Dodaj do ulubionych

Proszę o werdykt

IP: *.waw.cdp.pl / *.waw.cdp.pl 31.10.03, 12:48
Wczoraj miałam ciężki wieczór z bliską koleżanką - łzy, rozpacz etc. A
sprawa, zaczynając od pieca, wygląda następująco : wyszła zamąż za swoją
wielką miłość, która jednocześnie była kumplem z piaskownicy. Kiedyś,
kiedy "chodzili" jeszcze ze sobą, gość trochę przesadzał z alkoholem, sama go
pamiętam pijanego na różnych imprezach, ale inna rzecz - kto z nas nie
eksperymentował z alkoholem w wieku 20 - 21 lat... Potem kompletnie odstawił
alkohol na parę lat i kiedy brali ślub był abstynentem - nawet lampki
szampana na Sylwestra nie wypijał. Po jakimś czasie znowu widywałam go
pijącego na imprezach, miał kilka sytuacji upicia się do nieprzytomności, ale
myślałam, że to już przeszłość. Okazuje się, że nie. Z opowieści wynika, że
fakt, już się nie upija, ale praktycznie codziennie pije drinka albo kilka -
wyłącznie z bardzo dobrych alkoholi, nie ma mowy, żeby mogli pojechać na
imprezę swoim samochodem i potem nim wrócić (kumpela nie ma prawka, a on
twierdzi, że po to idzie na imprezę, żeby pić coca colę), co jakiś czas ona
zwraca mu uwagę, że coś jest nie tak, ale jego te podejrzenia zdają się
bardzo śmieszyć. Wczorajsze załamanie wynikło z tego, że znowu była awantura,
przez dwa tygodnie ona myślała, że on nie pije, a wczoraj znalazła pustą
butelkę w takim okrągłym czymś, w co się pakuje lepsze whisky - butelkę,
która jeszcze tydzień temu była pełna. A mąż zareagował agresywnie, krzycząc,
że ona go szpieguje i wtyka nos w nie swoje sprawy. Ja sama jestem niemal
abstynentką i żywię ogromną niechęć do pijanych ludzi i do "praktykujących
alkoholików". Bardzo łatwo określam kogoś mianem alkoholika, a tu jest sprawa
delikatna i nie chcę ferować pochopnych wyroków. Zanim powiem : dziewczyno,
masz problem, chcę sprawdzić, czy dobrze mi się wydaje. Proszę o pomoc.

Obserwuj wątek
    • Gość: Maciek Re: Poczekaj na odpowiedź hepika, IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.10.03, 14:08
      on tutaj najlepszy specjalista od spraw alkoholizmu :)

      p.s.: sorki Fiona, tak mi sie napisało.
      • Gość: Fiona Właściwie to już wszystko wiem IP: 213.241.18.* 31.10.03, 14:30
        bo zajrzałam w inne wątki. Jeśli faktycznie eksperci nie demonizują sprawy (a
        tego nie jestem w stanie zweryfikować, tylko przyjąć na wiarę) to sprawa, którą
        opisałam jest w zasadzie jasna.
        • Gość: xil Re: Właściwie to już wszystko wiem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.10.03, 16:20
          no jak sie kryje z piciem to juz porazka... wszystko dla ludzi ale umiar
          trzeba miec... ja tam nie bede ocenial czy to alkoholik czy nie bo nie jest
          mozliwa taka ocena przez net... jedyne co mozna doradzic to normalna zwykla
          rozmowe dwojga tych ludzi... sa wkoncu razem ze soba wiec niech pogadaja i
          tyle...
          • Gość: Fiona Re: Właściwie to już wszystko wiem IP: 213.241.18.* 31.10.03, 16:42
            Podejrzewam, że gdyby "zwykła normalna rozmowa z mężem" była na obecnym etapie
            możliwa to zaoszczędziłabym wczoraj na chusteczkach. Jak sądzę, istnieje powód,
            dla którego kumpela woli o tym rozmawiać ze mną a nie z mężem i być może
            powodem jest to, że w odróżnieniu od niego ja jej nie próbuję wmówić, że to ona
            ma problem dostrzegając problem, który nie istnieje, a który NA PEWNO nie
            dotyczy jej męża. Jak również, także w odróznieniu od niego nie staram się
            udowodnić, że picie churchillowskiego ulubionego trunku tak naprawdę nie może
            mieć nic wspólnego z alkoholizmem. A tak nawiasem mówiąc Churchill był
            alkoholikiem, prawda? Acha, jeszcze jedno - z zeznań wynika, że kilkakrotnie
            wściekła wykryciem kolejnego oszustwa, wylewała cały barek do zlewu. Następnego
            dnia pojawiała się nowa bateria butelek. Zawsze też jest dokonywany zakup
            alkoholowy w sklepach wolnocłowych, a jak się trafi okazja, zamawiane są trunki
            u "wyjeżdżających zagranicę".
            • Gość: stachu34 Re: Właściwie to już wszystko wiem IP: *.internetdsl.tpnet.pl 31.10.03, 18:03
              Witaj Fiona...
              W zasadzie wszystko jest jasne...
              Problem oczywiście ma swoje korzenie w nadużywaniu alkoholu przez męża Twojej
              przyjaciółki, ale póki, co to właśnie jej przynosi (jak na razie) szkody. To
              jest najzwyklejsze współuzależnienie. Na tym forum było już sporo pisane na
              ten temat. Spróbuj odszukać i jak coś Cię zainteresuje to wyciągnij ten wątek
              na górę. Pozdrówka
              • hepik1 Re: Właściwie to już wszystko wiem 31.10.03, 18:50
                Zapewne ten "specjalista" to ironia a napewno przesada.Więc napiszę tylko
                tak:ja też nie upijałem się codziennie,do nieprzytomności stosunkowo rzadko
                (biorąc pod uwagę mój staż-powiedzmy 20 parę lat.Napewno nie tak bym leżał
                gdzieś w rowie,zawsze o własnych siłach dochodziłem albo dotaczałem do własnego
                łożka.Rodziny nie katowałem a nawet nie wyzywałem od najgorszych.I być może
                dlatego trwało to tak długo by zaczęło przeszkadzać nie tylko najbliższym ale i
                mnie.Chowanie alkoholu też przechodziłem(w "trosce" o żonę,po co miała się
                denerwować od razy,jak mogła dopiero po paru godzinach)alkoholicy tak mają a
                reagowanie złością to normalka-najlepszą formą obrony jest atak.System iluzji i
                zaprzeczeń doprowadzony jest u inteligentnych alkoholików do perfekcji a żonę,w
                dodatku zakochaną w mężu,oszukiwać można do końca życia a po śmierci jeszcze
                być chwalonym i usprawiedliwianym.(vide moi rodzice)I mimo tych wszystkich
                moich "pozytywów" wymienionych wyżej jestem alkoholikiem.Poddałem się terapi i
                nie piję od 9 miesięcy(O,nawet wyszło,że urodziny AA-owskie dzisiaj-zapomniałem)
                Tylko,prawdę mówiąc nie bardzo wiem co chciałabyś zrobić z tą wiedzą z tego
                forum.Bo na podjęcie prób nie picia musi być chęć samego delikwenta a nie jego
                otoczenia,nawet jeśli jest nim najukochańsza żona.A droga daleka,oj daleka.U
                mnie trwało to prawie ćwierć wieku a na pewno nie dzieje się to na etapie w
                jakim znajduje się mąż przyjaciółki.Choć próbować zawsze można,czego Wam życzę.
                • Gość: Fiona Hepik IP: *.aster.pl / *.acn.pl 01.11.03, 09:44
                  Czy to znaczy, ze musi sie stac cos okropnego, zeby alkoholik na takim etapie
                  (no bo w koncu wychodzi na to, ze to alkoholik) chcial przestac sobie popijac?
                  Jak okropnego? Czy fakt, ze rani sie bliska osobe, stawiajac de facto wlasna
                  przyjemnosc picia ponad jej dyskomfort psychiczny z tego wynikajacy to jest
                  za malo? Czy alkoholizm MUSI wiazac sie z egoizmem w takim stopniu?
                  A na pytanie, dlaczego napisalam o tym na forum, odpowiadam, ze po prostu
                  przywyklam do konsultowania roznych spraw wlasnie w ten sposob - bez wzgledu
                  na to, czy jest sprawa farbowania wlosow, kremu do cery mieszanej, przepis
                  kulinarny czy powazna sprawa taka jak ta ;-) Zawsze sie znajdzie pare osob,
                  ktore odpowiedza i mozna sobie z tych odpowiedzi wyciagnac rozne cenne wnioski
                  (takie, jak np. ze po farbie wlosy ciemnieja, o czym fryzjerzy nie
                  wspominaja ;-))
                  • hepik1 Re: To nie werdykt 01.11.03, 19:13
                    Pytanie moje było trochę inne:Co chcesz zrobić z tą wiedzą czy jak
                    piszesz "werdyktem" a nie dlaczego szukasz odpowiedzi na forum.Bo ja w pewnym
                    momencie miałem taką scenkę przed oczami;Przed knajpą pijany facet obija swoją
                    partnerkę a ta wzywa pomocy.Jakiś szlachetny odrywa faceta od dziewczyny ciosem
                    na szczękę.Kobieta swego wybawcę kopie po kostce,wyzywa od morderców i z
                    czułością reanimuje swego Pana.Ale tak zastanawiając się teraz właściwie to nie
                    ma nic do rzeczy.A skojarzenie to luźno chyba wiąże się z wątkiem antyki.Po
                    tygodniu doszła do wniosku ,że z jej mężem już prawie dobrze bo pije tylko w
                    wekendy zamiast codziennie i znacznie mniej.
                    A czy musi się stać coś okropnego?Często ale nie zawsze.To znowu chyba pchelek
                    z stażem 20 letnim w AA napisał,że dno w którym alkoholicy dzisiejsi się
                    odbijają statystycznie jest płytsze.I jest to rezultatem tego,że o chorobie
                    alkoholowej się już mówi dosyć otwarcie.A jak działa alkohol na uczucia-to
                    Twoje następne pytaania-tu już jest odpowiedź w encyklopediach-o zaniku uczuć
                    wyższych itd itp.Na tym polega właśnie nonsens,bezsens ale i tragedia.Przecież
                    Ci ,których prosi żona,ukochana córka czy najmłodzy syn Tato nie pij-to
                    przecież nie zawsze byli jacyś tryglodyci-w pewnym momencie on musi i już.
                    Dlaczego nie można wcześniej uznać,że jest się alkoholikiem?Bo każdy myśli ,że
                    jest wyjątkowym.Jemu to przecież zdarzyć się nie może.Tak jak z innymi rzeczami-
                    ja nie zachoruję na raka,ja nie umrę.Ja piję ale jak będę chciał to
                    przestanę.To przychodzi z czasem.I dlatego dla osób ,które nie są uzależnione
                    jest to tak trudne do zrozumienia.Piszesz,że "ekspertów"trudno zweryfikować.Ale
                    tu jest wiele wątków partnerek alkoholików-osób współuzależnionych-tu już
                    napewno nie możesz doszukiwać się jakiś interesów a tylko wyciągać wnioski.
                    O rany ale patetycznie to wszystko zabrzmiało,być może to efekt dzisiejszych
                    wizyt cmentarnych.Pozdr.
                    • Gość: Fiona Re: To nie werdykt IP: *.acn.waw.pl 01.11.03, 20:20
                      Hepik, ja nie wiem tak naprawde, co chce zrobic. Ja mam przed oczami inna
                      scenke - z "Czterdziestolatka" kiedy to Karwowski zostal wmieszany w sprawe
                      rozwodowa swojego kolegi, zeznawal w dobrej wierze przeciw zonie tegoz kolegi,
                      a final byl taki, ze kolega sie z zona pogodzil, a biedny Karwowski stal sie
                      wrogiem numer jeden. Chce przez to powiedziec, ze rozumiem Twoje ostrzezenie i
                      wiem, ze wkladanie palcow w drzwi moze sie zle skonczyc. Szkoda mi faceta, bo
                      znam go wiele lat, szkoda mi oczywiscie przyjaciolki, ktora ponosi gorzka
                      odpowiedzialnosc za nieswoje przyjemnosci i nawet nie moze sobie
                      powiedziec "gdyby kozka nie skakala" bo to nie ona skacze. Rozmawialam na ten
                      temat z moim mezem i on, wyobraz sobie, zadnego problemu nie dostrzega -
                      poniewaz sam jest otoczony ludzmi, ktorzy bez zajakniecia sie opowiadaja, ze
                      kazdego popoludnia relaksuja sie przy piwku - czyli to jest norma, bo robia
                      tak WSZYSCY, a wiadomo przeciez, ze WSZYSCY nie moga sie mylic. Piwo jest
                      postrzegane jako napoj podobny coca coli, a nawet zdrowszy, bo na zeby nie
                      szkodzi. A ja ze swoimi ostrzezeniami o ewentualnosci uzaleznienia jestem
                      traktowana jak nauczycielka ze szkolki niedzielnej. Wyglada na to, ze aby byc
                      zupelnie poza zagrozeniem trzeba po prostu nie lubic smaku alkoholu - ja nie
                      lubie, moj maz tez nie. Ale wszyscy inni...? Wystarczy poogladac filmy
                      amerykanskie - bohater wraca do domu po ciezkim dniu, nalewa sobie drinka i
                      opada na skorzana sofe ( to zazwyczaj nastepuje tuz przed tym kiedy dzwoni
                      telefon i trzeba znowu przeladowac bron i wybiec w deszcz). Zwykly ogladacz
                      nie ma watpliwosci, ze tak wlasnie wyglada to lepsze zycie, wypelnione markowa
                      whisky i skorzanymi kanapami i wlasciwie wystarczy zrobic wieczorem to samo,
                      zeby stac sie Georgem Clooneyem - to znaczy nalac sobie drinka. I naprawde w
                      takiej sytuacji zakaz reklamy alkoholu nie ma najmniejszego znaczenia. Tak
                      sobie niewesolo mysle i nie bede miala zalu jesli sie do tego nie
                      ustosunkujesz :-)
                      • Gość: hepik Re: To nie werdykt IP: *.visp.energis.pl 02.11.03, 05:02
                        Predyspozycje do uzależnienia ma około 20%popuacji.Alkoholików wg różnych badań
                        jest od 2 do 7%Ktoś kto ma predyspozycje,gdy do każdego posiłku będzie spożywał
                        piwo,wino zwiększa swoje "szanse"Co nie zmienia faktu,że pozostaje ciągle 80%
                        ludzi,którzy musieliby wypić naprawdę morze wódki aby się uzaleźniź.Dlatego nie
                        demonizujmy jednego piwa do obiadu.Ale gdy z rytuału robi się przymus-muszę się
                        napić,muszę wyjść by się napić sytuacja jest groźniejsza.A że choroba jest
                        postępująca to fakt.I tu chyba nie chodzi o smak.Może przy winach czy lepszych
                        gatunkach alkoholi a raczej o stan emocjonalny osiągany po wypiciu jakiejś
                        dawki .Rozluźnienie,dobry humor,odwaga,mniejszy krytycyzm a to wiąże się z
                        czysto chemicznym działaniem alk.etylowego na odpowiedzialne za te odczucia
                        czści mózgu.A fakt,że alkoholik potem bardzo łatwo w ten sposób się
                        usprawiedliwia-piją wszyscy więc nie ma żadnego problemu.I ma rację,tylko,że
                        Twój mąż czy ty wypijecie jedno czy dwa piwa(drinki) i nie musicie
                        więcej.Alkoholik musi.Ajak na danej imprezie towarzyskiej czy rodzinnej nie ma
                        więcej to zaczyna się źle czuć.Wiedząc,że tam alkoholu nie będie wcale albo
                        mało będzie wmawiał swej partnerce-Nie chodźmy tam,bo nudno.Pozdr.
                        • Gość: hepik Re: To nie werdykt IP: 62.29.232.* 02.11.03, 06:59
                          I tak na marginesie:spokojnie na polskich drogach minąło Wszystkich Świętych
                          (Onet)Zginęło 12 ludzi,ponad 230 rannych,zatrzymanano 500 pijanych kierowców na
                          20.000 skontrolowanych samochodów(telegazeta).Ilu wśród nich było kierowców
                          przypadkowych,którzy wypili jednego drinka a ilu alkoholików,którzy wiedząc,że
                          muszą jechać i wiedząc o akcji Znicz,wiedząc,że kary sa dotkliwe musieli się
                          napić,niebacząc na skutki ?
                          • Gość: jaga Witaj Fiono! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.11.03, 01:16
                          • Gość: jaga Witaj Fiono! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.11.03, 01:51
                            Nie wiem czy jeszcze tu zaglądasz, choć mam nadzieję,że tak.
                            Hepik pytał Cię,co chcesz zrobić z wiedzą uzyskaną na forum. Odpowiedziałaś,że
                            jeszcze nie wiesz i podałaś przykład Karwowskiego. Masz rację, wkładanie palców
                            między drzwi może mieć przykre następstwa - szczególnie dla Ciebie. Myślę
                            jednak, że oszczędzając własne palce możesz zrobić dużo dobrego dla swej
                            przyjaciółki. Jestem żoną wieloletniego alkoholika i piszę z pozycji własnych
                            doświadczeń. Uważam, że przyjaciółka jest, mimo wszystko, trochę szczęściarą.
                            Może przyjść do kogoś bliskiego wygadać się, wypłakać, spotyka się ze
                            zrozumieniem i znajomością problemu. Nie masz pojęcia jak to jest ważne.
                            Mam tu na myśli własne przeżycia, ale potwierdzenie, że tak jest możesz znaleźć
                            na forum. Nie przypadkiem bywa tu tak dużo kobiet współuzależnionych. Żony
                            alkoholików pijących w taki właśnie sposób jak Twój znajomy, często spotykają
                            się z zupełnym niezrozumieniem,wręcz z ignorancją,ze strony otoczenia i nawet
                            bliskich osób. Słyszą,że to przecież taki wspaniały, uroczy człowiek, pije
                            kulturalnie tak jak wszyscy /to"wszyscy"/ a że czasem do nieprzytomności?
                            innym też to się zdarza, szukasz dziury w całym, jak można tak oczerniać
                            własnego męża i stawiać na równi z tymi co pod budką ... itd.itp. Żonie
                            alkoholika bardzo trudno jest być sam na sam z problemem. I dlatego tak ważna
                            jest obecność kogoś życzliwego, kogoś kto potrafi współodczuwać.
                            Przyznam, że przez chwilę przemknęła mi taka oto myśl - może Ty nie piszesz
                            o przyjaciółce a.. /przepraszam, jeżeli dopuściłam się mylnego wyobrażenia/.
                            Myślę,że przyjaciółka jest dopiero w początkowej fazie współuzależnienia.
                            Przykładem jest wylewanie zawartości butelki do zlewu /przypuszczam,że wiele
                            kobiet tak robiło - ja kiedyś też/. Efekt takiego postępowania jest żaden,
                            tyle tylko, że do tego dochodzi się samemu dopiero po latach. Może namówisz
                            przyjaciółkę aby zechciała poczytać wątki na tym forum.
                            Pozdrawiam i odezwij się jeszcze. Piszesz mądrze i miło Cię czytać.
                            • Gość: Fiona Jago ;-) IP: 213.241.18.* 05.11.03, 10:51
                              Jago, dzięki za dobre słowo, tylko, że strasznie głupio mi się zrobiło, bo ja
                              okropnie nie lubię być wplątywana w czyjeś sprawy i zazwyczaj unikam tego jak
                              ognia, chociaż jestem świetna w podawaniu chusteczek ;-) Więc nie wiem, czy aby
                              na pewno jestem dobrą przyjaciółką, szczególnie, że w tej akurat sprawie chodzi
                              o poważniejsze rzeczy niż gładkie zełganie "ależ skądże, wcale nie przytyłaś",
                              więc staram się jak mogę stanąć na wysokości zadania, dlatego głównie szukam
                              informacji na forum. Ponieważ, jak widzę, trochę odnalazłaś w tej historii
                              siebie samą z początków niewątpliwie ciężkiej drogi, jaką przebyłaś, czy mogę
                              mieć do Ciebie prośbę, żebyś, na podstawie swoich doświadczeń udzieliła jakiejś
                              rady, albo chociaż poradziła, czego absulutnie w takiej sytuacji nie należy
                              robić. Póki co w mojej przyjaciółce górę wziął konformizm i w niedzielę
                              zdecydowała, że przesadziła, że to wcale źle nie wygląda i że w zasadzie skoro
                              wygodne życie i święty spokój wymagają przymknięcia oka na takie
                              tam "drobnostki" to sie koniec końców opłaca - normalna postawa, prawda? Ale
                              prędzej czy później sprawa znowu wypłynie, więc chcę się przygotować. Znany mi
                              jest mniej więcej mechanizm uzależnień, bo miałam to na zajęciach
                              fakultatywnych na studiach - ale tylko teorię. Zupełnie nie wiem, jak się
                              zachować w sytuacji kiedy ktoś prosi o konkretną radę, a takiej rady trzeba
                              udzielić, bo kiedy delikwent słyszy "teraz masz zrobić to i to, powiedzieć tak,
                              postąpić w ten sposób" łzy momentalnie obsychają, bo pojawił się PLAN
                              DZIAŁANIA. Zawsze uważałam, że ma to ogromne znaczenie terapeutyczne. Więc czy
                              mogłabyś mi jakoś podpowiedzieć? Problem w tym, że nawet nie bardzo wiem, jakie
                              pytania Ci zadać, ludzie tu piszą o "twardej miłości" - nie umiem sobie
                              zdefiniować tego pojęcia. Na razie widzę, że ważne jest będąc w takiej jak
                              przyjaciółka sytuacji, nie dać się zdominować popijającemu partnerowi i nie
                              tracić z oczu swoich priorytetów - szczególnie, że na poparcie ma się wartości
                              uniwersalne - całą chrześcijańską koncepcję osiągania pełni człowieczeństwa
                              przez wyrzeczenia i ascezę. Ale się zapędziłam, ale to dlatego, że znowu
                              oglądałam "Czterdziestolatka" - tym razem rzucał palenie ;-)) Będę wdzięczna za
                              jakąkolwiek podpowiedź.
                              • Gość: hepik Re: Jago ;-) IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 05.11.03, 12:19
                                Postawa jak najbardziej "normalna" vide "Czy to początek drogi do alkoholizmu"
                                Antyki na tej stronie.Przepraszam za wtrącenie.
                              • letek17 Re: Jago ;-) 05.11.03, 22:24
                                Na tym forum www.forum.akcjasos.pl też znajdziesz wiele na ten temat. Na
                                przykład www.forum.akcjasos.pl/viewtopic.php?
                                t=1106&sid=dc866bc11d0eec9d2d26ebc3f01c8241 Powodzenia. Letek.
                                • Gość: jaga Re: Do Fiony IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.11.03, 23:52
                                  Nie bardzo pojmuję,czy oczekujesz rady dla siebie czy też dla swej przyjaciółki
                                  A podpowiedź mam jedną - poczytaj, proszę/jeśli to możliwe, wspólnie/ wątki nie
                                  tylko na tej stronie ale i na wielu poprzednich. Pozdr.
                                  • onet_pl Re: Do jaga i Fiony 16.11.03, 20:10
                                    jago droga ..z usmiechem czytalem Twoja rade dot, wspolnego czytania- wybacz
                                    za reakcje ale czy wyobrazasz sobie to? gdy tu się toczy walka o poza nim czy
                                    jest czy moze nie alkoholikiem.. a jesli juz to
                                    tym "co_tylko_lepsze_trunki_pijaja"...przeciez on a widze to jakbym tam byl ;)
                                    na sam dzwiek z telewizora temtu alkoholizm ..zmienia kanal.
                                    A teraz do Fiony..nie powtarzam i nie oceniam wypowiedzi, ale mnie zaciekawil
                                    fragment o jego niepiciu przed slubem- tam pomieszaj a moze znajdziesz slad
                                    jakiegos przymusowego przerwania tego co najpiekniejsze w zyciu...
                                    • hepik1 Re: Do oneta 17.11.03, 14:28
                                      Onecie drogi...Jaga w szpitalu,więc w zastępstwie dla wyjaśnienia.Jaga
                                      proponując wspólne czytanie miała na myśli Fione i przyjaciółkę-to chyba jest
                                      czytelne,już przy drugim czytaniu jeśli przy pierwszym uszło to Twojej
                                      uwadze.Poza tym uważam,abstrahując od powyższej sytuacji,że czasami może
                                      alkoholikowi czasami wystarczy taki impuls-przeczytanie co piszą inni-zapewne w
                                      jednym przypadku na tysiąc ale dlaczego i tak nikłej szansy nie wykorzystać?Bo
                                      cóż ten ktoś martwiący się o swego partnera ryzykuje?A ewentualne zyski są nie
                                      do przecenienia.Pozdr.
                                      • Gość: Fiona Hepik :-) IP: *.acn.waw.pl 17.11.03, 18:05
                                        Wszystko zostalo przeczytane przez przyjaciolke. Czy przez meza - nie wiem. Na
                                        razie sprawa w zawieszeniu, bo sie okazalo, ze w koncu mojej przyjaciolce tak
                                        strasznie to popijanie meza nie przeszkadza - jak juz ustalilismy jest to dosc
                                        normalna kolej rzeczy. Ja sobie spokojnie czekam w kaciku i gromadze
                                        chusteczki, wtracac sie nie zamierzam, chyba, ze na wyrazne zyczenie
                                        zainteresowanej osoby. Nie wiem, dlaczego Jaga w szpitalu, mam nadzieje, ze to
                                        nic powaznego, w kazdym razie trzymam kciuki, bo to bardzo mila osoba i bardzo
                                        mnie ujela swoim przesympatycznym postem.
                                        • hepik1 Re: Fiona 17.11.03, 18:18
                                          Nic dodać,nic ująć,zostaje tylko się zgodzić i co do meritum i co do Jagi.O
                                          szczegółach nie pisała,miejmy nadzieję,że wróci rychło.Pozdr.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka