04.03.12, 00:05
To dla Ciebie:

"Faktem jest, że Światłość nie została przyjęta.Faktem jest, że ludzie dzisiejsi, z góry i bez zastanowienia, nie godzą się na to, by klucz do zagadki miał zostać nam dany spoza świata materii.Człowiek współczesny swą zasadniczą negację zerwał mosty od Boga.Obawia się zaskoczenia.Wielu pisarzy wokół mnie troskało się usilnie o zabezpieczenie się przed Światłością, choćby ją mieli ujrzeć w ostatniej chwili.Bracia ci swoją ostateczną zatwardziałość wypracowują starannie, tak skrupulatnie wystrzegają się Boga, jak my, którzy Go kochamy, namiętnie usiłowaliśmy zbliżyć się do Niego i w Nim się zatracić.
Trudno by tutaj oskarżać o brak logiki tych, którzy jak marksiści wierzą wyłącznie w materię; jakie to jednak niepojęte, że najbardziej zjadliwa nienawiść opanowała surrrealistów, którzy pragną wyjść poza świat realny, przebić sobie drogi ucieczki, i to jak marnymi środkami! Oni również przechylają automat, ale cóż za szachrajstwa wymyślają!
A nami gardzą, nas nas lżą - nas, których życie sakramentalne niby wielka, niewidzialna spokojna rzeka unosi od urodzenia aż do śmierci i utrzymuje w ciągłej bliskości Ducha, który zwyciężył świat i jest ponad czasem.Czemu nas nienawidzą te istoty nienasycone, owi surrealiści, których mierzi świat taki, jakim jakim jest? Dlaczego przeklinają Światłość, i to z nienawiścią, której logicznie biorąc nie sposób przecie odczuwać do tego, co nie istnieje?
Tak, ich nienawiść przeradza się w mimowolny akt wiary. Zdają się wołać:
" Istniejesz, ponieważ cię nienawidzę! Gdybyś nie był żywy, nie usiłowałbym cię zabijać w umysłach i w sercach!"
Oto, co doprowadza mnie do postawienia pytania, którego unika tylu chrześcijan, a które i we mnie budziło opory.Czy wierzę w ducha zła? Czy wierzę, że jest on uosobiony? Czy nie uciekałem się niekiedy do pewnego ułatwienia przypuszczając, że chodzi tu po prostu o jeden z symboli, jakich tyle podaje nam Biblia? Chciałbym wypowiedzieć jasno, niczego nie omijając, w co wierzę czy też nie wierzę w kwestii istnienia szatana, które agnostykom i niewierzącym musi wydawać się najbardziej niewiarygodne ze wszystkiego.
W tym punkcie, jak w wielu innych trzymam dwa końce łańcucha.Odczuwam pewną wrodzoną odrazę do pogodzenia się z myślą, że stworzenie ludzkie, już i tak nieszczęśliwe, takie bezbronne, wydane zostało na pastwę niewidzialnego wroga, który otrzymał moc wodzenia go na pokuszenie; wroga o tyle niebezpiecznego, że większość ludzi nie wie o jego istnieniu albo też je neguje z drwinami.Jest w tym jakiś nadmiar nieszczęścia: zupełnie tak, jakby komuś szczególnie zależało na odrzuceniu do wszystkich przyczyn, mogących doprowadzić nas do zguby, jeszcze tej ostatecznej możliwości, już nie do pokonania.Cóż bowiem może uczynić człowiek przeciwko aniołowi, który posiada wszystkie przymioty niewidzialności i wszechobecności? Jako duch króluje nad duchami, jest panem złudzeń i snów, i to na świecie, który obwieścił, że Bóg umarł, i i utrzymuje się poza wpływami wszelkiej łaski.
Przyznaję, że w tym aspekcie zagadnienie zła niepokoi mnie najbardziej i że często ulegam łatwiźnie sugerowanych koncesji:
szatan mógłby być symbolem, wyobrażeniowym wcieleniem zła, jakie jest w nas, mianem nadawanym w czasach, gdy żył Jezus, wszelkim chorobom, które dosięgały ducha poprzez ciało...
Ale przeciw temu przemawia co innego
Miewałem w ciągu mego życia nie dowody, oczywiście, ale wrażenie, że zło jest realnie i faktycznie uosobione. Ludzie, o których wiedziałem, że są wielkimi grzesznikami, w żadnym momencie nie nasuwali mi podejrzeń, iż mogą być opętani, natomiast u innych, żyjących na pozór mniej rozwiąźle, miałem uczucie jakieś obecności. Niektóre żywoty, które miałem możność obserwować w ciągu dość długich okresów czasu, wydawały mi się jakby skąpane w osobliwym, niepokojącym blasku. Zapewne bywa to wyłącznie kwestia jakiegoś wrażenia.Ale niektóre wynurzenia je potwierdzają. Nie ulega wątpliwości, ze pewne istoty musiały przez całe życie zmagać się z obecnością, której same nie wahały się wskazywać.
Wspomnę tylko jednego z tych ludzi, ponieważ sam mówił o tym publicznie, i to wielokrotnie: Jest nim Andre Gide, którego przykład wydaje się tym bardziej zastanawiający, ze pod koniec jego życia nic nie zdradzało, by kiedykolwiek mówił o szatanie bez uśmiechu. A jednak w pewnych okresach był chyba istotnie przekonany, że jeśli nawet nie jest opętany przez szatana, to w każdym razie ma z nim bezpośrednio do czynienia. Aby umożliwić agnostykom zrozumienie trwożliwego zainteresowania, jaki przypadek Gidea budził w jego przyjaciołach katolikach, zacytowałem w Pamiętniku życia wewnętrznego trzy teksty ( ale mógłbym znaleźć jeszcze wiele podobnych).Dwa pierwsze pochodzą od samego Gidea:
" Słowem uprzytomniłem sobie ostatnio, że pewien ważny aktor, diabeł, mógł również brać udział w dramacie> Opowiem jednak ten dramat nie wprowadzając na razie tego, kogo zidentyfikowałem dopiero znacznie później"
" W niektóre dni czuję w sobie taki zalew zła, iż wydaje mi się, ze to już zły książę zaczyna instalować we mnie piekło".
Szczególne nabożeństwo katolików do Najświętszej Panny jest w jakimś stopniu związany z przekonaniem o tej utajonej obecności, o tym włóczędze, którego należy trzymać od siebie z daleka"
Francois Mauriac
Obserwuj wątek
    • bananarama-live Re: Marakuya 04.03.12, 05:50
      Jak trwoga ,to do Boga.
      Trzeba trochę samemu popracować nad sobą.
      Bogowie i duchy mają ważniejsze sprawy, niż alkoholicy ;]
    • aaugustw Niedzielny zbieg okolicznosci...(!?). 04.03.12, 11:35
      pierzchnia napisał:
      > To dla Ciebie:
      :::::::::::::::::::::
      ___________________________________________________.
      Czy to nie dziwne, wlasnie dzis rano przeczytalem cos takiego:
      " ... swiatlo przyszlo na swiat, lecz ludzie bardziej umilowali
      ciemnosc anizeli swiatlo: bo zle byly ich uczynki.
      Kazdy bowiem kto sie dopuszcza nieprawosci, nienawidzi swiatla
      i nie zbliza sie do swiatla, aby nie potepiono jego uczynkow. Kto
      spelnia wymagania prawdy zbliza sie do swiatla..." (Ew. wg Sw. Jana 3, 19-21)
      A...
      • bananarama-live Re: Niedzielny zbieg okolicznosci...(!?). 04.03.12, 11:41
        aleluja, aleluja,aleluja, aleluuuuuuuuuuja
        • aaugustw To juz nie jest przypadkowe...! 04.03.12, 11:50
          bananarama-live napisał:
          > aleluja, aleluja,aleluja, aleluuuuuuuuuuja
          ___________________________.
          Bledy, bledy i ciagle dalej bledy...! :-(
          A...
          • bananarama-live Re: To juz nie jest przypadkowe...! 04.03.12, 13:12
            Na razie czuję się dobrze.
            Jak się coś zmieni - w kwestii trzeźwości i mojego stanu duchowego, dam znać.
            • aaugustw Re: To juz nie jest przypadkowe...! 04.03.12, 13:45
              bananarama-live napisał:
              > Na razie czuję się dobrze.
              > Jak się coś zmieni - w kwestii trzeźwości i mojego stanu duchowego, dam znać.
              ____________________.
              Bardzo malo daje znac...!
              Moje sumienie bedzie OK
              w koncu ostrzegalem...!!
              A...
              • bananarama-live Re: 04.03.12, 17:38
                Forum traktuje jak mini AA
                więc zero ściemy.
                • grazkavita Re: 04.03.12, 20:46
                  To wszystko prawda:trudno jest samotnemu człowiekowi oprzeć się diabłu, często tak jest , że potrafi on zamazać granicę między dobrem a złem....Człowiek wpadnie w nałóg nawet nie wie kiedy! Dlatego wara wszystkim od tego czy Bóg istnieje czy nie!Ważne, że pomaga! Wazne , że kocha każdego, wskazuje nam drogę i jest naszym ojcem!Kto nie wierzy ma gorzej, ale to już jego sprawa....
                  • bananarama-live Re: 05.03.12, 16:11
                    Myślisz ,że wszyscy niewierzący są źli i nie potrafią odróżnić dobra od zła?

                    A już !

                    Ja jestem dobry / nie byłem/ a bądą jeszcze lepszy, bez wszelkich sił nadprzyrodzonych.

                    Pracuję nad sobą ,po swojemu, no może z pomocą psychoterapeutów / nie wszystko jeszcze widzę i potrafię nazwać/

                    Dzisiaj wyglądałem przez okno - słońce,niebieskie niebo,ptaki - jest pięknie.

                    Szkoda mi tych pijorów,którzy tego nie widzą.
                  • aaugustw Vitam grazke...! 05.03.12, 19:45
                    grazkavita napisała:
                    > ... trudno jest samotnemu człowiekowi oprzeć się diabłu, często
                    > tak jest , że potrafi on zamazać granicę między dobrem a złem....Człowiek wpadn
                    > ie w nałóg nawet nie wie kiedy! Dlatego wara wszystkim od tego czy Bóg istnieje
                    > czy nie!Ważne, że pomaga! Wazne , że kocha każdego, wskazuje nam drogę i jest
                    > naszym ojcem!Kto nie wierzy ma gorzej, ale to już jego sprawa....
                    _____________________________________________________________________.
                    Grazka, ty nadawalabys sie na krwawego diakona...!
                    Kto to sa te "czlowieki"...!? - Czemu nie piszesz o sobie i swoim zamazywaniu zła...!?
                    Kiedy ty pokumasz, ze piszac w ten sposob "na okraglo" zamiatasz swoje grzeszki pod
                    dywan i nigdy sie nie rozwiniesz na dobre stworzenie Boze...
                    A...
                  • e4ska Re: 08.03.12, 13:59
                    Kto nie wierzy ma gorzej, ale to już jego sprawa...
                    A skąd ty wiesz? Może na odwrót jest - po sobie wiem, od pierwszego mojego wpisu na forum - że łatwiej niewierzącym.

                    Dlatego Epikur był filozofem pełnym uśmiechu, przyjacielskim i pogodzonym z naszym pięknym światem. A bardzo wierzący św. Aleksy... hm, śmiecioholik. Nie tylko on - zresztą.

                    Ponieważ w swoim żywocie filozoficznym byłam bardzo wierząca i jestem bardzo niewierząca - klnę się na wszystkie Polmosy, że lepiej jest być osobą niewierzącą niż wierzącą.

                    Pijakom najlepiej wierzyć w Dionizosa, ale to tak się przestarzało... 2 tys. lat temu.
                    Aż żal ;-)))
    • marakuya Re: Marakuya 04.03.12, 20:36
      Pierzchnia, tak myślałam, że będziesz jedynym, który zwróci uwagę ma mój post, ale żeby aż zakładać nowy wątek...?-:) Bo przecież temat jest dość niszowy i łatwy do wyśmiania. Albo, z innego punktu widzenia: ludowy, powszechny i trywialny.
      Dziękuję za przypomnienie Francois Mauriaca. Dawno temu czytałam "Kłębowisko żmij" i jest to jedna z ważniejszych moich lektur.
      Sceptykom tematu powiem, że od przyjęcia hipotezy, że świat jest obszarem walki dobra i zła, do stanu uduchowienia jest bardzo daleko. Do religijności, jeszcze dalej.
      Ja, żadnego z tych stanów nie osiągnęłam. Natomiast łatwiej mi się żyje;-)
      Z nałogami też łatwiej się walczy, bo przestaje to być walką z samym sobą.
      Pozdrawiam, Pierzchnio:-)
      • pierzchnia Re: Marakuya 04.03.12, 22:11
        Tak - zrobiłem coś z prosto z serca ponieważ na takie wołanie zawszę się odezwę.
        To trudno wytłumaczyć - nie chodzę do Kościoła / być może stoję na rubieżach / ale coś mi nakazuje wypełniać tę pustkę.
        Nie potrafię stanąć obojętny wobec człowieka, który boryka się z problemem wiary.
        Mam to w sobie i sam nie wiem dlaczego to Światło odzywa się tak sporadycznie - jakby zostało wywołane, w ostatnim momencie...
        Miłość jest stanem ducha i nie można jej osiągnąć poprzez ćwiczenia intelektualne - zrozumienie koncepcji teologicznej.
        Ja bym to nazwał prostotą serca.

        W okresie, kiedy szlajałem się po knajpach, poszedłem, o drugiej w nocy, do całodobowego baru - by się po prostu dopić.
        Przy barze siedziała rosyjska prostytutka...
        Dosiadłem się do niej i poprosiłem o papierosa...
        - Dwanaście złotych!
        Nie chcę ci popsuć humoru bo miałam dziś kiepski wieczór...

        Później już sama mnie tymi papierosami częstowała ponieważ wyczuła, że traktuję ją na równi ze sobą.
        Wyszedłem około czwartej, przeszedłem dwadzieścia metrów i coś kazało mi się odwrócić - patrzyła się na mnie i pozdrawiała mnie, przykleiwszy swoja dłoń do szyby.
        • lu_krecja Re: Marakuya 05.03.12, 21:21
          Super temat.
          Ja zawsze miałam z Bogiem na pieńku...
          Moje życie to istny chaos...
          Ale dziś jest inaczej.
          Leczę się...i czuję łaskę...czuję opiekę i modlę się o wiarę.
          • pierzchnia Re: Marakuya 05.03.12, 22:00
            Bóg da ci wszystko czego potrzebujesz.
            Nie będzie to, w zbyt gustownym kolorze, i pewnie nikomu już niepotrzebne, ale jednego można być pewnym - nie będzie to kradzione.

            Przypomniałem sobie reportaż, który oglądałem przed laty,w telewizji...

            Pewna studentka, gdy była na ostatnim roku fizyki, zastanawiała się - jak się tu dobrze ustawić po zakończeniu studiów by wyjść na swoje.
            A jednak nic z tych planów nie wyszło - wkrótce bowiem wstąpiła do zakonu - to przyszło nagle, ale było nie do opanowania.
            Po iluś tam latach musiała opuścić klasztor na kilka dni ponieważ dostała wiadomość, że jej matka jest ciężko chora.
            W cienkim habicie i sandałach przebijała się przez jesienny chłód - stale się modląc.
            Gdy dotarła już do miasta i przechodziła przez przejście dla pieszych, pewna staruszka chwyciła ja za rękę i powiedziała:
            " Siostra w takie zimno tak cienko ubrana..."
            Zaprowadziła mniszkę do swojego domu i podarowała jej parę butów - podobno były ciut za małe.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka