tranzyt80
07.01.07, 18:59
Wskoczylem w garnitur.Wybralem ten bezowy z obcisla,dopasowana marynarka.I
lubie na takie sytuacje tez zapach perfum Salwador Dali.Mam spotkanie z
generalnym dyrektorem jednej firemki.Jade szybko,jestem spozniony bo
pobladzilem po drodze.Same przebudowy,jakies objazdy.W glowie przerzucam
jeszcze raz punkt po punkcie.
„Co sie Pan napije ?“-spytal usluznie szczuply dyrektor.
„Nic nie pije!!!“-automatycznie zasyczalem niekontrolowanie
glosniej.Przypruszone siwizna wlosy i szeroko otwarte oczy podejrzanie
zatrzymaly sie dluzej na mojej osobie.
„Zdradzilem sie,ja-alkoholik,ja-alko,ja-pijak,ja-kretacz,ja-oszust przylapany
na goraco...”-przelecialy blyskawiczne mysli.Czulem jak robi mi sie goraco.
„Moze chociaz kawe ?“- po chwili powoli spytal dyrektor.
Zanegowalem glowa i palcem nie wydobywajac z siebie zadnego slowa.
Powiedzialem nic to nic.Trzymam na zewnatrz prosta linie.W srodku sie gotuje.
Mam sucho w ustach.
Zaczalem omawiac punkt pierwszy na sucho i sucho.Brnalem powoli…
“A jak pomyslal,ze jestes alkoholikiem ?!”-To pytanie wzarlo sie w moj mozg.
Zaczac inaczej wszystko od nowa sie nie da. Odwrotu tez nie mam.
“Moze sam poprosic o lampke wina czy piwo.Tym posunieciem sprawe wyjasnie”-te
mysli byly uporczywe i nie moglem sie od nich uwolnic.W przedstawianiu
projektow bylem sztuczny,kontrolowalem do tego siebie ,ocenialem
jego ,ocenialem jak on mnie ocenia i ocenialem tez to,co by bylo gdyby
pomyslal,ze jestem chory na alkohol.Koszmar na mysl o nastepnym terminie.
Swiadomosc wyjscia w tym momencie na jaw prawdy o moim alkoholizmie
paralizowala mnie.Moja akceptacja i pewnosc samego siebie zatrzesly sie. Te
uczucia sa mi nowe i nieznane.
To chyba z powodu tutejszego klimatu,skojarzen,wspomnien.
Nie kryje sie na codzien ze swoim alkoholizmem.Wszyscy znajomi juz wiedza,ze
ja nie pije i nie pale i nie toleruje totalnie pijanych i palacych w mojej
obecnosci.Ale tez nie chce aby nowopoznane osoby na ktorych mi wyjatkowo
bardzo zalezy, pierwsze co o mnie uslysza od innych bylo to,ze nie pije
alkoholu bo jestem czlowiekiem ktory mial powazne problemy z alkoholem.
W szczegolnym towarzystwie i w tych wyjatkowych,bardo wyjatkowych,sytuacjach
moglbym chyba niekiedy przez moment nieuwagi ulec umoczeniu chocby tylko ust
w alkocholu.
A dlaczego ?
Dla ratowania chwilowej opini o sobie samym ?
A kim to wlasciwie ja jestem ?W pierwszym rzedzie i to zawsze niepijacym
alkoholikiem ?!
I temu to zawsze,wszedzie i wszystko musze podporzadkowywac ?Do konca zycia ?
Alkoholizm czynny, ponowny na wyciagniecie reki zawsze i wszedzie i to o
kazdej porze dnia i nocy jest mi dostepny.A jednak jakos do dzisiaj zawsze
wybieralem trzezwosc.
To chyba tylko kolejna proba przypomnienia i uzmyslowienia sobie PRAWDY O
SOBIE.