wyksztalciuch.jeden
22.04.09, 02:49
Cóż, zwykle się z panem Jackiem zgadzam, tym razem - nie. Nie do końca w
każdym razie, gdyż na pewno jest grupa cyklistów (podobnie jak traktorzystów,
motocyklistów, kierowców itd.), która jeździ ryzykownie i ma innych (tu:
pieszych) głęboko w zaułkach jelita grubego. Ale to nie jest większość!
Wystarczy odrobina dobrej woli i koegzystencja nastąpi. Warunki: pieszy nie
może wchodzić na ścieżkę rowerową, a rowerzysta zjeżdża ze ścieżki tylko tam,
gdzie jej brak. Przy przecinaniu szlaków rowerzysta jedzie wolniej i baczy na
pieszych, zaś przechodnie nie skaczą nagle w bok, a jeśli nagle muszą to niech
zerkną przez ramię (nie dotyczy to pędzących 20 km/h przez zatłoczony chodnik,
tych bez wyobraźni wykluczyłem na początku). W razie problemów jest dzwonek
przy kierownicy (powinien być skandynawski "ding"), na tradycyjny dzwonek
piesi się oburzają "przecież ja tu idę!". I tyle zasad chyba wystarczy?