Gość: marcin
IP: 194.181.108.*
09.08.04, 10:23
Pięć lat wciągania – pięć lat szaleństwa - pięć lat życia w innym wymiarze –
dziś wiem że nie warto było, dziś wiem że płacić mi przyjdzie za te pięć lat
nieporównywalnie większą cenę – 01 listopada 2003 roku zdecydowałem się
skończyć z tym świństwem – doprowadziłem siebie i swój organizm do stanu
totalnego wyniszczenia – brane prochy nie działały już tak jak działać
powinny,
ciągle zwiększane dawki wywoływały tylko złudne wyobrażenie, że jest dobrze a
w
gruncie rzeczy rzeczywistość umykać zaczęła mi przez palce. Mimo wciągnięcia
dużej „ściechy” nie dane mi było odczuć tego power’u, miast pewności siebie
nachodzić mnie zaczęły depresyjne myśli, z dnia na dzień uciekałem w
samotność,
zamykałem się w sobie, unikałem kontaktów z najbliższymi a każdy nawet
najmniejszy wysiłek fizyczny kończył się totalnym zmęczeniem.
Dziś mija osiem miesięcy od czasu gdy po raz ostatni wciągnąłem – te osiem
miesięcy to ciągła walka z depresyjnymi myślami, to walka z samym sobą, to
poszukiwanie celu – celu który gdzieś zagubiłem – te osiem miesięcy to
nieustanna huśtawka nastrojów, ciągłe zmęczenie, zniechęcenie, apatia, te
osiem
miesięcy to koszmar jaki zgotowałem swoim najbliższym – to ciągłe obwinianie
ich o swoje niepowodzenia, to bezsensowne żale, pretensje i podejrzenia, te
osiem miesięcy nieustanna walka ze swoimi słabościami...
Codzienne wmawianie sobie będzie dobrze – wytrzymaj – nie daje już takich
efektów jakie dawało na początku mojej walki z nałogiem – trwam, w walce ale
walka ta okupiona jest cholernym psychicznym i fizycznym zmęczeniem –
pomyślicie sobie dupek, który nie potrafi sobie dać rady ze swoimi
słabościami,
dupek który nie potrafi dać sobie rady z samym sobą – i w pewnym sensie
będziecie mieli rację bo już niekiedy nie mam sił walczyć nie tyle co sam ze
sobą ale ze swoją niemocą i bezsilnością...
i coraz częściej zadaję sobie pytanie – pytanie na które już sam sobie
odpowiedzieć nie jestem w stanie (bo nie potrafię, bo nie umiem, bo nie
chcę) „CO DALEJ?”