Dodaj do ulubionych

Marcowe mistyfikacje

06.03.18, 16:06

50. rocznica wydarzeń marcowych 1968 r. obchodzona będzie w Polsce (i na
świecie) z wyjątkową pompą, ktora potrwa kilka dni. Wydaje się, że środowiska
szczegolnie zainteresowane w ich tak uroczystej pielęgnacji zamierzają zrownać je
emocjonalnie z obchodami np. Powstania Warszawskiego, nadając im szczegolny,
martyrologiczny charakter. Służyć mają temu kolejne mistyfikacje, do ktorych należy
zaliczyć nadanie owczesnym konfliktom oblicza „rasowego” (jako konfliktu Polacy
– Żydzi) i zwielokrotnianą w mediach liczbę emigrantow w latach 1968–1971.
Usiłuje się też nadać tej emigracji szczegolnie tragiczny wymiar, przez sprowadzanie
jej prawie włącznie do „inteligencji", walczącej o demokrację i prawa człowieka,
usuniętej niemal siłą przez „dyktaturę ciemniakow", czyli – stosując owczesną, fałszywą
nomenklaturę – „Chamow” (jako przeciwieństwo „Żydow”). Rzeczywistość
była jednak bardziej skomplikowana i niejednoznaczna. Także dzisiejszy odbior
tych wydarzeń w opinii publicznej jest zrożnicowany. Z jednej strony mamy przekaz
„urzędowy” (jako konflikt „polsko-żydowski”), z drugiej zaś – przebijający się
nieśmiało, ale coraz bardziej wyraźnie (także wśrod byłych uczestnikow demonstracji
i wydarzeń) przekaz „społeczny" (konflikt na szczytach władzy komunistycznej
i jego konsekwencje).
Co roku, z okazji kolejnych rocznic, rozpętuje się wokoł Marca 1968 dyskusja,
o co właściwie w tym wszystkim chodziło. Czy była to zbrodnia, popełniona
na obywatelach polskich żydowskiego pochodzenia, zmuszanych przemocą fizyczną
i psychiczną przez owczesne władze do emigracji? Zwolennicy tej tezy wymieniają
jednym tchem Marzec 1968 z innymi rocznicami martyrologicznymi: 1956
(Poznański Czerwiec?), Wybrzeże 1970, Radom i Ursus 1976, Grudzień 1981 (stan
wojenny i jego konsekwencje).
Przeciwnicy takiego podejścia wskazują na konieczność uwzględnienia
w analizie sytuacji takich czynnikow, jak: faktyczny brak pacyfikacji i krwawych
ofiar, wielki rozziew między jedynie reformatorskimi wobec aktualnego reżimu
oczekiwaniami środowiska „komandosow” (w znacznym stopniu powiązanych
z elitami władzy PRL) i zdecydowanie antykomunistycznym stanowiskiem szerokich
rzesz uczestnikow, szczegolnie poza Warszawą. Po 1989 r. narzucona została oficjalna interpretacja, że był to jeden z kolejnych zrywow wolnościowych i demokratycznych w Polsce po 1944 r., na ktorego czele stały środowiska poźniejszej „opozycji demokratycznej związane z Jackiem Kuroniem, Karolem Modzelewskim czy Adamem Michnikiem.
Przy takim podejściu mamy do czynienia z tworzeniem nowej symboliki
zniewolenia Polski przez komunizm, w ktorym stalinizm i staliniści stają się nieokreśloną
siłą (chętnie mowi się o Bolesławie Bierucie, Stanisławie Radkiewiczu,
czy Mieczysławie Moczarze, ale już nie o rzeszach wyższych funkcjonariuszy partyjnych
i ubeckich). Najzaciętszymi i mającymi największe zasługi antystalinistami jawią się zaś te środowiska, ktore czynnie uczestniczyły w wydarzeniach Marca 1968, niezależnie od ich proweniencji i ścisłych powiązań rodzinnych z okresem stalinowskim.
Jakiekolwiek rozważania o istocie Marca 1968 bez uwzględnienia zaszłości
historycznych i powiązaniach poźniejszych emigrantow z aparatem władzy
PRL (niekoniecznie w okresie samych wydarzeń, choć i to nie było marginalne)
tracą po prostu sens.1 Można zaryzykować tezę, że gdyby nie „parasol ochronny”
w postaci licznego uczestnictwa młodzieży z tych środowisk, represje komunistycznej
władzy wobec uczestnikow byłyby znacznie bardziej zdecydowane i brutalne.
Mieliśmy przecież do czynienia z takim podejściem zarowno wcześniej (choćby
w okresie Millennium 1966), jak i poźniej (Wybrzeże 1970). Z drugiej strony reżim
komunistyczny stał się więźniem własnej propagandy, ktora sprowadziła wszystko
do „syjonistycznej awantury", a zatem bardziej brutalne represje odbierane byłyby
(szczegolnie na Zachodzie) jako atak na stosunkowo nieliczną już wowczas w Polsce
społeczność żydowską.
Na to wszystko nakładała się zaś rzecz najważniejsza – ofensywa „antysyjonistyczna”
rozpoczęła się przecież na Kremlu znacznie wcześniej, bo już w czerwcu
1967 r., podczas kolejnej wojny izraelsko-arabskiej i była sygnałem do podobnego,
propagandowego ataku w innych krajach bloku sowieckiego. Komuniści, sprawujący
wowczas władzę w PRL (ekipa Władysława Gomułki) mieli ułatwione zadanie
– część marcowych przywodcow i organizatorow protestow identyfikowała się z ruchem
trockistowskim, ujawnionym w tzw. „Liście otwartym Jacka Kuronia i Karola
Modzelewskiego” z 18 marca 1965 r.2 Nawet przy najlepszej dobrej woli trudno
byłoby doszukać się w nim jakichkolwiek podtekstow wolnościowych i prodemokratycznych.
Był to raczej wyraz frustracji, że „siermiężny” socjalizm gomułkowski coraz bardziej odbiega od wyznawanej doktryny w jej „czystej", marksistowskiej postaci.
Dziś jest on stale przywoływany jako przykład opozycyjnej walki z PZPR
i niezbędny przyczynek do analizy genezy marca 1968. Problem w tym, że o „Liście”
się wprawdzie dyskutuje, ale nie jest on czytany ani cytowany, albowiem jego treści
są zaprzeczeniem odchodzenia od demagogicznego marksizmu ku demokracji. Sam
w sobie jest demagogiczny, płytki i przeładowany liturgicznym, partyjnym stylem.
Jego autorzy przecież zafascynowani byli bardziej chińskim modelem państwa, niż
demokracją w stylu zachodnim.
Analiza Marca 1968 nie powinna być też pozbawiona szerszego kontekstu
międzynarodowego. Wiosną i latem 1968 r. przez Europę i świat przetoczyła się fala
buntow studenckich, w ktorych olbrzymią rolę odegrały lewackie organizacje, stowarzyszenia
i ruchy, występujące z pozycji trockistowskich, maiostowskich, rewizjonistycznych
i paramarksistowskich.3 Wcale nierzadkie były manifestacje solidarnościw organizacjami terrorystycznymi: włoskimi „Czerwonymi Brygadami” czy niemiecką grupą Baader – Meinhoff.4
Wolnościowe protesty młodzieży inteligenckiej w Polsce w marcu 1968 r.
były na ogoł spontaniczne (szczegolnie poza Warszawą). Ich uczestnicy albo w ogole,
albo w bardzo niewielkim stopniu zdawali sobie sprawę z komunistycznych korzeni
warszawskich „komandosow”, czy „czerwonych harcerzy”. Cynicznie usiłowała
to wykorzystywać reżimowa propaganda, z lubością przytaczając ich „obco”
brzmiące nazwiska oraz partyjne funkcje rodzicow. Zresztą wtedy i tak nie było warunkow
ani czasu na tego typu analizy postaw i życiorysow. Każdy, kto był brutalnie
atakowany w oficjalnej propagandzie, zaczynał być identyfikowany w odbiorze
społecznym jako przeciwnik ustroju, cała reszta już się nie liczyła.5
Wydarzenia marcowe w 1968 r. w PRL nie miały wymiaru rasowego. Nie
było przecież tak, że komunistyczne „polskie” władze tłumiły wolnościowy zryw
młodzieży „żydowskiej”. Faktem jest, że od czerwca 1967 r. trwała nasilająca się
rozgrywka na szczytach władzy. Przy okazji kampanii „antysyjonistycznej” I sekretarz
KC PZPR oczyszczał aparat partyjny ze swych przeciwnikow i działaczy
mu nieprzyjaznych. Było to konsekwencją wcześniejszej utraty przez niego władzy
w 1948 r. oraz izolacji (w zasadzie internowania) w latach 1948–1956. Czystki partyjne
rozszerzyły się także na aparat bezpieczeństwa (tu symbolem „zmian” był Mieczysław
Moczar) oraz ludowe Wojsko Polskie (kierował nimi Wojciech Jaruzelski).6
Obserwuj wątek
    • rabbi.rozencwajg Marcowe mistyfikacje 2 06.03.18, 16:08
      Pod pretekstem walki z „odchyleniem imperialistyczno-syjonistycznym”
      rożne frakcje partyjne załatwiały swe zadawnione i nowe porachunki. Ich ofiarami
      padali głownie towarzysze żydowskiego pochodzenia, ale nie tylko. Z pracy usuwano
      rownież Polakow (na przykład tych, ktorzy publicznie ujmowali się za represjonowaną
      młodzieżą). Aresztowano wiele osob, ktore nie miały żydowskiego pochodzenia
      – w ich obronie nie było jednak protestow międzynarodowych. Działania
      władz PRL w tym zakresie nie były ostro potępiane, albowiem nie można im było
      przypisać zachowań antysemickich. Skala represji wobec obywateli PRL pochodzenia
      nieżydowskiego była o wiele większa niż wobec tych, ktorym takie pochodzenie
      zarzucano. Represjonowani Polacy nie mieli wowczas jednak żadnych szans na uzyskanie paszportu, uprawniającego do wyjazdu na Zachod, podjęcia tam studiow, ciekawej i rozwojowej pracy, uzyskania wszelkiej opieki socjalnej jako osoby represjonowane
      w ustroju totalitarnym, prześladowane z powodow politycznych, społecznych
      czy religijnych.
      Uwypuklenie tylko jednego wątku – rasowego – z wydarzeń marcowych,
      jest fałszowaniem rzeczywistości i zawłaszczaniem studenckiej i młodzieżowej rewolty
      przez w miarę jednorodne i sprawne organizacyjnie środowisko, ale w istocie
      najmniej liczne. Takim samym fałszem jest propagowana od początku (i pielęgnowana
      po dziś dzień) teza, że był to konflikt: Polacy – Żydzi. Po jego drugiej (czyli
      „chamskiej”) stronie znaleźć można bowiem wystarczająco dużo funkcjonariuszy
      partyjnych i bezpieczniackich, zwolennikow Władysława Gomułki, Wojciecha Jaruzelskiego
      a nawet Mieczysława Moczara, aby uczciwie odejść od tak płaskiej i propagandowej
      interpretacji.
      Wiąże się to niewątpliwie z liczebnością pomarcowej emigracji. Mimo upływu
      40 lat od tych wydarzeń i wytworzonej na ten temat olbrzymiej literatury (także
      naukowej, zawierającej konkretne dane statystyczne), w poszczegolnych wystąpieniach
      i publikacjach spotyka się bardzo rożne dane, znacznie się od siebie rożniące
      (nawet wielokrotnościami!). Na przykład Gołda Tencer (dyrektor Fundacji Shalom)
      podczas konferencji prasowej w Teatrze Żydowskim w Warszawie 3 marca 2008 r.
      powiedziała, że „40 lat temu, w 1968 roku wydalono z Polski kilkadziesiąt tysięcy
      obywateli żydowskiego pochodzenia”.7 Marek J. Chodakiewicz przypuszcza,
      że „około 20 tysięcy osob pochodzenia żydowskiego zdecydowało się na wyjazd
      za granicę”.8 Tymczasem od kilkunastu lat znane są wewnętrzne obliczenia Ministerstwa
      Spraw Wewnętrznych z października 1969 r.9 Według tego dokumentu,
      w okresie od stycznia 1968 do sierpnia 1969 r. wyjechało z Polski 11.185 osob, w tym
      9.570 osob dorosłych. W następnych miesiącach fala emigracji bardzo osłabła i nie
      przekroczyła 2 tys. osob. Badacz tego okresu Dariusz Stola przyznaje: „W czasie
      emigracji pomarcowej, w latach 1968–1971, wyjechało 13 tysięcy osob. W literaturze
      podaje się rożne, czasem większe liczby, ale to skutek mitologizacji. Popaździernikowa
      fala natomiast, w latach 1956–1960, objęła 47 tysięcy Żydow. Ta z lat 1949–50
      – 30 tysięcy. W latach tuż powojennych, do roku 1947, opuściło Polskę – w znacznej
      części przez zieloną granicę, dlatego mamy tylko szacunkowe dane – grubo ponad
      100 tysięcy Żydow.
      Nie liczba więc stanowi o wadze pomarcowej emigracji, tylko to, że stanowiła
      połowę wszystkich Żydow mieszkających wowczas w Polsce. W przededniu
      kampanii antysyjonistycznej, w 1967 r., było ich ok. 25 tys. Upływ krwi był więc dla
      społeczności żydowskiej bardzo znaczny i w wielu prężnych wcześniej ośrodkach
      życie żydowskie zupełnie zamarło".10
      Jak wynika z dokumentu MSW z 1969 r., w okresie od stycznia 1968 do sierpnia 1969 r. wyjechało m.in.: 525 osob, piastujących kierownicze stanowiska w ministerstwach; 200 osob z prasy i instytucji wydawniczych; 217 pracownikow naukowych; 61 osob z Komitetu „Polskie Radio i Telewizja”; 176 osob z resortu spraw wewnętrznych (b. MBP) – z tego 12 osob to b. dyrektorzy Departamentow, szefowie WUBP; 28 osob z sądownictwa, prokuratury i więziennictwa; 55 osob z MON i lWP; 998 rencistow, w tym 204 osoby pobierające renty z tytułu „szczegolnych zasług dla PRL".11
      Można oczywiście nie przykładać większej wagi, ile osob wowczas naprawdę
      wyemigrowało, albowiem dla społeczności żydowskiej liczył się przede wszystkim
      fakt usuwania ludzi ze stanowisk, publicznego ostracyzmu, czasami strachu.
      Ale kilkadziesiąt lat po tych wydarzeniach można i trzeba prowadzić konkretne badania,
      w tym, nad liczebnością, aby na podstawowe pytanie odpowiedzieć bardziej
      precyzyjnie.
      W bardzo wielu publikacjach oraz relacjach poszkodowanych można znaleźć
      informacje o pozbawianiu tych osob podstawowych środkow do życia. W tej
      sprawie rownież nie mamy rzetelnej wiedzy, jak było naprawdę. Pojawiają się porownania
      do wstrząsających deportacji sowieckich z lat 1940–1941, gdy ich ofiary
      niekiedy z tobołkiem w ręku w bydlęcych wagonach wypędzani byli w nieznane.
      Symboliczne sceny z Dworca Gdańskiego, uwiecznione na filmach i fotografiach
      temu jednak przeczą. Według jednego z badaczy tego okresu, emigranci „wyjeżdżali
      ekspresami do Paryża i Wiednia”.12
      Nie wiadomo, dlaczego status materialny marcowej emigracji nie stał się
      przedmiotem naukowych dociekań. Kim właściwie byli emigranci, jakie pełnili
      funkcje w PRL, z czego żyli?
      Jak dotychczas, mamy tylko wewnętrzne opracowania owczesnego Ministerstwa
      Spraw Wewnętrznych, w tym podstawowe z nich: „Notki biograficzne niektorych
      emigrantow do Izraela”.13 Nie było to zwyczajne opracowanie propagandowe,
      przeznaczone do szerszego użytku, o czym świadczyć może owczesna klauzula „Poufne”.
      Tym niemniej, należy je traktować z pewną ostrożnością, ale przecież innych
      danych na temat pozycji społecznej, zawodu, pełnionych funkcji w aparacie państwowym,
      partyjnym i bezpieczeństwa w takiej skali nie mamy. Ponadto, są to dane z formularzy
      i życiorysow składanych do otrzymania paszportu, a więc podawane przez
      samych zainteresowanych. Wynika z nich między innymi, że niektorzy z emigrantow
      tuż przed wyjazdem już nigdzie nie pracowali zarobkowo, otrzymywali jednak
      szokująco wysokie „renty”.14 Zawarte informacje w tychże aktach o wcześniejszych
      stałych, wielokrotnych podrożach służbowych oraz, co jest bardziej istotne, prywatnych,
      do państw zachodnich (europejskich i USA) nakazują z większą ostrożnością
      podchodzić do twierdzeń, że w PRL paszport był w praktyce nieosiągalny. Była to
      prawda w odniesieniu do osob bezpartyjnych, powiązanych rodzinnie i politycznie
      z „wrogami klasowymi”, przede wszystkim tych, ktorzy byli w PRL represjonowani
      z przyczyn politycznych (a dotyczyło to milionow obywateli).
      Jednak ci obywatele, ktorzy byli umocowani zawodowo, rodzinnie i środowiskowo
      na rożnych poziomach w strukturach władzy, takich problemow nie mieli.
      Kolejnym problemem badawczym, dotychczas nawet powierzchownie niezbadanym,
      jest obiegowa opinia, że emigracja marcowa dotyczyła głownie inteligencji.
      Z tego powodu, jest traktowana w wielu wypowiedziach jako rzecz nie tylko
      haniebna (co jest akurat zrozumiałe), ale też „wśrod historycznych zbrodni komunizmu
      hańba marca 1968 roku jest wydarzeniem szczegolnie ciążącym na polskiej
      świadomości”.15
      cdn.
      • rabbi.rozencwajg Marcowe mistyfikacje 3 08.03.18, 17:30
        Autorka tych słow na szczęście nie neguje historycznych zbrodni komunizmu,
        do ktorych zaliczyć w pierwszym rzędzie musimy przede wszystkim Katyń
        1940 (jako symbol rozstrzelania prawie 30 tys. polskich oficerow i osob cywilnych
        w 1940 r. w Związku Sowieckim), zbrodnie popełnione przez komunistyczne bojowki
        terrorystyczne we wrześniu 1939 r. (ich ofiara padło od kilku do kilkunastu
        tysięcy polskich obywateli), kolejne „deportacje” ludności polskiej na Sybir w latach
        1940–1941, czy zbrodnie popełnione podczas tłumienia Powstania Antykomunistycznego
        po 1944 r. i następujące po nich masowe pacyfikacje i represje ludności
        cywilnej oraz zbrodnie sądowe i pozasądowe w Polsce Ludowej. A jednak nie ulega
        wątpliwości, że emigrację marcową stawia moralnie wyżej, traktując ją jako rzecz,
        ktora powinna być traktowana „szczegolnie”. Jednakże biorąc pod uwagę zasięg
        represji pomarcowych, ich zupełnie inny wymiar martyrologiczny (nikogo nie skazywano
        na kary śmierci i potajemnie nie zabijano) oraz w znacznym stopniu możliwość
        wyboru (emigrować czy pozostać), były to zjawiska nieporownywalne.
        W niektorych przypadkach można założyć, że władze PRL przy wydawaniu
        paszportow kierowały się własnym, subiektywnym interesem i na przykład,
        wysokim funkcjonariuszom bezpieczeństwa czy administracji państwowej tego
        prawa odmawiały, argumentując to względami „bezpieczeństwa państwa”. Jednak
        ich dzieci to już nie dotyczyło.16 Były też przypadki odwrotne – wyjeżdżały, dzieci,
        a rodzice (lub jedno z nich) zostawali w kraju.17
        Brak publikacji pełnej listy emigrantow oraz pełnionych przez nich funkcji
        przed wyjazdem (oraz w okresie wcześniejszym), nie pozwala na weryfikację tezy,
        że Polska utraciła wowczas znaczną część inteligencji.18 A takie argumenty padają
        w dyskusji o skutkach Marca 1968. Z drugiej strony, coraz częstsze są głosy, że owczesna
        emigracja to nie tylko inteligencja, ale w znacznej mierze też ludzie obciążeni
        odpowiedzialnością za okres stalinowski. Jerzy Eisler uważa, że „Wśrod tych, ktorzy
        wyjechali w roku 1968, było bardzo wielu ludzi z wyższym wykształceniem, ale rownież
        co najmniej kilkaset osob, ktore w okresie stalinowskim pracowały w aparacie
        bezpieczeństwa, Głownym Zarządzie Informacji Wojska Polskiego, prokuraturze
        wojskowej, sądownictwie czy cenzurze. W rozmaitych zbrodniczych i nieciekawych
        instytucjach”.19 Jednak nie tylko o te instytucje chodzi. Doliczyć do nich należy
        rownież działaczy partyjnych (czyli pełniących konkretne funkcje w PPR/PZPR),
        b. członkow WKP(b) (KPZR), czy uczestnikow wrześniowej (1939 r.) rebelii komunistycznej
        na Kresach Wschodnich. Tak przecież wielu z emigrantow postrzeganych
        było wowczas przez znaczną część społeczeństwa. Wszak od okresu stalinowskiego
        (1944–1956) minęło niewiele czasu i wiedza o ich przeszłości była jeszcze powszechna.
        Być może w tych zjawiskach tkwiła jedna z głownych przyczyn, że masowe
        protesty młodzieży akademickiej (i w niektorych ośrodkach rownież szkolnej) nie
        pociągnęły za sobą szerszych wystąpień społecznych. Innym czynnikiem mogł być
        po prostu strach przed krwawymi represjami, ktorych pamięć była wowczas jeszcze
        bardzo żywa. Do tak brutalnych pacyfikacji jednak wowczas na szczęście nie doszło,
        ale w ten sposob utrwalił się w szerokiej opinii publicznej pogląd, że jest to konflikt
        przede wszystkim środowiskowy, dotyczący elit władzy komunistycznej. Ponadto,
        umiejętnie podsycana przez władze PRL propaganda, że tłem konfliktu jest walka
        o władzę osob pochodzenia żydowskiego, wśrod nich zaś znajduje się wielu stalinistow,
        zniechęcała skutecznie do szerszych wystąpień społecznych. A taki potencjał
        już wowczas był, co pokazały zarowno o wiele większe liczebnie protesty społeczne
        w okresie Millenium i związane z nimi represje. Komunistyczne sądy skazały wowczas
        na kary więzienia ponad tysiąc osob (!), w tym kilkadziesiąt na 3–5 lat. Skazani
        odcierpieli wyroki w całości. Kilkadziesiąt tysięcy ukarano aresztami i grzywnami.
        Ale nie byli to członkowie PZPR, „utrwalacze władzy ludowej”, oficerowie bezpieki
        i weterani „międzynarodowego ruchu robotniczego”. (Być może właśnie dlatego tak
        skutecznie są oni rugowani z naszej zbiorowej pamięci.) Ten sam potencjał ujawnił
        się wkrotce podczas krwawych wydarzeń Grudnia 1970 i poźniejszych konfliktow
        z lat 70. XX w.
        Jednakże w marcu 1968 r. władze komunistyczne nie zamierzały personalnie
        rozliczać stalinizmu. Taką przeszłość wytykano tylko poszczegolnym uczestnikom
        zajść (de facto – im rodzicom, lub jednemu z rodzicow), wyłącznie w celach propagandowych,
        obliczonych na zniechęcenie innych środowisk do przyłączenia się do
        rewolty. I okazało się to w zasadzie skuteczne. Publikacje o stalinowskiej przeszłości
        rodzinnej „prowodyrow zajść” (jak określano środowisko owczesnych „komandosow”)
        wystarczająco zniechęcały do nich rzesze ludzi, byłych więźniow politycznych,
        osoby represjonowane i szykanowane, czyli tych, ktorzy potencjalnie byli najbardziej zainteresowani w rozdmuchaniu rozruchow i podjęcie proby przerodzenia
        ich w zryw niepodległościowy. W tym kontekście emigracja marcowa traktowana
        była nie jako kolejny exodus żydowski z Polski Ludowej, ale jako częściowa, ułomna
        wprawdzie i niewielka liczebnie (w porownaniu do skali zagadnienia) dekomunizacja,
        prowadząca do częściowego zelżenia okowow ideologicznych, co samo w sobie
        mogło być uważane za zjawisko pożądane, z oczywistych powodow, bez wnikania
        w kontekst narodowościowy emigrantow.
        Stalinizm w Polsce był zbrodniczy i spowodował niepowetowane straty.
        Wowczas bowiem społeczeństwo polskie zostało poddane największym, nieskrywanym
        krwawym represjom – pozbawiono życia kilkadziesiąt tysięcy ludzi, w tym
        największych bohaterow II wojny światowej, takich jak rtm. Witold Pilecki, czy gen.
        August Emil Fieldorf. Setki tysięcy ludzi przewinęło się przez komunistyczne więzienia
        i areszty. Kilkadziesiąt tysięcy osob zostało skazanych na obozy pracy przez
        tzw. Komisje Specjalne. Ludzi pozbawiano bezprawnie dorobku całego życia, przez
        rabunek ich mienia (ktoś je jednak otrzymywał). Tysiące „nieprawomyślnych”, lub
        tylko podejrzanych o nie sprzyjanie „władzy ludowej” wysiedlano z dotychczasowych
        miejsc zamieszkania, zsyłając ich w nieznane, na poniewierkę...
        Polska po 1944 r. nie była państwem suwerennym i niepodległym. Ci, ktorzy nami wowczas rządzili, byli zdrajcami, bardzo często sowieckimi agentami (jeszcze z okresu przedwojennego) o nieustalonej przynależności państwowej. Wielu z nich legitymowało się jedynie obywatelstwem sowieckim. Jego posiadanie odczytywane było za coś znacznie lepszego, to był szczegolny zaszczyt, nie dla każdego kolaboranta dostępny.
        Gdyby na skutek jakichś zewnętrznych wydarzeń komunizm upadł w Polsce
        wcześniej, na przykład w 1956 r., ludzie ci musieliby stanąć przed polskimi sądami
        i byliby skazywani na kary długoletniego więzienia, za popełnione zbrodnie, zdradę
        i pomoc okupantom.
        Jest w Polsce wielu ludzi, ktorzy nie do końca wierzą w prawdziwość wszystkich
        przemian po 1989 r. – w tym sensie, że dokonują się one demokratycznie i z pożytkiem
        dla ogołu obywateli. Manipulacje widzą przede wszystkim w bezceremonialnym
        traktowaniu historii jako narzędzia bieżącej i długofalowej polityki, ktorej cele
        nie do końca są dla wszystkich jasne. Przede wszystkim, mamy do czynienia z bardzo
        wyraźnym i coraz bardziej jaskrawym rozdzielaniem urzędowej historii w Polsce na
        historię krzywdzonych Żydow oraz rownoległą historię krzywdzących Polakow.
        W ten sposob znika cały kontekst tego, co się po wojnie działo w Polsce
        • rabbi.rozencwajg Marcowe mistyfikacje 4 08.03.18, 17:31
          i z Polską. Epoka stalinowska za jakiś czas może być więc opisana na nowo (?) jako
          okres słusznego zmagania się z „polską reakcją”, albowiem głownym zadaniem sił
          postępu była walka z „polskim antysemityzmem".
          Przykładem takiego podejścia jest obecnie interpretacja Marca 1968, sprowadzana
          do walki „Polakow z Żydami". Choć nie ma to nic wspolnego z prawdą, coraz
          powszechniej spotykamy się z takim naświetlaniem tych wydarzeń. W związku
          z tym nie należy już zwracać uwagi na fakt, że Polacy nie mieli wowczas własnego,
          niepodległego państwa, władza pochodziła z obcego nadania i nie była demokratycznie
          wybierana a społeczeństwo było terroryzowane siłami bezpieczeństwa. Zaś w razie większych zagrożeń ustroju do walki z nim rzucano komunistyczne wojsko, jak na przykład w Poznaniu w czerwcu 1956, na Wybrzeżu w grudniu 1970, czy podczas stanu wojennego 1981–1982.
          To, co się wowczas działo (u schyłku epoki drugiego panowania Władysława
          Gomułki) było wielowątkowe. Przede wszystkim, mieliśmy do czynienia z walkami
          frakcyjnymi na szczytach władzy komunistycznej, w PZPR. Ich istotą wcale nie była
          walka towarzyszy – Polakow z towarzyszami – Żydami. Były to rozgrywki między
          rożnymi grupami interesow i tak się złożyło, że po jednej stronie było akurat więcej
          towarzyszy – Żydow niż z drugiej, ale tak naprawdę, poszczegolne koterie były
          mocno pomieszane narodowościowo a i tak identyfikowały się z sowiecką ojczyzną,
          a nie z Polską.20 Poźniej konflikt partyjny wyrwał się spod kontroli i wyrodził się
          w antysemickie ekscesy, ale i wowczas nie można tego rozpatrywać wyłącznie w kategoriach
          rasowych.
          Adam Michnik w jednej ze swych książek (w 1995 r.) napisał, że „rok 68
          to był horror horrorow”.21 Rok poźniej przyrownał te wydarzenia nawet do Katynia.
          22 Mamy więc do czynienia z probą wytworzenia nowej martyrologicznej
          historii Polski.23
          Czy można mowić, że Marzec 1968 to wyjątkowa, przełomowa era w historii
          Polski? Każda przymusowa emigracja jest złem i ludzkim dramatem. Ale wowczas
          miliony ludzi, w ogole nieuwikłanych w budowę i popieranie zbrodniczego
          systemu, marzyły o wyjeździe z sowieckiego raju, zwanego „Polską Ludową”. Dla
          nich taka okazja byłaby niezwykłym dobrodziejstwem. Dlatego na emigrację osob
          pochodzenia żydowskiego patrzyli po prostu z zazdrością, że „oni” mogą swobodnie
          wyjechać za żelazną kurtynę. Im to nie było dane. Czuli się jak obywatele
          drugiej czy trzeciej kategorii, dla ktorych paszport (choćby nawet w jedną stronę,
          z orzeczeniem „utraty” obywatelstwa PRL) był przywilejem nie do zdobycia. Co
          więcej, w wielu przypadkach wyjeżdżali ich wcześniejsi prześladowcy – przełożeni
          w miejscu pracy, aktywiści partyjni, funkcjonariusze UB, Milicji Obywatelskiej,
          ORMO, sędziowie i prokuratorzy. Dlatego ten fragment naszej historii budzi tyle
          emocji i jest tak kontrowersyjny. I dlatego powinien być rzetelnie zbadany, w przeciwnym
          razie nadal będziemy mieli do czynienia z coroczną urzędową fetą, ktora
          została sprowadzona do czysto propagandowych obrzędow.

          Przypisy:
          1 Należy zwrocić uwagę, że szczegolne nasilenie dyskusji oraz związane z nią publikacje mają miejsce głownie w okresach kolejnych obchodow rocznicy wydarzeń marcowych, co nadaje im ton uroczysty i hagiograficzny, pozbawiony chłodnego osądu i pełnej analizy.
          2 „List otwarty Jacka Kuronia i Karola Modzelewskiego do członkow Podstawowej Organizacji Partyjnej Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. 18 III 1965” [w:] Z. Hemmerling, M. Nadolski, Opozycja wobec rządów komunistycznych w Polsce 1956–1976. Zbiór dokumentów, (Warszawa: Ośrodek
          Badań Społecznych, 1991).
          3 W 1988 Adam Michnik w rozmowie z Danielem Cohn-Benditem nie krył, że jego związki z komunizmem i trockizmem były wowczas bardzo silne: „[…] należałem do komunistow w sześćdziesiątych latach. Uważałem, że komunistyczna Polska to moja Polska. […] nie będę ukrywał, że mieliśmy coś wspolnego z trockizmem”. „Pewien polski etos… rozmowa Dany Cohn-Bendita z Adamem Michnikiem, cz.I, Kontakt, nr 6 (1988): s. 34–35, 47.
          4 A. Michnik w powyższej rozmowie w charakterystyczny dla siebie sposob „potępił” Franco Piperno – jednego z przywodcow i ideologow „Czerwonych Brygad”: „[…] oni w skutkach niczym się nie rożnią od hitlerowcow […] a jednak odczuwam dla Franco [Piperno] jakąś sympatię, bo jest to człowiek czysty, to znaczy zagubiony”. „Pewien polski etos…”, dz. cyt., cz. I, s. 33. 5 Z podobnym zjawiskiem mieliśmy do czynienia w latach 1980–1981, w okresie jawnej działalności NSZZ „Solidarność”. Na przykład Adam Michnik przedstawiany był jako „element antysocjalistyczny”, co tylko dodawało mu zwolennikow i sympatykow, ktorzy dzięki temu uważali go za... antykomunistę.
          6 Warto zwrocić uwagę, że po 1989 czołowy reprezentant środowisk „marcowych”, Adam Michnik, zaprzyjaźnił się z gen. Wojciechem Jaruzelskim (jest nim per „ty”) i stał się jego zagorzałym obrońcą.
          To samo dotyczy gen. Czesława Kiszczaka.
          7 Cyt. za: Konferencja naukowa „Żydowski Marzec 1968–2008”, nauka.pap.com.pl/demo/
          cgi-bin/full_info.pl?id=215980
          8 M.J. Chodakiewicz, Marzec 68 – koniec legendy, chodakiewicz.salon24.pl/66898,index.html
          9 K. Lesiakowski, „Emigracja osob pochodzenia żydowskiego z Polski w latach 1968–1969”, Dzieje Najnowsze, nr 2 (1993).
          10 Wywiad Andrzeja Kaczyńskiego z Dariuszem Stolą, „Najbardziej polska ze wszystkich żydowskich emigracji”, Rzeczpospolita, 8 III 2005. Zdaniem Jerzego Eislera „wbrew legendzie to była najmniej liczna fala emigracji żydowskiej z powojennej Polski”. (J. Eisler, „Rebelia generacji”, Rzeczpospolita, 6 III 2008).
          11 „Informacja o przebiegu emigracji do Izraela”, Warszawa, październik 1969 r. [w:] K. Lesiakowski, dz. cyt., s. 120–122.
          12 J. Eisler, dz. cyt.
          13 „Notki biograficzne niektorych emigrantow do Izraela”, Ministerstwo Spraw Wewnętrznych, Biuro Paszportow i Dowodow Osobistych, Zeszyty 1– 6, Warszawa 1970–1971.
          14 Na przykład Krystyna Brones (ur. 1924), funkcjonariusz MBP i MSW, przed wyjazdem pobierała 3525 zł „renty” miesięcznie. Miała wowczas 44 lata. („Notki biograficzne...”, Z. 2, s. 44). Emigrantka Krystyna Miller w liście otwartym do marszałka Senatu z 1998 r. potwierdza fakt zarowno dobrowolności wyjazdu, jak też znacznej gratyfikacji finansowej: „Ja z rodziną wyjechałam w 1968 r. dostając zezwolenie na wyjazd do Izraela. […] Pragnę z całą odpowiedzialnością przekazać informacje, ktore towarzyszyły tym wydarzeniom:
          1. Nikt ani nas, ani Żydow z naszej grupy liczącej około 250 osob, z Polski nie wyrzucał. Była to
          nasza dobra i nieprzymuszona wola.
          2. Obywatelstwa polskiego zrzekaliśmy się dobrowolnie. Nie było żadnego przymusu. Postawiono jeden warunek, na ktory zgodziliśmy się: chcesz wyjechać z Polski – zabieramy ci obywatelstwo.
          3. Otrzymaliśmy od rządu odprawy finansowe. Cyt. za: Głos Polski (Toronto) 15–19 kwietnia 1998.
          15 Słowa Gołdy Tencer z Fundacji „Shalom”. Cyt. za: Konferencja naukowa „Żydowski Marzec
          1968–2008”, nauka.pap.com.pl/demo/cgi-bin/full_info.pl?id=215980
          16 Paszport na wyjazd uzyskała np. Antonina Alster, corka Antoniego (Nauma) Alstera, b. Pierwszego Zastępcy Przewodniczącego Komitetu do spraw Bezpieczeństwa Publicznego (1954–1956). Nie wiemy jednak, czy on sam o paszport się w ogole się starał.
          17 Tak by
          • rabbi.rozencwajg Marcowe mistyfikacje 5 08.03.18, 17:34
            (badaczka „dziejow ruchu robotniczego”) pozostała w PRL, była zatrudniona na Uniwersytecie Warszawskim.
            Kpt. Stefan Michnik, b. sędzia Wojskowego Sądu Rejonowego w Warszawie postanowił
            wyjechać, ale jego ojciec Ozjasz Szechter pozostał.
            18 W tym kontekście jakże ciekawe są wspomnienia Krzysztofa Zarzeckiego: „Jako młody redaktor w ≫Czytelniku≪ dostałem wowczas propozycję objęcia kierownictwa tzw. redakcji przekładowej zachodniej w młodzieżowym wydawnictwie ≫Iskry≪. Obejmowałem ją po kierowniku wyjeżdżającym do Izraela. Był to bardzo sympatyczny, kulturalny, starszy ode mnie pan, jawnie nieszczęśliwy, że wyjeżdża; redakcja, ktorą stworzył, stanowiła jego oczko w głowie, i spotykał się ze mną kilkakrotnie, żeby mnie podedukować, tak bym jego dzieła nie popsuł. Nie śmiałem go pytać o motywację wyjazdu, ale musiały tu wchodzić w grę osobiste względy niezwiązane z pracą, bo z dzisiejszej perspektywy jego wyjazd nie przylega zupełnie do faktu, że prawie całe kierownictwo ≫Iskier≪, kiedy w nich zacząłem pracować, spoczywało w żydowskich rękach. Żydami byli dyrektor, dyrektor administracyjny,
            redaktor naczelny, zastępczyni redaktora naczelnego, kierownik newralgicznej redakcji
            politycznospołecznej, a żadna z tych osob nie żegnała się ze stanowiskiem ani nie szykowała do wyjazdu”. K. Zarzecki, „Refleksje pomarcowe”, Goniec (Mississauga, Kanada), 11–17 IV 2008.
            19 J. Eisler, dz. cyt.
            20 Po stronie W. Gomułki opowiedzieli się wowczas na przykład gen. Edwin Rozłubirski (z lWP), czy ppłk Ryszard Nazarewicz (b. wyższy funkcjonariusz UB) i nikt ich (ani ich rodzin) do wyjazdu z Polski nie zmuszał.
            21 A. Michnik, Między Panem a Plebanem, (Krakow: „Znak”, 1995): s. 191.
            22 Carlos Marrodan-Casas, „Uciec z niewoli rasy, narodu, fanatyzmu”, Gazeta Wyborcza, 28 XII
            1996.
            23 Rzecz dotyczy nie tylko takiej interpretacji Marca 1968. Podobnie jest w odniesieniu do okresu stalinowskiego (1944–1956), ktorego ofiarami mieli być przede wszystkim funkcjonariusze partyjni, odsuwani od władzy, czasem nawet więzieni. Coraz częściej też opozycja w PRL sprowadzana jest(szczegolnie przed połową lat 70. XX w.) do walk frakcyjnych, a jako przykłady szczegolnych represji
            podaje się np. usunięcie... z PZPR.
            ---------------------------------------------
            Autor; Leszek Zebrowski. Artykul ukazal sie w czasopismie "Glaukopis" nr 11-12 w 2008 roku
            • jeepwdyzlu Re: Marcowe mistyfikacje 5 08.03.18, 23:43
              Niepotrzebnie sie wysilasz. Nikt tego nie czyta. W dupie to mamy szczerze mówiąc. Marginalny problem.
              • rabbi.rozencwajg Re: Marcowe mistyfikacje 5 09.03.18, 13:43
                Też w zasadzie uważam że sprawa nie warta jest tyle uwagi, ale skoro nastąpił rejwach w kibucu, to należało się wyjśnienie stronie syjonistycznej, jak na sprawę patrzą środowiska narodowe...
                • rabbi.rozencwajg Re: Marcowe mistyfikacje 5 26.02.20, 16:52
                  18.02.2020 w Jerozolimie odbyła się IV Polsko-Izraelskiej Konferencji Polityki Zagranicznej. O jej przebiegu można poczytać w artykule: „POLACY ZAMORDOWALI 200 TYS. ŻYDÓW” – STEK KŁAMSTW NA POLSKO-IZRAELSKIEJ KONFERENCJI opublikowanym na portalu odkrywamyzakryte.pl .

                  Z niepokojem można wnioskować, że skoro nadwiślańskie władze nie reagują zdecydowanie na takie sformułowania na polsko-izraelskiej konferencji to podzielają stanowisko zgromadzonych tam profesorów.

                  „Polacy zamordowali 200 tys. Żydów” – takie kłamliwe słowa padły z ust profesorów na IV Polsko-Izraelskiej Konferencji Polityki Zagranicznej w Jerozolimie. Powoływanie się na tezy głoszone przez prof. Jana Grabowskiego jako historyka jest szczególnie bałamutne. Książki jego to beletrystyka, aczkolwiek podkreślano jego zasługi w badaniach nad Holokaustem.

                  Prof. Bauer zarzucił Polsce zniekształcania Holokaustu poprzez nowelizację ustawy o IPN:

                  Oczywiście, że Holokaust miał miejsce i był okropny, a my go upamiętniamy, zakładamy muzea, posągi i głównie wygłaszamy wspaniałe przemówienia. […] kochają Żydów, zwłaszcza zmarłych. To nie znaczy, że Polacy nie prześladowali i nie mordowali Żydów.

                  Z kolei prof. Dreifuss oświadczyła, że Polacy na różne sposoby próbują wypierać się, że mordowali Żydów:

                  Polscy uczeni pokazali nam, że byli polscy sprawcy tragedii Żydów w całym kraju, a to wymaga prawdziwych badań. Nikt nie obwinia Polski za czyny Niemców, ale mówimy, że Polska powinna wziąć odpowiedzialność za czyny Polaków.

                  Przemawiający na konferencji wyrazili również pełne poparcie dla Barbary Engelking i Jana Grabowskiego, którym wytoczono proces za książkę „Dalej jest noc”:

                  Jeżeli zostaną uznani za winnych zaatakowania honoru i dobrego imienia Polaków, grozi im kara pieniężna, która może zniszczyć możliwość ich pracy w przyszłości. Nie sądzę, aby spory dotyczące niektórych faktów powinny mieć miejsce przed sądami. To nie jest demokracja. To jest neobolszewizm – powiedział Bauer.

                  Obecny na konferencji ambasador Polski w Szwajcarii, Jakub Kumoch, skrytykował profesora za te słowa i stwierdził, że brak w tym podstawowych zasad etyki, by powoływać się na dane z nieistniejących źródeł i obrażać Polaków w kwestii panującego w ich kraju ustroju.

                  Ponadto prof. Dreifuss stwierdzała, że obraźliwym jest nazywanie zamordowanych Żydów Polakami, bo chociaż mieli wówczas obywatelstwo polskie, inni Polacy nie traktowali ich jak współobywateli.

                  Dodała też, że polskie podziemie nie było karane za próby ratowania Żydów i w zasadzie wszystko uchodziło nam płazem.

                  To stek bzdur i kłamstw wygłoszony wobec pamięci poległych Polaków, którzy niejednokrotnie ryzykowali swoim życiem, by ratować żydowskie dzieci, którzy ukrywali i karmili ostatnimi kęsami chleba wycieńczonych Żydów, których naziści mordowali razem z ich żydowskimi gośćmi, zacierając tym samym wszelkie ślady ich bohaterstwa.

                  Tyle za portalem: odkrywamyodkryte.pl. / 20.02.2020.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka