paero123
23.02.05, 11:26
Natrafiłem na cóś takiego:
"Szanowni Państwo!
Lubię wino. Piję sporo czerwonego wina. Sami robimy z żoną wino z winogron,
które uchodzi wśród krewnych i znajomych za niezłe. Myślę, że musi nie być
złe, skoro wiele osób przychodzi do nas, bo "lubi sobie chlapnąć". Cieszy nas
to. Z drugiej strony, czy piję wino tylko dla przyjemności? Nie! Piję nie
tylko dla przyjemności. Piję z wyrachowania. Odcinam kupony dywidendy mojej
medycznej wiedzy. Naczytałem się mnóstwo. Wiem sporo o winach, związkach w
nich zawartych- ich roli i znaczeniu dla zdrowia. Mało tego! Od lat, na
codzień zajmuję się wraz ze współpracownikami nie tyle winem ( w pracy pić
nie tylko nie wolno, ale i nie wypada), co zmiataczami wolnych rodników,
reaktywnych form tlenu i innymi związkami, bez aktywności których,
wytwarzające się stale w naszym organizmie szkodliwe rodniki doprowadziły by
nas do ciężkiej choroby. Jeśli więc piszę o winie, a zwłaszcza o jego
składnikach, to śmiem twierdzić, że znam się na tym.
Czemu ja mogę pić wino, a inni go nie lubią, albo nie mogą, bo po winie czują
się źle? Mają pecha. Matka Przyroda nie obdarzyła ich zdolnością wytwarzania
funkcjonalnych form pewnego enzymu. Ich organizm nie umie sprawnie pozbywać
się pierwszego metabolitu alkoholu etylowego, jakim jest aldehyd octowy. Nie
przerobiony i chwilowo nie wydalony aldehyd wywołuje szereg reakcji, które
dają w następstwie stan złego samopoczucia. Powiem więcej. Aldehyd octowy to
czynnik rakotwórczy. Kto więc źle toleruje alkohol, niech broń Boże nie pije,
nawet wina.
Wielka szkoda, że człowiek, który nie pije wina tym samym nie dostarcza do
organizmu tych związków, dla których wino jest tak polecane. Nie wprowadzi do
organizmu ani resweratrolu, ani polifenoli, ani flawonoidów, ani wielu innych
związków, które zmiatają wolne rodniki hamując (czasami ogromnie skutecznie)
rozwój miażdżycy, procesów zapalnych, neurodegeneracyjnych, reumatoidalnego
zapalenia stawów, czy niektórych chorób nowotworowych. Wielka szkoda! Znaczne
przedłużenie życia, niższa zapadalność na choroby krążeniowe Francuzów
pijących sporo wina, chociaż jedzących zbyt tłusto nazwano " francuskim
paradoksem". Teraz już prawie każdy o nim słyszał, ale nie może iść w ślady
Francuzów..., bo nie toleruje alkoholu. Do niedawna to była kompletna klapa.
Pomysłowość ludzka nie zna jednak granic. Pomny na kłopoty sporej części
ludzkości (zwłaszcza rasy żółtej) wynikające z upośledzonego katabolizmu
aldehydu octowego opracowano technologię wyciągów z czerwonych winogron,
zawierający wszystkie aktywne składniki czerwonego wina o tak cennych
właściwościach, ale bez alkoholu. Teraz więc każdy może w aptece, czy sklepie
zielarskim kupić preparat pod nazwą ...." i tu podana nazwa preparatu :-) "...
Zawiłe są drogi rozwoju naszej cywilizacji. Nie mam pewności, czy aby
któregoś dnia, zamiast pić wino zawierające alkohol, który wcale mi nie jest
potrzebny, nie kupię sobie opakowania" ...i tu znów podana nazwa preparatu :-
)."...
...
dr hab. med. Marek Stępniewski
Prof. nadzwyczajny UJ"
koniec cytatu