pragnienie.duszy
25.10.17, 18:57
Sponsor.
Gdy moja opłakana wegetacja zachlanego nieszczęśnika wyglądającego jak siedem nieszczęść przestała zasługiwać na miano życia, a bez alkoholu nie potrafiłem już egzystować, zdecydowałem się po kilku zamiarach samobójczych niedopełnionych przez brak odwagi, wydostać się za każdą cenę z pochłaniającego mnie bagna. Cztery razy w tygodniu biegałem na grupy AA, czasami nawet i dwa razy dziennie, jeśli tylko miałem siłę, raz w tygodniu na grupę motywacyjną, do tego załatwiłem sobie opiekuna prawnego, który miał prawo wysłać mnie na oddział zamknięty, gdy tylko zacznę ściemniać, czemu nie chcę pójść zapijaczony na detoks, a poza tym chodziłem codziennie na zajęcia terapii zajęciowej i regularnie na rozmowy z terapeutami. Łapałem się przysłowiowej brzytwy, aby tylko wydostać się z tej rozpaczliwej sytuacji, na co nikt nie dawał mi już nadziei. Na pierwszych mitingach AA czułem się bezbronny, zagubiony, jak odarty ze skóry, jak kawałek żywego mięsa bez powierzchni ochronnej, podatnego na wszystkie bodźce z zewnątrz. AA-przyjaciele widząc z jednej strony moje rozpaczliwe położenie i nieodzowną chęć zaprzestania picia, a z drugiej strony niemoc wobec alkoholu wspierali mnie, jak tylko potrafili. Służyli mi pomocą, a przede wszystkim własnym doświadczeniem. Na mitingach AA usłyszałem po raz pierwszy o sponsorze, co oczywiście wzbudziło moje zainteresowanie jak każda nowa broń, którą mogłem wykorzystać w rozpaczliwej walce z chorobą. Jednak szczerze mówiąc, nie miałem zielonego pojęcia, o co tak naprawdę chodzi z tym sponsorem i kim on przede wszystkim jest? Na grupie dowiedziałem się, że nie każdy AA-owiec miał sponsora, ale jest też wielu, którzy są niezmiernie wdzięczni, że go mieli, któremu, jak twierdzą, zawdzięczają swoje życie. Z opowieści na mitingach dowiedziałem się, że w początkowym okresie działania AA nie było takiego pojęcia w szeregach Anonimowych Alkoholików. Dopiero, gdy niektóre szpitale, o ile się nie mylę, w Nowym Jorku i w Akron zaczęły przyjmować alkoholików, jako pacjentów pod warunkiem, że będzie im towarzyszył i ich wspierał już suchy alkoholik, co określano w języku angielskim, jako „to sponsor”. Sponsor przyprowadzał alkoholika do szpitala, odwiedzał go, odbierał go ze szpitala, a później wprowadzał go do grupy AA. Sponsor wspomagał „Nowego” w pierwszych miesiącach w grupie AA, odpowiadał na pytania nurtujące nowicjusza albo tylko służył mu otwartym uchem. Ta forma pomocy partnerskiej stosowana w początkowym okresie w grupie przyjęła się i z tego, co się orientuję, jest stosowana do dzisiaj na całym świecie. Sponsorem staje się nierzadko osoba pierwszego kontaktu w AA, która jest gotowa poświęcić czas szukającemu pomocy. W AA zaleca się, aby nowicjusz miał sponsora i pozostawia mu się dobrowolny wybór takiej osoby. Tutaj nasuwa się pytanie, które nurtuje wielu alkoholików szukających pomocy w AA, dlaczego jest mu w ogóle potrzebny sponsor? Sponsor jest niejednokrotnie pierwszym przyjacielem w AA, który wspomaga nowego w pierwszym okresie w grupie. Jest często też pierwszą osobą, z którą może szczerze porozmawiać o swoich obawach, troskach, problemach i która go uważnie wysłucha bez jakiegokolwiek osądzania, czy krytykowania. Sponsor jest często jedyną osobą, która wspomaga alkoholika w pierwszych dniach po detoksie, terapii itd. wspierając, towarzysząc szukającemu pomocy w stawianiu pierwszych kroków na drodze do trzeźwości. Sponsor może z reguły poświęcić szukającemu pomocy więcej czasu jak profesjonalny terapeuta, czy doradca od uzależnień i co najważniejsze może go nawet odwiedzić w nocy, aby go wesprzeć w utrzymaniu abstynencji w trudnej sytuacji, czego nie można oczekiwać od profesjonalisty. Z pewnością sponsor jest dobrą formą wsparcia w pierwszym okresie, gdy zdecydujemy się na szukanie pomocy w mitingach AA i wartościowym towarzyszem w drodze do trzeźwości, jednak każdy jest tylko człowiekiem z własnymi słabościami, wadami, problemami itd. Ja byłem, jako „Nowicjusz” w AA słaby psychicznie, zagubiony, wrażliwy, podatny na zranienia, bez jakiejkolwiek iskierki poczucia własnej wartości, wierzący ślepo w bezgraniczne dobro wspólnoty, co też wpłynęło na wybór moich sponsorów. Pierwszym moim sponsorem stała się starsza pani, która miała więcej lat trzeźwości jak ja stąpania po tej ziemi, która prowadziła mitingi AA, a jej mąż mitingi dla współuzależnionych Al-ANON. Problem był tylko taki, że ta pani nie mogła poświęcić mi tyle uwagi i czasu, co bym potrzebował, nie z tego powodu, że nie chciała, ale z powodów zdrowotnych, ze względu na podeszły wiek i ograniczenie czasowe związane z innymi przez nią spełnianymi funkcjami. Z tego względu zaproponował mi swoją pomoc, jako drugi sponsor inny AA-owiec, trochę starszy ode mnie wiekiem, ale za to też już z kilkuletnim stażem w abstynencji. Coś do końca mi w jego osobie nie pasowało, może to była jego nadgorliwość, z jaką zabiegał, o to, aby stać się moim sponsorem, ale wszyscy twierdzili, że powinienem dać mu szanse, ponieważ jest już doświadczony w pełnieniu roli sponsora i pomyślałem sobie, przecież jestem w AA, a tutaj nikt nie zrobi mi krzywdy. Dopiero po czasie okazało się, że jego motywacja, nie bazowała w niesieniu pomocy mojej osobie, tylko kierowały nim jakieś miłosne fantazje związane z moją żoną, z którą już wcześniej nawiązał kontakt poza moimi plecami. Właśnie ten sponsor w momencie, kiedy byłem całkowicie zdesperowany, gdy znalazłem się w absolutnym dołku i poprosiłem go o rozmowę i o pomoc, aby mógł mnie zawieźć na detoks, bo nie radziłem sobie z własnymi myślami i głodem alkoholowym, pocieszył mnie, że nie ma dla mnie czasu, bo ma bardzo ważne spotkanie, którego nie może przełożyć, że mam wytrzymać jeszcze parę godzin i może wieczorem znajdzie chwilkę dla mnie. Załamany, odrzucony i pozostawiony sam sobie, aby odwrócić trochę swoją uwagę od alkoholu plątałem się bez celu po ulicach miasta. Udałem się do dzielnicy, w której wcześniej mieszkałem, w nadziei, że może natknę się na kogoś znajomego, aby zamienić, choć kilka słów. Ku mojemu zdziwieniu zauważyłem samochód mojego sponsora zaparkowany przed moim dawnym blokiem. Okazało się, że to nie był przypadek, a to ważne spotkanie było z moją żoną, z którą nie mieszkaliśmy już razem, ale oficjalnie wciąż byliśmy małżeństwem. Mój dobroczyńca, tłumacząc się później, twierdził, że rozmawiając wcześniej parę razy z nią przez telefon, zakochał się w jej głosie i nie mógł się oprzeć pokusie, czy nadziei na coś więcej, dlatego zostawił AA-przyjaciela w potrzebie, aby skupić się na zaspokojeniu potrzeb poszkodowanej, współuzależnionej kobiety. W rozmowie z moją sponsorką odnośnie tego zajścia usłyszałem tylko, że sponsor jest również tylko człowiekiem, a ja powinienem uczyć się wybaczać. Tutaj nie było nic do wybaczenia. Ten incydent nie tylko zburzył moje zaufanie do AA, ale też równocześnie otwarł mi oczy, gdy później dowiedziałem się, że nie byłem jedynym takim przypadkiem. Dla mnie ta historia skończyła się można powiedzieć, że pomyślnie, bo tylko kolejnym detoksem. W innych przypadkach z tego, co słyszałem ludzie ponieśli dużo poważniejsze konsekwencje, nawet z następstwem śmierci. Jednak to nie świadczy o tym, że całe AA jest złe. Z każdego doświadczenia powinno się wyciągnąć dla siebie wnioski, bez względu na to, czy było ono pozytywne, czy negatywne, aby móc odnaleźć swoją drogę, nie tylko do trzeźwości. Dlatego poniżej parę przemyśleń, doświadczeń przyjaciół z AA, którzy mają dłuższy staż w AA i w utrzymaniu abstynencji, jak ja lat stąpania po tym świecie, na co warto zwrócić uwagę przy wyborze sponsora.
• Nawet już długo żyjący w abstynencji alkoholicy i tak samo doświadczeni sponsorzy nie są nieomylni, bez wad i słabości, bo takich ludzi nie ma na świecie. To należy raczej do rzadkości, ale może się wydarzyć, że nowicjusz zostanie źle pokierowany na jego drodze do trzeźwości przez sponsora i zboczy z właściwej dla niego drogi. Tak samo jak każdy człowiek, może się pomylić i najbardziej doświadczony sponsor z na