Nie obchodzę własnych urodzin, to dla mnie żadne święto, żaden szczególny dzień.Nie oczekuję życzeń, telefonów, prezentów, odwiedzin w tym dniu. Wręcz ich nie chcę. O ile jeszcze krótki mail, sms, whatsapp z życzeniami jestem w stanie tolerować, bo odpiszę też jednym krótkim zdaniem-"dziękuję". O tyle natrętne telefony od samego rana wkurzają mnie niesamowicie a już niezapowiedziane wizyty doprowadzają do "wścieklizny". Wszyscy którzy mnie dobrze znają wiedzą o tym i są w stanie się dostosować. Wszyscy, poza jedną osobą! To dość dobra znajoma. Co roku jest to samo. Z samego rana telefon, najpierw przez parę minut muszę w słuchawce wysłuchiwać jakiegoś debilnego nagrania: jakaś dziecinna zniekształcona akustycznie pioseneczka z końcowym okrzykiem -happy birthday a potem już od niej wylewne życzenia ...zdrowia, szczęścia, pomyślności itd. I jak zwykle tradycyjne pytanie... to jak spędzasz swoje święto ? Nie chce być niegrzeczna, chociaż flaki mi się ze złości przewracają i jak zwykle tradycyjnie odpowiadam.... nijak! nie świętuję, nie baluję, nie organizuje żadnego party, NIE obchodzę , nie celebruję urodzin. Niby przyjęła do wiadomości........niby! bo za kilka godzin dzwonek do drzwi! Oczywiście wiem kto za nimi stoi, więc celowo nie otwieram, nie wpuszczam nie tylko nieproszonego ale i niechcianego gościa. Ona oczywiście wie że w domu jestem, tak jak ja wiem , że ona wie

. Stoi pod tymi drzwiami chyba z kwandrans, dzwoni, puka, nawołuje !!! A mnie w środku krew nagła zalewa z wściekłości. Konsekwentnie nie otwieram! chwila ciszy, ale wiem że ona nadal pod tymi drzwiami waruje! Po pół godzinie "horror" się kończy , dała sobie spokój. Sprawdzam czy aby na pewno poszła.....uchylam drzwi, i na wycieraczce widzę, stoi jakaś doniczka z wiechciem, jakieś zapakowane ozdobnie pudła. W pierwszym odruchu chciałam to kopnąć żeby poleciało poza zasięg mojego wzroku. Powstrzymałam się. I co ja mam teraz zrobić? Dzwonić do niej i "dziękować" ? tłumaczyć ? co?! Przecież to sytuacja od lat ! tłumaczyłam już nie raz, nie dwa, nie sto razy, że nie chcę i dla czego nie chcę ! Do zeszłego roku jeszcze jakoś to wytrzymywałam , gdy przyłaziła nieproszona, całkiem nie w porę, niepotrzebnie. Nie podejrzewam jej o sklerozę, bo do starości jej jeszcze dużo lat brakuje. Złośliwość? chęć postawienia na swoim? W tym roku już mi się przelało i drzwi nie otworzyłam.