deluc 07.03.04, 13:28 mazowsze.k-raj.com.pl/107477902390428.shtml Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
przycinek.usa Oooo! 07.03.04, 19:12 Po ilosci wpisow sadzac, szalenie wiele osob zainteresowales! A przeciez jest to najwiekszy przekret w historii, majacy najwiekszy wplyw gospodarczy na spoleczenstwo... Najsmieszniejsze, ze NIKT statystycznie o tym NIE WIE. Przystawa pisze ten tekst tak, jakby mial czytelnika genialnego wiedzacego wszystko na temat. Tymczasem tak nie jest. Przewieczerski nie byl szefem. Ani jego synus. Szefem byl Zemek i jedna baba. To ze wypompowali pare miliardow dolarow to nic. Problem w tym, ze niejako przy okazji, z tej pompy skorzystaly banki zagraniczne i gigantyczne pieniadze drenowaly podatnika kieszen przez wiele lat. Ja mysle, ze to jest sprawa nie do wyjasnienia, dopoki faktycznie jak slusznie zauwazyl Przystawa, nie zostanie zmieniona ordynacja wyborcza na JOW. Ci sedziowie, co w tej sprawie orzekaja zupelnie nie zdaja sobie sprawy z wagi tego problemu. Odpowiedz Link
przycinek.usa To tez warte przeczytania. Co to sie porobilo! 08.03.04, 04:53 Niesprawdzeni Jozef Oleksy i Zbigniew Kaniewski - niekonstytucyjnymi ministrami? (INF. WL.) - Mamy do czynienia z ordynarnym lamaniem prawa przez najwyzsze organa wladzy, czyli przez prezydenta Polski i premiera - twierdzi Antoni Macierewicz, posel Ruchu Katolicko-Narodowego. - Powolali oni bowiem na ministerialne stanowiska ludzi, ktorzy nie zostali poddani procedurze sprawdzajacej, dzieki ktorej uzyskaliby dostep do dokumentow scisle tajnych, w tym do danych operacyjnych sluzb policji czy sluzb specjalnych. Rowniez Zbigniew Wassermann (PiS) oraz Jozef Gruszka (PSL), poslowie sejmowej Komisji ds. Sluzb Specjalnych, uwazaja, ze bardzo zle sie stalo, iz dwaj ostatnio powolani ministrowie - Jozef Oleksy, szef resortu spraw wewnetrznych i administracji, oraz Zbigniew Kaniewski, powolany na szefa resortu skarbu panstwa - maja dostep do materialow objetych najwyzsza klauzula tajnosci, mimo ze ich wiarygodnosc nie zostala sprawdzona przez odpowiednie sluzby. - O tym, ze Oleksy i Kaniewski nie zostali poddani procedurze sprawdzajacej, dowiedzialem sie kilka tygodni temu. Zaluje, ze nie zareagowalem od razu. Ale teraz, kiedy bede przewodniczyl Komisji ds. Sluzb Specjalnych, zajme sie ta sprawa - deklaruje posel Gruszka. Rowniez posel Wassermann przyznaje, ze komisja specjalna spoznila sie z reakcja o kilka tygodni. Poslowi Macierewiczowi natomiast - jak twierdzi - nawet do glowy nie przyszlo, zeby kandydaci na ministrow nie byli poddawani postepowaniu dopuszczajacemu do informacji scisle tajnych. Tymczasem, jak przyznal Andrzej Barcikowski, szef Agencji Bezpieczenstwa Wewnetrznego, tego rodzaju procedurze nie sa poddawani ministrowie juz od 5 lat, czyli od czasu wejscia w zycie Ustawy o ochronie informacji niejawnych. Chodzi tylko o ministrow, ktorzy sa powolywani na miejsca opuszczone w dzialajacym juz rzadzie przez ich poprzednikow odwolanych przez prezydenta na wniosek premiera. Barcikowski przekonuje jednak, ze prawo nie zostalo zlamane, bo Oleksemu i Kaniewskiemu jako poslom przysluguje dostep do informacji tajnych. - Owszem, do tajnych informacji sa poslowie dopuszczeni, ale nie do scisle tajnych, a z tego typu informacjami zarowno szef MSWiA, jak i minister skarbu musza miec niemal codziennie do czynienia - odpowiada na to posel Wassermann. Jego zdaniem Oleksy i Kaniewski zostali ministrami z naruszeniem prawa. - Kandydat na ministra musi zostac poddany postepowaniu sprawdzajacemu, by otrzymac certyfikat dostepu do tajemnic chronionych najwyzsza klauzula, czyli do informacji scisle tajnych - zapewnia posel Wassermann. Twierdzi, ze naganna jest argumentacja podana przez Kancelarie Prezydenta i Kancelarie Premiera, wedlug ktorej procedury sprawdzajacej nie trzeba przeprowadzac w stosunku do kandydata na ministra, ktory byl poslem. - Podkreslam jeszcze raz: posel nie ma dostepu do informacji objetej najwyzsza klauzula tajnosci, chyba ze jest czlonkiem Komisji ds. Sluzb Specjalnych - mowi Zbigniew Wassermann, ktory zwraca tez uwage, ze wobec wicepremiera Oleksego toczy sie postepowanie lustracyjne, ktorego zadaniem jest ustalenie, czy zlozyl on zgodne z prawda oswiadczenie lustracyjne. Za niezgodne z prawem powolanie Oleksego i Kaniewskiego posel Macierewicz chce postawic przed Trybunalem Stanu prezydenta i premiera. Byly minister spraw wewnetrznych twierdzi, ze prawo w sposob jednoznaczny nakazuje sprawdzenie kandydatow na ministrow. - Mowi o tym 22 artykul Ustawy o ochronie informacji niejawnych, ktory jest napisany klarownie - przypomina Antoni Macierewicz i powoluje sie na opinie Biura Legislacyjnego Sejmu. Tymczasem prof. Stanislaw Gebethner, konstytucjonalista, uwaza, ze ani premier, ani prezydent nie zlamali prawa. Profesor podkresla, ze tryb powolywania ministrow okresla konstytucja, ktora nie przewiduje zadnego sprawdzania, podobnie jak nie nakazuje sprawdzania kandydatow na szefow resortow Ustawa o ochronie informacji niejawnych. - Mam nadzieje, ze prof. Gebethner nie czytal ustawy, bo w przeciwnym wypadku mialbym powazne watpliwosci, czy potrafi czytac - zlosliwie odcina sie posel Macierewicz. To wlasnie on ujawnil, ze Oleksy i Kaniewski nie maja prawa do informacji scisle tajnych. - Jezeli komisja ds. sluzb specjalnych wiekszoscia glosow uzna, ze nie doszlo do zlamania prawa, oddam sprawe do prokuratury - zapowiada. (K.W.) dzis.dziennik.krakow.pl/?2004/02.28/Kraj/c3/c3.html Odpowiedz Link
przycinek.usa I to ciekawe. Same fajne kwiatki. 08.03.04, 05:00 Zbigniew Bartus Ucieczka z ziemi obiecanej - W Polsce gangsterzy spia spokojnie - uwaza Fryderyk. - Dlaczego uczciwych sie wykancza? To dziwne, ale - choc nigdy sie nie spotkali, wiec nie mogli tego uzgodnic - zadzwonili niemal rownoczesnie pod koniec stycznia. Z identycznym haslem: "Mam dosc tego kraju! Wyjezdzam. Moja noga wiecej tu nie postanie!". Dwie rozne historie, dwaj rozni ludzie, odmienne pokolenia, zawody i prowadzone w Polsce biznesy. Dwa rozne obywatelstwa - obok polskiego, ktorego w nerwach chca sie teraz zrzec. Ostateczna decyzja - taka sama. Fryderyk, wyprostowany 56-latek z nerwowym tikiem lewego oka, mowi, ze zna wielu ludzi, ktorzy powrocili do Polski tylko po to, by sie zniechecic. O 12 lat mlodszy Piotr - Peter uwaza, ze i inni beda wyjezdzac. Kiedy straca nadzieje, ze nasza obecnosc w Unii cos zmieni. Nadzieje Czemu wrocili? Sentyment do ojczyzny, jezyka, rodakow? I on mial znaczenie. Polska jawila sie jednak przede wszystkim jako nowa ziemia obiecana - uwolniona z pet komunistycznej biurokracji i geopolitycznych uzaleznien, glodna gospodarczego sukcesu. Wydawalo im sie, ze warto dla niej opuscic mala zachodnia stabilizacje. - Zobaczylem kraine eksplodujacej przedsiebiorczosci - wspomina Fryderyk, ktory wrocil zaraz na poczatku przemian, pod koniec roku 1990, po 22 latach nieobecnosci. - Biznesmenem zostal nawet wujek slusarz, ktorego nigdy bym o to nie podejrzewal - mowi Piotr, ktory wrocil latem 1991. Latwo bylo wtedy zalozyc firme - podkreslaja. - Stara biurokracja czmychnela w poplochu, nowa nie zdazyla jeszcze powstac. Ustawa o przedsiebiorczosci liczyla niespelna 30 artykulow. Kazdy mogl ja zrozumiec. Podatki? Wystarczyla ksiegowa na dwie godziny w miesiacu. Fryderyk i Piotr pomysleli, ze z zachodnim doswiadczeniem i kapitalem, a przy tym ze znajomoscia regul obowiazujacych na Dzikim Wschodzie i wyczuciem tutejszej mentalnosci poradza sobie bez trudu. I dlugo sobie radzili. Motywy Fryderyk, zanim w 1968 roku wyjechal do Niemiec (przez... USA), byl inzynierem w krakowskim zjednoczeniu budowlanym, kierownikiem kilku budow. W RFN zaczepil sie w firmie sprzatajacej kuzyna, Slazaka, ktory wyjechal z Bytomia zaraz po wojnie. Firma byla nieduza, ale miala stala robote - dzieki dlugoterminowym umowom. Fryderyk pomogl ja rozbujac - zaczela z powodzeniem swiadczyc specjalistyczne uslugi remontowo-konserwatorskie, a potem rowniez wypozyczac sprzet. Po siedmiu latach zostal wspolnikiem kuzyna, wiceprezesem. Na poczatku lat 80. mial w prestizowej dzielnicy 400-metrowy dom, w ktorym zamieszkal wraz z druga, mlodsza o 11 lat, zona, efektowny ogrod, staw, dwa mercedesy. Przez lata pomagal dwojce pozostawionych w Krakowie dzieci z pierwszego malzenstwa - Malgosi, rocznik 1967, i o rok mlodszemu Jackowi. I to wlasnie ta dwojka sciagnela go z powrotem do Polski, powtarzajac w kolko: - To juz calkiem inny kraj! Piotr polecial do Nowego Jorku latem 1981 r., byl wtedy po czwartym roku anglistyki i pierwszym politologii. Zaczepil sie u brata babci, w Connecticut, godzine jazdy pociagiem z Manhattanu. Tyral na czarno, zasiedzial sie pare miesiecy, w Polsce wprowadzono stan wojenny, nie bylo powrotu. Poznal mloda Polke. Po roku pobrali sie, przeprowadzili pod Waszyngton, gdzie ona znalazla prace. Poszczescilo sie i jemu - dostal robote w podbijajacej rynek firmie informatycznej, po niecalych dwoch latach zostal menedzerem sredniego szczebla. Kupili na raty niewielki dom na przedmiesciach stolicy i wyposazyli go - jak na owczesne polskie warunki - luksusowo. Mieli juz wtedy dwojke synow - rocznik 1983 i 84. Pod koniec lat 80. ich malzenstwo zaczelo sie jednak rozpadac. Zona Piotra calkowicie odciela sie od polskosci. Nie uzywa jezyka, nie interesuja jej wiesci znad Wisly (cala rodzina siedzi od lat w Kanadzie), nie przyznaje sie do pochodzenia. Piotr - odwrotnie. Zawsze afiszowal sie ze swa europejskoscia, a synom od malego wpajal patriotyczne wartosci. W roku 1991 postanowil odwiedzic pozostawionych w Tarnowie rodzicow. Po bardzo dlugiej rozmowie z zona zabral w te podroz dzieci. To go dopadlo w czasie wycieczki do Krakowa: stanal posrodku Rynku - bylo pieknie, poczatek wiosny - i nagle uswiadomil sobie, ze chce tu wrocic. Spotykal starych znajomych. Polowa prowadzila jakis biznes, reszta poladowala na wysokich stanowiskach - w urzedach, w prasie, w zagranicznych firmach. - To nowy kraj! - przekonywali z entuzjazmem. Nie zaklocily tego obrazu opowiesci zgorzknialego, zwolnionego z "Azotow", ojca. Dwa miesiace pozniej Piotr wrocil do Polski. Na stale - tak mu sie wydawalo. Policja Fryderyk zalozyl firme budowlana, prowadzil ja trzy lata, polykajac po drodze kilka upadajacych zakladow, ale zauwazyl, ze na rynku jest ciasno. Postawil wiec na wypozyczalnie specjalistycznego sprzetu. To byl strzal w dziesiatke. Jego maszyny pracowaly na budowach w calym kraju, stale dokupywal nowe, na kredyt i w leasingu. Piotr wraz z kolegami prowadzil dwie firmy: reklamowa i informatyczna. Ta druga chwycila. Startowali w przetargach na komputeryzacje nieduzych zakladow i placowek publicznych, zbili na tym spory majatek, pobudowali domy, kupili luksusowe auta, pomagali rodzinom. U Fryderyka zniechecenie zaczelo sie jak w niemieckich dowcipach o Polakach. W niecaly rok, w trakcie sluzbowych wyjazdow do Warszawy, ukradziono mu trzy mercedesy. Do pilnowania ostatniego wynajal ochroniarza. - Poszedl chlop za potrzeba, w krzaki. Dostal w leb. Auto zniklo w 15 sekund. Policja pojawila sie w godzine po wezwaniu - opowiada Fryderyk, ktory wyobrazal sobie, ze stroze prawa zarzadza blokade drog i poscig. Chodzilo przeciez o auto warte pol miliona zlotych! Ale gliniarz tylko sie rozesmial: - Pan wie, ile u nas mercow kradna? Niech pan lepiej pociagiem jezdzi. Na dwupasmowce z Lodzi do Katowic w bialy dzien bandyci ukradli mu tez sluzbowa furgonetke. Zostal w podkoszulce, ale mial za paskiem komorke. Wezwal policje. Bez efektu. - Potem zwraca sie do mnie gnojek, zebym "odkupil" vana za 10 tysiecy. Pod okiem policji zaplacilem. I te pieniadze znikly, auta nie odzyskalem. Zlapali tylko malolata, co pieniadze odebral. Policjant mowil potem, ze dzieciak posiedzial dwa dni w izbie dziecka i nawial, zeby kroic kolejne auta. I tak w kolko. Piotr poznal policje przy innej okazji. Pod koniec 1999 roku komputeryzowal slaska firme I.: kilkadziesiat stanowisk, dosc skomplikowana siec (trzy budynki), modemy, serwery, skanery, drukarki, laptopy dla prezesow... Wartosc: prawie 300 tys. zlotych. Firma I. nie zaplacila. Telefoniczne monity, pisemne ponaglenia, sadowy nakaz zaplaty - wszystko na nic. Komornik zawiesil egzekucje: spolka I. zostala przejeta za dlugi przez inna firme. Piotr dowiedzial sie, ze to nie pierwszy taki numer tych samych, powiazanych ze soba, ludzi. Zlozyl doniesienie do prokuratury. Sledztwo umorzono. - Juz po pierwszej rozmowie z prowadzacym sprawe policjantem wiedzialem, ze tak bedzie. Nie mial pojecia o funkcjonowaniu spolek, w zyciu nie czytal kodeksu handlowego, przestepstwa gospodarcze to byla dla niego czarna magia - mowi Piotr. Grupa odpowiedzialna za jego nieszczescie wykonczyla potem jeszcze przynajmniej kilkadziesiat firm. Jej liderzy chodza na wolnosci. - H., mlodszy ode mnie, mieszka "u tesciowej" i jezdzi luksusowa terenowka nalezaca "do ciotki". Sam nie ma nic. Ostatnio spotkalem go na Rynku - wychodzil z "Sephory" z torba luksusowych kosmetykow. Na moj widok zaczal sie smiac. Wstyd Fryderyk podkresla, ze staral sie dorobic w Polsce tak jak w Niemczech - uczciwie, na ile to bylo mozliwe. Uczyl tego dzieci, ktore mialy po nim przejac kwitnacy biznes. Oczywiscie, "jak wszyscy" dawal zleceniodawcom, zwlaszcza publicznym, "dole" za zamowienia. Oczywiscie, "przyspieszal" sprawy w urz Odpowiedz Link
przycinek.usa dokonczenie 08.03.04, 05:01 (...) w urzedach. Ale nigdy nikogo nie okradl: ani w majestacie prawa, ani w zaden inny sposob. Zawsze placil kontrahentom - i oni starali sie placic jemu. - To sie zalamalo piec lat temu - mowi. - Najpierw uczciwe firmy, z powodu przeinwestowania, blednych prognoz zaczely miec klopoty i... zauwazyly, ze mozna nie placic wierzycielom calkiem bezkarnie. Potem ruszyla lawina cwaniakow korzystajacych z tejze bezkarnosci. Poplynal w krotkim czasie na ponad milion zlotych. Kolejne 400 tys. stracil na sady i nieskuteczne windykacje komornicze. Ma w reku plik wyrokow nakazujacych dluznikom natychmiastowa zaplate. I nic. Nic - poza tym, ze musial zwolnic pracownikow, bo nie wystarczyloby mu na zaplate podatkow. - A podatki - jak stwierdzila pani ze skarbowki - rzecz swietsza od wyplat. Piotr obserwowal to samo: dla wielu ludzi sposobem na biznes stalo sie mnozenie spolek i przepuszczanie przez nie majatku, najlepiej cudzego. - Zaciaganie kilkunastu kredytow pod zastaw tej samej nieruchomosci? - normalka. Wyprowadzanie majatku z upadajacej spolki, zeby nie placic wierzycielom? - codziennosc. "Kupowanie" firm bez zaplaty, po to, by wyssac z nich majatek lub wziac kredyty pod jego zastaw? - chleb powszedni - wylicza. Kilka lat temu uczestniczyl w glosnej konferencji na temat etyki w biznesie. Nobliwi patroni, czolowi politycy i biznesmeni, aktorzy, gwiazdy TV. - Mam wielu znajomych w Business Centre Club. Jeden z nich opowiada mi na konferencji, ze inny czlonek klubu wyrolowal go na milion zlotych - nie chce zaplacic za budowe hali dla zagranicznego inwestora. Miesiac pozniej ja jestem u tego drugiego biznesmena, bo mi wisial kilkadziesiat tysiecy. Na scianie dyplomy Fair Play. Mowi, ze na razie nie zaplaci, bo go paru innych wyrolowalo. Pytam: nie wstyd ci? Twoja zona wspolorganizowala konferencje o etyce! On na to: "Wstyd w biznesie jest rzecza wzgledna". Sady Nie mogac odzyskac pieniedzy na drodze cywilnej, Fryderyk skierowal doniesienia do prokuratury na wierzycieli. Dwie sprawy umorzono, trzecia toczy sie od dwoch lat, czwarta, najwieksza, trafila, z uwagi na siedzibe sprawcy, do wydzialu karnego Sadu Rejonowego w Warszawie Srodmiesciu. Przez poltora roku nie udalo sie wyznaczyc terminu pierwszej rozprawy. Po ustnych i pisemnych interwencjach szefowa wydzialu powiedziala Fryderykowi, ze 13 zatrudnionych u niej sedziow (w tym czterech nominowanych, reszta to asesorzy z krotkim stazem) ma do rozstrzygniecia blisko 10 tys. spraw. Sa wsrod nich najwieksze afery gospodarcze w kraju, w ktorych liczba pokrzywdzonych przekracza tysiac, a wyludzone kwoty - 200 mln zlotych. I te sprawy tez czekaja na szczesliwe rozpoczecie. Fryderyk mowi, ze sprawcy i animatorzy najwiekszych afer w poludniowej Polsce, tworcy wydmuszek i inni przekreciarze, z drobnymi wyjatkami ciesza sie wolnoscia. - Jesli ich sprawy nie zostaly umorzone, to czekaja grzecznie - calymi latami - na rozpoczecie procesow. I - przez podstawione osoby - robia kolejne biznesy - Fryderyk sypie nazwiskami i adresami. Piotr, dzieki sprawnemu adwokatowi, zalatwil w sadach cywilnych wszystko, co chcial. Teoretycznie powinien dzieki temu odzyskac pieniadze - w sumie dwa miliony zlotych, nie liczac odsetek. I w koncu odzyskal wiekszosc podstawowej kwoty. Ale wczesniej firma padla, a on stracil dom, wyposazenie, samochody - caly majatek. Twierdzi, ze stalo sie tak nie z powodu przekreciarzy, ale z winy fiskusa, ktory za dobre karze, a za zle wynagradza. Skarbowka Fryderyk tez uwaza, ze gdyby nie dzialania skarbowki, przetrwalby nalot przekreciarzy. Zostaloby mu moze kilka maszyn, odbudowalby biznes i jakos dotrwal do przewidywanego ozywienia gospodarczego. Ludzie mieliby prace, a panstwo - dochody z podatkow. Urzednicy fiskusa mieli to jednak gdzies. Apogeum katastrofy nastapilo latem zeszlego roku. Dal maszyny koledze, solidnemu platnikowi, na budowe marketu. Inwestorem byla znana francuska firma pracujaca dla - rowniez francuskiej - sieci. W czerwcu okazalo sie, ze Francuz - ktory pozakladal w Polsce kilkadziesiat spolek - ma klopoty. Nie placi nikomu. Rozlozyl juz ze setke mniejszych firm. W lipcu niezaplacone faktury opiewaly na prawie milion zlotych. - Po raz kolejny musialem zaplacic podatki od kwoty, ktorej nie widzialem na oczy. Urzad Skarbowy upomnial sie o VAT. Tlumaczenia, ze nie otrzymalismy zadnych pieniedzy, nie wzbudzily zainteresowania. Podobnie jak prosba rozlozenia platnosci na raty. Urzad zablokowal nam konta, momentalnie rzucily sie na nas banki i firmy leasingowe. Pierwsze wypowiedzialy kredyty, drugie zazadaly zwrotu maszyn. Dostawcy mediow odcieli, co sie dalo. TP SA wylaczyla telefony. Zrobil wtedy krotkie podsumowanie: "Przejechalem po budowach w calej Polsce 300 tys. kilometrow, ostatnio, jak radzil policjant, pociagami. Pracowalem wraz z dziecmi po 14-16 godzin na dobe, nocami, w niedziele. Od lat nie spalem wiecej niz 5-6 godzin. Nie pamietam, kiedy bylem na wczasach. Pracownik skarbowki, z komorniczym nakazem w reku, powiedzial mi, ze trzeba bylo zostac w Niemczech. Rowniez Piotr, z powodu zablokowania kont przez skarbowke, stracil plynnosc finansowa. - Urzednicy nagminnie nachodzili nasze domy i nasza firme, nie rozumiejac, ze nie mamy z czego zaplacic. Ze nasi sprytni wierzyciele jedza za te pieniadze wykwintne obiady, kupuja kochankom kosmetyki. Odsetki skarbowe i zusowskie za nieterminowe platnosci przekroczyly wielokrotnie odsetki, ktore moglibysmy dostac od naszych dluznikow. Urzad Skarbowy i ZUS, majac taka "lokate" w naszej firmie, ociagnely rentownosc rzedu 35 procent. My, po dlugich bojach w sadzie, moglismy liczyc najwyzej na 10 procent. W Stanach urzednik skarbowki tez ma wielka wladze - dodaje Piotr - ale korzysta z niej roztropnie, zeby w poszukiwaniu przestepcow nie zgniesc ludzi uczciwych. Nim dojdzie do karania, urzednik sprawdza dokladnie, czy przypadkiem niezaplacenie podatku nie bylo wynikiem bledu - i wzywa podatnika do jego naprawienia. Nie chodzi bowiem o to, by zniszczyc biznes, tylko o to, by on sie rozwijal - regularnie placac podatki. Przeciez to logiczne. Nie w Polsce. - Gangsterzy spia spokojnie - uwaza Fryderyk - Dlaczego uczciwych sie wykancza? Bo to latwe: uczciwi maja majatek widoczny jak na dloni, latwo go zajac, latwo zablokowac konta, latwo windykowac nawet urojone naleznosci. Urzednicy dostaja od tego 20 procent w postaci premii. A z gangsterami, notorycznymi zlodziejami, nigdy nie wiadomo. Moga sie mscic, a poza tym sa calkiem goli. Majatki, auta, konta - wszystkim dysponuja figuranci. Po co sie w tym babrac? Bilans Obaj powtarzaja jak refren: - Po tym, co nas spotkalo, nikt z naszych dostawcow, zaufanych dotad partnerow, kontrahentow juz nam nie wierzy. Nie dziwimy sie. Stracilismy twarz. Zgodnie z polskim prawem to my jestesmy przestepcami. To gorsze niz utrata majatku. Zauwazam, ze wielu przedsiebiorcow w kraju przezylo podobne historie: nadzialo sie na nierzetelnych platnikow, na oszustow, wykloca sie na co dzien z niesprawna policja i prokuratura, przeklina powolnosc sadow, obserwuje ze zdumieniem dzialania skarbowki i komornikow. I nie ucieka. - Ale ja mam porownanie: jak jest tutaj - i tam, w bardziej cywilizowanym kraju - tlumaczy Fryderyk. - Nie wiem, czy cokolwiek zwalczy to, co mnie z Polski przegnalo - rzuca do telefonu Piotr - a moze juz tylko Peter. W tle slysze okrzyk "wsiadac prosze" i odglos ruszajacego pociagu. W jedna strone? Odpowiedz Link
przycinek.usa link. 08.03.04, 05:03 dzis.dziennik.krakow.pl/?2004/02.28/Pejzaz/01/01.html Odpowiedz Link