rabbi.rozencwajg
06.03.18, 16:06
50. rocznica wydarzeń marcowych 1968 r. obchodzona będzie w Polsce (i na
świecie) z wyjątkową pompą, ktora potrwa kilka dni. Wydaje się, że środowiska
szczegolnie zainteresowane w ich tak uroczystej pielęgnacji zamierzają zrownać je
emocjonalnie z obchodami np. Powstania Warszawskiego, nadając im szczegolny,
martyrologiczny charakter. Służyć mają temu kolejne mistyfikacje, do ktorych należy
zaliczyć nadanie owczesnym konfliktom oblicza „rasowego” (jako konfliktu Polacy
– Żydzi) i zwielokrotnianą w mediach liczbę emigrantow w latach 1968–1971.
Usiłuje się też nadać tej emigracji szczegolnie tragiczny wymiar, przez sprowadzanie
jej prawie włącznie do „inteligencji", walczącej o demokrację i prawa człowieka,
usuniętej niemal siłą przez „dyktaturę ciemniakow", czyli – stosując owczesną, fałszywą
nomenklaturę – „Chamow” (jako przeciwieństwo „Żydow”). Rzeczywistość
była jednak bardziej skomplikowana i niejednoznaczna. Także dzisiejszy odbior
tych wydarzeń w opinii publicznej jest zrożnicowany. Z jednej strony mamy przekaz
„urzędowy” (jako konflikt „polsko-żydowski”), z drugiej zaś – przebijający się
nieśmiało, ale coraz bardziej wyraźnie (także wśrod byłych uczestnikow demonstracji
i wydarzeń) przekaz „społeczny" (konflikt na szczytach władzy komunistycznej
i jego konsekwencje).
Co roku, z okazji kolejnych rocznic, rozpętuje się wokoł Marca 1968 dyskusja,
o co właściwie w tym wszystkim chodziło. Czy była to zbrodnia, popełniona
na obywatelach polskich żydowskiego pochodzenia, zmuszanych przemocą fizyczną
i psychiczną przez owczesne władze do emigracji? Zwolennicy tej tezy wymieniają
jednym tchem Marzec 1968 z innymi rocznicami martyrologicznymi: 1956
(Poznański Czerwiec?), Wybrzeże 1970, Radom i Ursus 1976, Grudzień 1981 (stan
wojenny i jego konsekwencje).
Przeciwnicy takiego podejścia wskazują na konieczność uwzględnienia
w analizie sytuacji takich czynnikow, jak: faktyczny brak pacyfikacji i krwawych
ofiar, wielki rozziew między jedynie reformatorskimi wobec aktualnego reżimu
oczekiwaniami środowiska „komandosow” (w znacznym stopniu powiązanych
z elitami władzy PRL) i zdecydowanie antykomunistycznym stanowiskiem szerokich
rzesz uczestnikow, szczegolnie poza Warszawą. Po 1989 r. narzucona została oficjalna interpretacja, że był to jeden z kolejnych zrywow wolnościowych i demokratycznych w Polsce po 1944 r., na ktorego czele stały środowiska poźniejszej „opozycji demokratycznej związane z Jackiem Kuroniem, Karolem Modzelewskim czy Adamem Michnikiem.
Przy takim podejściu mamy do czynienia z tworzeniem nowej symboliki
zniewolenia Polski przez komunizm, w ktorym stalinizm i staliniści stają się nieokreśloną
siłą (chętnie mowi się o Bolesławie Bierucie, Stanisławie Radkiewiczu,
czy Mieczysławie Moczarze, ale już nie o rzeszach wyższych funkcjonariuszy partyjnych
i ubeckich). Najzaciętszymi i mającymi największe zasługi antystalinistami jawią się zaś te środowiska, ktore czynnie uczestniczyły w wydarzeniach Marca 1968, niezależnie od ich proweniencji i ścisłych powiązań rodzinnych z okresem stalinowskim.
Jakiekolwiek rozważania o istocie Marca 1968 bez uwzględnienia zaszłości
historycznych i powiązaniach poźniejszych emigrantow z aparatem władzy
PRL (niekoniecznie w okresie samych wydarzeń, choć i to nie było marginalne)
tracą po prostu sens.1 Można zaryzykować tezę, że gdyby nie „parasol ochronny”
w postaci licznego uczestnictwa młodzieży z tych środowisk, represje komunistycznej
władzy wobec uczestnikow byłyby znacznie bardziej zdecydowane i brutalne.
Mieliśmy przecież do czynienia z takim podejściem zarowno wcześniej (choćby
w okresie Millennium 1966), jak i poźniej (Wybrzeże 1970). Z drugiej strony reżim
komunistyczny stał się więźniem własnej propagandy, ktora sprowadziła wszystko
do „syjonistycznej awantury", a zatem bardziej brutalne represje odbierane byłyby
(szczegolnie na Zachodzie) jako atak na stosunkowo nieliczną już wowczas w Polsce
społeczność żydowską.
Na to wszystko nakładała się zaś rzecz najważniejsza – ofensywa „antysyjonistyczna”
rozpoczęła się przecież na Kremlu znacznie wcześniej, bo już w czerwcu
1967 r., podczas kolejnej wojny izraelsko-arabskiej i była sygnałem do podobnego,
propagandowego ataku w innych krajach bloku sowieckiego. Komuniści, sprawujący
wowczas władzę w PRL (ekipa Władysława Gomułki) mieli ułatwione zadanie
– część marcowych przywodcow i organizatorow protestow identyfikowała się z ruchem
trockistowskim, ujawnionym w tzw. „Liście otwartym Jacka Kuronia i Karola
Modzelewskiego” z 18 marca 1965 r.2 Nawet przy najlepszej dobrej woli trudno
byłoby doszukać się w nim jakichkolwiek podtekstow wolnościowych i prodemokratycznych.
Był to raczej wyraz frustracji, że „siermiężny” socjalizm gomułkowski coraz bardziej odbiega od wyznawanej doktryny w jej „czystej", marksistowskiej postaci.
Dziś jest on stale przywoływany jako przykład opozycyjnej walki z PZPR
i niezbędny przyczynek do analizy genezy marca 1968. Problem w tym, że o „Liście”
się wprawdzie dyskutuje, ale nie jest on czytany ani cytowany, albowiem jego treści
są zaprzeczeniem odchodzenia od demagogicznego marksizmu ku demokracji. Sam
w sobie jest demagogiczny, płytki i przeładowany liturgicznym, partyjnym stylem.
Jego autorzy przecież zafascynowani byli bardziej chińskim modelem państwa, niż
demokracją w stylu zachodnim.
Analiza Marca 1968 nie powinna być też pozbawiona szerszego kontekstu
międzynarodowego. Wiosną i latem 1968 r. przez Europę i świat przetoczyła się fala
buntow studenckich, w ktorych olbrzymią rolę odegrały lewackie organizacje, stowarzyszenia
i ruchy, występujące z pozycji trockistowskich, maiostowskich, rewizjonistycznych
i paramarksistowskich.3 Wcale nierzadkie były manifestacje solidarnościw organizacjami terrorystycznymi: włoskimi „Czerwonymi Brygadami” czy niemiecką grupą Baader – Meinhoff.4
Wolnościowe protesty młodzieży inteligenckiej w Polsce w marcu 1968 r.
były na ogoł spontaniczne (szczegolnie poza Warszawą). Ich uczestnicy albo w ogole,
albo w bardzo niewielkim stopniu zdawali sobie sprawę z komunistycznych korzeni
warszawskich „komandosow”, czy „czerwonych harcerzy”. Cynicznie usiłowała
to wykorzystywać reżimowa propaganda, z lubością przytaczając ich „obco”
brzmiące nazwiska oraz partyjne funkcje rodzicow. Zresztą wtedy i tak nie było warunkow
ani czasu na tego typu analizy postaw i życiorysow. Każdy, kto był brutalnie
atakowany w oficjalnej propagandzie, zaczynał być identyfikowany w odbiorze
społecznym jako przeciwnik ustroju, cała reszta już się nie liczyła.5
Wydarzenia marcowe w 1968 r. w PRL nie miały wymiaru rasowego. Nie
było przecież tak, że komunistyczne „polskie” władze tłumiły wolnościowy zryw
młodzieży „żydowskiej”. Faktem jest, że od czerwca 1967 r. trwała nasilająca się
rozgrywka na szczytach władzy. Przy okazji kampanii „antysyjonistycznej” I sekretarz
KC PZPR oczyszczał aparat partyjny ze swych przeciwnikow i działaczy
mu nieprzyjaznych. Było to konsekwencją wcześniejszej utraty przez niego władzy
w 1948 r. oraz izolacji (w zasadzie internowania) w latach 1948–1956. Czystki partyjne
rozszerzyły się także na aparat bezpieczeństwa (tu symbolem „zmian” był Mieczysław
Moczar) oraz ludowe Wojsko Polskie (kierował nimi Wojciech Jaruzelski).6