yuraathor
26.02.08, 17:51
Wczoraj syn ze szkoły podstawowej przyniósł ulotkę że odbędzie się
spotkanie z psychologiem w temacie " jak ustrzec dziecko przed
wpadnięciem w szpony nalogu?" czy jakoś tak, dyrekcjam szkoly
serdecznie państwa zaprasza.
To pomyślałem że pójdę, za pięć 17 już tam byłem, żeby miejsce
zająć, a tam jedna panienka lat circa 22 i pyta się czy jestem
rodzicem? a ja że owszem, a pani? a ona że to z nią to spotkanie.
to spytałem czy pisze pracę na studia w temacie, a ona że nie że
pracuje jako terapeuta uzależnień na ...Ostrowskiej, dokończyłem
ja.
I pogadaliśmy kilkanaście minut, przy czym to ja chyba więcej
mówiłem.A panienka oczy rooobiła. A potem przyszła pani
nauczycielka i powiedziala ; przykro mi proszę państwa, ale ten
psycholog chyba nie przyjedzie.
A ja na to : nie, spotkanie się odbyło,to jest pani psycholog, ja
reprezentuję rodzicow dzieci tej szkoły i wlaśnie skonczyliśmy.
(po co ta rura przyszla, juz mialem panią terapeutkę na kawę
zaprosić, a tak to wyszliśmy ze szkoły w trójkę i odjechała autem)