abram777
24.07.06, 15:43
Jerzy Buzek, były premier w rządzie AWS, obecnie eurodeputowany:
"- Fachowcy już wiedzą, że musimy zmienić sposób wydobywania i przetwarzania węgla, teraz trzeba to wytłumaczyć opinii publicznej. Ale z wydobyciem górnicy muszą poradzić sobie sami. Trzeba im to tylko umożliwić. Jeszcze osiem lat temu dopłacaliśmy do produkcji węgla 5 mld zł rocznie. Dzięki reformie branży w latach 1998-2001 górnictwo mamy dziś dochodowe. Rok temu kopalnie zarobiły więcej niż PKN Orlen. Trzeba więc stworzyć im takie warunki, byśmy nie musieli do nich więcej dopłacać i problemy same się rozwiążą.
Czy w ogóle mamy alternatywę dla węgla? Może energia odnawialna?
- Wszystkim, którzy uważają, że jest jakaś konkurencja pomiędzy węglem a energią odnawialną, trzeba jasno wytłumaczyć, że nie ma. Musimy rozwijać jedno i drugie. Energia odnawialna jest szalenie droga. Ludzie, którzy liczyli na to, że będą ogrzewać własne domy w oparciu o źródło termalne, gdy policzyli koszty takiego ogrzewania, chwytali się za głowę. Okazało się, że zwrot kosztów nastąpi po 25 latach, jeśli nie będą musieli wymieniać sprężarek. Z energią słoneczną w naszej strefie klimatycznej jest po prostu problem.
Tak samo jest z hydroelektrowniami. Myśmy pod Czorsztynem i pod Nidzicą zrobili największą szkodę, jaką można było wyrządzić Podhalu i Pieninom. Zniszczyliśmy krajobrazowo jeden z najpiękniejszych kawałków polskiej ziemi.
Pozostaje nam jeszcze energia jądrowa. Moim zdaniem trzeba wybudować w Polsce elektrownię atomową, ale musimy znać koszty tej inwestycji. A one będą gigantyczne. Nic nie jesteśmy w stanie zrobić sami, bo nie mamy tutaj żadnego doświadczenia. Wszystko musimy kupić, łącznie z ludźmi, fachowcami.
Pierwszy prąd z elektrowni atomowej możemy mieć za 15 lat. Ale przez ten czas będziemy wkładać w to straszne pieniądze i nie będzie energii. Jedyną alternatywą jest więc węgiel. Tym bardziej że nie grozi nam jego wyczerpanie."
gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,49621,3503091.html
Program restrukturyzacji polskiego górnictwa węgla kamiennego zakłada:
- obniżenie sprzedaży węgla ma z poziomu około 190 mln t. w roku 1988 i 133 mln t. w 1997; do 110 mln t. 2002 r. i około 80 mln t. w
2020 r.
- obniżenie eksportu węgla z 43 mln t. w 1984 r. i 31 mln t. w 1997r; do 20 mln t. w 2002 i 10 mln t. od roku 2007
- obniżenie poziomu zatrudnienia z ponad 400 tys. pracowników w 1988 r. i 250 tys. w 1997 r.; do 164 - 144 tys. w 2002 r.(138,4 tys. prac. w końcu 2002 r) i około 77 - 54 tys. pracowników w 2020 r.
- wzrost wydajności z około 470 t/rok/prac. w okresie przed 1989 r. i 561 t/rok/prac w 1997 do 792 t/rok/prac w 2002 i około
1481 t/rok/prac. w 2020.
Podczas gdy świat i Europa potrzebują coraz więcej energii, my likwidowaliśmy w sposób bezpowrotny udostępnione złoża przez zasypywanie szybów kopalń pyłami dymnicowymi z elektrowni. Wiecie ile kosztuje udostępnienie złoża na głębokości kilometra? To grube miliardy złotych. Inni w ciężkich czasach usypiali swoje kopalnie, my likwidowaliśmy.
Po paru latach sytuacja się zmienia. Zawiodły rządowe strategie ekonomiczne, które nie przewidziały światowego boomu na węgiel i stal, nie przewidziały gwałtownego wzrostu cen paliw płynnych i gazu, nie przewidziały konfliktu z rurą. Dziś ci, którzy czynnie uczestniczyli w wypełnianiu dyrektyw nakazujących likwidację polskiego górnictwa zaczynają mówić innym językiem. Co mają na celu?