Gość: MArCello
IP: *.internetdsl.tpnet.pl
10.03.03, 10:42
W pociągu, gdzieś między Warszawą a Gdańskiem, nudząc się okropnie, znalazłem
artykuł z takim oto fragmentem:
"[...] Niektórzy z nas stają się ludźmi w pełni «globalnymi», podczas gdy
inni tkwią w swej «lokalności», co w świecie, w którym ludzie globalni nadają
ton i ustalają reguły gry, nie jest położeniem przyjemnym ani nawet znośnym".
Aspirując do bycia globalną, nie wyobrażam sobie życia bez poczucia choćby
symbolicznego zakorzenienia. Gdy bujną roślinę przestawiamy w inne miejsce,
często roślinka więdnie. Dla wielu z nas źródłem poczucia lokalności są
właśnie mniej lub bardziej poważne przyzwyczajenia.
Do znajomych smaków , dźwięków , kawiarni, rodziny, specyficznego poczucia
humoru, krajobrazu. Nie dajmy się wciąż formatować. Specjaliści od marketingu
z Anglii niech zostawią nam trochę brzózek w krajobrazie, muzyczkę z Powtórki
z rozrywki i temperament komentatorów sportowych wyszkolonych w szkole
radiowej. Piosenek na życzenie niech nie przesuwają na "dogodniejszą" porę
słuchalności, a Tatr nie formatują na Alpy. Niech hejnał nie leci z
playlisty, a strażak niech zawsze będzie prężny. I punktualny. I z akustyczną
trąbką. Bo jak ja tam im do Anglii przyjadę i przeformatuję Szekspira na
Kraszewskiego, a dwupiętrowe autobusy na nasze tramwaje, to mogą się zdziwić."
[Agata Passent, "Hejnał", "Twój Styl" najnowszy numer, str. 62]
... i wzruszyłem się ...
pozdr,
MArCello
P.S. ...to ujęte w "[...]" było równie ciekawe...