sekwana2005
08.07.08, 09:59
Obu Panów wiele razy widziałem na scenach, nie tylko warszawskich.
Także w jakiś "spatifach". Cenię, szanuję, nawet jeśli wiem o
różnych zawodowych i prywatnych nie tylko wzlotach, ale i upadkach.
O "Guciu" w 1968 roku żartowano, iż to musiało się skończyć
katastrofą, gdy grał "Dziady" będąc Żydem z czeskim nazwiskiem...
Wielka Improwizacja trwająca ponad 10-20 minut...
Już parę lat nie żyje obecny patron Teatru na Woli, Tadeusz
Łomnicki. Oglądałem go - a potem po spektaklu zobaczyłem - w Teatrze
Dramatycznym w sztuce "Ja Feuerbach". Pełnowymiarowy spektakl będący
monologiem samotnego człowieka przed kilkusetosobową widownią.
Równie dla mnie dramatyczne - w garderobie rozmawiałem z Romkiem
Kłosowskim, zdefiniowanym jako "aktor charakterystyczny". Starszy
już, zmęczony człowiek, zmywający makijaż po roli jakiegoś "smerfa"
w przedstawieniu dla dzieci, bo innych ról nie dostawał. Po tym, gdy
grał w Eroice i wielu innych filmach będących w encyklopediach.
Parę dni temu przypomniał mi się Tadeusz Kantor - w spektaklach na
żywo i rejestrowanych na taśmie. Siedzący w "didaskaliach" i
wykrzywiający się w odwiecznym "to jeszcze nie tak !"
I trzy piękne, młode "nimfy" spotkane w warszawskim teatrze:
- Ku.., to my do teatrrrrrrrrrrrrrrrrrru przyszłyśmy
a tu jakaś piwnica z barrrrrrrrrrrrrrranami występuje.
Dykcja taka, że Gucio, Ignacy, Roman, Tadeusze -
powiedzieliby "szapoba"