goscgazety
08.06.04, 11:39
Roman Kluska ujawnia nowe fakty o akcji fiskusa skierowanej w jego osobę
- 25 listopada 2003 roku NSA orzekł, że Roman Kluska nie popełnił
przestępstwa, a urząd skarbowy niesłusznie domagał się zwrotu podatku VAT.
Ile jest takich spraw, ilu biznesmenów, którym zarzuca się złamanie prawa?
Ile spraw kończy się tak, jak Pańska?
- W momencie mojego aresztowania nie zdawałem sobie sprawy z wielkości i
skali problemu. Jeszcze zanim wygrałem w sądzie, zaczęli do mnie zgłaszać się
ludzie z całej Polski, prosząc o pomoc.
Niedawno zrobiliśmy z "Gazetą Wyborczą" pewien eksperyment. Przez dwie
przypadkowo wybrane godziny rozmawiałem z przedsiębiorcami, którym urzędy
skarbowe zarzucały różne przestępstwa. W ciągu zaledwie dwóch godzin
zadzwoniło do mnie sześć osób. Jeżeli popatrzymy na lata, to pokazuje, że
mamy do czynienia ze zjawiskiem masowym. Słuchając opowieści tych ludzi
naprawdę można popaść w depresję, bo wielkości tych krzywd nie da się niczym
wyrazić. Najsmutniejsze jest to, że w każdej z tych spraw - jeśli przyjąć za
wiarygodne stwierdzenia tych ludzi, bo one są poparte orzeczeniami sądów
krajowych i międzynarodowych - instytucje powołane do przestrzegania prawa,
łamią to prawo. To nie dotyczy tylko urzędników skarbowych, ale policji,
prokuratury, sądów. I to jest najgorsze.
Wyrok w mojej sprawie wydano w oparciu o prawo polskie i prawo Unii
Europejskiej. Są to dwa identyczne wyroki, stwierdzające, że jedyną stroną
łamiącą prawo był urząd skarbowy. Wszystko, co działo się wcześniej było
ciągiem naruszania prawa. W mojej sprawie też znajdziemy prokuraturę, która
działała całkowicie bezpodstawnie. Przecież na początku sprawa przez dłuższy
czas była utajniona. Moi obrońcy nie mieli dostępu do dokumentów. Mówili, że
jest tak jak za czasów SB. Jak sprawa była tajna, to znaczy, że nie ma nic na
podejrzanego. Mieli rację. Te dokumenty zostały teraz odtajnione. Nie
czytałem ich jeszcze. Moi obrońcy, którzy je przeczytali, potwierdzili, że
nie ma w nich nic, co obciążałoby moją osobę. Sąd, który miał dostęp do tych
dokumentów, wiedział, że nic przeciwko mnie nie ma, a jednak podtrzymał
decyzję prokuratury o poręczeniu za moją wolność w wysokości 8 mln zł. Inny
skład sędziowski podtrzymał decyzję prokuratury o zajęciu majątku na kwotę 30
mln zł.
Komornik bierze wszystko
- Gdyby Roman Kluska nie był Romanem Kluską i nie miał przyjaciół, to zapewne
siedziałby w areszcie. Pan miał pieniądze, inni najczęściej przegrywają. Ile
kosztowała Pana obrona?
- Bardzo dużo. Aby media chciały stanąć w mojej obronie, musiały mieć mocne
ekspertyzy. Mocne ekspertyzy opracowują najlepsi prawnicy. Najlepsi prawnicy
są bardzo drodzy. A przecież przez półtora roku trzeba mieć z czego żyć,
trzeba utrzymać rodzinę. Kiedy oskarżenie urzędu skarbowego kończy się
zajęciem majątku, człowiek staje się całkowicie bezbronny.
- Może po to zajmuje się ten majątek, aby nie było pieniędzy na obronę?
- Dokładnie tak. Dlatego urzędnik może iść w ciemno. Potem przychodzi
komornik i zabiera wszystko, co ma jakąkolwiek wartość. Podatnik nie ma z
czego żyć. Trudno się dziwić, że w takiej sytuacji ktoś może całkowicie się
załamać.
- W lipcu 2002 roku został Pan zatrzymany przez policję. Wojsko chciało
zarekwirować należące do firmy samochody.
- Odebrałem to jako demonstrację siły. Wojsko zajmowało moje samochody
bezprawnie. Mało tego, ktoś zapewne naciskał na prezydenta Nowego Sącza i
wojewodę krakowskiego do podtrzymania tej decyzji. To pokazuje, że musiał być
jakiś ośrodek kierujący całą tą sprawą. Te samochody to była kropka nad i.
Zajęcie samochodów w czasie pokoju, na czas nieokreślony i bez planu
świadczeń ludności? Przecież taka decyzja jest całkowicie bezprawna! Tak, to
była demonstracja siły.
- Kto Pan chciał nastraszyć? Wyłamał się Pan z płacenia haraczu?
- Cały czas zastanawiałem się i szukałem odpowiedzi, co złego zrobiłem. I
dopiero kilka dni temu coś sobie przypomniałem. Odkryłem, że zrobiłem
straszną rzecz. Kiedy sprzedawałem Optimusa, moi prawnicy dali mi do
podpisania umowę, zgodnie z którą od zysku 64 mln USD nie miałem zapłacić
podatku. Wydawało mi się to niewiarygodne, więc postanowiłem to sprawdzić.
Wysłałem pismo do urzędu skarbowego w Nowym Sączu z zapytaniem, czy od takiej
transakcji mam zapłacić podatek. Dostałem jednoznaczną odpowiedź urzędu
skarbowego - podatek dochodowy nie występuje! Mimo to, wydawało mi się to
dziwne. Kazałem więc zmienić umowę tak, żeby jednak występował podatek
dochodowy. I zapłaciłem 28 mln USD. Teraz pomyślałem sobie, że zrobiłem źle.
Ta luka w prawie - pozwalająca na niepłacenie podatku dochodowego od wysokich
sum transakcji - była powszechnie wykorzystywana przez osoby bogate. Być może
ona była po to, żeby tą kwotą się z kimś podzielić. Nie skorzystałem z tej
luki. Mało tego, zapłaciłem na własne życzenie podatek. I pewnie naruszyłem
jakiś standard, że jeśli jest takie wspaniałe miejsce w prawie, to postąpiłem
nie tak, jak powinienem. Zamiast podziękować tym, którzy taką furtkę zrobili,
dając im np. 50 procent - w moim przypadku byłoby to 14 mln USD - ja tego nie
zrobiłem. Może za to poniosłem karę?
Umarzam, nie umarzam
- Powiedział Pan, że wszystko, co Pana spotkało nie było przypadkiem. To była
dobrze zaplanowana akcja. Czy próbował Pan dojść do tego, kto stał za tą
sprawą - urzędnicy, policja, świat przestępczy?
- O tym, że była to doskonale zorganizowana akcja, w której nie miałem
żadnych szans, przekonałem się dopiero później. Proszę zauważyć, że w
przeddzień posiedzenia NSA w Krakowie, Urząd Skarbowy w Nowym Sączu podejmuje
decyzję o umorzeniu kwoty przestępstwa. W takiej sytuacji, ponieważ nie
trzeba już płacić budżetowi podatku VAT, to nie ma podstaw, żeby posiedzenie
NSA w ogóle się odbywało, czyli nie ma sprawy. Gdyby nie doszło do
posiedzenia NSA, to dla sądu karnego liczy się ostatnia decyzja
administracyjna, czyli taka, że Roman Kluska wyłudził podatek! Do końca życia
byłbym przestępcą! Do tego, żeby można było umorzyć kwotę z przestępstwa
potrzebna była zgoda UOKiK. Dotarłem do tej decyzji. Ona była wydana dobę
wcześniej. Proszę zobaczyć - w ciągu jednej doby przychodzi z Warszawy
decyzja do Nowego Sącza. Urząd Skarbowy podejmuje decyzję o umorzeniu,
dostarcza ją do Optimusa i do sądu. To się dzieje w ciągu jednej doby. Jaką
pocztą w tak krótkim czasie można przesłać tyle dokumentów? To pokazuje
perfekcję organizacyjną. Sprawa była świetnie przygotowana, z doskonałą
znajomością prawa. Praktycznie byłem bez szans. Całe szczęście, że naczelnik
Urzędu Skarbowego pisząc decyzję o umorzeniu kwoty z przestępstwa
napisał ,,umarzam - nie umarzam,,. Bo trzeba wiedzieć, że w międzyczasie
Optimus się podzielił na Optimus i grupę Onet. Konsekwencji tego podziału
zapewne dokładnie nie przeanalizowano. Naczelnik umorzył Optimusowi, ale nie
umorzył grupie Onet. Stąd decyzja ,,umarzam - nie umarzam,,. Firmy musiały
jednak odpowiadać solidarnie. Nastąpiła taka sytuacja prawna, że NSA w
Krakowie odroczył posiedzenie. Wtedy, jako sumienny obywatel Roman Kluska,
wystąpiłem z doniesieniem do prokuratury, że jest przestępstwem umorzenie
pieniędzy z przestępstwa takiemu przestępcy jak Roman Kluska. To zagranie
okazało się doskonałe, bo prokuratura musiała zabezpieczyć ten dokument o
umorzeniu i nieumorzeniu pieniędzy. Nie dało się już nic zmienić. I tylko
dzięki temu, że uczciwy Kluska wystąpił przeciw nieuczciwemu Klusce NSA
wreszcie rozpatrzył sprawę.
- Co mogło być powodem tych wszystkich ataków? Może chodziło o znaczne
wsparcie finansowe budowy sanktuarium w Łagiewnikach?
- Na to pytanie nie znam odpowiedzi. Jeśli popatrzymy jednak na to, że w
pierwszym dniu po moim aresztowaniu podaje się kłamliwe informacje na mój
temat i jednocześnie pokazuje się mnie na tle sanktuarium w Łagiewnikach - to
sugeruje pewne skojarz