rauchen
21.08.07, 18:23
Podchwytliwy tytul, niektorzy takie lubia, to i ja sobie pozwole na
ten watek.
W moim zyciu byly i mile chwile, i byly niemile.
Zarowno jedne i drugie tworza moje zycie, byly, sa i beda.
Ale chyba dopiero 21 miesiecy temu zaczelam sie zycia na nowo,
przezywac zarowno jedne jak i drugie, inaczej, dojrzalej.
Ile padlo na tym forum slow przeciwko AA, to malo kto zliczy, i
chyba nikt, komu AA zaczelo zmieniac zycie, nie podejmie sie tego,
bo nie bedzie widzial celu. I ja tez nie bede.
Wiecie co?
AA nauczylo mnie slowa "akceptacja", zawarte w modlitwie o pogode
ducha. Buszujac "codzienne odzwierciedlenia"(sorry, nie pamietam
tlumaczenia poprawnego w tej chwili), czyli refleksje na kazdy
dzien, uczulam sie tego slowa raz po raz, az chyba nauczylam sie
akceptowac; akceptowac moje zycie, siebie jaka jestem, ludzi, sprawy
i sytuacje. I wiem, ze ja tego slowa sie naprawe ciezko uczylam, az
wlazlo gdzies w zycie, i zaczelam akceptowac.
Obietnice AA byly tym co chcialam zeby sie spelnilo w moim zyciu.
Czytalam, i do tej^pory sa dla mnie najpiekniejszym tekstem dajacym
nadzieje. Na poczatku tylko marzylam zeby kiedys mogly sie spelnic i
w moim zyciu. Kiedy zdarzalo sie cos milego, otwieralam obietnice i
czytalam, kiedy cos nie milego, tez, wierzac, ze ja jestem po prostu
w drodze, a w drodze wszystko sie zdarzyc moze. Nie chowalam sie w
musiej norce, modlac sie ze w ten sposob nic mi sie nie zdarzy
zlego - pomijajac juz to ze pewnie i milego tez spodziewac bym sie
tam nie mogla. Ja szlam naprzod.
I doszlam do dzis, kolejny dzien w zyciu, ktory moge nazwac dniem
dla ktorego warto zyc. To efekt mojej pracy na mojej drodze, i
opatznosc ktora nade mna czuwa. Moja opatrznosc byla i jest
zlosliwa, uzupelniamy sie zatem doskonale, ale my wiemy doskonale ze
razem damy rade.
I dzisiaj przyszedl wlasnie ten dzien, kiedy oto sie upijam.
Ale nie, nie na nowo alkoholem, tak jak kiedys znalazlam ten srodek
na przezywanie, zloty srodek, ktory doprowadzil mnie do upadku.
Ktory z drugiej strony tez doprowadzil do upadku z ktorego mozna sie
bylo podniesc. Nie wiem czy bez tego jesli bym nie upadla,
znalazlabym powod dla ktorego zyje i ide dalej. To wlasnie taki
paradoks zycia chyba.
I dzisiaj sie upijam. Wlasnym szczesciem. Ze zyje i chce mi sie zyc.
PS a teraz ide czytac obietnice AA :)))))))))))))