beka.smiechu-w.sali.obok
26.12.10, 21:02
Tak znowu przetoczyla sie dyskusja o slynnym wypiciu "jednego kieliszka". Czy mozna, czy nie mozna, czy sie poleci czy nie? Jest to dyskusja akademicka. Uwazam, ze bardziej uzyteczne bylaby dyskusja nad praktycznym aspektem. W takim swietle musialbym zapytac- co mi ten jeden kieliszek daje, a i co odbiera, a nie czy moge, czy polece itp.
Wedlug moich doswiadczen i wiedzy nie ma chyba na swiecie alkoholika, ktory wolalby wypic jeden kieliszek niz dwa, dwa niz cztery i cztery niz osiem. Wiecej, wielu niealkoholikow lapie tzw lejca, czyli jak wypije nieco lubi wypic wiecej. Mozemy zalozyc wiec, ze u wszystkich takich osob wypicie jednego kieliszka wywoluje chec wypicia wiecej.
U alkoholika ta chec jest wyjatkowo silna. Czasem tak silna, ze nie do powstrzymania, o czym wiadomo z roznych opowiesci.
Wniosek jaki wynika z tego jest taki, ze po wypiciu jednego kieliszka chce sie wiecej. A "prawdziwy" alkoholik musi po prostu meczyc sie, by nie wypic drugiego. Jezeli ktos osiagnie taki stan, ze bedac alkoholikiem i pijac ciagami czy upijajac sie zacznie lubic stan po wypiciu jednego drinka- to ja mu gratuluje, ale szczerze to nie bardzo w to wierze. Przypominam- nie mowie, ze on ma byc w stanie wypic ten jeden drink- mowie, ze ma byc w stanie na luzie i z pelna satysfakcja wypic jeden- i tylko jeden- drink, jak zwyczajny niealkoholik.
Tak wiec ta meka to jest najbardziej bezposrednia i dorazna cena za wypicie tego kieliszka.
Pomine tutaj cene ryzyka, czyli tego, ze ten kieliszek moze byc poczatkiem ciagu, moze byc wstepem do rocznego popijania, a moze byc pierwszym krokiem do smierci. Pomine cene stresu, ktory chyba musi towarzyszyc komus, kto ostro pil a teraz pije ten jeden drink- a moze jakas choc minimalna obawa, ze sie zle moze skonczyc; a moze obawa, ze co ludzie powiedza- bo wiedza ze ten/ ta mial problemy z piciem a teraz znowu pije?
Chcialem skupic sie glownie na tym jedynym aspekcie, a mianowicie samopoczuciu bezposrednio w sytuacji. Idzie taki byly alkoholik na przyjecie no i pije ten jeden kieliszek.
Po co to robi? Moga byc rozne przyczyny: bardzo lubi smak danego alkoholu, robi to bo uwaza, ze to mu zapewni akceptacje grupy, nie chce byc "inny". Moze chciec sprobowac nowego alkoholu. Moze czuc zazdrosc, ze inni pija a alkoholik nie.
I teraz- jaki jest zysk a jaka cena.
Czy warto jest tracic przyjecie na walke z lejcem, aby skosztowac ulubionego martini czy whiskey?
Czy warto jest tracic przyjecie walczac z lejcem, aby "nie byc innym"?
Czy warto jest tracic przyjecie walczac z lejcem aby zyskac akceptacje grupy?
Przypominam, nie wspominam tutaj o innych kwestiach, o ryzyku dlugofalowym. Tylko kwestia dorazna.
Wedlug mnie, odpowiedz na te wszystkie pytania dla kazdego, kto uczciwie patrzy na swoj alkoholizm, brzmi NIE.
Nie "moze", nie "to zalezy". Po prostu- nie.
To jest najbardziej chlodne i zdystansowane i praktyczne podejscie, i takie podejscie pozwolilo mi rozprawic sie z wlasnymi demonami dotyczacymi "uludy jednego kieliszka". Nie dzialaja na mnie- choc wiem, ze moga prawdziwe- prognozy co to bedzie i jak zle to bedzie. To chyba ludzka natura- ciezko wyobrazic sobie rzeczy odlegle i hipotetyczne a poza tym mozg zawsze szuka drogi na skroty, by ten kieliszek usprawiedliwic. Zawsze znajde wytlumaczenie, pretekst, jesli bede teoretyzowal.
Natomiast nie moge klocic sie z wlasnymi odczuciami. Chocbym nie wiem jak zaparl sie, nie moge zaprzeczyc prostemu faktowi- ze jak wypije jeden kieliszek, to zamiast czuc sie lepiej czuje sie gorzej. Wiele gorzej. Czuje sie wrecz fatalnie. Generalnie, bo raz na 10 razy moge czuc, ze mi to wystarczy, bo chce mi sie spac czy jesc- ale to margines pomylki. Regula jest prosta.
WIec skoro wiem, ze taka cene musze placic, czy w takim kontekscie warto mi jest pic, bo chce posmakowac, albo pic bo chce sie wkupic w laski towarzystwa, byc fajny czy nie wyrozniac sie?
Wedlug mnie jest to bardzo kiepski deal. Strasznie wysoka cena za tani towar. I wadliwy, bo uwazam, ze ludzie, ktorzy oceniaja mnie po tym, czy z nimi pije czy nie, nie sa warci znajomosci.
Jesli koniecznie musze pic, nawet 1 kieliszek, aby ktos na mnie spojrzal laskawie, to bardzo mi sie to nie podoba.
Gdybym byl wegetarianinem, nie analizowalbym w ogole opcji "tylko jeden maly kotlecik" albo "tylko jedno malutkie udko z kurczaka" a jak ktos by mnie tak namawial, to bym go pogonil w las, czemu inaczej mialoby byc z alkoholem?
Oczywiscie, bez fanatyzmu, mowie tutaj o upierdliwych "ze mna sie nie napijesz", zwyczajny czlowiek moze nas lekko namawiac na piwo czy kieliszek wina, ale slyszac nie wycofa sie, usmiechnie i zapomni o temacie- i z takim warto sie zadawac. A jak ma mi medzic i zagladac mi w kielszek co ja pije, to moze jeszcze zajrzy mi do portfela albo w slipki- NIE, DZIEKUJE!
:)
-