dorota_333
03.01.18, 10:22
...zadajemy sobie pytanie na początku stycznia, po dwóch latach pełzającej rewolucji z całym jej knajackim bezwstydem, ohydą i smrodem.
Ano bez wątpienia będzie, co Bóg da i na co Partia pozwoli. A żyjemy znowu w czasach, kiedy mówimy Partia a myślimy Prezes i mówimy Prezes a myślimy Partia. Więc niejako z konieczności nurzamy się w otchłanie psyche Prezesa i domyślamy się jego inspiracji.
Beż najmniejszego wątpienia wzorcem dla Jarosława Kaczyńskiego jest Józef Piłsudski. Komizm tego porównania jakby nie przeszkadzał (ciemny lud to kupi).
Tyle że Jarosław Kaczyński nie ma w swoim życiorysie niczego, co zbudowało wielkość postaci Marszałka. Nie ma podziemnej pracy dla Ojczyzny. Żadnej konspiracji, osobistego ryzyka (jak pod Bezdanami), Legionów, więzień, ogromnej pracy politycznej i poświęcenia życia dla sprawy. Żadnych powrotów z twierdzy. W warstwie osobistej: żadnych kobiet i dzieci, nawet Kasztanki. Nic. Kolejne koty. Kompletne wypranie życia ze znaczenia.
Trzynastego grudnia Jarosław Kaczyński mógł spokojnie pospać do południa, ponieważ dla komunistycznej władzy nie stanowił żadnego zagrożenia. I ten uraz teraz sobie powetuje.
Bo Prezes właśnie teraz, po dwóch latach demontażu państwa ma już w rękach narzędzia do wprowadzenia dyktatury. Do zbudowania swojej (pożal się Boże), "sanacji".
Ponieważ już wyleczyliście posylwestrowego kaca, to proponuję małą lekcję historii (powtórkową). Oto, co może się stać (z modyfikacjami na aktualną rzeczywistość):
historia.org.pl/2016/12/18/aresztowania-i-skazania-opozycji-pilsudski-bezwzglednie-rozprawil-sie-z-obroncami-demokracji/
Zadziwiająco możliwie to brzmi, prawda? A potem już tylko wrzesień '39.