ichtiolog
04.03.05, 07:03
JESTEM, WIĘC PISZĘ
Salonowiec
Obywatel jest dziś jak osioł z wiersza Fredry. Politycy fundują mu nadmiar. Bogactwo. Wybór, który, jak wiadomo, jest solą demokracji. Osiołkowi w żłoby dano, w jednym owies, w drugim siano. Pilot telewizyjny rozgrzał mi się do czerwoności od nieustannego przestawiania kanałów. Z Trójki - na TVN 24. I z powrotem. Z Sejmu do Fundacji Batorego. I z powrotem. Z parlamentu do salonu. I z powrotem. Raz przez pomyłkę wcisnąłem Animal Planet i nie od razu zauważyłem różnicę.
Z wypowiedzi premiera najlepiej zapamiętałem zdanie: "z salonu jest bliżej do ludzi niż z Sejmu". To głęboka prawda. Zawsze tak było, że kto siedział w salonie, stykał się z ludźmi. Z lokajami, kamerdynerami i pokojówkami.
Jeśli chodzi o debatę sejmową, także była salonowa, bo przypominała fragmenty Salonu Warszawskiego z "Dziadów" części trzeciej. "Lewa strona (chórem): "Ach, jaka świetność, przepych jaki! Ah, quelle beauté, quelle grace!" Prawa strona: "Ach, szelmy, łotry, ach, łajdaki! Żeby ich piorun trzasł." Co dowodzi po raz kolejny, że Mickiewicz wielkim poetą był i nadal pozostaje wieszczem.
Kwitnie nam życie salonowe, żeby tylko jeszcze przed wejściem wycierać buty, nie pluć i nie smarkać na podłogę. Może kiedy wejdzie w życie konstytucja europejska, nasz salon jeszcze bardziej się wysublimuje. W końcu pierwsze zdanie konstytucji amerykańskiej brzmi bardzo gminnie: We, the People (my, naród), ale za to pierwsze zdanie konstytucji europejskiej niesłychanie salonowo: His Majesty the King of the Belgians (Jego Majestat Król Belgów). Z taką konstytucją z salonu będzie jeszcze bliżej do ludzi. Może nawet do Sejmu będzie bliżej, w którym zamiast w dupnika będzie można pograć w salonowca. •
MACIEJ RYBIŃSKI