mala.kobietka1974
15.07.09, 23:55
chyba doszłam już do ściany po prostu nie daję rady. jesteśmy
małżeństwem od 10 lat mamy dwoje dzieci wspaniałych. Siedem lat temu
mój mąż miał prawie dwuletni romans ze starszą 9 lat kobietą.
Prowadził go przez moją ciąże i jak syn miał pół roku to mąż tego
babona odkryl romans. Mój świat sie zawalił. mąż chcial odejść, był
zadurzony czułam to, jednak został prosiłam go o to, to był koszmar.
Móeił, że z nią zrywa ale jak sie okazało pół roku później nei
zrobi tego. Potem nic nie wiem o jego romansach ale podejrzewam
niewierność. W międzyczasie dołączył się problem alkoholowy, zawsze
lubił pić, ale ja tego nie widzialam. lub nie chcialm widzieć. w
tamtym roku stracił dobrze płatną i satysfakcjonującą pracę. Picie
sie nasiliło. pije codziennie, kilka piwek, co jakś czas upija się
do nieprzytomności, pije ciągami (ostatnio 4 dni), klinuje, dużo
wiem o alkoholiźmie, jestem pewna, że to jest to. Próbowałam
rozmawiac, ale reakcja jest normalna - zaprzeczanie i obwinanie
mnie. jesteśmy ludźmi wykształconymi mąż jest doktorem. Pracuje na
wyższej uczelni. Otacza sie ludźmi którzy pija i go akceptują.
Zachowuje się tragicznie przy dzieciach wyzywa mnie od szmat i
kurew, łajza to określenie łagodne. Przeczytał moej pamiętniki (z
okresu studiów) szantażuje mnie, że prześle do pracy opisy sytuacji
intymnych bąź rodzinie - tajmnice rodzinne. upadla się do granic
możliwości. Chyba nie ma bariery, której by nie przekroczył. Mimo to
wiedząc, że to choroba powoli nakałniałam go do leczenia. Najgrosze
jednak stało sięw sobotę. Zadzwonił do mnie mąz tego babona i
powiedział, ze oni spotykają się....co najmniej od pół roku. ona się
przyznała, on ją zostawił. a mj małzonek, którego wywaliłam z domu
zaprzecza (chcoć w chwili słabości sie przyznał), wywialił go z
domu, więc pije teraz bez pzreszkód od tygodnia. w pzrerwach wyzywa
mnie isznatżuje Jestem współuzalezniona, to oczywiste. Nie bęe
opisywała calego asrenału zachowań jakie temu towarszyą. Trafiłam
już na terapię. jest cholernie ciężko. wiem że jedyną rada na niego
jest odejśc, bo to czlowiek chory który nie chce się leczyć. Wiem to
na poziomie rozumu ale serce... jak dac radę, poradźcie, jak sie
poddac i jemu nie ulec. pozdrawiam