alkodarek
05.01.15, 09:38
... a ja nawet nie zauważyłem kiedy minęło 900 dni w wolności od obsesji alkoholowej, huśtawek emocjonalnych, głodów alkoholowych, drżenia w nadwrażliwości duszy, drążenie duszy przez robaka do zalania. Bez terapeutów , terapii, bez dzienniczków uczuć, 10 kroków i AA. Nie omijając wesel, sylwestrów, balów karnawałowych. Spokojnie bez stresów i strachów przed zapiciem, ale za to z kukułkami, tortem nasączonym spirtem, od czasu do czasu grillem z piwem, frutti de mare z lampką białego wytrawnego, toastem bąbelkami na Nowy Rok
Mówili" Chory alkoholik do końca życia. Papier taki dali. Ani kropli alkoholu, nawet w pączkach w tłusty czwartek, żadnych michałków, piwa nawet bezalkoholowego (wiadomo: WYZWALACZ), ba nawet woda po goleniu bez alko bo wiadomo....
He,he, he - dobrze, że się nie dałem naznaczyć stygmatem alkoholika... ups... to znaczy nie dostąpię łaski dumy Prawdziwego Alkoholika w Wielkim Rozwoju Duchowym.
Nie dostąpię. Z prostej przyczyny, takie automanipulacje to protezowaniem osobowości. Wmawianie sobie, że dysfunkcja mózgu jest świetlistą drogą do mitycznej Trzeźwości w Duchowości nieustającego Rozwoju, a nie zwykłą dolegliwością wywołującą szereg uciążliwych reakcji organizmu na brak homeostazy organizmu.
Może to i dobra ścieżka, ale wiedzie wąskim grzbietem wymuszonej abstynencji, nierzadko zakończona bolesnymi potknięciami w ciągi alkoholowe albo wręcz śmiertelnym upadkiem w dolinę śmiertelnego zapicia, nierzadko wyzwoleniem samounicestwieniem.
Vivat baclofen, wyzwolenie z matni alkoholowej i wszelakich dolegliwości około uzależnieniowych.
Z góry dziękuję wszystkim za gratulacje powrotu do życia.
ps. Jurku, jak to pisałeś dwa i pół roku temu? "Daje mu miesiąc, najwyżej trzy." Profeta z ciebie nieszczególny :)