casey80
03.07.09, 12:29
Witam, po raz pierwszy w życiu wypowiadam się na forum…ale potrzebuje pomocy i
chyba sama sobie nie poradzę ;( postaram się nie rozwlekać i pokrótce
przedstawić swoja sytuacje. Jestem w związku jeszcze nie małżeńskim 9 lat
(mam 29 lat) z osoba która ma problem alkoholowy. Właściwie zawsze pil
dużo…widziałam to, prosiłam, tłumaczyłam i sama nie wiem w którym momencie
stałam się typową Ofiarą, Wybawcą i Prowokatorem, najgorsze jest to, że
powielam schemat swojego domu, (mój ojciec jest alkoholikiem niepijącym od
prawie 15 lat, więc wiem, że da się z tego wyjść, proces był długi i bardzo
bolesny, ale udało mu się i naprawdę życie w moim domu zmieniło się
diametralnie). Naprawdę jest mi ciężko, on nie widzi problemu, jak próbuje cos
tłumaczyć to słyszę tylko obietnice (od jutra…., od przyszłego tygodnia…, od
następnej imprezy…itd. Albo jeszcze lepiej ostatnio dowiedziałam się, że
przecież „takie jest nasze społeczeństwo” 8( ). Całe otoczenie znajomych
pije/jego rodzina też…oprócz mnie (często mam wrażenie, że wszyscy myślą, że
to moja wina, że ja powinnam coś zrobić – nie chcę się nad sobą użalać,
naprawdę, staram się zrozumieć siebie, tę chorobę) utwierdzają go w
przekonaniu, że robi dobrze…bo pija z nim, pomimo tego, że widzą co się
dzieje, wiedzą o jego chorobie (ma przewlekła, poważną chorobę). Od dłuższego
czasu staram się postępować inaczej (wiem, że to choroba i nie łudzę się, że
jak postawię ultimatum czy zakaz to coś się zmieni) staram się nie tłumaczyć
go, nie chronić, często ignoruję pewne zachowania, na które wcześniej zapalał
mi się sygnał alarmowy i biegłam na „ratunek” ,staram się, ale jest mi bardzo
ciężko. Próbowałam namówić go na terapię, usłyszałam w zamian, że chciałby
mieć wszywkę…to chyba oznacza, że widzi, że ma problem, prawda..? Wiem ,że
powinnam zacząć od siebie, bo jak sama o siebie nie zadbam to nikt tego nie
zrobi… jak to jest , że to wszystko widzę, wiem i rozumiem i nie potrafię nic
z tym zrobić ? =/ jak to jest , że we wszystkich dziedzinach życia radze sobie
świetnie a tutaj czuje się bezsilna..? Chcę mu pomóc, naprawdę bo wiem ,ze
jest możliwe wyjście z tego zaklętego kręgu, chce mu pomóc zanim będzie za
późno, chcę mu pomóc bo to dobry człowiek, naprawdę jakkolwiek to brzmi, wiem,
że ma dobre serce, kocham go i chce mu pomóc. Chce mieć rodzinę, mówi o
ślubie, dziecku a ja jestem przerażona, nie wierze w obietnice…”po ślubie
będzie inaczej”, „zobaczysz będę mieć swoje obowiązki, będę musiał dbać o
rodzinę” itd. …nie wierzę w to bo jak ktoś o siebie ni potrafi zadbać to jak
chce dbać o żonę, dziecko. Dodam, że jest poważnie chory i nic sobie z tego
nie robi….na moje argumenty dot. choroby odpowiada, że nie zamknie się
przecież w domu, że nie chce o tym myśleć itd. A to przecież błędne koło, bo
jeżeli pije po to żeby zapomnieć o chorobie to jednocześnie sam siebie zabija.
Od czego mam zacząć? Będę wdzięczna za każde słowo. Pozdrawiam.