23.09.10, 21:28
Mam 20 lat, i od 18 roku życia, odkąd zmarła moja babcia, jestem chyba alkoholiczką. Ale to nie był moment, kiedy zaczęłam pić. Miałam kilka lat, kiedy wypijalam rodzicom trunki z barku, 12 - kiedy zauważyłam, że to pomaga choć na chwile zapomnieć. Kiedy odebrałam dowód zdarzało mi się kupić jedno, czy dwa piwa w weekend, ale kiedy moja babcia wpadła pod samochód i było wiadomo, że umiera - piłam codziennie po kilka piw, a kiedy umarła, upiłam się szampanem z jej barku, wypiłam też kilka piw. Tak się zaczęło, piłam codziennie. Święta się skończyły, poszłam z powrotem do szkoły. Z próbnej matury wracałam z butelką w ręku. Mój ojciec czasem znajdywał w moim tapczanie góry butelek, więc pózniej bardziej się z tym kryłam. Wietrzyłam pokój, albo upijałam się w ubikacji osiedlowego super marketu. Bywały takie dni, kiedy szłam na lekcje podpita a wracałam pijana do nieprzytomności. Pamiętam te szumy w głowie, ten okropny stan, zupełnie jak gdybym umierała. Zbliżala się matura, więc przestałam, właściwie ograniczałam to picie. Pamiętam, że to były już święta wielkanocne, że w Wielki Piątek wypilam dwa ostatnie drinki - Sobieski jabłkowe. Pózniej sucho, ale jak tylko zdałam maturę zaczełam od nowa. Przytyłam sporo. Pózniej chciałam zgubić te dodatkowe kilogramy, piłam syrop na odchudzaie - nie pilam wtedy...Rodziny wtedy nie było i to były chyba najgorsze tygodnie w moim życiu, nie spałam dopóki nie zobaczyłam, że dnieje. Bałam się strasznie, czułam ze wszystko w domu się rusza samo. Pózniej zachorowała moja druga babcia i matka. Pomagałam im, ale żeby mieć na to siłę, piłam. Wtedy już głównie wódkę, bo po wódce nie chciało mi się jeść. Robiłam sobie drinki, wódka z colą, z sokiem i piłam. Wtedy czułam, że mam siłę. To trwało do konca wakacji, pierwszych studenckich wakacji. Przynosiłam sobie do domu wódkę i piłam pod kołdrą. Wtedy to były setki. Starczyło. Oprócz tego piłam ze znajomymi. Kiedy zaczął się rok akademicki znowu byłam sama - rodzina daleko, w moim tapczanie wciąż rosła ilość butelek po piwie. Bałam się być sama. Nadal czuję, że alkohol wtedy pomagał. Pózniej nie pamiętam. Piłam chyba ustawicznie. W święta, pózniej nawet kiedy była sesja - między egzaminami...Pózniej poznałam dziewczynę, w której się zakochałam (jestem homoseksualistką) Spotkałam się z nią, ale bylam sztywna - wtedy pilam, żeby się otworzyć, pózniej też. Pilam nawet przed wykładami, bo siadałam z nią, a pózniej po wykładach, kiedy czułam że Karolina jest mną rozczarowana. Kiedy pierwszy raz ode mnie odeszła, wtedy polało się najwięcej alkoholu. Przez pierwszy tydzień, od kłótni do rozmowy piłam codziennie rozmaite trunki, pierwszy raz wprowadziłam dwusetki, wypijane na klatce. Słuchałam wtedy "szemranych piosenek o wódce", tak jakbym myślała, że to, że nie słysze, czy ktoś idzie, to znaczy, że nic mi nie grozi. Piłam te wódkę, wysyłałam smsy do koleżanek. Z tego czasu najlepiej pamiętam cytrynówkę, bo nie znałam wtedy tych smakowych trunków. Pózniej znów była wielkanoc i choć piłam mniej, to jednak piłam. I tak było do sesji. Kiedy miałam chory pęcherz - piłam piwo, kiedy bolało mnie gardło - wódkę. Wstydziłam się tego, kiedy koleżanki szły ze mna do sklepu po drodze, to czekałam aż wyjdziemy i się cofałam....Pózniej, któregoś razu pokłóciłam się z kolezanką - poszłam pijana na egzamin. Wtedy znów kleiłam się do tamtej dziewczyny, a egzamin zdałam na 4, ale ledwo trzymalam sie na nogach więc kolezanki się mną zajmowały, chyba tego potrzebowałam. właściwie przyjaciółki. Obiecałam wtedy, że nie będe pić sama, i nawet chcialam wytrzymać, ale nie dało rady. Piłam dalej. Zwłaszcza kiedy miałam spotkać się z Karoliną. Chciałam znów ją do siebie przekonać. A pózniej, kiedy znów nie chciała się ze mna widywać. A pózniej kiedy zdechł mój pies... A potem jeszcze ze znajomymi, z którymi, z racji wakacji coraz częsciej sie widywałam... Trzy tygodnie temu i dwa dni, znów sie upiłam. Karolina zadzwoniła, żeby sie ze mną umówić, wypilam wtedy setkę jakiejś jarzębinówki...Kiedy pojechałam do miasta Karolina stwierdziła, że jednak nie przyjdzie, więc wypiłam kolejne dwie setki, pózniej ona przyszła, i piłam z nią piwo, potem znów mnie zostawiła, więc wypiłam kolejne dwie setki. Straciłam przytomność. Obudziłam sie w szpitalu, ze zwichniętą nogą, rozbitą głową i wstrętem do alkoholu, pod kroplówką. Miałam 3 promile. Rano, kiedy rodzice zawieźli mnie do domu miałam znów ochotę iść sie napić, ale nie mialam siłę. Potem wyjechałam. Dwa dni temu mineły trzy tyg. Bardziej lub mniej chciało mi się wódki, pomimo, że mi się śniła...Dziś niestety przegrałam...Kupiłam butelkę piwa, wypiłam łapczywie w pokoju. Irytowałam się wcześniej na ojca, że jest w kuchni i nie mogę iść po otwieracz, w końcu otworzyłam zapalniczką. Wypiłam ją i już mam kaca. Moralnego. Najchętniej wyrzuciłabym butelkę za okno, naiwnie wierząc, ze to, po czym nie ma śladu nigdy się nie zdarzyło. A jednak nadal chce mi się pić. I boję się, że jutro znów nie znajdę siły, żeby z tym wygrać. Co dalej?
Obserwuj wątek
    • czlowieek Re: Co teraz? 23.09.10, 23:28
      ...możesz tak dalej, to samo w kółko, i jeszcze raz, i jeszcze raz, tylko coraz gorzej, coraz głębiej... coraz więcej cierpienia... aż do śmierci, bo na to się umiera...

      ...albo możesz iść się leczyć po prostu, bo jesteś chora. Chyba to już sama wiesz. Alkoholizm polega na utracie kontroli nad piciem. Możesz pomyśleć, że kontroli nie straciłaś, że teraz już dasz radę, będziesz umiała nie pić... od dzisiaj, od jutra ...ale przecież masz już tysiąc dowodów, że nie. Jesteś chora, jesteś uzależniona. Z taką wiedzą... jest lepiej. Bo już przynajmniej wiadomo co robić.

      W zwykłej, darmowej, najbliższej Twojego domu poradni leczenia uzależnień czekają na Ciebie wykwalifikowani terapeuci, czeka psychiatra. Są właśnie po to, żeby Ci teraz pomóc. Pomagają. Mnie pomogli i setkom kobiet i mężczyzn, których znam osobiście, i z uśmiechu i z imienia. I tysiącom innych.

      Prócz tego są Anonimowi Alkoholicy... wspólnota ludzi, którzy mają dokładnie taki sam problem jak Ty. I radzą sobie z nim. Raz lepiej, raz gorzej. Na spotkaniach grup AA alkoholicy dzielą się między sobą doświadczeniem, dodają sobie siły, i dają nadzieję. Uczą się żyć bez chlania. Mnie uratowali życie.

      Te dwie rzeczy... Terapia i AA. Nie wymyślono niczego lepszego. Te dwie rzeczy na raz najlepiej. To teraz.

      W swoim liście napisałaś też o mnie. Bo to wszystko choć straszne, to bardzo typowe.

      Wszystko będzie dobrze :)

      Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie.

      (a)


      --
      ///////////////////////////////////
    • wolfigen Re: Co teraz? 24.09.10, 10:44
      co teraz?.......sądząc po dlugości, zawartości, wypowiedzi:
      1-doskonale wiesz
      2-masz niezły ubaw z ewentualnego zaangażowania sie notorycznych egzalcistów-pomocniczych forumowych
      3-szukasz wrażeń
      4-......
      5-......
      itd etc
      • zaazul do wolfigen 24.09.10, 12:03
        Skoro sam/a nie rozumiesz, po co, oprócz uzyskania wsparcia, człowiek pisze różne rzeczy, to ja tłumaczyć tego nie będe. Ale dziękuje za odpowiedź.
        • wolfigen Re: do wolfigen 24.09.10, 12:51
          ja rozumiem wiele
          natomiast nie rozumiem jednego....czemu akurat moja odpowiedź spowodowala Twoją szybką reakcję ?
          zgodnie z logiką Twoich intencji /wyrażonych w pierwszym poście / ....powinnaś zareagować jak najszybciej na post "czlowieka" !
          przynajmniej tak się jawil Twoj quasidramatyczny post
          to się nazywa ..........taktyka
          o strategii pogadamy kiedy indziej
          • zaazul Re: do wolfigen 24.09.10, 13:18
            Chyba niekoniecznie porozmawiamy, aczkolwiek dziękuję za tyle uwagi.
            • 7zahir Masz maila 25.09.10, 13:37
              zajrzyj do skrzynki
    • 7zahir Re: Co teraz? 24.09.10, 19:48
      Kiedy na terapii sięgnałam pamięcia wstecz,
      byłam alkoholiczka już w wieku 16 lat.
      Nie wiedziałam że alkoholizm jest chorobą.

      Ty masz szczęście, że już wiesz.
      Masz szansę na leczenie.
      W watku HALT znajdziesz potrzebne Ci informacje.

      Pisząc tutaj zrobiłaś ten pierwszy krok.
      Nie czekaj, zrób następny!
      • pierzchnia Re: Co teraz? 26.09.10, 19:13
        Skoro Zahir wzięła Ciebie pod swoje skrzydła /jak mnie kiedyś/ to masz duże szanse na Nowe Życie - ja nie piję 1,5 roku.
        Natomiast dla Ciebie Wolf mam piosenkę:

        Za dużo w głowie mam za dużo w głowie mam

        i spać nie mogę kiedy myślę o tym

        a myślę całe dnie że coś jest w głowie źle

        za dużo myśli naraz mam na myśli



        za dużo w głowie mam i nic już na to nie poradzę

        za dużo w głowie mam i nic się nie da zrobić z tym

        oj nie da oj nie da



        taka to choroba czy mnie wam nie szkoda

        kiedy widzicie jak mi głowa pęka

        ruinę w myślach mam i nic do tego wam

        nie wiecie nawet jaka to jest męka



        za dużo w głowie mam i nic już na to nie poradzę

        za dużo w głowie mam i nic się nie da zrobić z tym

        oj nie da oj nie da
        • 7zahir Re: Co teraz? 26.09.10, 19:37
          pierzchnia napisał:

          > Skoro Zahir wzięła Ciebie pod swoje skrzydła /jak mnie kiedyś/ to masz duże szanse na Nowe Życie - ja nie piję 1,5 roku.>

          Dziękuję Pierzchnia,
          ale sam Wiesz - że szansa była i jest w Twoich rękach
          a nie moich skrzydłach.
          ;-)
          • wolfigen Re: Co teraz? 27.09.10, 08:48
            taka juz pierzchni uroda
            taka u niej tez moda
            ze sama sie soba nie trudzi
            naiwnych do pracy ma ludzi
            raz skrzydlem sie deszczu zasloni
            raz grzac bedzie ich cieplem dloni
            a zeby raz cos zrobila samemu !
            e........a niby czemu
            • pierzchnia Re: Co teraz? 27.09.10, 11:06
              Skąd możesz to wiedzieć - na podstawie jednego wpisu?
              W ten sposób nie można poznać człowieka, a fałszywe oceny ranią.
              • wolfigen Re: Co teraz? 27.09.10, 11:37
                zbyt dokładnie, zbyt długo, nazbyt podręcznikowo i kompletnie bez emocji./to co do meritum/......

                a coż tam u Ciebie mój drogi? nadal będziesz szukał kogoś pod czyimi skrzydłami ?
                a może zamiast epatować wytartym sweterkiem, powłóczystym spojrzeniem i duchowym wędrowaniem okoliczne towarzystwo mój Pierzchnio, sam byś skrzydła rozwinął i choć raz wziął się za konkrety.

                ps-to wbrew pozorom ani ocena, ani cos osobistego. to obserwacja obiektu nieruchomego
                • pierzchnia Re: Co teraz? 27.09.10, 12:58
                  Widzę, ze lubisz przeskakiwać, z obiektu na obiekt, unieruchamiać go, a następnie się nim wycierać.

                  PS
                  Nie noszę sweterków.
                  • wolfigen Re: Co teraz? 27.09.10, 13:19
                    powodzenia Pierzchnia
                    • pierzchnia Re: Co teraz? 27.09.10, 13:26
                      Dziękuję - Tobie życzę tego samego.
                      Znajdziemy albo będziemy udawać, że znaleźliśmy.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka