ela_102
29.09.09, 19:19
Specerując z psinką naszła mnie ta refleksja nad rzeczywistymi
zdarzeniami, mającymi miejsce w mym otoczeniu.
Mieszkam Tu gdzie "kole" prawie stoi 6 kamienic.
Pisałam kiedyś jak na przełomie 14 lat wydarzały się tu śmiertelne
zejścia okołoalkoholowe.
Ostatnio też niezłe żniwo, i to tylko w ciągu kilku zaledwie dni.
Ciągle mnie to przeraża (...)
Nie żebym się specjalnie temu przyglądała, obserwowała, śledziła.
Poprostu dochodzi wszystko, nawet jeśli by się nie chciało wiedzieć.
Ludzie, szumią, mówią, przekazują, podsumowują słusznie czy nie
słusznie, ale wytrwale niosą wieści.
Dwie kamieniczki dalej, po trzech wylewach i upartych powrotach do
picia umarł Pan S. Od dawna nie wychodził z domu, ale do okna się
przydreptał, koledzy postawili pod nim fotel i dwa krzesła - winko
było zawsze - troska współbraci nie ma granic. Sobie od ust odejęli
dobijając w nim resztki życia :-((((
W tamtym tygodniu spacerując z psinką i dzieckiem widzę sąsiada
wyginajacego się w dziwny sposób na środku bocznej uliczki, na
którego co i rusz trąbią auta. Podchodzimy, a ja zaniepokojona
pytam - co się stało? - ćwiczę pada odpowiedź. Dlaczego na środku
ulicy - pytam? A co w domu mam ćwiczyć i widzę "SZALEŃSTWO" w oczach.
Wołam rodzinę. Zięć mówi - Pani to jest normalny facet jak nie pije.
Tylko kiedy on nie pije - pomyślałam, od lat nie widziałam go
trzeźwego. To był początek o wiele większego ATAKU SZAŁU, wieczorem
karetka w kaftanie bezpieczeństwa zabrała na psychiatryk.
Kilka dni temu sąsiadka dostała wylewu. Uratowano ją tylko dlatego,
że druga sąsiadka była u niej i zaregaowała jak należy. Stan cięzki
traci kontakt ze Światem. Zachowuje się jak "szalona.
Picie, fajki i od lat zero lekarza, bo ONI tylko wykończyć potrafią.
To co słyszę to kometarze.
Jakieś fatum? jakieś przekleństwo? Co się dzieje?
A styl życia? mało kto się nad tym głowi.
Jedna nawet rzekła, przy zabieraniu sąsiadki przez pogotowie, że
pijakom to zawsze pomogą jakby ta była abstynetką i nieoczekiwanie
zachorowała.