Gość: Fiona
IP: *.waw.cdp.pl / *.waw.cdp.pl
31.10.03, 12:48
Wczoraj miałam ciężki wieczór z bliską koleżanką - łzy, rozpacz etc. A
sprawa, zaczynając od pieca, wygląda następująco : wyszła zamąż za swoją
wielką miłość, która jednocześnie była kumplem z piaskownicy. Kiedyś,
kiedy "chodzili" jeszcze ze sobą, gość trochę przesadzał z alkoholem, sama go
pamiętam pijanego na różnych imprezach, ale inna rzecz - kto z nas nie
eksperymentował z alkoholem w wieku 20 - 21 lat... Potem kompletnie odstawił
alkohol na parę lat i kiedy brali ślub był abstynentem - nawet lampki
szampana na Sylwestra nie wypijał. Po jakimś czasie znowu widywałam go
pijącego na imprezach, miał kilka sytuacji upicia się do nieprzytomności, ale
myślałam, że to już przeszłość. Okazuje się, że nie. Z opowieści wynika, że
fakt, już się nie upija, ale praktycznie codziennie pije drinka albo kilka -
wyłącznie z bardzo dobrych alkoholi, nie ma mowy, żeby mogli pojechać na
imprezę swoim samochodem i potem nim wrócić (kumpela nie ma prawka, a on
twierdzi, że po to idzie na imprezę, żeby pić coca colę), co jakiś czas ona
zwraca mu uwagę, że coś jest nie tak, ale jego te podejrzenia zdają się
bardzo śmieszyć. Wczorajsze załamanie wynikło z tego, że znowu była awantura,
przez dwa tygodnie ona myślała, że on nie pije, a wczoraj znalazła pustą
butelkę w takim okrągłym czymś, w co się pakuje lepsze whisky - butelkę,
która jeszcze tydzień temu była pełna. A mąż zareagował agresywnie, krzycząc,
że ona go szpieguje i wtyka nos w nie swoje sprawy. Ja sama jestem niemal
abstynentką i żywię ogromną niechęć do pijanych ludzi i do "praktykujących
alkoholików". Bardzo łatwo określam kogoś mianem alkoholika, a tu jest sprawa
delikatna i nie chcę ferować pochopnych wyroków. Zanim powiem : dziewczyno,
masz problem, chcę sprawdzić, czy dobrze mi się wydaje. Proszę o pomoc.