Gość: ja7
IP: 217.153.24.*
23.04.03, 13:57
Skrot: Gosc jest alkoholikiem. zaszytym. zapija przynajmniej raz w tygodniu.
Musze tu przyznac, ze nie do kompletnego zgnojenia sie, tylko kilka piw, ale
zawsze. Na AA jesli chodzi, wraca tak zdolowany, ze najpozniej nastepnego
dnia zapija. Wczoraj poszedl na terapie, pozniej do pracy a potem kolega mu
postawil kilka piw.
Postawilam mu kiedys warunek, ze musi mi mowic prawde. Mowi. Postawilam
drugi, zeby nie przychodzil zapity do domu. przychodzi.
Ja chyba jednak zle reaguje. zamiast docenic, ze mowi prawde (bo przeciez
mogl udawac trzezwosc) wyrzucilam goscia z domu.
najbardziej mnie ruszylo to, ze zapil tego samego dnia, kiedy byl na terapii
i wyszedl zadowolony. teraz na pewno bedzie szukal okazji i kumpli od
stawiania, chyba ze go chwyci lekowa (lenkowa), ale ile razy tak mozna?
najgorsze jest to, ze dzis (wczoraj wszystko bylo wyrazniejsze) nie wiem czy
dobrze zrobilam wyrzucajac go, bo przeciez ani sie nie zgnoil, ani nie
sklamal. a mogl. czepiam sie? czy moze staram sie w durny sposob egzekwowac
reguly twardej milosci? doradzcie!!!!