Dodaj do ulubionych

Moja terapia

11.11.06, 16:29
Kiedy odbiłem się od swojego przysłowiowego dna i w bólach pozbywałem z organizmu oparów alkoholu nieraz myślałem, że przecież po co sie męczyć. Wystarczy wyjść i kupić piwo, albo pół litra i przerwać te męczarnie. Jednak postanowienie zerwania z piciem i rozpacz spowodowana ostatnimi wydarzeniami trzymała mnie w tej decyzji. Im więcej dni mijało tym czułem się lepiej. Budziłem się ze swojego koszmarnego i długiego snu. Myśli o wypiciu rozmywały się i już tak nie dręczyły. Nie miałem ochoty na klina i nie szukałem okazji.
Powracające siły powodowały zmianę w moim postrzeganiu świata.
Zauważyłem, że wokół mnie są ludzie, mniej lub bardziej życzliwi, na mój uśmiech odpowiadają uśmiechem, a na zaczepke agresją. Starałem się więc uśmiechać.
Ja sam przestałem mieć żal do całego świata i wreszcie spostrzegłem ile ja swoim postępowaniem wyrządzałem zła. Sobie i najbliższym. Widziałem strach w oczach mojej żony, gdy wychodziłem z domu, lub gdy jej obowiązki wymagały jej wyjazdu. I jak ten strach staje się coraz mniejszy.
Wstawałem bez kaca, bez drżączki i nie zlany śmierdzącym potem.
Czułem jak z mojego ciała wyparowuje odór alkoholu, którym byłem cały przesiąknięty.
Byłem bez pracy, śmierć mojego ojca wywołała rodzinny spór o spadek, a żony dochody nie zapewniały nam szans na dostatnie życie. Musiałem się wziąć za robotę. Było ciężko, ale powoli dochodziłem do siebie.
Wygrałem sprawę spadkową, odziedziczyłem działkę z domem i z ogrodem, wiele sie uczyłem (musiałem się przekwalifikować, bo zapotrzebowanie na mój zawód odeszło wraz z transformacja), ale z czasem znalazłem niezłą pracę. Ja nie miałem czasu na mitingi, terapie i grupy. Moim uniwersytetem było życie. Ono musiało być trzeźwe. Inaczej już by mnie nie było.
Budziliscie się rano na ganku rozświetlonym porannym słońcem?
Oddychaliście rześkim wilgotnym od porannej rosy powietrzem?
Budził was świergot ptaków? Wstawaliście z poczuciem, że za chwilę weżmiecie do ręki ośnik i będziecie zrywając korę z sosnowego pachnącego żywicą pnia ( budowałem wtedy drewniane hustawki ogrodowe) Ta praca sprawiała mi autentyczną radość. Teraz mam trochę nudniejsz . Nie czuję zapachu żywicy. Raczej pieniędzy. :)))
Wróciła mi chęć życia i pokochałem siebie. Swoją żonę kochałem już wcześniej. Tylko alkohol z nią wygrywał.
To była moja terapia, grupy i mitingi.
A potem było to forum.




Obserwuj wątek
    • tranzyt80 Re: Moja terapia 11.11.06, 16:45
      a jak dlugie byly twoje cugi alkoholowe ?
      ile trwal najdluzszy okres codziennego picia ?

      pytam bo stopien uzaleznienia od alkoholu tez ma istotna role na sposob
      trzezwienia...
      • janulodz Re: Moja terapia 11.11.06, 17:04
        Ostatni rok przed podjęciem decyzji - codzienne picie, od rana do nocy z przerwami na drzemki i potem znowu, włącznie ze wstawaniem w nocy i wypijaniem piwa, lub taniego wina.( miałem w kącie pod oknem za firanka dyżurną butelkę).
        Przecietnie na dobę ok. dziesięciu piw. Tanie wina i bimber, lub z balonu podciaganie nieprzefermentowanego do końca wina.
        Katorgą było dla mnie zmuszenie sie do przestania picia wieczorem, żeby rano ( raz, lub dwa w tygodniu) pojechac do pracy i udawać, że pracuję. Często wyjeżdzałem samochodem i znajdowałem miejsce na osiedlu, gdzie wypijałem parę piw i wracałem do domu mówiąc, że dzisiaj nic nie zarobiłem (handel obwożny)
        • tranzyt80 Re: Moja terapia 11.11.06, 17:19
          A jak wygladalo Twoje picie w pozostalych latach ?
          Bo przeciez sadze,ze ilosc i dlugosc picia rozwijala sie stopniowo,
          fazami ciezszymi,lzejszymi i fazami trzezwosci...
          • janulodz Re: Moja terapia 11.11.06, 17:34
            Najpierw picie okazjonalne(wiek 25 do 30 ), potem szukanie okazji i popijanie w samotności, chowanie butelek, picie w piwnicy, picie w pracy, na delegacjach, do zerwania filmu. Często byłem pokaleczony i poobijany. Budziłem się w miejscach zupełnie nieznanych. Raz na komisariacie, a raz w straznicy WOP Miałem zachwiania równowagi i zburzenia błędnika.( 30 do 50) Praktycznie przerwy miałem wtedy, kiedy leżałem w szpitalu ( złamana żuchwa w bójce ze szwagrem) i w trakcie choroby, kiedy brałem antybiotyki. Zdolnośc kontrolowanego picia straciłem mniej wiecej ok. 40. Ostatnie lata non stop Mocne piwa 7% Po 10 dziennie. Do zdechu. Kiedy miałem robotę i już się nie mogłem wymigać i kilka godzin musiałem być trzeźwy, to nadrabiałem wieczorem zwiekszając dawkę.
            • aaugustw Re: Moja terapia 11.11.06, 18:04
              janulodz napisał:

              > Najpierw picie okazjonalne(wiek 25 do 30 ), potem szukanie okazji i popijanie
              w samotności, chowanie butelek, picie w piwnicy, picie w pracy, na delegacjach,
              > do zerwania filmu...

              > Ostatnie lata non stop Mocne piwa 7% Po 10 dziennie. Do zdechu. Kiedy miałem
              robotę i już się nie mogłem wymigać i kilka godzin musiałem być trzeźwy, to
              nadrabiałem wieczorem zwiekszając dawkę.
              ___________________________________________________________________________.
              Janulodz, to co teraz napisze nie potraktuj - prosze - jako zaczepke...!
              Moje okazjonalne picie rozpoczalem juz w wieku dojrzewania... Pomagalo mi ono
              w przezwyciezeniu roznych moich kompleksow... (wiemy o co chodzi!).
              Moja choroba rozwijala sie b. powoli, skrycie i... skutecznie...
              Przez mysl by mi nie przeszlo, ze jestem alkoholikiem!
              W wieku dojrzalym bylem tak mocno juz uzalezniony od alkoholu, ze on stal sie
              mocniejszy ode mnie. Potem nastapilo u mnie jeszcze (tak jak i u Ciebie) -
              uzaleznienie fizyczne...
              Teraz nasze "drogi picia" sie rozchodza... Ty mogles kontrolowac swoje picie,
              bo miales (jak piszesz) prace i musiales kila godzin byc trzezwy.
              Ze mna bylo gorzej. Pomimo, ze znalazlem b. dobra prace (w okresie mojej
              abstynencji, ktora sam sobie zafundowalem, obiecujac dzieciom, ze nie bede juz
              pil), nie moglem opanowac mojej choroby. Ta obsesja picia u chorego alkoholika,
              jakim ja jestem byla wieksza od superowej pracy, jako konstruktor (pierwsza
              biurowa praca za granica od czasu zaprzestania picia!) i od zarobkow, ktore
              wtedy otrzymywalem - zapilem...! Wywalono mnie z pracy, po ponad roku
              abstynencji. Tylko dlatego, ze zachcialo mi sie juz wypic z innymi pracownikami
              tego biura lampke wina...!
              Ja nie wiem jak to jest poza Wspolnota AA, ale w niej nie znalazlem jeszcze ani
              jednego czlowieka, ktory by sam sobie poradzil z ta choroba...!
              (ja nikogo nie chce prowokowac moimi slowami... - ja mowie o sobie i tej
              strasznej chorobie alkoholowej!)
              A...
              • janulodz Re: Moja terapia 11.11.06, 19:15
                Te przerwy u mnie to były kilkugodzinne okresy powstrzymywania się od wypicia, włącznie z piciem dużej ilości płynów i zmuszania się do wymiotów. Tak właściwie to ja po prostu zmniejszałem ilośc alkoholu we krwi. Miałem kilka okresów dłuższych przerw ( kilkanaście dni całkowitej abstynencji), jak pisałem, ale po pierwszym łyku z powrotem wpadałem w cugi.
                Nie wszystko moge na raz opisać.
                Mogłem czasami wytrzeźwieć, żeby np jechać w trasę, ale ataki duszności i drżenie całego ciała, prześladowały mnie cały czas. Niejednokrotnie musiałem się napić chociaż łyk. Raz ta potrzeba była taka duża, że kupiłem w aptece na jakiejś wsi butelkę kropli miętowych i wypiłem rozcieńczone wodą, a kiedy indziej był to wieziony od rodziny propolis na spirytusie.Poza tym moja praca to był tylko mój biznes i nikt mnie nie kontrolował poza drogówką. Często brałem ze sobą szwagra, jako kierowcę, a sam miałem przy sobie piersiówkę i na postojach pociągałem tak, żeby nie widział.Po pijaku np sprzedawałem towary, kompromitując sie i pozwalając okradać. Raz miałem zabrane prawo jazdy na rok, za jazdę na kacu. Pierwszy raz w życiu upiłem się dwoma butelkami Radebergera w wieku 14 lat, kiedy kupiłem je w sklepie i zamknąłem się w łazience. Na ostro zacząłem już na studiach, ale wtedy jeszcze mogłem to kontrolować. Potem już się nie dawało.Nie chce się z Toba licytowac w pijanych wyczynach, ale naprawdę przeszedłem swoją Golgotę i nigdy już nie chcę do tego wrócić.
                • aaugustw Re: Moja terapia 11.11.06, 19:44
                  janulodz napisał:
                  > Te przerwy u mnie to były kilkugodzinne okresy powstrzymywania się od
                  wypicia, włącznie z piciem dużej ilości płynów i zmuszania się do wymiotów. Tak
                  właściwie to ja po prostu zmniejszałem ilośc alkoholu we krwi. Miałem kilka
                  okresów dłuższych przerw ( kilkanaście dni całkowitej abstynencji), jak
                  pisałem, ale po pierwszym łyku z powrotem wpadałem w cugi.
                  > Mogłem czasami wytrzeźwieć, żeby np jechać w trasę, ale ataki duszności i
                  drżenie całego ciała, prześladowały mnie cały czas. Niejednokrotnie...
                  - - - - - - -
                  Mialem tak samo...! :-((
                  _______________________________________________________________________.
                  janulodz napisał dalej:
                  > Nie chce się z Toba licytowac w pijanych wyczynach, ale naprawdę przeszedłem
                  swoją Golgotę i nigdy już nie chcę do tego wrócić.
                  - - - - - - - - - - - - -
                  Janulodz, jestem tym ostatnim, ktory chcialby sie z kimkolwiek licytowac swoimi
                  wyczynami pijackimi z przeszlosci...! - Dla mnie najwazniejsze jest to, jak
                  dochodzi (jak doszlo), do zatrzymania tej smiertelnej choroby...!
                  A...
                  Ps. Nie wiedzialem, ze z Toba tak wspaniale mozna dzielic sie swoimi
                  doswiadczeniami...! ;-)) - ale ja myle sie czesto...! :-(

              • wojtech451 Re: Moja terapia 11.11.06, 19:32
                aaugustw napisał:
                > Ja nie wiem jak to jest poza Wspolnota AA, ale w niej nie znalazlem jeszcze
                >ani jednego czlowieka, ktory by sam sobie poradzil z ta choroba...!
                > (ja nikogo nie chce prowokowac moimi slowami... - ja mowie o sobie i tej
                > strasznej chorobie alkoholowej!)

                Mój były pracownik, teraz ok.65 lat, murarz z zawodu. Pił jak smok, mógł wypić
                bardzo dużo, zawsze wszystkich przesiedział. Pewnego dnia powiedział po prostu;
                DOŚĆ! I przestał pić!
                Pytałem go wielokrotnie jak to zrobił abym mógł pojść w jego ślady. Odpowiadał,
                po prostu przestałem i tyle. Nigdy nie był w AA, żadnej terapii, żadnych
                terapeutów, bez forum. Zawziął się i przestał.
                PS.
                Czasem dodawał bo pytałem wielokrotnie że wstyd aby dziadek (miał wnuki) po
                rowach leżał.
                • aaugustw Re: Moja terapia 11.11.06, 19:48
                  wojtech451 napisał:
                  > Mój były pracownik, teraz ok.65 lat, murarz z zawodu. Pił jak smok, mógł
                  wypić bardzo dużo, zawsze wszystkich przesiedział. Pewnego dnia powiedział po
                  prostu; DOŚĆ! I przestał pić!
                  > Pytałem go wielokrotnie jak to zrobił abym mógł pojść w jego ślady...
                  ______________________________________________________________________.
                  Moj szwagier (pisalem o tym), zawsze potrafil wypic wiecej ode mnie! ;-))
                  Ale on moze przestac w kazdej chwili, bo nie jest alkoholikiem...! - To
                  rozni nas od siebie...!
                  Poza tym, ktory czynny alkoholik dozywa 60 lat ?
                  A...
                  • myszabrum Re: Moja terapia 11.11.06, 19:55
                    Ja znam nawet paru 70-latków :). No, ale w takim razie może to tylko "pijaki".
                    • aaugustw Re: Moja terapia 11.11.06, 19:58
                      myszabrum napisała:

                      > Ja znam nawet paru 70-latków :). No, ale w takim razie może to
                      tylko "pijaki".
                      _________________________________________________________________.
                      Mysle, ze wtedy alkoholizm nie bylby nazywany choroba smiertelna,
                      tylko "naturalnym zyciem towarzyskim do zaspanej smierci"...!
                      A... ;-))
                      Dobranoc...!
                      • wolny32 Re: Moja terapia 12.11.06, 14:29
                        Mysle, ze wtedy alkoholizm nie bylby nazywany choroba smiertelna,
                        > tylko "naturalnym zyciem towarzyskim do zaspanej smierci"...!
                        > A... ;-))
                        > Dobranoc...!



                        To sie nazywa zle rozumienie pojecia.

                        alkoholizm jest w tym sensie smiertelny, ze picie przyspiesza smierc,
                        a nie ze powoduje-
                        bo umrzec i tak kazdy kiedys musi~!!!

                        alkohol szkodzi watrobie, trzustce, mozna zejsc od zapicia, mozna popasc w
                        depresje lub ulec wypadkowi.
                        tak w skrocie.

                        wiec alkoholizm jest tak samo smiertelny jak jedzenie tluszczu zwierzecego,
                        palenie papierosow czy nieuprawianie sportu.

                        znakomita wiekszosc pijakow zyje i pije po kilkadziesiat lat a statystyki psuja
                        glownie Ci co gina w wypadkach lub samobojcy ( np. ci, co wypadli z AA)

                        alkohol skraca zycie, le bez przesady, to nie cyjanek ani nawet nie heroina!!!
                        • aaugustw Re: Moja terapia 12.11.06, 18:33
                          Wolny!, lubisz oceniac...! ;-))
                          ________________________________________________________________.
                          Wolny napisal:
                          (A... napisal):
                          > Mysle, ze wtedy alkoholizm nie bylby nazywany choroba smiertelna,
                          > tylko "naturalnym zyciem towarzyskim do zaspanej smierci"...!

                          To sie nazywa zle rozumienie pojecia (to slowa Wolnego!).
                          ___________________________________________________________.
                          A ja przedstawie teraz jego "dobre" rozumienie pojecia: ;-))

                          Wolny napisal:
                          > alkoholizm jest w tym sensie smiertelny, ze picie przyspiesza smierc...
                          > alkohol szkodzi watrobie, trzustce, mozna zejsc od zapicia, mozna popasc w
                          depresje lub ulec wypadkowi. tak w skrocie. wiec alkoholizm jest tak samo
                          smiertelny jak jedzenie tluszczu zwierzecego, palenie papierosow czy
                          nieuprawianie sportu.
                          – - - - - - - - - -
                          Takie slowa zazwyczaj pozostawiam bez komentarza, no bo samo jedzenie tez
                          czlowiekowi szkodzi. A umieraja nawet ci zdrowi...!
                          Znalem jednego, ktory nigdy nie palil, nie pil i zmarl majac 3 lata...! :-((

                          Jezeli to prawda co pisze Wolny, to choroba alkoholowa nie moze byc znowu taka
                          zla w porownaniu ze sportem i samym jedzeniem...
                          Zastanawiam sie tylko, czy poprzez tluszcze zwierzece, palenie papierosow i nie
                          uprawianie sportu nie wypaczam przypadkiem takze psychiki mojej i moich
                          bliskich, skoro jest to tak samo smiertelney...!? ;-))
                          - - - - - - - - - - -
                          (przytocze maly artykulik o tej chorobie):
                          Alkohol etylowy jest środkiem odurzającym o właściwościach narkotyku. Nadmierne
                          picie napojów alkoholowych powoduje różnego rodzaju uszkodzenia tkanek oraz
                          doprowadzenie do alkoholizmu, tj. nałogowego zatruwania się i całkowitego
                          uzależnienia od alkoholu.
                          W naszym kraju (dot. Polski – moj przyp.) picie alkoholu jest nagminne,
                          alkoholizm jest jedną z bardzo poważnych chorób społecznych, przybiera rozmiary
                          katastrofalne. W Polsce jest niewielu dorosłych, którzy nie znają smaku
                          alkoholu, a wymagających leczenia przeciwalkoholowego szacuje się na 600-900
                          tyś.. Picie napojów alkoholowych jest u nas zwyczajem powszechnym i towarzyszy
                          w mniejszym lub większym stopniu wszystkim – w uroczystych spotkaniach i
                          okazjach. W czasie tych spotkań nie tylko częstuje się nim chętnych, lecz
                          wywiera się przymus na innych stroniących od alkoholu, stosując nalewanie
                          dodatkowych tzw. „karniaków”, a także żarty i kpiny z niepijących. Odmowa picia
                          w tych warunkach wymaga dużej odwagi cywilnej i wielkiej wytrwałości.

                          Innym rozpowszechnionym zwyczajem jest picie napojów alkoholowych w wielu
                          środowiskach pracy i wciąganie tam do picia młodzieży.
                          Młode osoby zaczynają pić napoje alkoholowe, co grozi w konsekwencji nałogiem,
                          najczęściej w grupach, przeważnie koedukacyjnych, które łączą się w celu
                          wspólnego spędzenia wolnego czasu. Nowi członkowie grupy wprowadzani są do
                          picia przez kolegów.
                          Kobiety w naszym kraju stanowią około 10% ogółu alkoholików i liczby te mają
                          tendencję wzrostową, mimo że nasza tradycja nie cechuje się tolerancją wobec
                          pijących kobiet.

                          Uzależnienie alkoholowe, alkoholizm, polega na tym, że człowiek po upiciu się
                          doznaje wielu przykrych dolegliwości, jak: zgaga, puste odbijanie, zaburzenia
                          trawienia i łaknienia, a także drażliwość, niemożność skoncentrowania myśli.
                          Równocześnie z tym występuje u niego przemożne pragnienie ponownego wypicia
                          alkoholu, po którym mijają przykre doznania. Wytwarza się więc błędne koło,
                          alkoholik pije, aby pozbyć się przykrych doznań i zaspokoić pragnienie picia,
                          ale po następnym wytrzeźwieniu dolegliwości wracają, nasilając się coraz to
                          bardziej, pragnienie picia staje się coraz silniejsze.

                          Szkody wyrządzone zdrowiu człowieka przez alkohol zależą od wielu czynników,
                          jak: częstość i ilość wypijanego alkoholu, wiek, płeć, czas trwania nałogu,
                          ogólny stan zdrowia, różne właściwości osobnicze,. Największe szkody wywołuje
                          uzależnienie alkoholowe, które doprowadza do wielu poważnych zaburzeń.

                          Choroba alkoholowa powoduje utratę krytycyzmu i uczuć wyższych, rozwój agresji,
                          wyzwolenie się stanów silnej depresji, nawet z tendencjami samobójczymi. W
                          organizmie człowieka pijącego nadmiernie, a głównie u alkoholika, dochodzi do
                          poważnych uszkodzeń u zwyrodnień w takich narządach jak: serce, wątroba,
                          przewód pokarmowy i układ nerwowy. Alkoholizm doprowadza do ciężkich chorób
                          nerwowych i psychicznych, należą do nich np. zwyrodnienia wielonerkowe,
                          przejawiające się silnymi bólami kończyn dolnych, a następnie ich niedowładem,
                          otępienie alkoholowe, padaczka alkoholowa. W zaawansowanym alkoholizmie
                          dochodzi do majaczenia alkoholowego, które przejawia się występowaniem okresów
                          wielkiego lęku, zaburzeń snu, zaburzeń orientacji, co do miejsca, czasu i
                          sytuacji, w której człowiek się znajduje. Chory doznaje też różnych złudzeń
                          wzrokowych, czuciowych oraz urojeń prześladowczych. Widzi np. zwierzęta, sceny,
                          bez najmniejszych do tego podstaw, czuje chodzenie po skórze pająków, mrówek
                          itp.. Urojenia prześladowcze doprowadzają do tzw. obłędu opilczego, którego
                          głównym objawem może być zespół urojeń niewierności małżeńskiej. Mogą one trwać
                          bardzo długo a chory staje się niebezpieczny dla małżonki lub małżonka.
                          Alkoholizm doprowadza do ogromnych sputoszeń w dziedzinie życia społecznego,
                          powodując nędzę ekonomiczną i moralną, doprowadza do trudnych sytuacji w
                          rodzinie, do jej rozbicia. Jest poważną przyczyną wypadków przy pracy, wypadków
                          drogowych, przyczyną obniżenia wydajności pracy, a nawet prowadzi do
                          przestępczości. Szczególnie niebezpiecznie działa alkohol na organizm młody, w
                          tym przede wszystkich na tkankę nerwową. U młodych alkoholików stosunkowo
                          szybko dochodzi do obniżenia sprawności intelektualnej, co przejawia się
                          zaburzeniami koncentracji uwagi i pamięci, zmęczeniem oraz zwiększoną
                          pobudliwością i drażliwością. Dochodzi do poważnych zaburzeń w zakresie uczuć
                          wyższych i zahamowania rozwoju, oraz do niezdolności powściągania zachowań
                          popędowych. Młodociani demonstrują często swój egocentryzm, przejawiają
                          prymitywizm w zachowaniu, stwarzają wiele problemów i trudności wychowawczych.
                          Ich osobowość rozwija się w kierunku psychopatycznym, aspołecznym, a nawet
                          antyspołecznym.

                          Alkoholizm to choroba społeczna działająca destruktywnie i niszcząca w sposób
                          powolny każde ciało pod jej wpływem.

                        • hiacynaa Re: Moja terapia 12.11.06, 23:45
                          Przecietna dlugosc zycia mezczyzn w Rosji to obecnie... 56 lat ! (dlugosc zycia
                          kobiet ponad 70). Winna jest w 90% plaga alkoholizmu.
                          Ostatnio zeszlo dwoch naszych znajomych - chlopaki mieli jeden 50, drugi 51
                          lat. Przyczyna?- powiklania poalkoholowe.
                          Nie wiem czy czytales artykul w Polityce (byl taki wstepniak o alkoholizmie
                          jakies 2 mies temu)- rzadko ktory alkoholik dozywa 60tki.
                          Mojemu mezowi (dopiero teraz sie przyznal) lekarz kategorycznie zakazal picia
                          alkoholu ze wzgledu na stan zapalny zoladka, on jednakze pil codziennie, zwijal
                          sie z bolu, ale pil. Ma 40 lat i pijac na pewno nie dozylby 50tki.


                          wolny32 napisał:

                          > alkohol skraca zycie, le bez przesady, to nie cyjanek ani nawet nie heroina!!!
                          • aaugustw Re: Moja terapia 13.11.06, 10:18
                            hiacynaa napisała:

                            > Przecietna dlugosc zycia mezczyzn w Rosji to obecnie... 56 lat ! (dlugosc
                            zycia kobiet ponad 70). Winna jest w 90% plaga alkoholizmu.
                            > Ostatnio zeszlo dwoch naszych znajomych - chlopaki mieli jeden 50, drugi 51
                            > lat. Przyczyna?- powiklania poalkoholowe.
                            > Nie wiem czy czytales artykul w Polityce (byl taki wstepniak o alkoholizmie
                            > jakies 2 mies temu)- rzadko ktory alkoholik dozywa 60tki.
                            __________________________________________________________.
                            Nie. - Nie czytalem, ale wiem to z doswiadczenia...
                            Stracilem, b. duzo znajomych, kumpli i przyjaciol...
                            Ostatni umarl niedawno oficjalnie - na marskosc watroby...
                            (tluszcze zwierzece tez wtedy juz szkodza!) ;-))
                            Nikt z nich nie dozyl 56 lat!
                            A...
                          • wolny32 o Boze 13.11.06, 18:48
                            Czy ja kwestionuje szkodliwosc alkoholizmu czy samego alkoholu?

                            Ja mowie o propoporcjach i umiarze.


                            Nawet jezeli alkohol skraca zycie o 10 lat, to i tak jest w porownaniu z
                            cyjankiem niewiele
                            bo alkohol zabija lat 40 lub 50 a cyjanek w kilkanascie minut czy godzin.

                            Ale nie, oczywiscie, nie mozna normalnie z umiarem napisac- trzeba od razu w
                            wielki dzwon walic.


                            dobre sobie, smiertelna choroba ktora trwa przecietnie kilkadziesiat lat.
                            rzeczywiscie, odbiera zycie ekspresowo.
                            jeden kieliszek- i jestes martwy.
                            zenujace.


                            a na koniec przypomne, co napisalem :przypomne co napisalem:
                            wolny32 napisał:
                            >
                            > > alkohol skraca zycie, le bez przesady, to nie cyjanek ani nawet nie heroi
                            > na!!!

                            pytanie:
                            czy ja napisalem, ze alkohol nie skraca zycia?



                            • wolny32 Re: o Boze 13.11.06, 18:55
                              przypomina mi sie taka anegdota:

                              Czy to prawda, że w Moskwie na Placu Czerwonym rozdają za darmo samochody?
                              - Tak, to prawda z tym, że nie w Moskwie a w Leningradzie, nie na Placu
                              Czerwonym, a na Placu Rewolucji, nie samochody tylko rowery i nie rozdają ale
                              kradną.


                              gdy kupa nieporozumien, naciaganie faktow prowadzi do absurdalnych wnioskow

                              a sposob dyskusji Augusta oddaje pieknie taka oto:
                              Czy to prawda, że w USA mają najszybsze samochody na świecie?
                              - Tak, to prawda, ale u nas w ZSRR są najszybsze zegarki.


                              • aaugustw Re: o Boze 13.11.06, 19:27
                                wolny32 napisał:
                                > ...a sposob dyskusji Augusta oddaje pieknie taka oto:
                                > Czy to prawda, że w USA mają najszybsze samochody na świecie?
                                > - Tak, to prawda, ale u nas w ZSRR są najszybsze zegarki.
                                _____________________________________________________________.

                                To juz lepiej zrozumialbym cos takiego:

                                > Czy to prawda, że w USA mają najszybsze samochody na świecie?
                                > - Tak, to prawda, ale u nas w Polsce maja najszybsze widlaki!
                                (ile to bylo 60, czy 80 kmh...!?)

                                A... ;-))
                                Ps. Napisz lepiej, kiedy mamy zaczac sie smiac...!?
                            • aaugustw Re: o Boze 13.11.06, 19:12
                              wolny32 napisał:

                              > Czy ja kwestionuje szkodliwosc alkoholizmu czy samego alkoholu?
                              > Ja mowie o propoporcjach i umiarze.
                              ________________________________________________________________.

                              Ladny wybieg z jednoczesnym atakiem...! (grasz w szychy!?) ;-))
                              Ty mowisz tutaj w "uzaleznieniach", wsrod alkoholikow o...
                              propoporcjach i umiarze!?
                              Kpisz pan, czy o droge pytasz...!?
                              A... ;-))


                              • 7zahir Hej chłopaki !!!!.... 13.11.06, 19:53
                                Nie możecie tak ? :

                                --------------------------------------------------------------------------------
                                -----------------,MMM8&&&.---a wieczorem
                                -------*------MMMM88&&&&&----o zachodzie słońca
                                -----------*-MMMM88&&&&&&&---będziemy ukwieconym
                                -------------MMM88&&&&&&&&----stawem,
                                -------*-----MMM88&&&&&&&&----blaskiem co
                                --------------'MMM88&&&&&&'----przelewa sie
                                -----------------'MMM8&&&' -----ponad polami
                                ---------|\___/|-------/\__/\----bedziemy wszystkim,
                                ---------)------(------)-------(--wszystkim co
                                --------=\-----/=---=\-----./=--miłe i dobre dla oka,
                                ----------)===(-------)-~-( ----wszystkim co
                                ---------/------\------/------\---przyjemnie jest mieć
                                ---------|-------|-----)-~---(----i czym przyjemnie
                                --------/--------\----/---~--\---oddychać...
                                --------\--------/----\~---~-/--wszystkim
                                _/\__/\_____/_/\_/\__~_/\_/\ - resztę podarujemy światu.
                                --| | | || | | ( ( | | | | | | || ))| | | | |
                                --| | | | | | |) ) | | | | | | | //| | | | |
                                --| | | | | | ((| | | | || | | (( | | | | | |
                                --| | | | | | | | | | | | | | | |\)| | | | | |
                                TAK MÓWIŁ WIATR....
                                • myszabrum Re: Hej chłopaki !!!!.... 13.11.06, 19:55

                                  To dwa koty siedzą?
                                  • aaugustw Re: Hej chłopaki !!!!.... 13.11.06, 20:41
                                    myszabrum napisała:

                                    > To dwa koty siedzą?
                                    ____________________.

                                    Nie. To kotka i kot.
                                    A... ;-))
                                  • zyg_zyg_zyg Re: Hej chłopaki !!!!.... 13.11.06, 21:45
                                    myszabrum napisała:

                                    >
                                    > To dwa koty siedzą?

                                    nie boj sie mysza,
                                    nie damy Cie!
                                • aaugustw Re: Hej chłopaki !!!!.... 13.11.06, 20:40
                                  7zahir napisała:

                                  > Nie możecie tak ?
                                  __________________________________.
                                  Mozemy, ale do tanga trzeba dwojga.
                                  A...
                                  Ps. Ladny, romantyczny obraz... ;-))
                                  • 7zahir Re: Hej chłopaki !!!!.... 14.11.06, 14:15
                                    aaugustw napisał:


                                    > Mozemy, ale do tanga trzeba dwojga.
                                    > A...
                                    > Ps. Ladny, romantyczny obraz... ;-))

                                    Romantyczny krajobraz świetnie
                                    uspokaja, nawet te kocury :-)
                                    • aaugustw Re: Hej chłopaki !!!!.... 14.11.06, 14:50
                                      7zahir napisała:
                                      > Romantyczny krajobraz świetnie
                                      > uspokaja, nawet te kocury :-)
                                      ______________________________________.
                                      Ile razy mam mowic, ze to; on i ona...! ;-))
                                      - - -
                                      Tam gdzie romantycznosc, tam dwa serca
                                      staja sie jednoscia...! ;-))
                                      A...
                                      • 7zahir Re: Hej chłopaki !!!!.... 14.11.06, 18:08
                                        Nie spieraj się ze specem.
                                        Te sierściuchy to faceci rasy europejskiej :-)
                                        Takie nadwrażliwe na uroki przyrody,
                                        jak my na reakcje ludzi.
                                        I to ich zjednoczyło.
                                        O to mi chodziło, kiedy je Wam pokazałam.

                                        Romansidła sa rozstrząsane na innych "forumach"
                                        drogi aaugustw :-))
                              • wolny32 Re: o Boze 14.11.06, 17:03
                                Ladny wybieg z jednoczesnym atakiem...! (grasz w szychy!?) ;-))
                                > Ty mowisz tutaj w "uzaleznieniach", wsrod alkoholikow o...
                                > propoporcjach i umiarze!?
                                > Kpisz pan, czy o droge pytasz...!?


                                jak zwykle mieszasz watki.

                                brak umiaru w picu nie oznacza
                                nakazu braku umiaru w innych dziedzinach.

                                moge Ci podpowiedziec pare "nieumiarkowanych" pozornie prawidziwych wskazowek:
                                - W Warszawie kradna samochody (jak wjedziesz masz 100% pewnosci ze nie
                                wyjedziesz)
                                - w Polsce sa piekne kobiety ( mozesz po ciemku z zawiazanymi oczami zaczepiac
                                i zawsze bedzie piekna)

                                no co, tak samo jak ze smiertelnoscia alkoholu.


                                p.s. jest tyle argumentow na obrzydzenie alkoholizmu
                                wymienilbym ze 100
                                ale ciagle najlatwiejsza i najbardziej prymitywna metoda idzie- straszenie
                                smiercia.

                                czy to idiotyzm czy latwizna?
                                • aaugustw Re: o Boze 14.11.06, 17:57
                                  wolny32 napisał:
                                  > p.s. jest tyle argumentow na obrzydzenie alkoholizmu wymienilbym ze 100
                                  > ale ciagle najlatwiejsza i najbardziej prymitywna metoda idzie- straszenie
                                  > smiercia.
                                  > czy to idiotyzm czy latwizna?
                                  ______________________________.
                                  To fakt i prawda...! (prosta jak cep!) ;-))
                                  A... ;-))


                  • wolny32 Re: Moja terapia 12.11.06, 14:24
                    Moj szwagier (pisalem o tym), zawsze potrafil wypic wiecej ode mnie! ;-))
                    > Ale on moze przestac w kazdej chwili, bo nie jest alkoholikiem...! - To
                    > rozni nas od siebie...!
                    > Poza tym, ktory czynny alkoholik dozywa 60 lat ?


                    kilku tygodni temu zmarl z mojej dalekiej rodziny- koles pnad 60, brak watroby,
                    zpil sie n smierc.
                    pil 50 lat, od 20 lat non stop, juz od dawna zamroczony i sikal pod siebie.
    • tranzyt80 Re: Moja terapia 11.11.06, 16:52
      i konkretne jeszcze dwa pytania
      -jezeli miewasz chwile niepewnosci,powiedz jak czesto i z jakim nasileniem one
      wystepuja ?
      -i co najwazniejsze ,jakie masz ,jezeli wogole masz, wypracowane metody
      wychodzenia z nich zwyciesko ?

      -
      • janulodz Re: Moja terapia 11.11.06, 17:18
        Widok zapełnionych półek z alkoholem, zapach niekórych dezodorantów, spirytus do przemywania styków powoduje pewne wspomnienia i niepokój, ale nigdy np . nie polizałem watki ze spirytusem ,ani nie miałem chęci kupienia butelki. Ostatnio (latem) jak wstałem rano na stole pod jabłonką stała niedopita butelka z ciemnym piwem. Chęć dopicia jej z gwinta przemogłem, ale pokusa była.
        Wypracowanych metod nie mam
        Na imprezach nie polewam i nikomu nie kupuję alkoholu. Wszyscy już o tym wiedzą i nie proszą mnie nawet o to. W domu czasem podaję alkohol (nalewa ktoś inny), ale raczej u mnie się nie pije.
        • tranzyt80 Re: Moja terapia 11.11.06, 17:27
          Czy dzisiaj wyobrazasz sobie abys w jakiejs wyjatkowo szczesliwej lub
          wyjatkowo ciezkiej i tragicznej w skutkach sytuacji,mogl siegnac po
          alkohol ?
          • janulodz Re: Moja terapia 11.11.06, 17:42
            Myslałem o tym. Np wygrana w lotto, jakiś olbrzymi spadek. W pierwszym okresie trzeźwienia wyobrażałem sobie, że jak pójde na emeryturę i nie bedę miał obowiazków to się jeszcze napiję. Teraz już myślę, że nie . Nie oddałbym tej trzeźwości za żadne skarby.
            A sytuacje kryzysowe przetrzymałem. Miałem ich sporo.
    • aaugustw Re: Moja terapia 11.11.06, 17:41
      Mialem gosci, wiec im poswiecilem czas, teraz znowu mam troche czasu...
      _______________________________________________________________________.
      janulodz napisał:

      > Kiedy odbiłem się od swojego przysłowiowego dna i...
      - - - - - -
      Janulodz, dziekuje Ci za to podzielenie sie swoim doswiadczeniem...!
      Duzo z niego wynioslem dla siebie...
      Dobrze, ze jestes tu z nami... - bez drugiego alkoholika ja bym nie umial
      funkcjonowac...!
      A...
      • myszabrum Re: Moja terapia 11.11.06, 17:46
        Mimo, że nie Wigilia, cuda się zdarzają :)
        • janulodz Re: Moja terapia 11.11.06, 17:52
          :)))
    • tranzyt80 Re: Moja terapia 11.11.06, 18:26
      koniec z koncem dzisiaj to sw.Marcin winny,
      zesmy bracmi ;)))

      bo goscie za duzo pieczonej Gesi
      u AAugustw nie zjedli,
      i wiecej sie dla niego ostalo,
      ze taki mily :)))
      • janulodz Re: Moja terapia 11.11.06, 18:32
        Ale mnie Tranzyt pociągnąłeś za język. Tosmy sobie chyba mittyng zafundowali.
        Auguście tak się to odbywa?. Wolno tak zadawać pytania? Pytam serio.
        • aaugustw Re: Moja terapia 11.11.06, 18:37
          janulodz napisał:

          > Ale mnie Tranzyt pociągnąłeś za język. Tosmy sobie chyba mittyng zafundowali.
          > Auguście tak się to odbywa?. Wolno tak zadawać pytania? Pytam serio.
          ______________________________________________________________________.

          Jezeli masz na mysli spotkania alkoholikow, ktore zwane sa Mityngami AA,
          to tak - tam wszystko wolno, byle mowic o sobie i swoich doswiadczeniach.
          Nie wolno pouczac, oceniac zadnych wypowiedzi, ani krytykowac... z wiadomych
          juz powodow...! ;-))
          A...
          • myszabrum Re: Moja terapia 11.11.06, 19:21
            No nie. Na mityngach, na których ja byłam, panowała zasada "żadnych pytań".
          • zyg_zyg_zyg Re: Moja terapia 12.11.06, 14:14
            >Wolno tak zadawać pytania? Pytam serio.

            no to zalezy od grupy. na niektorych mityngach spikerskich mozna zadawac
            pytania. na innych mozna sie tylko dzielic soba, w zwiazku z tym co sie
            uslyszalo od "spikera". a to co napisales Janulodz to wzorowy mityng
            spikerski :-))) Pozdrawiam Cie i zycze wszystkiego dobrego!
      • aaugustw Re: Moja terapia 11.11.06, 18:33
        tranzyt80 napisał:
        > koniec z koncem dzisiaj to sw.Marcin winny, zesmy bracmi ;)))
        > bo goscie za duzo pieczonej Gesi u AAugustw nie zjedli, i wiecej sie dla
        niego ostalo, ze taki mily :)))
        ________________________________________________________________.

        Gdyby gesi umialy poslugiwac sie kalenadarzem, takie dni jak ten,
        czy swieta Wielkanocne bylyby u nich "dniami pamieci za poleglych
        bohaterow"
        A... ;-))
        Ps. Nie zjadlem ani kawalka...! :-((

    • 7zahir Re: Moja terapia 12.11.06, 17:46
      Moja terapia zaczęła się tak naprawdę
      od Osrodka w Skoczowie.
      Wczesniej przez pół roku cos tam próbowałam,
      ale oszukiwałam sama siebie nie rozumiejąc
      dlaczego.
      W osrodku zrozumiałam na czym polega moja
      choroba, potem 1 rok terapii pogłebionej
      nauczył mnie patrzeć na siebie inaczej.
      To wszystko było jednak tylko zdobywaniem informacji,
      a nie prawdziwym trzeźwieniem, czyli zmiana sposobu myslenia.
      To zaczełam rozumieć dopiero na mityngach AA.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka