Dodaj do ulubionych

alkohol i romans

15.07.09, 23:55
chyba doszłam już do ściany po prostu nie daję rady. jesteśmy
małżeństwem od 10 lat mamy dwoje dzieci wspaniałych. Siedem lat temu
mój mąż miał prawie dwuletni romans ze starszą 9 lat kobietą.
Prowadził go przez moją ciąże i jak syn miał pół roku to mąż tego
babona odkryl romans. Mój świat sie zawalił. mąż chcial odejść, był
zadurzony czułam to, jednak został prosiłam go o to, to był koszmar.
Móeił, że z nią zrywa ale jak sie okazało pół roku później nei
zrobi tego. Potem nic nie wiem o jego romansach ale podejrzewam
niewierność. W międzyczasie dołączył się problem alkoholowy, zawsze
lubił pić, ale ja tego nie widzialam. lub nie chcialm widzieć. w
tamtym roku stracił dobrze płatną i satysfakcjonującą pracę. Picie
sie nasiliło. pije codziennie, kilka piwek, co jakś czas upija się
do nieprzytomności, pije ciągami (ostatnio 4 dni), klinuje, dużo
wiem o alkoholiźmie, jestem pewna, że to jest to. Próbowałam
rozmawiac, ale reakcja jest normalna - zaprzeczanie i obwinanie
mnie. jesteśmy ludźmi wykształconymi mąż jest doktorem. Pracuje na
wyższej uczelni. Otacza sie ludźmi którzy pija i go akceptują.
Zachowuje się tragicznie przy dzieciach wyzywa mnie od szmat i
kurew, łajza to określenie łagodne. Przeczytał moej pamiętniki (z
okresu studiów) szantażuje mnie, że prześle do pracy opisy sytuacji
intymnych bąź rodzinie - tajmnice rodzinne. upadla się do granic
możliwości. Chyba nie ma bariery, której by nie przekroczył. Mimo to
wiedząc, że to choroba powoli nakałniałam go do leczenia. Najgrosze
jednak stało sięw sobotę. Zadzwonił do mnie mąz tego babona i
powiedział, ze oni spotykają się....co najmniej od pół roku. ona się
przyznała, on ją zostawił. a mj małzonek, którego wywaliłam z domu
zaprzecza (chcoć w chwili słabości sie przyznał), wywialił go z
domu, więc pije teraz bez pzreszkód od tygodnia. w pzrerwach wyzywa
mnie isznatżuje Jestem współuzalezniona, to oczywiste. Nie bęe
opisywała calego asrenału zachowań jakie temu towarszyą. Trafiłam
już na terapię. jest cholernie ciężko. wiem że jedyną rada na niego
jest odejśc, bo to czlowiek chory który nie chce się leczyć. Wiem to
na poziomie rozumu ale serce... jak dac radę, poradźcie, jak sie
poddac i jemu nie ulec. pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • hepik1 Re: alkohol i romans 16.07.09, 06:06
      To jakiś kit z tym sercem.
      Raczej tylko paraliżujący strach przed nowym.
      Nawet nie napisałaś,że jak nie pije to jest wspaniałym człowiekiem ,albo,że
      zarabia i utrzymuje.
      Jedno pasmo upokorzeń,alkoholizm a ty o miłości?
      Zrób jakis bilansik plusów i minusów.Na kartce by zwizualizować.
      I decyzja.
      Skuteczność leczenia i tak w granicach kilkunastu procent góra,to za bardzo sie
      nie ma co łudzić i żyć nadzieją.A życie krótkie.
      • maras2011 Re: alkohol i romans 16.07.09, 07:58
        Dla mnie wydaje się to całkiem absurdem kochać kogoś kto przez tyle lat zdradza
        i upokarza, kłamie, jest cyniczny, może to strach przed byciem samą cię
        paraliżuje, musisz zejść na ziemię i nauczyć radzić sobie samej inaczej
        zmarnujesz życie do końca, a szkoda życia .
        Aczkolwiek nie wspomniałaś że go kochasz, do czego on ci jest potrzebny,
        zastanów się, nawet gdy by nie pił ten związek nie ma sensu, teraz zapewne
        napiszesz coś w jego obronie, ale to normalne, są kobiety co nie potrafią być
        później same, uwolnij się.Powodzenia :)
    • 7zahir Zastanów sie co czują Twoje dzieci ! 16.07.09, 08:03
      Na nich skup sie przede wszystkim.
      Kształtujesz ich psychikę.
      Chcesz zeby były DDA?
      www.antykoncepcja.com.pl/article3_1.htm
    • laicow Re: alkohol i romans 16.07.09, 08:11
      "mala kobitko"
      • mala.kobietka1974 Re: alkohol i romans 16.07.09, 09:07
        Hej, wstalam rano i przeczytalam Wasze wypowiedzi. Nie, nie będę go
        broniła. Czy zarabia. Ostatni rok nie zarabiał stracił wszystkie
        nasze oszczędności.Teraz sytuacja się poprawia. znalazł sobie kilka
        zajęć (taki ma zawód, że z jednego nie da się wyżyć). Oczywiście, że
        jest tu i strach przed byciem samą i jakieś moje uwikłanie
        emocjonalne, które spowodowało, że związałam sie z takim
        człowiekiem, jest i moje małe poczuce własnej wartości. dodaje, że
        nie jestem DDA, ale wychowałam sie w emocjonalnym chłodzie ze
        strony matki.
        Czy ja go kocham, to raczej przywiązanie do człowieka, którego znam
        15 lat. No i wspólne plany mieliśmy budowac dom, dzialka już
        kupiona...Wszystko się rozpadło Njbardziej nie mogę pojąć jego
        powrotu do tej kobiety (babon to jest łagodne dla niej okreslenie,
        ja myśle o niej dużo dosadniej). Wiem, że on mnie kocha i to bardzo.
        Poza czasem kiedy zachowuje się jak opetany (wcale go nie tłumaczę)
        dba zawsze o to, żeby bylo mi dbrze w łóżku, wykonuje rzeczy, o któe
        go prosze... ja czuje jego miłość, wiem, ze ona jest...ale jest
        toksyczna, chora. Dzieci były juś świadkami awantur. On wszystko
        zwala na mnie. Wiem, że to typowe, ciągle czytam na ten temat.
        zbieram siły na ostateczne rozstanie. pozdrawiam
        • laicow Re: alkohol i romans 16.07.09, 09:19
          ja, ja, ja
          w tle reszta swiata


          ps- babony tez maja uczucia, mezowie tez, dzieci sa msciwe i
          pamietliwe jak sie je krzywdzi zbyt dlugo i wala w leb
          oboje rodzicow gdy przyjdzie wlasciwy czas
          • mala.kobietka1974 Re: alkohol i romans 16.07.09, 09:25
            babon ma męża którą ją kocha, jeśli chodzi o dzieci - to wiadomo.
            właśnie dostałam sms-a "ratuj siebie chora kobieto bo nas już nie
            ma". oczywiście rycze. jest on odpowiedzia na moją wczorajsza
            informację, że idę na terapie dla osób współuzależnionych iże jemu
            też chcę pomóc, bo dzieci potrzebują trzeźwego tatusia.
            • laicow Re: alkohol i romans 16.07.09, 09:36
              nadexpresja

              to sie daje leczyc
              wysluchalem kilkudziesieciu sprawozdan z tego : co , kto
              komu napisal w majlu, lub sms---wysluchalem tez sporo co kto
              komu wyszpiegowal czytujac sms z telefonu meza, lub zony pod
              ich nieobecnosc
              itd etc

              idx na ta terapie dla wspoluzaleznionych.......a potem zycie
              samo pokaze co z tego wyjdzie.
              ani terapia, ani al-anon nie maja patentu na wszystko. dobrze
              to wiedziec
              • mala.kobietka1974 Re: alkohol i romans 16.07.09, 11:31
                no cóż...idę na terapie, bo innego wyjścia, zeby sobe pomoc raczej
                nie mam. nie mają patentu na wszystko jasne masz rację życie pokaze
                dzięki
                • laicow Re: alkohol i romans 16.07.09, 11:45
                  mala.kobietka1974 napisała:

                  >
                  > dzięki


                  nie ma za co

                  powodzenia i trzymaj sie mocno
    • ewa.555 Re: alkohol i romans 18.08.09, 19:15
      witam cie serdecznie - powiedz jak potoczyły się twoje sprawy
      to co napisałaś dla mnie oznacza jedno - tylko jedno jest wyjście- jednak
      wiem,że napisałaś ,serce mówi inaczej
      jestem kobietą uzależnioną, wiele mam do powiedzenia
      jednak wiem,że gdyby nie mój mąż ,mąż który mnie wspierał, który mi pomagał ,
      nie była bym dzisiaj tam gdzie jestem
      jednak w pewnym momencie mąż powiedział- albo leczenie albo rozwód
      odpowiedz znasz
      powodzenia i odpisz
      • mala.kobietka1974 Re: alkohol i romans 24.08.09, 21:01
        Witaj Ewo,
        nadal jest bardzo trudno, choć emocje znacząco opadły. Ja chodze na
        terapię i powoli zaczynam coś rozumieć z mojego popapranego życia.
        Mój mąż ma wzloty i upadki. Zasadniczo ograniczył picie. Obiecał, że
        do końca sierpnia pójdzie się zdiagnozowac od poradni... narazie
        robi wszystko, żeby tego nie zrobić. Pojechał z dziećmi na zaglówkę.
        Niestety z każdym dniem bardzo sie od siebie oddalamy. Ja nie chcę
        stawiac mu warunków, ani szantażowac, wiem, zę wszelkie siłowe
        rozwiązania nie przynosiły do tej pory efektu. Nie jestem zbytnio
        religijna, ale zaczełam się więcej modlić, to mi bardzo pomaga. Dużo
        cztyam specjalistycznych ksiązek. i czekam co zrobi mój mąż. nic na
        siłę. Dopuszczam też myśl, ze naszego małżeństwa nie da się
        uratować. Takiego życia jak było do tej pory na pewno nie
        zaakceptuję. pozdrawiam Cię serdecznie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka