krzyd
18.03.05, 20:37
Nie jestem zwolennikiem wykorzystywania historii w bieżących wojenkach, ale
czytam akurat trochę Marszałka i az się prosi o przytoczenie kilku Jego
opinii. Przepraszam, ze taki długi post, ale spróbujcie przebrnąć.
Nie było jeszcze na świecie ojca Giertycha, kiedy pisał Józef
Piłsudski: „Naród jest karmiony oszustwem i kłamstwem.(...) Żyjemy w czasach,
w których prawo oszczerstwa i szarpania czci cieszy się nadzwyczajna swobodą,
a nawet uznaniem. Państwa i narody, które na podstawie kłamstwa, na podstawie
negowania prawdy podają myśl polityczną, dążą do zguby. Takie państwo zbliża
się ku upadkowi pisał dalej: ”Jednak, mimo że postawiono mnie tak wysoko, jak
nikogo nie stawiano (...) był cień, który biegł obok mnie. Zapluty, potworny
karzeł na krzywych nóżkach, wypluwający swoja brudna duszę, opluwający mnie
zewsząd, nie szczędzący niczego – rodziny, stosunków, bliskich mi ludzi. Ten
potworny karzeł pełzał za mną, ubrany w chorągiewki różnych typów i kolorów,
krzyczący frazesy, wymyślający jakieś niestworzone historie”. Nazywano
Marszałka zdrajca i złodziejem. Więc pisał Piłsudski: „ Idzie tylko o plucie,
idzie o kał wewnętrzny, którego pełna musiała być dusza, jeżeli się na te
rzeczy zdobyła.(...) Potworny karzeł wylęgły z bagien rodzinnych. Bity po
pysku przez każdego z zaborców, sprzedawany z rak do rąk, płatny.”
Pisał tak Marszałek w swoich, wydanych w 1937 roku „Pismach zbiorowych”.
Pisał, mając w pamięci zabójstwo jego przyjaciela Gabriela Narutowicza, na
którego pomyje wylewała Narodowa Demokracja. Ta sama, która jeszcze 10 lat
wcześniej tak pięknie różniła się z Piłsudskim w ocenie przyszłości Polski:
Roman Dmowski chciał niepodległości w sojuszu z Rosją (wczesna wersja
panslawianizmu) a Piłsudski chciał z kimkolwiek, byle mu pozwolono tworzyć
armię polska (a to się dało zrobić tylko z Austria). Jeszcze w trakcie
Kongresu Wersalskiego Marszałek pisał do Dmowskiego: „Drogi Romanie”.
Ale ten duch wylęgły na bagnach...
Ten duch nadal obecny, ba, silniejszy w roku 2005 niż w latach dwudziestych.
Ten duch obecny w komisjach śledczych, w polityce, w każdym politycznym
wystąpieniu liderów. Marszałek, który stworzył Legiony i POW, który poszedł
siedzieć do Magdeburga ale swoich koncepcji nie sprzedał, który był bohaterem
wojny z 1920 – nawet on musiał w pewnym momencie ustąpić, zamknąć się w
Sulejówku i tylko pisać barwnie o Sejmie ówczesnym.
Można powiedzieć, ze miał szczęście: gdyby wtedy były giganty polityczne, jak
Giertych, Wasserman, Gruszka, Macierewicz – poszedłby pod trybunał, i to
bynajmniej nie Trybunał Stanu. Poszedłby siedzieć za swój socjalizm, żydowską
żonę, masonerię i szpiegostwo na rzecz Japonii (świadkowie by się znaleźli).
Jest więc u nas, tak jak zawsze. Nazywali nas bękartem wersalskim. Terazi
chcemy, żeby nas teraz nazwali bękartem z Jałty...