Dodaj do ulubionych

Naciąganie gumy

24.05.09, 01:38
Przewidywanie przyszłości zawsze było niespełnionym marzeniem ludzkości a giełdowych graczy w szczególności. Ponieważ każda luka
na rynku musi być zaspokojona więc i to marzenie było i jest zaspokajane na różne sposoby. Byli wrózbici, astrolodzy, jasnowidze,
futurolodzy i cała masa innych sposobów zaspokajania takich potrzeb.
Dzisiaj oczywiście dalej to funkcjonuje. Ludzkość nagle nie zmądrzała ani nie pozbyła się swoich marzeń.
I dalej to będzie funkcjonować. Zmieniają się tylko sposoby, bo
silnie zależą od stopnia zaufania danych grup ludzi do aktualnych zjawisk. Ponieważ obecnie ludzie mają największe zaufanie do nauki i
ekspertów musieli pojawić się tzw. analitycy i różne metody
przewidywania wzięte żywcem z metod stosowanych w nauce. Musiały się
pojawić zupełnie niezależnie od tego czy mają jakąkolwiek wartość poznawczą czy też nie. I będą sobie spokojnie egzystować bo są
absolutnie nieweryfikowalne co wynika z samej natury celu do jakiego
się odnoszą oraz obiektu oddziaływania. Dokładnie tak samo jak przez
wieki funkcjonowali wróżbici i astrolodzy. Dopóki nie zmieni się
moda. Mody się zmieniają ale jedno się nie zmienia. Im ktoś ma
więcej informacji i odpowiednich sposobów jej interpretacji z tym
większą skutecznością może przewidzić przyszłość. Im ktoś ma więcej
możliwości tym łatwiej może wyreżyserwać przyszłość a więc
przewidzić ją z prawie 100% skutecznością. To działało w czasach
faraonów i działa obecnie.
Kluczem więc jest dostęp do informacji, sposoby jej gromadzenia i
obróbki oraz możliwości reżyserskie. Cała reszta jest bez znaczenia.
To dlatego przewagę na giełdzie mają insajderzy, starzy wyjadacze i FED.
To oczywiście cholerny i przydługi truizm ale warto go przypomnieć by lepiej zorientować się w obecnym zamieszaniu.
A czasy mamy takie, że rynki są sterowane co każdy kto ma trochę
orientacji, doskonale wie. Główne skrzypce obecnie gra reżyserka i
to niekoniecznie jednego gracza.
Z tego wynika, że narzędzia do analizy zachowania rynków mają obecnie mocno ograniczoną przydatność. Stąd zresztą głosy, że AT umarła. Dużo lepszym sposobem przewidywania możliwych wydarzeń jest
dzisiaj analiza interesów,celów i sposobów ich osiągnięcia oraz
możliwości głównych graczy. Pierwszym problemem jest zdefiniowanie
głównych graczy. Niewątpliwie są to FED czyli USA plus dodatki,
Chiny, Niemcy czyli UE+EBC, Rosja.
Naczelnym interesem każdego gracza jest utrzymanie swoich pozycji
oraz poszerzenie strefy wpływów jeśli to możliwe.
I tu już wchodzimy w zakres obecnych celów. Wygląda na to, że naczelnym celem FED jest obecnie utrzymanie pozycji. FED ma do dyspozycji potężne narzędzia ale te narzędzia mogą, jeśli sytuacja
się pogorszy, stać się największym zagrożeniem dla FED. Już zaczęło
sie kwestionowanie roli FED i próby kontroli ze strony kongresu USA.
Dlatego FED za wszelką cenę musi wykazać się skutecznością w zwalczaniu kryzysu w USA. Jeśli to mu się nie uda a sytuacja będzie się przeciągać i pogarszać, zagrożenie wewnętrzne stanie się śmiertelnie groźne. Teoretycznie mają 3 lata. W praktyce dużo mniej. Dlatego FED nie mógł dopuścić do upadku systemu finansowego jaki
stworzył i dlatego będzie pompował do skutku. Ponieważ ten skutek
najwyraźniej obecnie bardzo trudno wywołać (zawiodły wszystkie dotychczasowe narzędzia) FED już stosuje metody niekonwencjonalne.
Czyli monetyzowanie długu, sterowanie giełdami i zaklinanie zielonej
przyrody. Jeśli to również nie odniesie skutku, w miarę narastania
presji czasowej, nastąpi nasilenie takich działań i to bez dbania a
interesy i cele, w tej sytuacji, drugorzędne. Jak ktoś ma
tresowanego lwa, którym terroryzuje resztę podwórka to musi mu
codziennie dać dobrze zjeść bo szybko sam zostanie zjedzony.
Poza tym istnieją zagrożenia zewnętrzne. Czyli rosnące w siłę Chiny.
A jak dokopać Chińczykom by ograniczyć ich ciągle rosnące możliwości?
Jak by nie patrzeć, stimulusy, wariackie pompowanie, monetyzowanie
załatwi parę problemów na raz. Wywoła dużą inflację, odblokuje obieg
pieniądza czyli pobudzi gospodarkę, uczyni ją bardziej
konkurencyjną, zmniejszy problemy systemu finansowego oraz zredukuje chińskie rezerwy czyli możliwości reżyserskie. A że przy okazji okradnie się amerykańskiego podatnika i emeryta to już malutki, niewarty uwagi szczegół. W ogólnej euforii powracającej hossy jakieś
protesty zgorzkniałych marud skutecznie się zagłuszy.
Zamysł świetny ale sądząc po oporze materii coraz bardziej wygląda
na to, że zakończy się hiperinflacją.
Ktoś ma jakieś inne pomysły co do celów i metod głównych graczy?








Obserwuj wątek
    • bagracz Kiedy i gdzie guma strzeli? 24.05.09, 12:28

      soja
    • dorota_3 Naciąganie gumy czyli scenariusz upadku dolara 25.05.09, 14:42
      Bagracz, chciałbyś widzieć kolaps dolara jako gwałtowny i tym
      bardziej efektowny spektakl? Mało prawdopodobne (na szczęście),bo to
      byłoby wbrew interesom wszystkich graczy, z posiadaczami aktywów
      nominowanych w dolarach na czele.
      Jeszcze duuużo takich linków będzie, jak ten o soi.

      Ta guma nie strzeli tylko zwiotczeje smile Co dla Ameryki tez nie
      będzie dobre, bo trudno majtki na sznurku nosić.
      • bagracz Re: Naciąganie gumy czyli scenariusz upadku dolar 25.05.09, 19:45
        Z całą pewnością nie jest to tęsknota za mocnymi wrażeniami.
        Nic też, godnego wzmianki choćby, na tym nie zyskam.
        A stracić można sporo. Kto wie czy nie wszystko.
        Tak więc oczywiście masz rację, że raczej nikomu specjalnie nie zależy na nagłym kolapsie. Nikomu jednak nie zależy, żeby ludzie
        tratowali się nawzajem w panice, a już szczególnie tym ludziom.
        Mimo to, takie wypadki się zdarzają.
        Problem w tym, że zjawisko katastrofy rzadko ma przyczyny intencjonalne. A jednak katastrofy się zdarzają. I prawie zawsze
        jest to spowodowane gromadzeniem się sił, które nie mogą znaleźć
        ujścia i nie są łatwo dostrzegalne.
        Zjawisko hiperinflacji chyba nigdy nie było celem, na którym komuś
        go wywołującemu mogło świadomie zależeć. A jednak się zdarza i to
        wcale często.
        Polityka QE prowadzona przez FED jak na razie pompuje balonik
        zamiast gospodarki. Normalne kanały, którymi pieniądz krąży, są
        dalej zatkane. Jasne, że rosnące ciśnienie w baloniku można
        rekompensować przez rosnące ciśnienie na zewnątrz balonika.
        QE u innych dużych graczy spełnia właśnie taką rolę.
        Jeśli jednak nie odetka się dostatecznie szybko normalnych kanałów
        wyrównujących ciśnienie to nie ma co liczyć na cudowne szpilki,
        które co prawda ciśnienie szybko wyrównają ale balonik raczej nie
        będzie sobie spokojnie w trakcie tego procesu flaczał.
        Ja po prostu widzę nagromadzenie się sił, które nie mogą znaleźć
        ujścia. Ta niemożność jest systemowo-polityczna a więc twarda jak
        beton. I niespecjalnie widzę możliwości odetkania tego zanim coś lub
        ktoś przyłoży litościwą szpilkę do tego napęcznałego wrzodu.
        Żaden wykres jakoś mnie nie przekonuje, że ciśnienie spada.
        Ten np. wskazuje, że rośnie.
        Tekst linka
    • szutnik Re: Naciąganie gumy 26.05.09, 12:54
      bagracz napisał:

      Im ktoś ma
      > więcej informacji i odpowiednich sposobów jej interpretacji z tym
      > większą skutecznością może przewidzić przyszłość. Im ktoś ma
      więcej
      > możliwości tym łatwiej może wyreżyserwać przyszłość a więc
      > przewidzić ją z prawie 100% skutecznością.

      No popatrz...Taki Lehmann Bros., czy Bear Stearns mieli na pewno
      więcej informacji od większości graczy, pełno insiderów wszędzie i
      co? Przewidzieli przyszłość?

      > A czasy mamy takie, że rynki są sterowane co każdy kto ma trochę
      > orientacji, doskonale wie. Główne skrzypce obecnie gra reżyserka i
      > to niekoniecznie jednego gracza.

      Bujda na resorach. Nie ma sterowania rynkami. Są czasem
      krótkotrwałe manipulacje, ale nie ciągłe sterowanie. Gdyby było, w
      czym problem zagrać przeciw sterującemu przez resztę uczestników?
      Nikt nie ma nieograniczonych zasobów.

      > To dlatego przewagę na giełdzie mają insajderzy, starzy wyjadacze
      i FED.
      Patrz wyżej, o Lehmannach i Bear'ach

      > Z tego wynika, że narzędzia do analizy zachowania rynków mają
      obecnie mocno ogr
      > aniczoną przydatność. Stąd zresztą głosy, że AT umarła.

      Niemożliwe... Zmieniła się psychika człowieka? Patrz pan, jak
      szybko... Przez 40 tys. lat była taka sama i nagle w pół roku taka
      zmiana. Kto by pomyślał?

      Już zaczęło
      > sie kwestionowanie roli FED i próby kontroli ze strony kongresu
      USA.
      Najwyraźniej nie wiesz, ze w USA to Kongres jest decydentem w
      sprawie pieniądza, a prawo to zostało na FED jedynie oddelegowane.
      Jak więc może być tu mowa o kwestionowaniu?

      > Czyli monetyzowanie długu, sterowanie giełdami i zaklinanie
      zielonej
      > przyrody
      A co to jest ta zielona przyroda?

      > A jak dokopać Chińczykom by ograniczyć ich ciągle rosnące
      możliwości?
      Przy 41% spadku eksportu Chin rok/roku rosną ich możliwości? Czego?
      Chyba wewnętrznej rewolty...

      > Jak by nie patrzeć, stimulusy, wariackie pompowanie, monetyzowanie
      > załatwi parę problemów na raz. Wywoła dużą inflację, odblokuje
      obieg pieniądza czyli pobudzi gospodarkę, uczyni ją bardziej
      > konkurencyjną,
      A kto weźmie ten nowy kredyt? Konsument? Inflację wywołasz tylko
      wtedy, gdy będzie dużo biorących nowy kredyt, co namniej tylu, ilu
      przed 2007 r. Jakoś się na to nie zanosi...Jak na razie emisja
      pieniądza idzie głównie w podtrzymanie płynności sektora
      finansowego. To obrona przed przewrotką, a nie nowy kredyt
      • polarbeer Wojna wsrod gangsterow. 26.05.09, 15:17
        CytatNo popatrz...Taki Lehmann Bros., czy Bear Stearns mieli na pewno
        więcej informacji od większości graczy, pełno insiderów wszędzie i
        co? Przewidzieli przyszłość?


        Szutnik, tyle czasu spedzasz na czytaniu fal i wykresow ze nie masz czasu na
        czytanie newsow? Przeciez twoje stwierdzenie zupelnie mija sie z faktami!
        BearStearn owszem mial lepsze informacje niz przecietny zjadacz chleba, ale nie
        mial dostepu do najwazniejszych informacji
        • poszi Spiskowe teorie 26.05.09, 16:19
          To trochę jak "intelligent design". Nie da się udowodnić, nie da się obalić. Ja
          nie wierzę, że ten kryzys został zaplanowany. On oczywiście teraz jest
          bezwzględnie wykorzystywany i podatnik jest ostro oskubywany, gdzie się da, ale
          Wielkie Siły, gdyby były mądrzejsze i gdyby faktycznie mogły wszystkim sterować,
          to by to lepiej rozegrały.

          Ale nie o tym chciałem napisać. Znajomy zajmujący się PR mówił mi kiedyś, że
          przekonująco można "wciskać kit" tylko wtedy, gdy się w niego uwierzy. I mam
          wrażenie, że wielcy uwierzyli w bajki, które wciskali swoim klientom/ofiarom i
          to ich zgubiło.
          • polarbeer Teorie spiskowe? 26.05.09, 20:48
            Huh?!

            Ja zupelnie nie rozumiem do czego odnosza sie twoje komentarze... Jakie spiski masz na mysli? JPM dostal kase na przejecie BS od Paulsona i Bernanke
            • poszi Re: Teorie spiskowe? 27.05.09, 21:41
              > Ja zupelnie nie rozumiem do czego odnosza sie twoje komentarze... Jakie spiski
              > masz na mysli? JPM dostal kase na przejecie BS od Paulsona i Bernanke
              • polarbeer Re: Teorie spiskowe? 27.05.09, 22:44
                Cytat To, co piszesz jest jasne, chociaż nie wiem, czy ktoś nie lubił Lehmana,
                czy lubił. Może po prostu nie mieli takich pleców.


                "Plecy" to wlasnie forma preferencji... To mialem na mysli piszac o "nie
                lubieniu"
        • damkon Re: Wojna wsrod gangsterow. 26.05.09, 21:36

          > Szutnik, tyle czasu spedzasz na czytaniu fal i wykresow ze nie
          > masz czasu na czytanie newsow? Przeciez twoje stwierdzenie
          > zupelnie mija sie z faktami! BearStearn owszem mial lepsze
          > informacje niz przecietny zjadacz chleba, ale nie mial dostepu do
          > najwazniejszych informacji
          • polarbeer Re: Wojna wsrod gangsterow. 26.05.09, 22:17
            Moj glowny komentarz odnosil sie do stwierdzenia Szutnika:

            CytatBujda na resorach. Nie ma sterowania rynkami. Są czasem
            krótkotrwałe manipulacje, ale nie ciągłe sterowanie.


            To byla odpowiedz na tezy Bagracza w ktorych on nigdzie nie twierdzil ze manipulacje sa ciagle albo ze zawsze koncza sie sukcesem.

            Moim zdaniem OBECNIE mamy doskonaly przyklad proby takiego sterowania dzieki gotowce storzonej przez FED, oraz bezkarnosci niektorych "graczy" dzieki immunitetowi utargowanemu przez Paulsona dla "agentow rzadu i FED". (Nie wspomne juz o administracji Obamy, ktora w prasie wyglada jak pocztowka z raju. Wrecz reinkarnacja Mari Teresy!).

            Poniewaz sumy i skala tego przedsiewziecia sa tak przeogromne, "ktorkotrwalosc" moze trwac dluzej niz wszystkie inne historyczne przyklady. (Juz trwa ponad pol roku!!! Prawdopodobnie juz rekord dlugotrwalosci...)

            Twierdzenie ze "nie ma sterowania" w momencie gdy takie sterowanie jest oczywiste, jest dla mnie co najmniej zabawne. Jak inaczej inaczej niz "sterowaniem" wytlumaczyc stratesforyczne P/E w momencie gdy ludzie "boja sie ryzyka"? Jak inaczej niz pompowaniem kasy z TARP na gielde? Jak wytlumaczyc sytuacje gdy mega broker Goldman Sachs nagle kupuje polowe wszystkich akcji na WLASNE KONTO a nie jak wczesniej na konta swoich klijentow? To ma byc "deleveraging?"? C'mon!

            Jezeli Szutnik przewiduje, ze ta proba obecnej manipulacji skonczy sie zle dla manipulatorow, to nie wspomnial o tym... Ja mialem wrazenie, ze on zprzecza ze wlasnie obserwujemy probe takiej wlasnie dlugoterminowej manipulacji...
            • damkon Re: Wojna wsrod gangsterow. 27.05.09, 00:11

              > Moim zdaniem OBECNIE mamy doskonaly przyklad proby takiego
              > sterowania dzieki gotowce storzonej przez FED, oraz bezkarnosci
              > niektorych "graczy" dzieki immunitetowi utargowanemu przez
              > Paulsona dla "agentow rzadu i FED".


              Slusznie podkresliles, ze to tylko proba sterowania, bowiem w
              rzeczywistosc, nie da sie sterowac gospodarka. Rynek mozna zaklocac,
              doprowadzajac do jego nierownowagi, ale trudno tu mowic o skutecznej
              sterowalnosci (skutecznosc implicite zawiera sie w sterowalnosci).
              Zaleznosc jest bowiem odwrotna, tzn. im wiecej interwencji w
              gospodarke, czyli proby jej sterowalnosci tym wieksza nierownowaga,
              a wiec poglebienie jej nieskutecznosci.

              > Poniewaz sumy i skala tego przedsiewziecia sa tak
              > przeogromne, "ktorkotrwalosc" moze trwac dluzej niz wszystkie inne
              > historyczne przyklady. (Juz trwa ponad pol roku!!! Prawdopodobnie
              > juz rekord dlugotrwalosci...)


              Cyklicznosc ponawiania prob sterowania gospodarka a takze stopniowe
              zwiekszanie skali i zakresu ingerencji nie oznacza przejecia
              kontroli nad rynkiem tylko coraz wieksze jego psucie poprzez
              rozregulowanie. Sterowanie jest pojeciem cybernetycznym i polega na
              przejeciu kontroli nad czyms i swiadomym a zarazem skutecznym nim
              kierowaniu. Moze tyczyc sie maszyn czy organizmow zywych, lecz
              zupelnie nie nadaje sie do opisu funkcjonowania mechanizmow
              spolecznych, takich jak np mechanizm rynkowy. Tylko socjalisci
              probuja znalezc analogie dla sterowalnosci maszyn i mechanizmu
              rynkowego (nie ma tutaj oczywiscie absolutnie zadnej aluzji stosunku
              do Ciebie, lecz moje wtracenie, ze niewlasciwie uzywasz pojecia
              sterowania).

              > Twierdzenie ze "nie ma sterowania" w momencie gdy takie
              > sterowanie jest oczywiste, jest dla mnie co najmniej zabawne. Jak
              > inaczej inaczej niz "sterowaniem" wytlumaczyc stratesforyczne P/E w
              > momencie gdy ludzie "boja sie ryzyka"?


              To nie sterowanie rynkiem, tylko jego zaklocanie.
              • bagracz Re: Wojna wsrod gangsterow. 27.05.09, 07:20
                Masz rację. Niepotrzebnie użyłem słowa sterowanie. Dużo lepszym jest manipulacja.
            • szutnik Nieśmiało zauważę, że źle odczytałeś P/E Polarny 27.05.09, 08:43
              Taki skok P/E, jaki pokazany jest na Twoich wykresach, jest niestety
              dowodem na gwałtowne pogorszenie się zysków firm, a nie ich poprawę,
              jak to zdaje się zinterpretowałeś.
              W liczniku ułamka (numerator) masz cenę akcji, a w mianowniku
              (denominator)zysk firmy, przypadający na jedną akcję. Im wyższe P/E,
              tym bardziej przewartościowane wyglądają akcje firmy.
              Chyba, ze nie zrozumiałem dobrze Twoich intencji?
              • polarbeer P/E dowod manipulacji-sterowania-zaklucania rynku 27.05.09, 15:44
                Popatrzmy jeszcze taz na ten wykres:

                https://www.gold-eagle.com/editorials_08/images/maund052409d.gif

                W bardzo krotkim czasie wartosc firm ktore sa w indeksie S&P skoczyla z 20-to
                krotnej wartosci ich zarobkow do 120! Czyli obecnie ludzie placa za akcje firmy
                rownowartosc 120 lat zarobkow. I to ma byc w okresie gdy "psychologia" tlumu ma
                byc niemalze w stanie klinicznej depresji. Porownaj te 120 do kazdego innego
                momentu w histori, nawet na szczycie poprzednich baniek gdy taksowkarze radzili
                co kupic na gieldzie....

                Przewartosciowanie? Ja bym tego nie nazwal przewatosciowywaniem
                • szutnik W żadnym wypadku! To nie manipulacja! 28.05.09, 12:25
                  > W bardzo krotkim czasie wartosc firm ktore sa w indeksie S&P
                  skoczyla z 20-to
                  > krotnej wartosci ich zarobkow do 120!

                  Chyba nie za bardzo rozumiesz samą ideę wskaźnika P/E. Wg "teorii
                  inwestowania w wartość" (Grantham, Buffett itp) akcje są "tanie"
                  (czytaj do kupowania)gdy P/E całego rynku mieści się w strefach
                  jednocyfrowych (zielona linia na załączonym przez Ciebie wykresie)

                  Gdy P/E rynku przekracza 20 uważa się je za drogie (czerwona linia
                  na wykresie), a powyżej 30 za bardzo drogie (na pewno nie do
                  kupowania, a zdecydowanie do sprzedawania).

                  O ile w przypadku pojedynczych akcji sa sytuacje, gdy pomimo P/E
                  nawet powyżej 30 się je kupuje (np. rewolucyjny wynalazek dokonany w
                  firmie, ktory za chwilę zwielokrotni jej przyszłe zyski, obniżając
                  tym samym znacząco przyszłe P/E), o tyle gdy cały rynek wykazuje
                  takie wartości, kupowanie jest absurdem.

                  To jest właśnie kliniczny objaw przewartościowania, wynikający
                  akurat z tego, że procentowo zyski firm spadły w szybszym tempie,
                  niż ceny akcji tych firm. Tak w pewnym momencie dzieje się w każdej
                  bessie, np. w 2001 r. P/E skoczyło gwałtownie do 45 na podobnej
                  zasadzie - to po prostu tylko pokazuje, jak gwałtownie w firmach
                  spadły zyski i jest dowodem na to, że dno bessy jeszcze daleko przed
                  nami - tak jak wspomniałem, prawdziwe, wielkie dołki bessy pojawiają
                  się w strefach jednocyfrowycha wartości P/E.
                  Jest to więc dowód na to, że bessa będzie jeszcze długo trwać, bo
                  dziś SP500 musiałby być poniżej 75 pkt, by kryterium to bylo
                  spełniane.
                  Absolutnie nie jest to manipulacja. Ten wskaźnik należy
                  interpretować odwrotnie - im wyższy, tym gorszy obraz rynku!
                  • polarbeer W żadnym wypadku? 28.05.09, 14:07
                    Wlasnie ten "kliniczny objaw przewartosciowania" jest to o czym ja i Bagracz piszemy. Ja wlasnie ta "klinicznosc" widze jako dowod manipulacji cen do absurdalnych poziomow. Dla ciebie "klinicznosc" to normalka...

                    Ile czasu dajesz na utrzymywanie sie P/E w stratosferze, zanim zaczniesz sie zastanawiac nad mozliwoscia ze KTOS skupuje akcje za tak absurdalne ceny? Kto inny niz ktos kto dostaje nieskonczana ilosc elektronicznego pieniadza "at no cost" moglby robic cos takiego?
                  • polarbeer Kto kupuje po tych cenach? 28.05.09, 15:25
                    Jeszcze jedna rzecz:

                    Jezeli ci ktorzy "kupuja wartosc" nie kupuja obecnie (Moim zdaniem powinni
                    sprzedawac jak najszybciej, tak jak robia to insiderzy)
                    • szutnik Re: Kto kupuje po tych cenach? 29.05.09, 11:04
                      Zawsze ktoś kupuje, a ktoś sprzedaje, inaczej rynek byłby niepłynny.

                      1.Nie wszyscy stosują P/E jako wskaźnik wartości akcji. Ci którzy Go
                      nie stosują, mogą kupować. Zresztą ten wskaźnik jest bardzo
                      niedoskonały i przestrzegałbym przed zbytnim mu zawierzaniem. Ja
                      traktuję go jedynie jako zapowiedź długiej bessy zgodnie z analogią
                      z lat 1966-82, gdy P/E ze strefy solidnych "-dziestu" pod koniec lat
                      60-tych w końcu spadł do owych cyfr pojedynczych w grudniu 1974 i
                      sierpniu 1982. Teraz też tak będzie - ta bessa będzie trwała długo,
                      a na jej końcu P/E będzie jednocyfrowy.
                      Ale nawet w czasie bessy 1966-82 było parę ciekawych okazji kupna
                      akcji.
                      Kupują więc Ci, którzy wierzą, że mają jedną z takich okazji i to
                      nawet jeśli mają świadomość, że to tylko odbicie.

                      2. Kupują Ci, którzy połknęli haczyk "green shots". I jest ich
                      całkiem sporo. W CNBC np. ładnie wczoraj trąbili, że durable goods
                      są takie milutkie (ostatnio na kablówkę mi ten program dorzucili,
                      więc od niedawna znowu zdarza mi się go pooglądać) - ktoś pewnie to
                      potraktowal jako zachętę do zakupu akcji.

                      3. Kupują (teraz już mniej, ale na początku, w marcu -kwietniu '09
                      bardzo) niedźwiedzie, zamykające krótkie pozycje. To Oni zrobili
                      wszelkie sygnały kupna, chroniąc to, co zarobili na spadkach.

                      4. Kupują Ci, którzy wierzą, że jest już tak źle, ze może być tylko
                      lepiej. W istocie bowiem wystarczy niewielka poprawa zysków, by P/E
                      znacząco poprawił swój wygląd. Nawet słabe ożywienie wyniosłoby
                      teraz P/E ponownie do akceptowalnych rejonów. Kupują Ci, którzy
                      wierzą, że ono już nadchodzi.

                      Ludzie naprawdę bardzo różnią się w swoich poglądach na przyszłość
                      (i bardzo dobrze, że tak jest!!!) i nie trzeba wszystkiego zaraz
                      tłumaczyć spiskiem rządowo - Fedowym.
                      Zresztą - nawet na tym Forum mamy przykłady takich potężnych różnic
                      w postrzeganiu Świata. Mając ten sam zestaw danych jedni wyciągają
                      wnioski o nadchodzącej deflacji, drudzy o hiperinflacji. Tylko jedna
                      grupa może mieć rację, prawda?
                      Bez tych różnic nie byłoby rynku - mielibyśmy jedynie od czasu do
                      czasu gwałtowne skoki z jednego poziomu na drugi, niewychwytywalne
                      dla prawie nikogo.
                      • emaniana Re: Kto kupuje po tych cenach? 29.05.09, 16:24
                        > Zresztą - nawet na tym Forum mamy przykłady takich potężnych różnic
                        > w postrzeganiu Świata. Mając ten sam zestaw danych jedni wyciągają
                        > wnioski o nadchodzącej deflacji, drudzy o hiperinflacji. Tylko jedna
                        > grupa może mieć rację, prawda?

                        Właśnie to jest dowód na to ze mamy bessę. Właśnie tak jest w bessie, ze są
                        różne opinie i... nie zmeiniło się to zanadto.
                        Nie gram przeciw trendowi, anie nie łapie nozy. Czekam.
                        • dorota_3 Re: Kto kupuje po tych cenach? 29.05.09, 20:50
                          > Właśnie to jest dowód na to ze mamy bessę. Właśnie tak jest w
                          > bessie, ze są różne opinie i... nie zmeiniło się to zanadto.

                          Ciekawa definicja bessy, nie pomyslałabym... Faktycznie jest troche
                          inaczej - różnice opinii występują w każdym stanie koniunktury, ale
                          są momenty, kiedy rynek staje się w dużej mierze
                          (niecałkowicie przecież) jednomyślny - pesymistycznie lub
                          optymistycznie. I to są końcówki bessy/hossy. Dlatego kupowałam pod
                          koniec zeszłego roku.

                          Szutnik, bardzo dobrze opisałeś te cztery powody, dla których rynek
                          może rosnąć. Zmodyfikowałabym czwarty - "niektórzy uważają, że jest
                          tak źle, że gorzej być nie może". Dla mnie obserwacja ekstremalnie
                          złych nastrojów (a nie danych o gospodarce) była sygnałem kupna.
                          Ujęłabym to - w pewnym momencie sentyment na rynku był tak
                          absurdalnie zły (i dzięki temu przyzwoite fundamentalnie spółki tak
                          tanie), że nie można było nie kupować...
                          • polarbeer P/E jest odzwierciedleniem sentymentu! 29.05.09, 22:12
                            Gdy ktos jest zainwestowany w jedna z 500 firm stanowiacych "przecietna" ktorej
                            dochody sa 1/120 ceny akcji, to nazwanie go "optymista" nawet nie zaczyna
                            odziwerciedlac rzeczywistosci... Jak wspomnialem w poprzednich postach
                            • dorota_3 P/E a sentyment 30.05.09, 12:08
                              1. > nastroj wiekszosci jest zawarty w cenach!
                              Tutaj zgoda, chociaż nie jestem pewna, w którą stronę skierowany
                              jest tutaj wektor przyczynowo - skutkowy (czy nastrój determinuje
                              ceny, czy raczej odwrotnie). Ciekawie o tym ostatnio u Ritholtza :

                              www.ritholtz.com/blog/2009/05/confidence-game/
                              2. Pytanie co ma do tego współczynnik P/E.
                              Doskonale wiesz, że mianownik tego ułamka jest rzeczą a)łatwo
                              sterowalną za pomocą różnych sztuczek księgowych, b)mówi o
                              przeszłości tylko.
                              EPS zależy od tylu czynników, że trzeba go rozpatrywac dla każdej
                              spółki z osobna i wnikliwie. EPS dla całości rynku nie jest
                              miarodajnym wskaźnikiem sytuacji finansowej spółek, określanie przez
                              P/E czy całość rynku jest droga/tania jest obarczone zbyt dużym
                              ryzykiem błędu.
                              • polarbeer Re: P/E a sentyment 30.05.09, 15:18
                                CytatEPS zależy od tylu czynników, że trzeba go rozpatrywac dla każdej spółki
                                z osobna i wnikliwie. EPS dla całości rynku nie jest
                                miarodajnym wskaźnikiem sytuacji finansowej spółek, określanie przez
                                P/E czy całość rynku jest droga/tania jest obarczone zbyt dużym
                                ryzykiem błędu.


                                Po to jest S&P 500 zeby wlasnie nie ogladac pojedynczych firm pod mikroskopem,
                                ale z daleka ogladac "wiekszy obrazek". (Oczywiscie inwestujac w pojedyncze
                                firmy nalezy je wziasc pod mikroskop!)

                                Ja zgadzam sie z Szutnikiem, ze pojedynczej firmie mozna wybaczyc wysokie P/E ze
                                wzgledu na szczegolna sytuacje i przyszle zarobki. "Wybaczanie" S&P 500 jest
                                prosta glupota i zaslepieniem.

                                Mimo, ze ludzka glupota plynie jak rzeka, jestem przekonany ze P/E 120
                                przekracza granice zwyklej glupoty inwestorow. Uwazam ze punkty ktore
                                wyszczegolnil Szutnik nie wystarczaja na wyjasnienie tej anomali.
      • bagracz Re: Naciąganie gumy 26.05.09, 20:19
        Bardzo emocjonalna odpowiedź.
        Zdaje się, że znowu nadepnąłem na jakiś czuły punkt.
        Nikt nie ma monopolu na rację a ja poruszam się ciągle w obszarze mało mi znanym. Dlatego staram się posługiwać zdrowym rozsądkiem. Mimo tego, że dla wielu tutaj będzie to pewnie powód do kpin.
        W systemach złożonych, jakimi niewątpliwie są rynki, nie trzeba a nawet nie można sterować wszystkim bez przerwy. Systemy, w których takie sterowanie totalne było praktykowane już dawno szlag jasny trafił. I oczywiście wcale nie dlatego, że ci sterujący byli głupi.
        Nawet jeśli byli. Umiejętne sterowanie nie powinno być w ogóle dostrzegalne. Jeśli jest dostrzegane to znaczy, że coś idzie źle.
        Jeśli zaczyna być dostrzegane powszechnie, znaczy to, że system stał
        się niesterowalny. A stąd już naprawdę krótka droga do katastrofy lub jakiejś fazy siłowego zamordyzmu. Według mojej oceny, mamy obecnie do czynienia z nasilaniem się tego typu zjawisk. Co jasno wskazuje, że złożony system może nie zachowywać się tak jak zwykle.
        I naprawdę nie wiem co do tego ma, rzekomo konieczna, zmiana psychiki ludzi. Taka zmiana, absolutnie, nie jest tutaj konieczna.
        Co do inflacji wywoływanej tylko przez chętnych na kredyt to raz, że w warunkach szybko tracącego na wartości pieniądza i stałych stóp może się ich nagle objawić cała masa. A dwa, obecnie największym kredytobiorcą jest rząd USA. Jeśli wpływy z podatków będą maleć jego apetyt jeszcze wzrośnie. Jeśli wartość dolara zacznie szybko maleć, wpływy z podatków też zaczną szybko maleć nawet jeśli nominalnie wzrosną. Naprawdę nietrudno sobie wyobrazić inflację bez rzeszy chętnych kredytobiorców. A nawet podać liczne przykłady.
        • szutnik Re: Naciąganie gumy 27.05.09, 09:29
          > Bardzo emocjonalna odpowiedź.
          > Zdaje się, że znowu nadepnąłem na jakiś czuły punkt.
          Źle to odczytałeś. To raczej lakoniczny styl, wynikający z braku
          czasu na sążniste epistoły. Jeśli poczułeś się urażony to
          przepraszam, bo nie było to moim zamiarem.

          > I naprawdę nie wiem co do tego ma, rzekomo konieczna, zmiana
          psychiki ludzi.
          Analiza techniczna przestanie działać, gdy zmieni się psychika
          ludzi, lub gdy wszyscy (lub prawie wszyscy) zaczną stosować ją jako
          podstawową metodę. Sugestia, że przestała działać, implikuje jedno z
          ww. dwojga. Ja na razie tego braku skuteczności AT nie zauważyłem,
          wręcz przeciwnie - na razie wszystko chodzi "jak ta lala". Także w
          tym roku.


          >Co do inflacji wywoływanej tylko przez chętnych na kredyt to raz,
          >że w warunkach szybko tracącego na wartości pieniądza i stałych
          >stóp może się ich nagle objawić cała masa. A dwa, obecnie
          >największym kredytobiorcą jest rząd USA. Jeśli wpływy z podatków
          >będą maleć jego apetyt jeszcze wzrośnie.

          No to popatrzmy. Cały sektor publiczny to 17% PKB USA. Konsument zaś
          to ostatnio 67-70% PKB tego kraju. O ile (mówimy tu o
          wielokrotnościach!) musiałaby wzrosnąć skłonność całego sektora (nie
          tylko samego rządu federalnego, ale i np. stanów)do nowych
          pożyczek, by zrównoważyć w obrazie inflacji spadek tej skłonności u
          konsumenta?
          Wszyscy mówią "FED drukuje pieniądze". Ale co tak naprawdę robi FED?
          Daje ludziom czy instytucjom banknoty zdjęte z drukarki? Nie. Daje
          jedną formę kredytu, który banki "dzielą na mniejsze jednostki" i
          próbują potem w innej formie dać na rynek po wyższym oprocentowaniu,
          aniżeli to FEDowskie. Inflacja nie może wystąpić bez znaczącej
          poprawy na rynku kredytowym. Tylko wtedy nowe "wydrukowane
          pieniądze" mają szansę wpłynąć na CPI.
          Co zaś do pieniądza - na razie szybkiej utraty wartości przez USD
          nie widać. A jeśli znowu zobaczymy ucieczkę od ryzyka (sprzedaż
          akcji, towarów, walut rynków wschodzących itp), co moim nastąpi już
          zaniedługo, to zobaczymy wręcz umacnianie się, a nie osłabianie USD.
          • kurt76 Re: Naciąganie gumy 27.05.09, 11:01
            > Wszyscy mówią "FED drukuje pieniądze". Ale co tak naprawdę robi
            FED?
            > Daje ludziom czy instytucjom banknoty zdjęte z drukarki? Nie. Daje
            > jedną formę kredytu, który banki "dzielą na mniejsze jednostki" i
            > próbują potem w innej formie dać na rynek po wyższym
            oprocentowaniu,
            > aniżeli to FEDowskie. Inflacja nie może wystąpić bez znaczącej
            > poprawy na rynku kredytowym. Tylko wtedy nowe "wydrukowane
            > pieniądze" mają szansę wpłynąć na CPI.

            Ja odnosze wrazenie, ze wiekszosc dyskutantow myli pojecie inflacji
            z deprecjacja USD.
            Przeciez jest oczywiste, ze inflacja bedzie poprzedzona krachem na
            US obligach, spowodowanym chinską DECYZJĄ polityczna.




            > Co zaś do pieniądza - na razie szybkiej utraty wartości przez USD
            > nie widać. A jeśli znowu zobaczymy ucieczkę od ryzyka (sprzedaż
            > akcji, towarów, walut rynków wschodzących itp), co moim nastąpi
            już
            > zaniedługo, to zobaczymy wręcz umacnianie się, a nie osłabianie
            USD.
    • dorota_3 Will guarding against deflation now lead to an inf 26.05.09, 21:00
      Jeżeli przez "przekłucie balona" rozumiesz wybuch hiperinflacji (a
      tak to odebrałam), to nie tak szybko może to nastąpić, z powodów,
      które tutaj zgrabnie podsumowano :

      www.td.com/economics/special/jm0509_inflation.pdf
      Górny wykres na str.2 to nic innego jak dane o H.3 linkowane przez
      Ciebie w formie tabeli kilka postów wyżej.
      • pawel-l Re: Will guarding against deflation now lead to a 27.05.09, 08:42
        Jak pisze J.Mauldin (jak co tydzień "must read") FED jest w stanie
        wydrukować w tym roku bilion $. To naprawdę dużo za mało aby wywołać
        hiperinflację.
        Myślę, że jednym z większym zaskoczeń w następnych latach będzie
        fakt braku skuteczności FED.
        Zapamiętajcie instytucje rządowe nigdy nie są proaktywne. One ZAWSZE
        reagują na bieżące wydarzenia. Mogą wykupić bankrutujące
        przedsiębiorstwo, ale nigdy nie są w stanie mu zapobiec.
        Za jakiś czas pojawi się problem z obligacjami komunalnymi, spadkiem
        dolara, a wreszcie z T-bondami. Będą reagować po fakcie ratując
        sytuacje kolejnymi bąblami (czy to się nigdy nie skończy ?).

        A bagracz chyba nie czytał Prechtera piszącego o Enronie. Kurs spadł
        o 90% zanim na rynku pojawiły się negatywne oceny i informacje w
        prasie. Podobnie z Lehmanem i innymi...
        • polarbeer Re: Will guarding against deflation now lead to a 27.05.09, 15:57
          CytatZapamiętajcie instytucje rządowe nigdy nie są proaktywne.

          FED nie jest instytucja rzadowa, on ma akcjonariuszow ktorych interesy stoja na
          pierwszym miejscu!
        • bagracz Re: Will guarding against deflation now lead to a 27.05.09, 21:08
          pawel-l napisał:


          > A bagracz chyba nie czytał Prechtera piszącego o Enronie. Kurs spadł
          > o 90% zanim na rynku pojawiły się negatywne oceny i informacje w
          > prasie. Podobnie z Lehmanem i innymi...

          Nie czytałem. Ale ciekawi mnie o czym świadczy ten rozjazd w czasie.
          Czy to jakaś rynkowa reguła?
          Czy ktoś wiedział, nie powiedział, zarobił?
          Czy ktoś intencjonalnie zabił a potem dorobił odpowiednią historię?
      • bagracz Re: Will guarding against deflation now lead to a 27.05.09, 21:03
        Zgrabne tłumaczenia rzadko się potwierdzają w tym chaosie manipulacji jaki nam zafundował FED i inne BC. Mam zresztą wrażenie, że w tym raporcie tłumaczy się dlaczego balon jeszcze nie pękł a nie dlaczego nie pęknie. Rozwodząc się na temat wytrzymałości gumy i szczególnych warunków jakie pozwalają ciągle na pompowanie balonu.
        O tym, że gdyby nie te szczególne warunki to infalcja byłaby już dawno i balon nie miałby szans urosnąć do takich rozmiarów. Czym zresztą potwierdzają doskonale tezę o hiperinfalcji. A kiedy strzeli nie wie nikt. Chyba, że ma już przygotowaną szpilkę.

        U.S. faces Zimbabwe-style inflation, Faber warns
        • polarbeer Drukowanie zer na banknotach 27.05.09, 23:05
          jest absolutnie konieczne do wywolania hiperinflacji. Jak na razie te zera sa
          dodawanie elektronicznie. Najwiekszym nominalem nadal jest $100, a jednocentowki
          zasmiecaja ulice... Zeby pojawily sie banknoty $1000 albo $10,000 musialby
          nastapic run na banki ktorego nie zatrzymalyby gwarancje rzadowe i zamykanie
          bankow.

          W przypadku takiego runu przestawienie calego przemyslu drukarskiego na
          drukowanie dolarow w obecnych dominalach by nie wyrobilo czasowo
          • pawel-l Re: Drukowanie zer na banknotach 28.05.09, 11:31
            polarbeer napisał:

            > FED nie jest instytucja rzadowa, on ma akcjonariuszow ktorych
            > interesy stoja na pierwszym miejscu!

            Ja wiem że ma teoretycznie prywatnych udziałowców.
            Ale po pierwsze prowadzi politykę monetarną na zlecenie kongresu
            po drugie prezesa namaszcza prezydent USA
            po trzecie dywidendy odprowadza do budżetu USA
            po czwarte myślę że się bardzo zrósł z administracją rządową
            szczególnie w ostatnich czasach i idzie ręka w rękę z Geitnerem czy
            innym Paulsonem.

            FED cały czas zwiększa ilość kredytów na rynku (pompuje balon
            kredytowy)
            Drukowanie (elektroniczne czy papierowe) to dopiero zapowiedź 300
            mld$ w tym roku. I kłóci się to trochę z interesem akcjonariuszy o
            których piszesz.
            Dopóki balon kredytowy nie straci 90% wartości, inflacji nie będzie..
            • bagracz Re: Drukowanie zer na banknotach 28.05.09, 20:17
              Tak naprawdę zawsze rządzi ten kto ma dany obszar, nie tylko terytorialny, pod kontrolą. Zawsze tak było, jest i będzie. Historia zna liczne przykłady malowanych królów, rządów, premierów czy prezydentów, którzy mogli mieć pod kontrolą co najwyżej wystawne przyjęcia czy kolor przysłowiowych ławek w parku.
              Jeśli FED może kontrolować poczynania i wybory do kongresu i na prezydenta to rządzi FED. Jeśli prezydent i kongres mogą kontrolować poczynania FED to rządzą demokratycznie wybierane ciała. I tyle.
              Jak jest w rzeczywistości każden widzi sam. W zależności w co wierzy i jakie ma zdolności percepcyjne w tym względzie, bo oficjalnie zawsze obowiązuje wersja oficjalna. Jak sama nazwa wskazuje.
              Dlatego zawsze byłem niezmiernie zaskoczony gdy demokratycznie wybrany rząd PiS-u był oskarżany o chęć przejęcia władzy w kraju.
              Oskarżany był oczywiście przez zaciekłych demokratów.
              Z tego widać jasno, że percepcja nie zależy zbytnio od logiki czy ustalonych reguł gry. Główną rolę odgrywają masmedia. I to one są jednym z głównych narzędzi sprawowania kontroli. W tej sytuacji nie muszę chyba dodawać, że opieranie się w rozważaniach na wersjach oficjalnych jest zawsze obarczone znacznym ryzykiem tzw. bujania w obłokach. Niestety, na ten stan ducha i umysłu nie ma sprytnego określenia, co w sumie nie powinno dziwić mimo, że istnieje szeroko lansowane określenie stanu dokładnie przeciwnego, czyli tzw. zwolenników spiskowych teorii. To masmedia lansują tego typu określenia i mają duży interes by istniała taka rażąca i często nadużywana asymetria. Już sam fakt istnienia takiej językowej asymetrii dużo mówi o faktycznej rzeczywistości oraz głębokości matrixa.
              • tartaczek Re: Drukowanie zer na banknotach 28.05.09, 22:19
                Znakomicie to ujales bagracz.Niestety osob myslacych w/g oficjalnie serwowanej
                papki niestety jest nadal zbyt duzo.Mnie juz sie nie chce zawracac kijem
                Wisly.Jesli wyksztalceni i zdawaloby sie myslacy ludzie ulegaja tym zludzeniom i
                nawet jak sie im wskaze fakty to nadal zaprzeczaja, to rece opadaja.
                • kurt76 Re: Drukowanie zer na banknotach 28.05.09, 22:46
                  bagracz, po co te przemowienia?
                  do kogo?

                  ja osobiscie nie lubie kaznodziejstwa; to do niczego nie prowadzi. chcesz zmeniac swiat? ok, ale najpierw musisz przeniknac do "FEDU" i zaczac to robic jako decydent.

                  jezeli na to nie masz ochoty, traktuj "FED" jako animatora wydarzen, sprobuj go zrozumiec, okresl ramy tej gry, jego ulubione tricki... zrob to rzetenie i zyj usmiechniety, pamietaj piekla ani nieba nie ma!
                  • bagracz Re: Drukowanie zer na banknotach 29.05.09, 06:34
                    Dzięki za rady ale nie skorzystam. Ja Ci nie piszę co masz robić i gdzie przenikać zamiast tutaj pisać, a nawet w stopce ostrzegam przed kierowaniem się moimi wypocinami, więc myślę, że trochę umiaru w tych Twoich dydaktycznych zapędach będzie wskazane.
                    Nie wiem też co Cię aż tak uwiera w moim spojrzeniu na świat jeśli nieba i piekła nie ma. Każdy ma swój sposób na życie a ja też potrafię się często uśmiechać. I naprawdę niepotrzebny mi jest do tego brak skrupułów czy moralnych rozterek.
                • emaniana czyli 29.05.09, 08:16
                  czyli ludzie postępują rozsądnie. Wiedzą, że coś rypnie, ale boja się raczej
                  następnego kryzysu niż obecnego i inwestują. A co mają robić?
                  • bagracz Re: czyli 29.05.09, 21:21
                    W jakiejś amerykańskiej komedii była piękna scena gdy gość stwierdził, że sprzedał dom i całe pieniądze zainwestował na loterii.
    • bagracz Re: Naciąganie gumy 30.05.09, 09:57

      Congresss Afterthought, Wall Streets Trillion Dollars

      Jak już pisałem wcześniej, posiadanie władzy nie polega na formalnych zapisach,
      oficjalnych wersjach, wygłaszaniu przemówień do narodu, organizowaniu konferencji
      prasowych itp. To są tylko zewnętrzne objawy władzy, które mogą ale wcale nie muszą
      oznaczać rzeczywistą władzę w jakimś obszarze. Zdrowe rumieńce można namalować
      na twarzy trupa ale to ani trochę nie uczyni go bardziej zdrowym ani żywym.
      A po co się maluje takie rumieńce? W obu przypadkach chodzi o ukrycie przed publiką
      brutalnej i brzydkiej prawdy.
      Zdaje się, że w USA paru ludzi zaczęło kojarzyć, że tak naprawdę formalne władze USA
      nie mają prawie żadnej kontroli, czyli de facto rzeczywistej władzy, nad najważniejszym
      dzisiaj, i nie tylko dzisiaj, aspektem państwa, czyli pieniądzem.
      Zaczęło się doszukiwanie jak do tego doszło oraz, na razie, nieśmiałe próby
      odkrycia co naprawdę jest grane i dlaczego kongres nie ma kontroli nad FED-em
      czyli systemem finansowym państwa. A w efekcie gospodarką czyli kasą,
      czyli wpływami politycznymi.
      Prawdziwą kontrolę nad tym obszarem sprawuje FED. Agrumenty za utrzymaniem
      tego stanu rzeczy, a nawet poszerzeniem, są kuriozalne. Sprowadzają się mniej
      więcej do tego, że FED będzie to robił lepiej oraz będzie skutecznie chronił
      amerykanów przed ich nieodpowiedzialnymi, demokratycznie wybranymi przedstawicielami.
      Czyli tłumacząc, rzeczywisty władca mówi: Wy się tu bawcie a ralną władzę zostawcie
      nam bo możecie sobie zrobić krzywdę.

      Te pomruki na razie nie są groźne dla FED. Warunki kryzysu powodują jednak stale rosnącą presję.
      FED albo ugasi kryzys i przywróci, oddalające wszelkie wątpliwości, prosperity, albo będzie
      musiał ujawnić w sposób dość brutalny rzeczywisty zakres swojej władzy w miarę narastania
      niezadowolenia czyli siły obozu podważającego jego kompetencje. Kwestia czasu gra tutaj
      dużą rolę.
      Dlatego warto brać to pod uwagę w rozważaniach o możliwym rozwoju wypadków.
      FED wybrał wydaje się opcję jedyną możliwą dla siebie w obecnej sytuacji.
      Czyli infalcyjne pobudzanie gospodarki za wszelką cenę. W dosłownym nawet sensie.
      Na nic zdrowszego nie ma czasu. Przy okazji oczywiście, będzie starał się powiększać
      swoją finansową dominację poprzez odpowiednie kierowanie przepływami pieniądza.
      To zresztą doskonale widać. Czyli moim zdaniem duża inflacja wkrótce jak w banku,
      a przy widocznym oporze materii bardzo możliwa hiperinflacja bo FED nie może sobie
      pozwolić na brak sukcesów lub czegoś co dałoby się od biedy medialnie zamienić na sukces.
      • cojestdoktorku Re: Naciąganie gumy 01.06.09, 14:22
        > Te pomruki na razie nie są groźne dla FED. Warunki kryzysu
        powodują jednak stal
        > e rosnącą presję.
        > FED albo ugasi kryzys i przywróci, oddalające wszelkie
        wątpliwości, prosperity,
        > albo będzie
        > musiał ujawnić w sposób dość brutalny rzeczywisty zakres swojej
        władzy w miarę
        > narastania
        > niezadowolenia czyli siły obozu podważającego jego kompetencje.
        Kwestia czasu g
        > ra tutaj
        > dużą rolę.

        jeśli nadejdzie prawdziwa katastrofa winnymi beda politycy
        poświeci sie republikanów albo demokratów
        prawdziwa władza pozostanie w ukryciu
        w końcu bardzo wielu wie (nawet w Polsce) że istnienie FED jest
        niezgodne z konstytucją i nic z tego nie wynika
        gdyby FED nie miał władzy już dawno ktoś by się ta "niezgodnością"
        zajął
        skoro nikt sie nie zajmuje to znaczy że albo kazdy się czegoś obawia
        (sprawa JFK czy McFaddena) albo wszyscy od dawna siedzą w kieszeni a
        jakies tam pomruki maja na celu tylko zachowanie pozorów
    • bagracz Re: Naciąganie gumy 15.06.09, 23:17
      Pretendenci

      Jak widać, z powyższego atrtykułu, potwierdzają się przewidywania o taktycznym sojuszu Rosji i Chin. Do tego dochodzą Indie z Brazylią w tle. Czyli mamy BRIC w komplecie. Taki sojusz jest śmiertelnie groźny dla FED. Przedłużająca się i nie rokująca nadzieji na rychłe rozwiązanie sytuacja finansowa świata musiała takie reakcje wywołać i jak widać wywołała. Poparcie Niemiec czyli UE te kraje zyskają bez większych problemów jeśli FED nie wymyśli jakiegoś szybkiego lekarstwa. To samo stanie się z Japonią. Te siły i reszta świata tylko czeka na większe wyklarowanie się sytuacji i potwierdzające sytuację, dalsze oznaki słabości hegemona.
      A że FED nie wymyśli szybkiego lekarstwa to niemal pewne. Uspokajające zapewnienia Rosjan są tylko dyplomatycznym dymem, fakty są twarde. Hegemon nie dostał nawet zaproszenia. Zamiast tego dostał odmowę. Powoli czas jaki miał FED na znalezienie rozwiązania, mija.
      Taki sojusz raczej uniemożliwia a przynajmniej robi je nieakceptowalnie ryzykownymi, rozwiązania siłowe, które były przez FED stosowane w przeszłości.
      Świat się zmienia. I to bardzo. I na długo. To właściwie pewne. I nie napiszę, że jak w banku. Z wiadomych powodów.
      • emaniana polityka Re: Naciąganie gumy 16.06.09, 07:53
        Jeśli masz racje, to zaraz posypią się pogróżki pod adresem izraela.
        Nawet Amerykanie mogą wprowadzić ustawową nienawiść do Izraela, aby przekonac
        publikę.
        Bo nikt nie zaatakuje USA, ale ich krążownik czemu nie.

        Jeśli masz racje do grudnia będzie o tym głośno.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka