foam_maker
22.09.10, 01:07
Otóż piłem codziennie. Z coraz większym obrzydzeniem dla tej czynności, dla samego siebie. Oszukiwałem ukochaną osobę, udawałem że nie piję, a tymczasem chlałem codziennie coraz więcej. Alkohol sterował moim życiem i planami. Wszystko było mu podporządkowane. Pewnego dnia moja miłość zastała mnie nawalonego przy komputerze. Zasnąłem otoczony wianuszkiem z puszek piwa. Przyszła dwie godziny wcześniej niż się spodziewałem. Pewnie zdążyłbym jak zwykle to posprzątać i pójść się zdrzemnąć "bo się zmęczyłem". Tego dnia coś we mnie pękło. Przestałem pić. W ogóle mnie nie ciągnęło, żadnych efektów odstawienia jakie miałem przy dotychczasowych próbach. Tylko spokojna rozmowa i głębokie postanowienie że już nigdy więcej wystarczyły? Po 15 latach chlania? I tylu próbach przerwania tego? Boję się tylko że kiedyś popłynę na nowo. Chociaż do alkoholu czuję fizyczny wręcz wstręt. Mija prawie rok. Mam spodziewać się jakiegoś nawrotu choroby? Uprzedźcie mnie o niebezpieczeństwach.