Dodaj do ulubionych

H A N N I B A L

30.07.01, 13:35
Mam nadzieję, że jest to ostatni scenariusz, który tak "perfekcyjnie"
spartaczył David Mamet!
To co zobaczyłem w kinie jest dnem! Nawet gdybym nie przeczytał wcześniej
książki Harrisa, to i tak ten film nie podobał by mi się! Nie wiem komu
zależało na wyeliminowaniu z opowieści o Hannibalu kluczowych wątków i
bohaterów. Całość oprócz tego że została odarta z emocji, które niesie książka,
z jej atmosfery i kreacji stała się niczym innym jak zlepkiem luźno ze sobą
powiązanych wątków, przy czym żaden z nich nie został w pełni zilustrowany i
doprowadzony do końca.... A Ridley Scott? Angielski reżyser, Europejczyk.... W
wywiadzie telewizyjnym powiedział, że zło Hannibala Lectera nie ma korzeni, nie
wywodzi się z przeżyć z okresu dzieciństwa.... Co za bzdura!!!! Dowodzi to
niezbicie tylko faktu, że Pan Scott nie czytał powieści! To co zobaczyłem w
kinie można porównać tylko do "Pana Tadeusza" - ot, zlepek ilustracji do
książki.... O ile w przypadku epopeii narodowej nie jest to jeszcze jakimś
wielkim dramatem, bo ostatecznie wszyscy wiedzą o co chodzi, to "Hannibal" jest
absurdalnie płaską wersją czegoś, co mogło stać się wydarzeniem! Żal!
Obserwuj wątek
    • Gość: Michal Re: H A N N I B A L IP: *.publipolska.com.pl 01.08.01, 08:30
      Czytam ze zdumieniem różne recenzje "Hannibala", aż wczoraj postanowiłem udać
      się jednak do kina. Ze złym nastawieniem przesiedziałem ponad 2 godziny przed
      dużym ekranem, by wyjść... oczarowany.
      Ze zdumieniem nadal czytam recenzje, jak na przykład tą z "Gazety Wyborczej",
      gdzie autor, cytuję, pisze:

      "W "Hannibalu" triumfuje parodia. Dowiadujemy się, że źródłem sadystycznych
      postępków ludojada może być trauma przeżyta w dzieciństwie - tragiczna śmierć
      siostry Mischy, zjedzonej przez wygłodzonych uchodźców pod koniec II wojny.
      Hannibal-szatan staje się po prostu przypadkiem dla psychoanalityka,
      podstarzałym japiszonem, który łączy upodobanie do markowych przedmiotów zbytku
      z niecodziennym smakiem na ludzkie podroby."

      Wydaje się, że autor powyższego nie widział filmu, a o nim pisze - bowiem w
      filmie omówiony wątek psychoanalityczny ani razu się nie pojawia, a wręcz
      przeciwnie - Lecter pozostaje postacią nadal tajemniczą, nie kierującą się
      żadnym konkretnym motywem (oprócz chęci zachowania życia), zdaje się być osobą
      wszystko wiedzącą, niczym narrator całej opowieści przewiduje wydarzenia, a
      zarazem kreuje je na nowo poprzez powtórzenie wydarzeń wcześniejszych.
      Wystarczy przypomnieć powieszenie inspektora Pazzo na obraz i podobieństwo jego
      dawnego przodka. Nie ma to nic wspólnego z mnożącą się lawinowo ohydą, co
      starają się nam wmówić kolejni recenzenci "Gazety Wyborczej". To przenikliwa
      gra, podskórne napięcie powtarzania i odnawiania pewnych wydarzeń. Cały film
      bowiem to jeden wielki powrót, pętla, dwuogniskowa elipsa zataczająca swe
      kontury wokół postaci Lectera i agentki Starling, a w efekcie splatająca ich
      losy w olśniewającym finale.

      Uwagi recenzentów na temat dziwaczności faktu, że Lectera nie rozpoznaje nikt,
      choć jest jednym z 10 najbardziej poszukiwanych przestępców, zdaje się nie
      świadczyć o słabości scenariusza, lecz o naturze tego człowieka. Czy człowieka
      właśnie - dwie sceny szczególnie zapadły mi w pamięć. Pierwsza to odwiedziny
      Lectera w domu przełożonego i ukrytego prześladowcy Clarice, gdy normalnie
      agresywny pies nagle pokornieje i dopuszcza Hannibala do zwiedzenia tego
      domostwa. Scena druga to wystawienie Lectera na pożarcie przez szukającego
      zemsty milionera. Dzikie świnie, według mnie nawiązanie wprost do filmów o
      agencie 007 (szczególnie z udziałem Moore''a) gdy każdy z jego wrogów hodował
      jakieś krwiożercze zwierzę bądź zwierzęta, które przeznaczone dla Bonda
      okazywały się nieść śmierć swojemu właścicielowi, dzikie świnie zatem omijają z
      daleka Lectera, udając się na konsumpcję pomagierów milionera. Fakt bycia
      kanibalem odmawia kanibalowi prawa do bycia człowiekiem lub też inaczej - bycie
      kanibalem stawia kanibala na równi z człekożernymi zwierzętami, a te nie ruszą
      przecież bratniej duszy, nie zostaną przecież kanibalami.
      Wydaje mi się, że recenzje tego filmu nie są sprawiedliwe. Rozumiem, że gust
      nie podlega dyskusji, ale przeinaczanie faktów, wyolbrzymianie znaczenia
      jednych scen, a pomijanie innych, zbytnie uleganie własnym emocjom (i własnej
      wrażliwości żoładka) niekoniecznie podpada pod kategorię gustu. A jeśli tak, to
      proponuję recenzentom GW udanie się na zasłużony urlop - najlepiej do Florencji.
      • wujektom Re: H A N N I B A L 05.08.01, 17:32
        Sprawa jasna! Czegoś co było doskonałe nie powtarza się i już! Brakowało mi
        W "Hannibalu" aury tajemniczości takiej jaka była w "Milczeniu" no i rzeczjasna
        Jodie Foster! Widać było gołym okiem że film zrobiony jest na kasę i pewnie
        swój cel osiągnie... Ludzi i tak pójdą go zobaczyćchoćby z ciekawości...
    • sara Re: do goddam 06.08.01, 11:15
      Wlasnie chyba podjelam decyzje, ze nie pojde na ten film. Mialam watpliwosci,
      niektorych smieszyl, wiekszosc zniesmaczal, a ja rozwazalam go nadal, ze
      wzgledu na rozglos. Twoja miazdzaca recenzja zaoszczedzila mi chyba poczucia
      straconego czasu. Pozdrawiam. Aha, powiedz jeszcze, ktory z filmow aktualnie
      wyswietlanych jest wg ciebie wart obejrzenia?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka