Dodaj do ulubionych

Piotr Beczała: Opera obroni się sama

IP: 91.179.251.* 26.02.09, 10:05
Autor interesujacego wywiadu jest albo za mlody albo zbyt leniwy,
zeby sprawdzic kto z polskich spiewakow wystepowal w Met.!
W latach 70 i 80 ubieglego wieku Metropolitan Opera
przezyla "inwazje" znakomitych polskich glosow: Teresa Zylis-Gara,
Teresa Kubiak, Wieslaw Ochman, Stefania Toczyska, Zdzislawa Donat -
spiewali przez wiele sezonow w nowojorskiej Met !
Boje sie myslec, ze autor o nich nie wspomnial bo byli to
spiewacy "komunistyczni" !!!!
Obserwuj wątek
    • zawsze.katinka Piotr Beczała: Opera obroni się sama 26.02.09, 11:08
      Nareszcie pisze się o sukcesach Pana Piotra....choć wciąż mam niedosyt, że zbyt
      mało. To właśnie media kształtują naszą wiedzę i obeznanie, to media są
      odpowiedzialne za podawanie nam tego co najcenniejsze. A niewątpliwie Pan Piotr
      jest bardzo cennym klejnotem na firmamencie Sztuki przez wielkie S - światowej
      Sztuki - to podkreślmy. Dlatego dziękuję autorowi za wywiad, ale uważam, że
      takie wydarzenia powinny być na pierwszych stronach gazet. To wielki sukces,
      który można porównać do zdobywania złotych medali przez sportowców, więc
      zacznijmy doceniać to co niezwykle cenne. I nie po wielu latach, kiedy artysta
      jest już staruszkiem, który może poopowiadać jak to drzewiej było...tylko teraz,
      na gorąco cieszmy się z sukcesów Polaków i bądźmy dumni. I w tym rola mediów,
      żeby to ludziom ułatwić.

      Jeszcze taka mała dygresja na koniec: Pan Piotr występował w roli Tamina, a nie
      Taminy - jak napisał autor;)

      Pozdrawiam wszystkich melomanów i tych, którzy właśnie się budzą do bycia nimi:)))
    • nud-nik Stajemy sie potega wokalna? 28.02.09, 00:57
      Pan Beczala swietnie zauwazyl, ze oklaski dostal glownie Donizetti - byl to
      piekny komentarz, swiadczacy o skromnosci spiewaka. Sluchalam transmisji w
      radio i zobacze ja niedlugo w HD i wiem, ze wykonanie bylo wspaniale.
      Gratualacje. Natomiast nie bardzo rozumiem nacjonalistyczne akcenty w
      wypowiedzi p. Beczaly. Nie wiem co ma na mysli kiedy mowi, ze "stajemy sie
      potega wokalna." Kto sie nia staje? Cala Polska, wszyscy Polacy? Prawda jest
      taka, jak sam mowi, ze wiele wokalnych talentow rodzi sie w Polsce, tak jak w
      kazdym innym kraju, lecz do osiagniec operowych dochodza tylko po wyjezdzie z
      Polski, gdzie jak sam p. Beczala mowi, kroluje kolesiostwo i brak planowania.
      Ja sie nie dziwie, ze, gdy p. Beczala rozdaje partytury Moniuszki,
      przecietnego kompozytora raptem dwoch przecietnych oper, w operach swiatowych,
      to nie ma chetnych. Ale gdy mowi, ze opery Janacka, kompozytora o niebo
      lepszego od Moniuszki, rozumieja tylko Czesi, to opowiada dyrdymaly. Radze p.
      Beczale, zeby nie uderzal w takie prymitywne akcenty nacjonalistyczne, bo jak
      sie wiesci rozniosa, to po kazdym wystepie polscy fani opery beda oblegac Met
      zawinieci w bialo-czerwone szaliki i wolac, "Piotrek, chodz do nas." A kiedy
      mu przedstawienie nie wyjdzie, zdarza sie, to polscy komanetatorzy beda mowic,
      ze sie skonczyl i ze nie skacze juz tak jak kiedys, kiedy skoczyl 130 m., albo
      ze nie jest w formie. A jak zanowu dobrze zaspiewa, to ludzie beda mowic, ze
      wraca do formy, ale jedna jaskolka jeszcze wiosny nie czyni. No i oczywiscie
      bedzie musial zaczac spiewac na stadionach, a watpie, czy Anna Netrebko
      zgodzila by sie na udzial w takim przedsiewzieciu. Pan Bechacz powinien
      nauczyc czegos czytelnikow Wyborczej o operze a nie opowiodac bzdury o
      polskiej potedze.
    • Gość: Julian Piotr Beczała: Opera obroni się sama IP: *.dip.t-dialin.net 02.03.09, 14:45
      Wielkie dzięki dla Redakcji za artykuł z 12.02.br.: „Beczała rzucił
      MET na kolana” (na drugiej stronie!) i za wywiad p. Red. Z. Besary z
      Artystą, opublikowany 26.02.br. Pogratulować należy także faktu
      wybrania do serii arcydzieł operowych na dvd, jakie niezwykle
      starannie (!) wydaje aktualnie Gazeta Wyborcza - właśnie nagrania P.
      Beczały w partii Alfreda (i to spośród ponad 20 sfilmowanych
      wersji „Traviaty”, jakie istnieją na rynku!).

      Wywiad z p. P. Beczałą powinien stanowić materiał do przemyśleń dla
      innych rodzimych śpiewaków i agentów, a przede wszystkim dla
      wszechpotężnych - jak się wydaje - reżyserów. Co za skromność...,
      jaka pokora wobec wielkiej sztuki, jaką jest opera..., jak wielki
      szacunek dla dzieł kompozytorów... . Czyż można się dziwić temu, że
      kolejne sceny walczą o występ P. Beczały, wnoszącego tyle emocji w
      trakcie przedstawień „na żywo”. Wczytując się w głos krytyki, nawet
      tej niemieckiej, która - być może - nie jest naszym artystom zbyt
      przychylna..., nie sposób nie zauważyć hymnów pochwalnych na temat
      P. Beczały, dla przykładu: ... „takich tenorów potrzebuje teatr
      operowy”, „nie ma lepszego Werthera (Masseneta) od czasów A. Krausa
      i lepszego Fausta (Gounoda), zaś wszyscy tenorzy mający nawet
      dzisiaj większą sławę powinni zdejmować czapki za jego księcia
      Mantui („Rigoletto”), jego Rodolfa w „Cyganerii” i jego Edgarda
      w „Łucji”... .

      Każdy wielki artysta ma, wiadomo, swoje „5 minut” prymatu na
      scenach, co trwa z reguły nie dłużej niż 10-20 lat (wyjątek P.
      Domingo...). Wypada życzyć p. P. Beczale żeby jego sława jako tenora
      lirycznego trwała jak najdłużej, choć już zaczyna śpiewać partie
      bardziej dramatyczne (jak np. Riccardo w „Balu Maskowym”). Nad
      wszystkim czuwa jednak jego, miejmy nadzieję, mądry agent i żona;
      trzeba jej dziękować za poświęcenie, godne podziwu... .

      Warto natomiast skomentować, poruszony w wywiadzie problem
      angażowania do oper za wygląd, a nie za walory głosowe. Należę do
      tych, którzy wybierają walory głosowe, pamiętając o tym co się stało
      z M. Callas, gdy się odchudziła. Oczywiście, M. Caballé nie mogłaby
      wystąpić na scenie jako Gilda, a Jean Eaglen, Sharon Sweet czy
      Christine Brewer jako Violetta, ale w Wagnerze, R. Straussie czy
      ciężkim Verdim nie mają one sobie równych. Przepiękna i obdarzona
      pięknym głosem Anna Netrebko śpiewa „elektronicznie”, a opera musi
      wszak wzruszać i poruszać... (...oczywiście nie przeczę, że z
      przyjemnością ogląda się piękną Annę Netrebko, piękną Elinę Garančę,
      piękną Renée Fleming, a kiedyś - jak jeszcze żył - przystojnego
      Franco Corelli... - takie też są prawa sceny..., lecz dramat
      muzyczny na scenie wymaga czegoś innego niż zwykły teatr...).

      PS. Gość „STABRO” oburza się, że autor nie wspomina o naszych
      śpiewakach w MET. Tak naprawdę - to dotyczy to głównie T. Żylis Gary
      (16 sezonów MET, 18 partii) i T. Wojtaszek - Kubiak, a przed II.
      wojną Jana Kiepury. Wielki W. Ochman występował w repertuarze
      słowiańskim, a Z. Donat chyba tylko w „Królowej Nocy” (oczywiście
      chapeau bas za tę rolę...!). Jakąż ciężką drogę miała natomiast Ewa
      Podleś - ten unikalny głos w skali światowej...! Łatwiej chyba miał
      sławny kontratenor Artur Stefanowicz, co zawdzięcza modzie światowej
      na barok, czy Aleksandra Kurzak dzięki znakomitej koloraturze... .
      Co chcę przez to powiedzieć? Jest nas za mało w świecie operowym, za
      mało w stosunku do mniejszych narodów, jak chociażby Węgrów,
      Słowaków, Serbów czy Rumunów. Dlaczego więc nie pomaga się młodym
      talentom? Pan P. Beczała zawdzięcza swoją pozycję tylko sobie!
      (...podobnie jak A. Małysz czy R. Kubica w sporcie!). Do - coraz
      rzadszych - przedstawień operowych w Operze Narodowej angażuje się
      przecież cudzoziemców... . Chwała poprzednim dyrekcjom TW ON, że
      mogliśmy usłyszeć p. P. Beczałę choć w dwóch partiach (Książe Mantui
      i Edgardo), a kiedyś dawniej -obecnie coraz sławniejszego - Mariusza
      Kwietnia (Don Giovanni i Oniegin). Gdy nasze opery będą miały
      wreszcie repertuar na parę lat do przodu (... jak to było za czasów
      Satanowskiego, Cegiełły, Górzyńskiego czy Śliwińskiego...), to i
      talentów zauważymy więcej, a nasze gwiazdy będą miały ochotę
      przyjeżdżać i śpiewać w kraju. Obecna sytuacja musi napawać
      smutkiem... . Iluż to wspaniałych, wykształconych w PL śpiewaków
      zmuszonych jest do występowania w „anonimowych” chórach..., a
      dotyczy to też i instrumentalistów!!! Zaś polscy popularyzatorzy
      opery muszą (?) od lat prezentować jako primadonnę - nieznaną w
      świecie - choć bardzo sympatyczną i popularną w Polsce Grażynę
      Brodzińską. Aż się prosi większa rola ministerstwa kultury i większa
      rola sejmowej komisji, też do spraw kultury... . Zamiast stałej
      kłótni o media... .

    • Gość: Stanisław Piotr Beczała: Opera obroni się sama IP: *.chello.pl 25.05.09, 21:18
      Cytowana przez Piotra Beczały-polska potęga wokalna to lekka przesada.W tej materii zgadzam się całkowicie z osobą,która przywołuje takie nazwisko jak choćby Maestry Teresy Żylis-Gara,która na deskach MET śpiewała przez wiele lat z najlepszymi śpiewakami ,a rekord Jej wystepów na tej scenie jeszcze długo przez polskiego wykonawcy nie zostanie pobity.
      Druga sprawa to moim skromnym zdaniem jakoś "nie pali się" Pan do występów w swojej Ojczyżnie.Tłumaczenie zawarte w wywiadzie nie do końca mnie przekonuje.
      Podsuwanie dyrektorom partytur polskich oper nie rozwiązuje problemu.Zastanawiam sie,czy w czasie koncertów włącza Pan do programu arie z opery Halka,bądż Straszny Dwór lub pieśni kompozytorów polskich.Dlaczego do wydanej płyty nie dodał Pan choćby w formie bonusa arię lub pieśń kopozytora polskiego

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka