnie w siłę dołączy do pozostałych towarów, jeżeli nie to tym
                bardziej nie było sobie czym glowy zawracać.
                Dziś rządzi rynek i nic, nic innego się nie liczy. Jak na coś nie ma kasy to to
                coś albo sobie tę kasę załatwi albo po prostu zdechnie. Przedsięwzięcia nie
                przynoszące wymiernych i namacalnych zysków są skazane jedynie na bycie
                kaprysem tych którzy kasę mają, więc na co im przyjdzie ochota, to będą
                sponsorować. Stara góralska zasada, kto ma owce ten ma co chce. A że bogaci np
                radia prezenterów nie potrzebują..., albo może jeszcze nie wiedzą że
                potrzebują? Trzeba zasięgnąć informacji w specjalistów, oni to pewnie, zmierzą,
                zważą, przeliczą i zrobią wykres, są w końcu specjalistami, mają ceryfikat bo
                spełniają warunki.
                Najbardziej mnie tylko w tym wszystkim śmieszy to jak bardzo wszyscy się
                troszczą o potencjalnych klientów, olewając w zasadzie grupy które do kasty
                konsumentów z przyczyn ekonomicznych kandydować raczej nie mogą.
                No dobra znowu bzdur naprodukowałem mogę więc wracać do łopaty.
            • neandertalski teraz polska 05.11.04, 08:30
              > E, e, aleś się rozpędził... SBB to z Mahavishnu Orchestra porównywano
              trafniej,
              >
              > a co ma Perfect z LZ albo Republika z Talking Heads (IMO to kompletnie różne
              > światy są!), albo Nalepa z Hendrixem czy Budka z Purplami to ja kompletnie
              nie
              > rozumiem. A tacy artyści jak Niemen czy Grechuta byli zjawiskami samymi dla
              > siebie i naprawdę trudno by ich do kogoś porównać

              Kwestia gustu, SBB mi jednak z Floydami, chodzi mi o przestrzenie. Co do
              perfectu to wg mnie Markowski jednak trochę chciał być Plantem, ja tak go
              przynajmniej słyszę, choć zdaje się gdy w latach osiemdziesiątych rozchodzilili
              się z Hołdysem, ten ostatni zarzucał mu, ze nie potrafił powiedzieć
              blusłejszus. No i jakos tak ogólnie te rockowe ich kawałki z led zeppelin mi
              się kojarzyły, oczywiście nie ta perkusja ale takiego pałkera jak Bonham to
              nikt na świecie więcej nie miał. No i ballady... Mimo całe rockowe granie,
              które perfect miał takie sobie zresztą, przeszli do historii dzięki balladom,
              podobnie jak u nas się kojarzy w zasadzie led zeppelin jako tych od schodów do
              nieba, no i kilku jeszcze, moim zdaniem nawet lepszych kawałków rozdzierających
              serce z ich pierwszych trzech płyt. Moim zdaniem zresztą ich płyta czwarta była
              cienka jak barszcz, zwłaszcza w porównaniu do pierwszych dwóch. Uważam też, ze
              kawałek "rock'n'roll" Led Zeppelin to schemat na którym opierały się rockowe
              kawałki perfectu.
              Republikę z kolei najtrafniej chyba określano porównując do połączenia talking
              heads z dżetrotal, pewnie dlayego, że nikt inny z fletem nie przychodził
              ludziom do głowy. Jednak mi najbardziej przypominali początki talking heads z
              płyt takich jak "fear of music" albo "more songs about bildings and food"
              Dlaczego Nalepa z Hendrixem? Posłuchaj riffów gitarowych Nalepy, oczywiście
              brak mu tego polotu improwizacji ale schemat riffowy dla mnie ten sam, albo
              porównaj dwa kawałki "hey joe" i "oni zaraz przyjdą tu", ja wiem że to różne
              melodie i zresztą hey joe to nawet nie jest kawałek Hendrixa ale ich teksty to
              jak jedna opowieść, joe idzie z pistoletem zabić swoją niewierną ukochaną a w
              oni zaraz przyjdą tu, wiadomo... ;-)
              Co do budki suflera to będę się jednak upierał, że Lipko chciał być Lordem i
              koniec. A jak to wygląda w praktyce, hm wystarcxzy spojrzeć na zdjęcia;) I też
              chodzi mi o ich stare kawałki, oglądałeś może "Przepraszam czy tu biją"? Widać
              tam jak prezentowali się na scenie i to brzmienie, że o pozach artystów na
              scenie nie wspomnę.
              Z kolei co do artystów dla nas charakterystycznych z ktorymi trudno coś począć
              jak Grechuta czy Niemen, ja dorzuciłbym jeszcze Rodowicz, Villas, Demarczyk, no
              to moje zdanie jest takie, że są to dziwolągi trudne do zdefiniowania i w
              Polsce nie były wcale łatwo konsumowane ale za granicą tym bardziej. Więc co z
              tego wynika? Nic, ich wplyw na losy świata ze wskazaniem na losy muzyki był
              żaden. Chopin może gdyby był w 100% Polakiem też nie byłby tym kim jednak był.
              Takie są moje prywatne odczucia po prostu.
              Jedynym polskim wynalazkiem którego nikt inny nie mógłby wymyślić, jest wg mnie
              drink którego serwuje się w jakiejś tam knajpie, nazywa się Andrzej Lepper i
              składa się z dwóch składników: spirytusu i soku z buraków.
              • Gość: Lesiek Re: teraz polska IP: 80.51.231.* 05.11.04, 09:30
                No i ballady... Mimo całe rockowe granie,
                > które perfect miał takie sobie zresztą, przeszli do historii dzięki balladom,
                > podobnie jak u nas się kojarzy w zasadzie led zeppelin jako tych od schodów
                do nieba, no i kilku jeszcze, moim zdaniem nawet lepszych kawałków
                rozdzierających serce z ich pierwszych trzech płyt. Moim zdaniem zresztą ich
                płyta czwarta byłacienka jak barszcz, zwłaszcza w porównaniu do pierwszych
                dwóch. Uważam też, ze kawałek "rock'n'roll" Led Zeppelin to schemat na którym
                opierały się rockowe kawałki perfectu.

                Może parę z nich. Na pewno prawie każdy zespół rockowy jakoś się do Led
                Zeppelin odnieść musiał, ale trudno widzieć w Perfekcie po prostu polski
                odpowiednik LZ - to jednak inna muzyka była, LZ nigdy nie nagrywał takich
                oszczędnych kawałków jak "Wyspa, drzewo, zamek" - one są raczej Policyjne,
                jeżeli już :). A płyta I Ching (fakt, że to nie Perfect, ale muzycy Perfectu
                odgrywali na niej najważniejsze role) nawet nie stała obok Led Zeppelin.

                > Republikę z kolei najtrafniej chyba określano porównując do połączenia
                talking heads z dżetrotal, pewnie dlayego, że nikt inny z fletem nie
                przychodził ludziom do głowy. Jednak mi najbardziej przypominali początki
                talking heads z płyt takich jak "fear of music" albo "more songs about bildings
                and food"

                > Z kolei co do artystów dla nas charakterystycznych z ktorymi trudno coś
                począć
                > jak Grechuta czy Niemen, ja dorzuciłbym jeszcze Rodowicz, Villas, Demarczyk,
                no to moje zdanie jest takie, że są to dziwolągi trudne do zdefiniowania i w
                Polsce nie były wcale łatwo konsumowane ale za granicą tym bardziej. Więc co z
                tego wynika? Nic, ich wplyw na losy świata ze wskazaniem na losy muzyki był
                żaden.

                A ilu wykonawców spoza strefy anglosaskiej taki wpływ miało (mowa o latach
                70.?).


                • neandertalski Re: teraz polska 05.11.04, 10:24
                  > Może parę z nich. Na pewno prawie każdy zespół rockowy jakoś się do Led
                  > Zeppelin odnieść musiał, ale trudno widzieć w Perfekcie po prostu polski
                  > odpowiednik LZ - to jednak inna muzyka była

                  zgoda, nie mówię, ze to to samo, tylko jakoś tak na moje zezowate oko i
                  przygłuche ucho to mi pasowali, chyba najbardziej przez te ballady...

                  LZ nigdy nie nagrywał takich
                  > oszczędnych kawałków jak "Wyspa, drzewo, zamek" - one są raczej Policyjne,
                  > jeżeli już :).

                  no cóż masz rację, choć porównanie do police to jednak tak ogólnie punkt dla
                  mnie;) a z trzeciej strony to szczerze mówiąc led zeppelin maly romas z reggae
                  też mieli, tylko ło jezu jakie to było reggae... Bonham i reggae :-))))
                  Tak czy owak ten mały romans podłapali wg mnie całkiem udanie Dread
                  Zeppelin i udowodnili, że wszystkie hiciory zeppelinów to po prostu
                  zakamuflowane reggae ;-)))

                  A płyta I Ching (fakt, że to nie Perfect, ale muzycy Perfectu
                  > odgrywali na niej najważniejsze role) nawet nie stała obok Led Zeppelin.

                  Powoli, powoli... Najważniejszy to tam chyba nie był nikt, tak przynajmniej
                  uważam, plyta jeżeli już to wg mnie bliżej jest dyskografii Martyny Jakubowicz
                  albo Waglewskiego niż Perfectu.

                  > A ilu wykonawców spoza strefy anglosaskiej taki wpływ miało (mowa o latach
                  > 70.?).

                  No trochę ich było, głównie z andergandu ale jednak byli i to bardzo ważni,
                  zwlaszcza niemieckie kapele takie jak FAUST, CAN, DOME (chyba niemiecka?), DAF
                  czy Kraftwerk i kilka ktorych nie pomnę nazw, musiałbym poszperać w mojej
                  biblii Palczewskiego;) Wg mnie cała psychodeliczna ekipa tamtych lat to ważne
                  kapele których płyty do dziś trudno przecenić. A byli i ze Skandynawii SAMLA
                  MAMMAS MANNA, klasyk potężny i z Francji Etron Fou,guru jakim był Fred Frith
                  sam się do nich zglaszał aby nagrać razem płyty, GONG też chyba raczej powinno
                  uważać się za kapelę z Francji. .
                  Polska nikogo nie inspirowała muzycznie w tamtych latach, raczej odwrotnie.
                  Wynikało to z wielu spraw ale jednak Czesi w tym samym czasie, wiadomo. A i
                  Jugosławia dorobiła się swojego Laibacha (no może nie swojego, to w końcu
                  Słoweńscy nacjonaliści a nie Jugosłowiańscy;).
                  Z naszych kapel tylko pojawia się nazwa REPORTAŻ, za granicą. Ale czy ktoś u
                  nas z kolei w ogóle wie o kogo chodzi...?

                  PS
                  ale że TSA było polskim AC/DC to chyba się zgodzisz?
                  pozdrawiam
                  :-)
                  • Gość: Muzykalny Detektyw nie na temat ;-) IP: *.postinfo.com.pl 05.11.04, 10:47
                    Ale fajnie piszecie :-)
                    Miło poczytać i powspominać.
                    Dzięki za Wasz udział w moich wspomnieniach.

                    Pozdrawiam z szacunkiem.
                    Muzykalny Detektyw

                    PS. z uznaniem muszę napisać, że przy Waszej wiedzy używam swojego nicka jak
                    uzurpator :-)))
                    • neandertalski Re: nie na temat ;-) 05.11.04, 12:11
                      hej nie przesadzajmy z uzurpacjami;) Ja też pozdrawiam i mam tylko nadzieję, ze
                      niechcący nie wziąłem udziału w Twoich wspomnieniach związanych z Andrzejem
                      Lepperem. Nadzieję mam dużą, bo ciężko chyba o niezatarte wspomnienia, o TAKIM
                      spotkaniu;)
                      mazeł taw!
                      • Gość: Muzykalny Detektyw Andrzej L. - uchowaj Boże !!! IP: *.postinfo.com.pl 05.11.04, 12:41
                        Zdecydowanie to nie jest ten kierunek :-)

                        Do tej listy wspomnień chciałbym tylko dorzucić grupę Focus z Holandii i
                        Olympic z CSRS. Była też jedna kapela z Węgier ( nazwy nie pomnę ale nie
                        Locomotiv ani nie Omega) grająca dość ostro.

                        Dlaczego o tym pisze?
                        Bo gdyby nie PREZENTERZY PR III to nigdy bym się o nich nie dowiedział.

                        Dlatego Szanowni Państwo - czapki z głów!!!
                        • neandertalski wspomnień czar... 05.11.04, 13:32
                          no to jak tak to ja po linii dołożę jeszcze SCORPIONSów, a co w końcu przecież
                          wstydzić się nie ma czego. Czy płakałem przy takich kawałkach jak "holidaj"
                          albo "łen dy smołk is gona dałn", czy wreszcie "still loving you"??? Czy
                          płakałem? Nie, ja wyłem, ryczałem z bólu, serce me krwawiło, dusza ma się
                          rwała, eh miał kiedyś człowiek zdrowie;)
                          Co tu dużo gadać, Niemcy to potęga, nawet gdy usiłują śpiewać po angielsku.
                          Choć co do tego czy dokonania Nico były większe na polu muzycznym czy łóżkowym
                          zdają się być podzielone. Zapomnieliśmy też o twórcach takich jak Nena czy
                          Modern Talking, zwłaszcza Ci ostatni co tu dużo gadać są klasyką. Punkowcy z
                          Die Totenhosen do dziś dają czadu choć włos już im się wyłysiał, ale była i
                          Nina Hagen i Toksoplasma i zdaje się Blitz.
                          A ze Skandynawii chyba grzechem byłoby nie wspomnieć jednak ABBY albo AHA. Bo z
                          kolei wspominanie o grupie Europe za grzech ciężki poczytane by mogło zostać;)
                          Zresztą Skandynawia zdaje się tak poza tym to zawsze całkiem nieźle metalem
                          stała i to zwykle tym ciężkim, nie tylko zresztą w muzyce;)
                  • Gość: Lesiek Re: teraz polska IP: 80.51.231.* 05.11.04, 11:12
                    > Powoli, powoli... Najważniejszy to tam chyba nie był nikt, tak przynajmniej
                    > uważam, plyta jeżeli już to wg mnie bliżej jest dyskografii Martyny
                    Jakubowicz albo Waglewskiego niż Perfectu.

                    Być może, tylko że głównym autorem jest Hołdys ZTCP.

                    > No trochę ich było, głównie z andergandu ale jednak byli i to bardzo ważni,
                    > zwlaszcza niemieckie kapele takie jak FAUST, CAN, DOME (chyba niemiecka?),
                    DAF czy Kraftwerk i kilka ktorych nie pomnę nazw, musiałbym poszperać w mojej
                    biblii Palczewskiego;)

                    Ok, niemiecka scena kraut-rockowa na pewno, chociaż dopiero dziś widać, jak ten
                    wpływ był ważny. Dodałbym jeszcze gwiazdy muzyki elektronicznej takich jak
                    Klaus Schulze.

                    > A byli i ze Skandynawii SAMLA
                    > MAMMAS MANNA, klasyk potężny i z Francji Etron Fou

                    No, na litość Boską, to są już strasznie niszowe zespoły. Kto tak naprawdę,
                    poza bardzo wąskimi grupami, znał Samlę poza Szwecją? Z Francji były nie tylko
                    Etron Fou, ale i Magma na przykład, z Beneluxu też można by wymienić paru
                    wykonawców, ale generalnie trendy wyznaczane były gdzie indziej. A co do
                    porównania z Czechami - faktem jest, że płyty Niemena czy SBB były bardzo
                    popularne w Czechach, więc nie przesadzajmy już.
                    • neandertalski Re: teraz polska 05.11.04, 11:37
                      > Być może, tylko że głównym autorem jest Hołdys ZTCP.

                      no dobra, Hołdys też był jednym z glównych autorów piosenek Anny Jantar, jednak
                      jej płyt chyba nie dołączysz do dyskografii perfectu?

                      >
                      > Ok, niemiecka scena kraut-rockowa na pewno, chociaż dopiero dziś widać, jak
                      ten
                      >
                      > wpływ był ważny. Dodałbym jeszcze gwiazdy muzyki elektronicznej takich jak
                      > Klaus Schulze.

                      tu się zgodzę, dopiero teraz w zasadzie słyszę dlaczego Klaus Schulze był
                      jednak ważnym twórcą;) No ale w takim razie dokładamy jeszcze Tańczące Sny, no
                      i może trochę po sąsiedzku ale jednak inaczej Żan Miszel Żara. Co by nie mówić
                      wpływ miał na muzykę ogromny, żeby nie powiedzieć zabójczy;) Może dlatego
                      elektornika otrząsnęła się z jego wpływu dopiero teraz?

                      > No, na litość Boską, to są już strasznie niszowe zespoły. Kto tak naprawdę,
                      > poza bardzo wąskimi grupami, znał Samlę poza Szwecją? Z Francji były nie
                      tylko
                      > Etron Fou, ale i Magma na przykład, z Beneluxu też można by wymienić paru
                      > wykonawców, ale generalnie trendy wyznaczane były gdzie indziej.

                      Jesteś pewien? Pewnien tego, ze tzw muzyka progresywna bez nich byłaby taka
                      sama? Phill Colins, Robert Fripp zaczynali bardzo niszowo i mieli na nich wpływ
                      różni artyści. Mnie np zdziwlił Phill Colins na płycie Briana Eno. Mike
                      Oldfield, to też niszowe początki. To, ze akurat Szwedzi nie zrobili kariery
                      nie znaczy wcale, ze byli nieważni.

                      A co do
                      > porównania z Czechami - faktem jest, że płyty Niemena czy SBB były bardzo
                      > popularne w Czechach, więc nie przesadzajmy już.

                      Płyty Karela Gotta były popularne z kolei w Niemczech i to nie tylko
                      wschodnich, z tego jednak nie wynika niemiecka muzyka tamtych lat.
                      • greg_f Re: teraz polska 05.11.04, 15:56
                        neandertalski napisał:

                        > > Być może, tylko że głównym autorem jest Hołdys ZTCP.
                        >
                        > no dobra, Hołdys też był jednym z glównych autorów piosenek Anny Jantar,
                        jednak jej płyt chyba nie dołączysz do dyskografii perfectu?

                        Hołdys często współpracował z artystami stricte popowymi (oprócz Jantar również
                        2+1 i Andrzej i Eliza), ale to jednak trochę inna działka, niż projekt I Ching,
                        którego Hołdys był głównym pomysłodawcą i autorem większości utworów (wkład
                        Waglewskiego i Jakubowicz był ilościowo skromny, choć oczywiście też bardzo
                        ważny).
                        No, ale takie niuanse to już temat bardziej na forum muzyczne niż radiowe.
                      • Gość: Lesiek Re: teraz polska IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 05.11.04, 19:54
                        > > Być może, tylko że głównym autorem jest Hołdys ZTCP.
                        >
                        > no dobra, Hołdys też był jednym z glównych autorów piosenek Anny Jantar,
                        jednak jej płyt chyba nie dołączysz do dyskografii perfectu?

                        A to na płytach Anny Jantar śpiewał Markowski, na basie grał Nowicki, a na
                        perkusji Morawski? I Ching oczywiście nie występowało pod szyldem Perfectu, ale
                        to była tak naprawdę płyta (byłego) Perfectu, do której doproszono gości. A
                        szyldu Perfectu nad nią nie było, żeby pozbyć się fanów domagających się
                        kolejnych "Chcemy być sobą" itp. hiciorów. Tak myślę :).

                        > Jesteś pewien? Pewnien tego, ze tzw muzyka progresywna bez nich byłaby taka
                        > sama? Phill Colins, Robert Fripp zaczynali bardzo niszowo i mieli na nich
                        wpływ różni artyści. Mnie np zdziwlił Phill Colins na płycie Briana Eno. Mike
                        Oldfield, to też niszowe początki. To, ze akurat Szwedzi nie zrobili kariery
                        nie znaczy wcale, ze byli nieważni.

                        Ale SMM funkcjonowała w połowie lat 70., czyli już w okresie _po_ progresywnej
                        rewolucji w krajach anglosaskich. I trudno mi sobie wyobrazić, jaki mogli mieć
                        na nią wpływ. (Zresztą Samla to akurat szwedzka wersja Zappy jest ;).

                        Rozróżnijmy kilka rzeczy. Czy mówimy o muzyce, która współcześnie zyskała
                        popularność, czy o takiej, która po jakimś czasie okazała się ważna, czy o
                        takiej, która dzisiaj - po trzydziestu latach - jest odgrzebywana przez
                        fanatyków. Samla IMO należy jednak do trzeciej grupy. Niemiecki kraut-rock do
                        drugiej. Jeśli idzie o pierwszą - to w poważniejszej muzyce (pomijam popowe
                        gwiazdki w stylu Abby czy innych Drupich) tak naprawdę pozostaje tylko parę
                        wykonawców z Holandii, z Focus na czele.
                        A Niemena, Grechutę czy SBB odkrywają teraz zachodni fani - i na ogół wyrażają
                        się o nich bardzo, bardzo pozytywnie. Polecam opinie w GEPR na przykład.
                        • neandertalski Re: teraz polska 08.11.04, 08:29
                          > A to na płytach Anny Jantar śpiewał Markowski, na basie grał Nowicki, a na
                          > perkusji Morawski? I Ching oczywiście nie występowało pod szyldem Perfectu,
                          ale
                          > to była tak naprawdę płyta (byłego) Perfectu, do której doproszono gości. A
                          > szyldu Perfectu nad nią nie było, żeby pozbyć się fanów domagających się
                          > kolejnych "Chcemy być sobą" itp. hiciorów. Tak myślę :).

                          No skoro tak myślisz to niech Ci będzie :) Jednak ja będę trwał w swoim
                          przekonaniu, że to był projekt, który już nie miał być perfectem. Muzycznie wg
                          mnie własnie goście zdominowali brzmienie, nawet jeśli wszystko napisał Hołdys.
                          Do historii zaś ta sesja chyba jednak bardziej przeszła jako wydarzenie
                          towarzyskie, niż muzyczne. Po pierwsze z powodu Jakubowicz i Nowaka a po
                          drugie, uformowało się towarzystwo MWNH, które tak naprawdę dało dopiero
                          początek nowemu, bo to przecież płód z którego się urodziło VOOVOO. To był
                          początek odchodzenia Hołdysa w muzyczną nicość a równocześnie wyjście smoka
                          Waglewskiego z instrumentalnego zagłębia. Dlatego jakoś tak ten perfect to mi
                          pasuje do tego nijak.

                          > Ale SMM funkcjonowała w połowie lat 70., czyli już w okresie _po_
                          progresywnej
                          > rewolucji w krajach anglosaskich. I trudno mi sobie wyobrazić, jaki mogli
                          mieć
                          > na nią wpływ. (Zresztą Samla to akurat szwedzka wersja Zappy jest ;).

                          No dobra przyznaję się, ze za tzw rockiem progresywnym nie przepadam, z góry
                          zakładając że sami tego nie wymyślili, więc może i próbuję naginać fakty i daty
                          których po prostu nie znam. Z tego co widzę, jednak SAMLA powstała w roku 1970
                          a ich płyta "Samla Mammas Manna" nosi datę wydania 1971. To nie do końca połowa
                          lat siedemdziesiątych ;) Ale zgodzę się, że dopiero ich płyty z połowy lat
                          siedemdziesiątych tak naprawdę śmierdzą progresywnością.
                          Jednak co do szwedzkiej wersji franka zappy, to byłbym ostrożny z wyrokowaniem
                          w ten sposób. Wchodzimy tu trochę w dyskusję pt co było pierwsze jajko czy
                          kura, a jeżeli np kura to która;) Był jeszcze swego czasu CAPTAIN BEEFHEART,
                          który zresztą popełnił z Frankiem do spółki kilka płyt ale jak to powiadają ich
                          współpraca zakończyła się burzliwie, wzajemnymi oskarżeniami o brak talentu.
                          Tak na moje ucho to jeżeli już to SAMLA bardziej nadaje się na szwedzkiego
                          kapitana wołowe serce, Zappa to chyba coś trochę innego.

                          > Rozróżnijmy kilka rzeczy. Czy mówimy o muzyce, która współcześnie zyskała
                          > popularność, czy o takiej, która po jakimś czasie okazała się ważna, czy o
                          > takiej, która dzisiaj - po trzydziestu latach - jest odgrzebywana przez
                          > fanatyków. Samla IMO należy jednak do trzeciej grupy. Niemiecki kraut-rock do
                          > drugiej. Jeśli idzie o pierwszą - to w poważniejszej muzyce (pomijam popowe
                          > gwiazdki w stylu Abby czy innych Drupich) tak naprawdę pozostaje tylko parę
                          > wykonawców z Holandii, z Focus na czele.

                          Tu się nie zgadzam po kilkakroć :-) Wchodzimy w operowanie trochę ryzykownymi
                          terminami, takimi jak współcześnie popularna muzyka albo muzyka poważniejsza.
                          Leśku w takim układzie wykładnik popularności staje się wskaźnikiem nadrzędnym
                          i warunkowym, prawie tak jak słupki w odniesieniu do nowej trUjki.
                          Ja wolałbym zamiast zaproponowanego przez Ciebie podziału, spróbować po prostu
                          spojrzeć na muzykę całościowo, na wszystko to co w niej wydaje się ważne. Takie
                          np LED Zeppelin dla mnie nie jest wcale miażdżąco bardziej znaczące dla muzyki
                          niż ten szwedzki beefheart, czy jak wolisz zappa. Tak naprawdę wg mnie sztuka
                          nie zawsze kwitnie jedynie w cieniu wsparcia dużych wytwórni. Towar szeroko
                          sprzedawany to zwykle towar bardziej dla wszystkich. No nie wiem może trochę
                          się plączę ale chodzi mi o to, ze dla mnie jakoś historia muzyki ważniejsza
                          jest tam gdzie zapisana jest małymi nazwami. Podobnie jak wydaje mi się, że
                          wielcy muzyki tzw poważnej jak Bach, Beethowen, Mozart czy Chopin, są jakimś
                          wierzchołkiem góry lodowej zaledwie, która tym wszystkim co było na dole już
                          rozpuściła się w niebyt. Ale czy w takim razie to coś było nieważne? Popularne
                          nie zawsze jest najlepsze.
                          Dziś dzięki temu, ze istnieją różne wytwórnie, o dziwo muzyka może odżywać po
                          latach i w sumie sami jeszcze nie wiemy co tak naprawdę za kilka lat okaże się
                          najważniejsze dla muzyki. Tak jak było z całą tą psychodelią niemiecką (wybacz
                          ale jakoś nie przepadam za tym terminem kraut rock). Tak też było i z Nirvaną,
                          przecież ten zespół tak naprawdę nie zagrał ani jednego nowego taktu, ani
                          jednego nowego brzmienia, stał się gigantyczną gwiazdą wieńczącą całą potężną
                          falę punk rocka czy innego hard core'a nie mogącej w ciągu poprzednich lat
                          dopłynąć do koryta. Sid Vicious pewnie się w grobie przewrócił widząc jakie
                          żniwa nadeszły po latach. Nirvana przejdzie do historii ale do muzyki nie
                          wniosła zupełnie niczego.

                          > A Niemena, Grechutę czy SBB odkrywają teraz zachodni fani - i na ogół
                          wyrażają
                          > się o nich bardzo, bardzo pozytywnie. Polecam opinie w GEPR na przykład.

                          Nie wiem niestety co to jest GEPR, ale skoro tak mówisz to pewnie tak jest. To
                          nie jest do końca tak, że wg mnie to nie może się podobać i chcę się bić z
                          każdym kto sądzi inaczej;)
                          Pozdrawiam.
    • Gość: Pluszak Wprost: podziel przez 2, odejmij 10.. IP: *.chello.pl 04.11.04, 16:55
      ... i będziesz miał część prawdy. Ta gazeta znana jest z tego, że o czym nie
      pisze -to wali na oślep, pozujac na wyrocznię - po czym okazuje się, ze albo
      uzywa argumentów wątpliwych i jednostronnych (niejednokrotnie nieprawdziwych)
      albo nowy i odkrywczy tekst jest jakimś nienajświeższym przedrukiem (ostatnio
      zerżnęli z samych siebie tekst o lekach) - albo informacje biorą z odrapanego
      sufitu, z czego śmieją się inne czasopisma.
      Tak więc ten tekst można spokojnie wrzucić w teczkę "takie sobie gadanie co mi
      ślina na język przyniesie" i nie bulwersować się aż tak.
      Jak ktoś ceni prezenterów, to od takiego tekstu ich przecież nie przestanie
      poważać. A jak ktoś woli raczej poranne pieprzenie o Szopenie i cytaty z
      SuperExpressu (obecnie standard w rozgłosniach radiowych) - to jemu żadne teksty
      nie są potrzebne.
      • Gość: as Re: Wprost: podziel przez 2, odejmij 10.. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.11.04, 17:16
        A ja bardzo lubię poranne mówienie o Szopenie i cytaty z SuperExpressu to moja
        ulubiona gazeta!!! żadne inne teksty nie są mi rano potrzebne; branie
        informacji z sufitu to w niektórych kręgach czynność już niemal kultowa!
        • Gość: Pluszak Re: Wprost: podziel przez 2, odejmij 10.. IP: *.chello.pl 04.11.04, 19:58
          Hehe :)

          Dobry jajcarz. Już w Trujeczce mamy poranną parkę? :)
          • Gość: Preslaw Re: Wprost: podziel przez 2, odejmij 10.. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.11.04, 09:51
            Gość portalu: Pluszak napisał(a):

            > ... i będziesz miał część prawdy. Ta gazeta znana jest z tego, że o czym nie
            > pisze -to wali na oślep, pozujac na wyrocznię - po czym okazuje się, ze albo
            > uzywa argumentów wątpliwych i jednostronnych (niejednokrotnie nieprawdziwych)
            > albo nowy i odkrywczy tekst jest jakimś nienajświeższym przedrukiem (ostatnio
            > zerżnęli z samych siebie tekst o lekach) - albo informacje biorą z odrapanego
            > sufitu, z czego śmieją się inne czasopisma.
            > Tak więc ten tekst można spokojnie wrzucić w teczkę "takie sobie gadanie co mi
            > ślina na język przyniesie" i nie bulwersować się aż tak.
            > Jak ktoś ceni prezenterów, to od takiego tekstu ich przecież nie przestanie
            > poważać. A jak ktoś woli raczej poranne pieprzenie o Szopenie i cytaty z
            > SuperExpressu (obecnie standard w rozgłosniach radiowych) - to jemu żadne
            tekst
            > y
            > nie są potrzebne.
            To prawda, że "Wprost" pozuje na wyrocznię w wielu sprawach się myląc i
            posługując się niesprawdzonymi badź źle uzyskanymi informacjami. Na marginesie
            powiem, że tak było z ich rankingiem jednostek medycznmych, w którym wysoką
            pozycję miały jednostki prawie nic nie znaczące a duże i ważne nie były w ogóle
            uwzględniane. Podobnie złe informnacje uzyskali tworząc ranking sądów (swoją
            drogą coś kompletnie idiotycznego). Z tym pozowaniem na wyrocznie to pewnie
            chodzi o to żeby być wyrazistym, a że przy okazji wali się na oślep, to już
            inna sprawa. Ja ich cenię za liberlane poglądy na ustrój i gospodarkę, za dobre
            felietony (zwłaszcza Rybińskiego), za świetną satyrę, ale już znacznie mniej za
            spojrzenie na kulturę (choć ich krytyka polskiej literatury i filmu jest
            uzasadniona), a już tekst Brzozowicza to jest najlepszym dowodem, że to
            spojrzenie jest wysoce ograniczone.
            • pefendorf Re: 05.11.04, 21:08
              Niektórzy z was to felietony nabazgrali a nie posty/czepiam sie po prostu/.


              TRÓJKA - ale nocą...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka