Forum Kuchnia Wino
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    To jak to z tymi winami w końcu jest :-)?

    IP: *.compi.net.pl / *.crowley.pl 19.09.05, 14:35
    Po lekturze ostatnich watkow troche mam zamęt w głowie :-)

    Pojawiły się pojęcia win "dobrych na początek" winnej przygody jak
    i "odpowiednich dla wyrobionego" winopijcy. Odpowiednio: "łatwych"
    i "trudnych" w odbiorze. W pewnych umownych granicach (z licznymi
    wyjatkami) "tanich" i "drogich". Jako te łatwiejsze/tańsze/dobre na poczatek
    okresla się wina, ktore poprzez swego rodzaju przystępność, łagodność
    pozwolą "wciągnąć się" do winnego hobby ludziom, ktorzy nie są jeszcze
    przygotowani na to "coś lepszego". Znowu te trudniejsze w odbiorze, w
    domysle "wyzsza szkola jazdy", wymagaja pewnych umiejetnosci docenienia
    odpowiednich cech danego wina, doswiadczenia, swiadomosci co nam smakuje jak
    rowniez co i dlaczego uwazam/uwazane jest za wino przyzwoite, bez wad,
    dojrzale, wysokiej jakosci czy klasy, wielkie, spektakularne itd. Pokazuje
    się wina komercyjne vs "z
    charakterem"/wyjatkowe. "Parkeryzacja"/"rollandyzacja" kontra
    indywidualnosc/wyrafinowanie. Nowoczesna technologia/produkcja na duza skale
    kontra tradycja/sztuka o znamionach wręcz artyzmu.
    Do tego momentu powiedzmy, ze rozumiem :-)
    No i pojawia sie stwierdzenie marka_101 o ze wino o znamionach "najwyzszych
    lotow" (na przykładzie Bordeaux) to "nieco surowe, niedostępne, szalenie
    wytrawne i w ogóle trudne w odbiorze dla osoby o nieduzym doświadczeniu" i
    odpowiedz giorgio_primo, ze jest zupełnie odwrotnie i wielkie wino
    to "spektakularne, łatwe w odbiorze i idealne do udowadniania niedowiarkom
    jak fajnie jet pić dobre wino gdzie garbniki są poukładane a kwasowość w
    ryzach". Giorgio mowi w uzupelnieniu swojej wypowiedzi "nie bez powodu
    zresztą Cabernety z Nowego Świata, tak popularne, łatwe w odbiorze i często
    będące winami "dla początkujących", są wzorowane na flagowych winach z
    Bordeaux". Również amsti pisze "dojrzały bordos nie jest surowy" i "Kiedy to
    wszystko
    się ułoży (po odpowiednio dlugim dojrzewaniu - przyp.paero123) to wychodzi z
    tego bogate wino z solidną strukturą i doskonałą
    równowagą" a to co wskazuje marek_101 jako cos "trudnego w odbiorze" to po
    prostu wino "młode (...) często rozhukane z nadmierną kwasością lub/i
    dominacją tanin".
    No i teraz tak: człowiek zaczyna pić wina łatwe w odbiorze, przyjemne,
    komercyjne, potem przechodzi do win specyficznych, trudnych w odbiorze :-),
    zdecydowanych, wymagajacych przygotowania i doswiadczenia, i dochodzi do
    absolutnego "topu", najwyzszej pólki, wzorca, ktory okazuje sie byc
    spektakularny, bogaty, ułożony, uporządkowany, zrównoważony i ... łatwy w
    odbiorze i podobny do tych win, ktore pił na poczatku, bo były one wzorowane
    na tych najlepszych??? Koło się zamyka? :-)

    I jeszcze jedno: rozumiem, ze wino robi sie po to, aby je sprzedawac i w tym
    celu ludzie w odpowiedniej ilosci musza je pic w odpowiednich ilosciach a nie
    tylko degustowac (badz tez trzymac jako lokata kapitalu ale to juz inna
    bajka). Wszyscy producenci nie moga, chocby chcieli, wzorowac sie na winach
    wielkich bo:
    a) to nie takie proste; aby wytworzyc wielkie wino wchodzi w gre wiele
    czynnikow jak klimatyczne, glebowe, odpowiednie krzewy, odpowiedni
    winemakerzy, odpowiednie beczki, technologie stanowiace tajemnice itp a
    przede wszystkim odpowiednie inwestycje czyli pieniadze i CZAS a nie kazdy ma
    takie pieniadze i checi aby poczekac na efekty/zyski tych
    parenascie/paredziesiat lat.
    b) na marke jednak pracuje sie latami a wielkie wino to czasem nie tylko to
    co jest w butelce ale i cala otoczka, punkty, recenzje etc. ktore stanowia
    znaczacy procent w ogolnej ocenie wina (wystarczy spojrzec na tzw.slepe
    degustacje, gdzie nawet eksperci sie nie popisują i nie wylapuja tego, co
    przy znajmosci nazwy pozwala im plawic sie w zachwytach)
    c) jakby wszyscy robili wielkie wina to wielu producentom nie oplacaloby sie
    zajmomowac ta branza bo zwykle jest pewien konflikt jakosc-ilosc a skoro
    wszystkie wina sa jakosciowo najlepsze to cena wina musi spasc, do poziomu
    wykańczającego mniejszych/slabszych producentow.
    A wiec trzeba produkt "urozmaicic", aby stworzyc pewna oferte dla np.
    milosnikow win garbnikowych, cierpkich, super-wytrawnych itp. Mozna to
    zrobic "swiadomie" tj. wytworzyc wino wg wlasnych zalozen i dotrzec do tych
    niszowych konsumentow, dac im cos w ich guscie. Badz zaproponowac własną
    wersję "swietnego wina" o charakterze (smak, zapach itd) jaki nam jako
    tworcom odpowiada i miec nadzieje, ze inni to zaakcepuja i kupią. Mozna tez
    miec wino jakie sie ma, bo ma sie mozliwosci finansowe takie jakie sa,
    winnice tam gdzie sie je ma etc. a po prostu umiejtnie sprzedac produkt jako
    cos wyjatkowego, specyficznego, wyrafinowego, mozliwego w odbiorze tylko dla
    wybranych, koneserow itd. Pomoze tu oczywiscie odpowiednio wysoka cena, bo do
    tego zobowiazuje wrazenie, jakie producent chce wytworzyc. No i zawsze
    znajdzie sie krytyk, ktory odpowiednio oceni nasze wino ;-)
    Albo wrecz wykreowac potrzebę u konsumenta, powiedziec, ze wina przyjemne,
    smaczne, przezwoite są be, bo to dla poczatkujacych, a prawdziwy milosnik win
    nie idzie na łatwiznę, nie godzi sie na popijanie tego co "tłum", szuka
    wyzwań, win "z duszą", "z charakterem", "z osobowością". I tu własnie jest
    takie wino, my własnie go produkujemy z myślą o Tobie, wyjatkowym kliencie o
    wyjątkowym podniebieniu ;-))) I takie są winami własciwymi i tymi, ktore
    piją "lepsi" i prawdziwi 'winopijcy' :-)
    Moze tak być? No bo w końcu ilu ma mozliwosc sprobowania tych najwiekszych
    win, a jesli nawet to ilu przyzna się, ze nie widzi tej róznicy
    uzasadniajacej ochy i achy albo, że przypominaja mu te wina z poczatku jego
    drogi? :-))) A ilu podchodzi do takich win z prawiereligijnym/fanatycznym
    nastawieniem i w kieliszku tego wina są gotowi zobaczyc Elvisa? ;-)

    Takie sobie dywagacje :-) To jak to jest z tymi winami :-)?

    Pozdrawiam
    Obserwuj wątek
      • docg Re: To jak to z tymi winami w końcu jest :-)? 19.09.05, 16:08
        Gość portalu: paero123 napisał(a):
        > No i teraz tak: człowiek zaczyna pić wina łatwe w odbiorze, przyjemne,
        > komercyjne, potem przechodzi do win specyficznych, trudnych w odbiorze :-),
        > zdecydowanych, wymagajacych przygotowania i doswiadczenia, i dochodzi do
        > absolutnego "topu", najwyzszej pólki, wzorca, ktory okazuje sie byc
        > spektakularny, bogaty, ułożony, uporządkowany, zrównoważony i ... łatwy w
        > odbiorze i podobny do tych win, ktore pił na poczatku, bo były one wzorowane
        > na tych najlepszych??? Koło się zamyka? :-)

        • paero123 Re: To jak to z tymi winami w końcu jest :-)? 19.09.05, 16:51
          docg napisał:

          >
          • Gość: docg Re: To jak to z tymi winami w końcu jest :-)? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.09.05, 00:09
            pisałem o TANICH winach robionych na wzór bordeaux. Piłem kiedyś caberneta Casa
            Lapostolle (o ile dobrze pamiętam nazwę) i było to właśnie coś w tym stylu:
            niby jak Bordeaux, ale zupełnie bez klasy, chocby nawet przeciętnego cru
            bourgeois. Oczywiście wybitne wino da się zrobić prawie wszędzie, chociaż
            niekoniecznie będzie to wino przypominające klasyczne Bordeaux.
            Dalej: o różnicy miedzy degustacją ślepą a nieślepą ładnie napisali Bieńczyk i
            Bońkowski w MW. Ale ślepa degustacja to element profesjonalnej roboty, a picie
            wina przez hobbystów i degustowanie przez fachowców to dwie różne sprawy. Ja,
            przy moim mizernym w porównaniu z zawodowcami doświadczeniu i mało
            profesjonalnym podejściu wolę widzieć, co otwieram, cieszyć się, jeśli wino
            jest dobre i nie kombinować, ile mam mu przyznać punktów i za co.
            W końcu, co do tego Margaux - kilka lat po tamtym wydarzeniu, bogatszy o
            doświadczenia z wypicia może tysiąca butelek wina, nadal twierdzę, że na takie
            wina mam jeszcze duuuużo czasu.
            pozdrawiam
            • Gość: Maciek Re: To jak to z tymi winami w końcu jest :-)? IP: .1P1D* / 151.193.220.* 20.09.05, 15:06
              Czy degustacja "ślepa" musi koniecznie oznaczać, że nie wiesz co otwierasz? Mnie
              się osobiście podoba pomysł pionowego degustowania na ślepo kilku butelek (z np.
              jednego szczepu) nie wiedząc co piję w danej chwili, ale znając listę
              degustowanych winek (coś jak tutaj: www.klubwina.pl/). Fajnie jeszcze jak
              trunki są na różnym poziomie cenowym, wtedy można się pobawić w wyszukiwanie
              tego teoretycznie najlepszego - czasami wyniki są zaskakujące.
              • Gość: docg ślepa deg. IP: 212.160.147.* 20.09.05, 15:27
                ślepa degustacja jest fajna jako zabawa w gronie znajomych, ale kiedy mam pić
                wino do kolacji, to wolę je świadomie wybrać, nie tylko ze względu na
                spodziewaną zawartość, ale także często ze względu na wspomnienia związane z
                miejscem ich zakupu i takimi tam różnymi rzeczami. Wcale nie chciałbym dostawać
                do kolacji wino w papierowej torbie i bawić się w zgadywanie co to jest.
                pozdrawiam
      • amsti Paero? 19.09.05, 16:14
        po prostu pij i degustuj jak najwięcej. Zobaczysz co Ci smakuje i tyle.

        Bo tak ile głosów, tyle opinii. A i tak dla Ciebie twoje preferencje będą
        najważniejsze, być może zupełnie niezależnie od tego co mówią/piszą inni. A
        wtedy jest bez znaczenia, czy młode/stare, surowe/dojrzałe ---> twój smak się
        liczy dla Ciebie. A to czy wychwycisz jakieś niuanse, które opisują inni jest
        sprawą drugorzędną.

        Pozdrawiam
        • Gość: paero123 Re: Paero? IP: *.compi.net.pl / *.crowley.pl 19.09.05, 16:25
          Chodzilo mi tu tylko o to, ze marek_101 twierdzi, ze wlasnie podoba mu sie w
          winach to, co Ty uwazasz za wade tj. niedojrzalość, bomba garbnikowa, surowosc.
          Ja rozumiem, ze ktos lubi befsztyk krwisty a ktos wysmażony ale np. ciasto z
          zakalcem tez moze komus smakowac ale nie taki byl chyba zamysł gospodyni, a po
          prostu jej nie wyszlo? :-)))
          Tak samo jak sa wina z potencjalem starzenia ale i takie, ktore jak
          przetrzymasz 10 lat to potem chocbys mlaskal, wzdychal i upieral sie, ze Ci
          smakuja, to i tak sa juz skwasniale :-)))

          Pozdrawiam
          • amsti nie wiem 19.09.05, 16:51
            musiałbym kiedyś usiaść z Markiem do stołu i pić to samo wino, żeby to
            zweryfikować, wyraziłem tylko moje przypuszczenie, które niekoniecznie musi być
            prawdą, bo nie wiem jakie wina Marek pił, co więcej nawet jakbym to wiedział, to
            i tak niewielka szansa, że ja również miałem okazję je pić. Jego ocena co do
            Bordeaux może być taka, ponieważ np. pije inne wina okazjonalnie i jego pojęcie
            "nieco surowe" może być różne od mojego.

            Ktoś będzie narzekał na dębowość, ktoś inny stwierdzi, że beczka jest dobrze
            wkomponowana, komu wierzyć dopóki samemu się nie skosztuje tego samego wina.

            Pozdrawiam

            • paero123 Racja 19.09.05, 17:03
              Ale fajnie byloby zapytac winemakera jakie wino chcial uzyskac. Bo moze Marek
              pil je jeszcze jak bylo mlode i niedojrzale i dlatego wrazenie surowosci i
              niedostepnosci (jesli podoba mu sie takie to OK) a powinno byc wg tworcy zdatne
              do picia dopiero za pare lat jak dojrzeje, nabedzie ogłady, harmonii, rownowagi
              miekkosci itp.
              • marek_101 Re: Racja 19.09.05, 17:07
                A propos Bordeaux to najstarszy rocznik jaki miałęm okazję to był 1994 La Tour
                Martillac, więc trudno uznać żebym pił w pełni dojrzałe wina skoro najstarsze
                miały ok. 10 lat. Piszę to co wynika z moich obserwacji jeśli bym spróbował win
                z lat 80tych czy 70tych może skorygował bym swoje odczucia odnośnie Bordeaux.
                Pozdrawiam
          • marek_101 Re: Paero? 19.09.05, 17:03
            Dlatego pisałem że należy zapoznać sięz opiniami zawodowców na temat
            konkretnych win, jeśli ktoś nie lubi Parkera to ma jeszcze Bettane, www.wine-
            journal czy Jean Marca Quarina. MOzna zobaczyć jak kilku zawodowców ocenilo
            dane wino i wyciągnąć wnioski zanim się wyłoży konkretene pieniądze. Można też
            postępwać tak jak proponuje giorgio_primo czyli wyrzucić w diabły wszystkie
            przewodniki i opinie i testować wszystkie wina jakie wpadną ci w oko, bo a nuż
            któreś jest znakomite tylko że nie znalazło uznania w oczach tego czy tamtego
            krytyka. Oczywiście tak też można tylko jak długo taki "modus operandi"
            wytrzyma twój portfel.
            Z ocenianiem win jest trochę jak z ocenianiem muzyki. Dla wielu dany utwór
            będzie świetny ale dla iluś tam przeciętny ale istnieją takie piosenki co do
            których, dziennikarze czy krytycy są zgodni że są kamieniami milowymi i
            wybitnymi dziełami, chociaż nawet wtedy nie ma przymusu żeby ci się ta piosenka
            czy utwór musiała podobać, tak jak nie ma przymusu żeby Mouton Rothschild 1986
            też ci smakowało. Niemniej jednak warto posłuchać wysoko ocenianej piosenki tak
            jak warto napić sięwysoko ocenianego wina żeby skonfrontować własne opinie z
            opiniami uznanych tuzów branży czy to muzycznej czy winiarskiej.
            Pozdrawiam
            • giorgio_primo Re: Paero? 20.09.05, 11:56
              marek_101 napisał:

              > Dlatego pisałem że należy zapoznać sięz opiniami zawodowców na temat
              > konkretnych win, jeśli ktoś nie lubi Parkera to ma jeszcze Bettane, www.wine-
              > journal czy Jean Marca Quarina. MOzna zobaczyć jak kilku zawodowców ocenilo
              > dane wino i wyciągnąć wnioski zanim się wyłoży konkretene pieniądze. Można
              też
              > postępwać tak jak proponuje giorgio_primo czyli wyrzucić w diabły wszystkie
              > przewodniki i opinie i testować wszystkie wina jakie wpadną ci w oko, bo a
              nuż
              > któreś jest znakomite tylko że nie znalazło uznania w oczach tego czy tamtego
              > krytyka. Oczywiście tak też można tylko jak długo taki "modus operandi"
              > wytrzyma twój portfel.

              Tu jest pewna sprzeczność. W imię oszczędności miałby ktoś kupować wina które z
              powodu rozgłosu medialnego są skandalicznie przecenione? Tymczasem można miast
              tego wypić zwyczajnie więcej win i nie tylko oszczędzić, ale także uwrażliwić
              swój smak i węch na inne wina niż te ulubione przez krytyków.

              > Z ocenianiem win jest trochę jak z ocenianiem muzyki. Dla wielu dany utwór
              > będzie świetny ale dla iluś tam przeciętny ale istnieją takie piosenki co do
              > których, dziennikarze czy krytycy są zgodni że są kamieniami milowymi i
              > wybitnymi dziełami,

              Może jakiś przykład takiego "uniwersalnego" dzieła muzycznego by się udało
              wymienić, bo mimo że przychodzą mi do głowy jacyś "klasycy" to natychmiast w
              głowie pojawia mi się obrazek jawajczyka wychowanego na gamelanie sundajskim,
              któremu próbujesz wmówić "wielkość" tego twojego "wybitnego kamienia milowego".
              Nie istnieje w obrębie sztuki jak i w obrębie smaku coś takiego jak "wzorzec
              metra", bo na odbiór tak sztuki jak i wina składa się suma doświadczeń
              osobniczych (najczęciej socjalizacyjnych).



              > chociaż nawet wtedy nie ma przymusu żeby ci się ta piosenka
              >
              > czy utwór musiała podobać, tak jak nie ma przymusu żeby Mouton Rothschild
              1986
              > też ci smakowało. Niemniej jednak warto posłuchać wysoko ocenianej piosenki
              tak
              >
              > jak warto napić sięwysoko ocenianego wina żeby skonfrontować własne opinie z
              > opiniami uznanych tuzów branży czy to muzycznej czy winiarskiej.

              Niewątpliwie warto, ale tylko i wyłącznie wtedy kiedy ma się możliwość
              dokonania samodzielnej oceny takiego utworu czy wina a ta możliwość jest
              warunkowana możliwością porównań z innym utworami/winami. W wypadku
              sluchania/kupowania/picia tylko tego co jest "powszechnie" uznane przez
              krytyków wywodzących się z jednego kręgu kulturowego zezwalamy na kierowanie
              naszym życiem (w pewnych obszarach) przez innych.

              ...i wracam znowu do tego zdania Marka_101, które jest niczym "kamień
              milowy": "Mnie najbardziej w tych [Bordeaux] winach podoba się surowość i
              elegancja". Wiedziałem, że tą frazę napotykam czasem w lekturach, jednak żeby
              aż tak mało oryginalnie przepisywać z BB 2005/2006 (strona 147)? ;-)))
              • paero123 Re: Paero? 20.09.05, 12:23
                giorgio_primo napisał:

                > Może jakiś przykład takiego "uniwersalnego" dzieła muzycznego by się udało
                > wymienić, bo mimo że przychodzą mi do głowy jacyś "klasycy" to natychmiast w
                > głowie pojawia mi się obrazek jawajczyka wychowanego na gamelanie sundajskim,
                > któremu próbujesz wmówić "wielkość" tego twojego "wybitnego kamienia
                milowego".

                I przez analogie moze nie ma sensu przekonywac Polaków, ze powinni pic wino, bo
                to naprawde "cos wspaniałego", skoro wieki cale raczej "gorzała" zajmowala
                poczesne miejsce na naszym stole? I po co przekonywac do obcej 'kultury picia'
                i tych francuskich, wloskich etc. wynalazkow? Zastrzegam, jestem tu po tej
                samej co Ty stronie barykady :-)

                > ...i wracam znowu do tego zdania Marka_101, które jest niczym "kamień
                > milowy": "Mnie najbardziej w tych [Bordeaux] winach podoba się surowość i
                > elegancja". Wiedziałem, że tą frazę napotykam czasem w lekturach, jednak żeby
                > aż tak mało oryginalnie przepisywać z BB 2005/2006 (strona 147)? ;-)))

                Oooo, a podobno ktos tu nie czyta/nie korzysta z przewodników ;-)))) A zdanie
                jest mniej oryginalne niz "Bo to zła kobieta była", takze plagiat jest mało
                prawdopodobny acz nie wykluczony. :-)))

                Pozdrawiam

                • giorgio_primo Re: Paero? 20.09.05, 12:35
                  paero123 napisał:

                  > I przez analogie moze nie ma sensu przekonywac Polaków, ze powinni pic wino,
                  bo
                  >
                  > to naprawde "cos wspaniałego", skoro wieki cale raczej "gorzała" zajmowala
                  > poczesne miejsce na naszym stole? I po co przekonywac do obcej 'kultury
                  picia'
                  > i tych francuskich, wloskich etc. wynalazkow?

                  Jak pisałem kilkakrotnie: "nikt nikogo pod pistoletem nie trzyma". Istotą jest
                  sprawa wolności wyboru: musi być wolno przekonywać, można dać się przekonać i
                  wolno też pozostać przy wódeczce. Na drodze stoj w Polsce jednak trochę
                  przeszkód w postaci choćby skandalicznej ustawy promującej piwo. W wyniku tego
                  nawet zwykła informowanie konsumenta w mediach natrafia na przeszkody.

                  > Zastrzegam, jestem tu po tej
                  > samej co Ty stronie barykady :-)

                  Nie czuję się jak na wojnie... ;-)

                  > Oooo, a podobno ktos tu nie czyta/nie korzysta z przewodników ;-))))

                  Tego nie napisałem. Czytam i muszę. Niektóre muszę bardziej, niektóre mniej.
                  • paero123 Re: Paero? 20.09.05, 13:15
                    giorgio_primo napisał:

                    > Jak pisałem kilkakrotnie: "nikt nikogo pod pistoletem nie trzyma". Istotą
                    jest
                    > sprawa wolności wyboru: musi być wolno przekonywać, można dać się przekonać i
                    > wolno też pozostać przy wódeczce. Na drodze stoj w Polsce jednak trochę
                    > przeszkód w postaci choćby skandalicznej ustawy promującej piwo. W wyniku
                    tego
                    > nawet zwykła informowanie konsumenta w mediach natrafia na przeszkody.

                    Chodzilo mi tylko o to, ze my (my, krol Francji) uwazamy, ze warto pic wino
                    zamiast wodki; szanujemy czyjąś tradycję i przywiazanie do "czystej", ale
                    uważamy, to wino to cos wiecej niz procenty i szum w glowie po spozyciu i tak
                    rozumiemy ten aspekt kultury picia alkoholu, ktory komus chcemy zaproponowac.
                    Skorzysta, nie skorzysta, sprobowac warto (zarowno wina jak i przekonywac
                    innych do wina) :-)

                    > Nie czuję się jak na wojnie... ;-)

                    Walczymy o przyszlosc naszych interesow: Ty chcesz rozwoju swojego biznesu a ja
                    nizszych cen wina, ktore kupuję. Obaj chcemy kontunuowac przygode z winem. Wiec
                    powiekszenie liczby winopijcow jest w kazdego z nas z osobna "dobrze pojetym
                    interesie".

                    > > Oooo, a podobno ktos tu nie czyta/nie korzysta z przewodników ;-))))
                    >
                    > Tego nie napisałem. Czytam i muszę. Niektóre muszę bardziej, niektóre mniej.

                    OK, to w takim razie zle zrozumialem. Czytac ale sie nie sugerowac :-)

                    Pozdrawiam
                    Paweł
              • marek_101 Do giorgio secundo 20.09.05, 13:10
                Można też
                > > postępwać tak jak proponuje giorgio_primo czyli wyrzucić w diabły wszystk
                > ie przewodniki i opinie i testować wszystkie wina jakie wpadną ci w oko, bo
                > a nuż któreś jest znakomite tylko że nie znalazło uznania w oczach tego czy
                tam tego krytyka. Oczywiście tak też można tylko jak długo taki "modus
                operandi" wytrzyma twój portfel.
                >
                > Tu jest pewna sprzeczność. W imię oszczędności miałby ktoś kupować wina które
                z
                >
                > powodu rozgłosu medialnego są skandalicznie przecenione? Tymczasem można
                miast
                > tego wypić zwyczajnie więcej win i nie tylko oszczędzić, ale także uwrażliwić
                > swój smak i węch na inne wina niż te ulubione przez krytyków.

                Trudno się dyskutuje z kimś kto z uporem maniaka udaje że nie rozumie
                podstwawowych kwestii lub też rzeczywiście ich nie rozumie. JA nikomu nie każdę
                ani nawet nie polecam kupować win które są po skandalicznych cenach, gdzie to
                napisałem??? Niech Pan po raz kojelny nie dyskutuje sam ze sobą, głosząc jakieś
                wymyślone przez Pana tezy i przypisując im moje autorstwo.
                Mając dwa wina po takiej samej lub podobnej cenie i mając pieniądze tylko na
                jedno z nich, ja zwykle próbuję się dowiedzieć co inni sądzą o tych winach,
                jeśli jedno z nich ma wyraźnie lepsze opinie to je kupuję jeśli mają podobne to
                decydują inne drugorzędne czynniki. JA uważam że to jest racjonalne
                postępowanie, według Pana nie, ocenę tego kto ma rację zostawiam ruralowi i
                innym czytającym ten wątek. NApiszę jeszcze że sugerowanie jakoby wina wysoko
                oceniane można było kupić tylko po skandalicznie zawyżonych cenach jest po
                prostu śmieszne.

                Tymczasem można miast
                > tego wypić zwyczajnie więcej win i nie tylko oszczędzić, ale także uwrażliwić
                > swój smak i węch na inne wina niż te ulubione przez krytyków.
                za te same pieniądze można kupić i słabe wina i dobre wina, zupełnie nie
                rozumiem skąd ta sprzeczność, owszem zwykle wina lepsze sądroższe ale nawet w
                tym samym przedziale cenowym, oceny pomiędzy poszczególnymi winami mogą być
                bardzo duże. JA w każdym razie kupuję te które mają dobre noty skoro mnie nie
                staćna kupowanie wszystkich

                > Może jakiś przykład takiego "uniwersalnego" dzieła muzycznego by się udało
                > wymienić, bo mimo że przychodzą mi do głowy jacyś "klasycy" to natychmiast w
                > głowie pojawia mi się obrazek jawajczyka wychowanego na gamelanie sundajskim,
                > któremu próbujesz wmówić "wielkość" tego twojego "wybitnego kamienia
                milowego".
                >
                proszę bardzo w sobotęprzyjeżdzą do Warszawy Sting, na pewno na koncercie
                będzie śpiewał "Every breath you take" piosenka najczęściej grana w stacjach
                radiowych na świecie, nie słyszałem jeszce opini krytyka muzycznego w POlsce
                czy dziennikarza ,k tóry by powiedził że to nic nie znacząca w historii muzyki
                piosenka, podobnie jak na przykłąd płyta "Dark side of the moon" Pink Floyd.
                Nie muszą się Panu oczywiście wyżej wymionione podobać i może Pan uważać że są
                to dziełą zupełnei bez wartości ale jestem zupełnie spokojny że to nie Pan ma
                rację.


                > Nie istnieje w obrębie sztuki jak i w obrębie smaku coś takiego jak "wzorzec
                > metra", bo na odbiór tak sztuki jak i wina składa się suma doświadczeń
                > osobniczych (najczęciej socjalizacyjnych).
                MOże jeśli nie będzie pisał Pan truizmów to inaczej będzie ta dyskusja
                przebiegała. Nikt chyba na tym forum nie pisał że istnieje wzorzec metra w
                obrębie smaku, w poprzednim poście napisałem że nikt nie musi przyznawać że mu
                smakuje mouton rothschild 1986, niemniej jednak są jakieś obiektywne krytera
                które spełniając dane wino zostaje uznane za wielkie. I są to kryteria które
                pozwalają "odcedzić" własny subiektywny gust jednej osoby. Jeśli chce PAn
                wiedziećjakei to kryteria to proszę sobie wziąść do ręki pierwzy tom
                znienawidzonego przez Pana Parkera i coś poczytać na ten temat, może jednak
                wejdą Panu do głowy mądrzejsze rzeczy niże te które czasami PAn tu wypisuje.

                Niemniej jednak warto posłuchać wysoko ocenianej piosen
                > ki ta jak warto napić sięwysoko ocenianego wina żeby skonfrontować własne
                opini
                > e z opiniami uznanych tuzów branży czy to muzycznej czy winiarskiej.
                > Niewątpliwie warto, ale tylko i wyłącznie wtedy kiedy ma się możliwość
                > dokonania samodzielnej oceny takiego utworu czy wina a ta możliwość jest
                > warunkowana możliwością porównań z innym utworami/winami.
                I ja takiego porówania nikomu nie zabraniam, czy Pan w ogóle zrozumiał to co
                napisałem????? Jeśli kogoś stać na kupno dwóch butelek wina z których jedno
                jest wysoko ocenione a drugie miernie i samemu porównać to proszę bardzo jestem
                jak najbardziej za. Jeśli natomiast ktoś ma tylko pieniądze na kupno jednej z
                tych dwóch butelek, kupowanie na chybił trafił bez brania innych czynników pod
                uwagę uważam za NONSENS.


                W wypadku
                > sluchania/kupowania/picia tylko tego co jest "powszechnie" uznane przez
                > krytyków wywodzących się z jednego kręgu kulturowego zezwalamy na kierowanie
                > naszym życiem (w pewnych obszarach) przez innych.
                kolejny truizm, tak się składa że obywatele w każdym państwie demokratycznym
                czy dyktaturze są mniej lub bardziej manipulowani we wszystkich dziedzinach
                życia, wino nie jest tutaj żadnym wyjątkiem, tylko że każdym ma wolnąwolę jeśli
                ktoś kupił kilka butelek win, o których Parker napisał że są świetne i mu nie
                smakowały to nie ma żadnego obowiązku, kierować się dalej zdaniem pana PArkera.
                Co więcej nawet taka sytuacja daje na przyszłość cenne doświadczenia ponieważ
                pozwala na wyciągnięce na przykład takiego wniosku że mi smakują takie wina
                którym PArker dał niskie noty, i to jest też jakaś wskazówka na przyszłość
                jakie wina mam kupować ;-)

                > ...i wracam znowu do tego zdania Marka_101, które jest niczym "kamień
                > milowy": "Mnie najbardziej w tych [Bordeaux] winach podoba się surowość i
                > elegancja". Wiedziałem, że tą frazę napotykam czasem w lekturach, jednak żeby
                > aż tak mało oryginalnie przepisywać z BB 2005/2006 (strona 147)? ;-)))

                Po pierwsze to jeszcze nie kupiłem sobie przewodnika Bieńczyka, przeglądałem go
                pobierzenie ze 2 razy w księgarni, więc nie znam go na pamięć a tym samym nie
                mogę przepisywać z niego zdań.
                Po drugie bardzo mnie cieszy że panowie Bieńczyk i Bońkowski mają podobne
                zdanie do win z Bordeaux jakie ja sobie wyrobiłem na podstawie swoich skromych
                doświadczeń. Świadczy to chyba na moją korzyść panie giorgio a nie na pańską.
                Po trzecie zastanwiam się po jaką cholerę bierze Pan przewodnik po winach do
                ręki skoro na tym forum wszem i wobec pisza PAn że nie należy sie sugerować tym
                co jest w przewodnikach, czyżby co innego PAn pisał a co innego robił w
                rzeczywistości??



                • giorgio_primo Zabawy nickiem przypominają mi o Michelu... ;-) 20.09.05, 13:43
                  marek_101 napisał:

                  > proszę bardzo w sobotęprzyjeżdzą do Warszawy Sting, na pewno na koncercie
                  > będzie śpiewał "Every breath you take" piosenka najczęściej grana w stacjach
                  > radiowych na świecie, nie słyszałem jeszce opini krytyka muzycznego w POlsce
                  > czy dziennikarza ,k tóry by powiedził że to nic nie znacząca w historii
                  muzyki
                  > piosenka, podobnie jak na przykłąd płyta "Dark side of the moon" Pink Floyd.
                  > Nie muszą się Panu oczywiście wyżej wymionione podobać i może Pan uważać że

                  > to dziełą zupełnei bez wartości ale jestem zupełnie spokojny że to nie Pan ma
                  > rację.

                  Idąc tym tropem to zapewne Coca Cola jest najlepszym napojem na świecie, bo
                  jest pewnie najczęściej kupowana... Zjawiska z obszaru popkultury z dyskusją o
                  cenach Haut-Brion mają dla mnie związek wątpliwy.

                  w poprzednim poście napisałem że nikt nie musi przyznawać że mu
                  > smakuje mouton rothschild 1986, niemniej jednak są jakieś obiektywne krytera
                  > które spełniając dane wino zostaje uznane za wielkie.

                  Jakie to kryteria? Nie znam nikogo kto takowe zna. Jeśli jednak takie są, to
                  proszę je wymienić. Zapewniam, że będzie to przełom na skalę światową w
                  winiarstwie.

                  > I są to kryteria które
                  > pozwalają "odcedzić" własny subiektywny gust jednej osoby. Jeśli chce PAn
                  > wiedziećjakei to kryteria to proszę sobie wziąść do ręki pierwzy tom
                  > znienawidzonego przez Pana Parkera i coś poczytać na ten temat, może jednak
                  > wejdą Panu do głowy mądrzejsze rzeczy niże te które czasami PAn tu wypisuje.

                  W tej książce są wymienione kryteria którymi się kieruje Parker. Nie zauważyłem
                  tam żadnych innych.

                  > I ja takiego porówania nikomu nie zabraniam, czy Pan w ogóle zrozumiał to co
                  > napisałem????? Jeśli kogoś stać na kupno dwóch butelek wina z których jedno
                  > jest wysoko ocenione a drugie miernie i samemu porównać to proszę bardzo
                  jestem
                  >
                  > jak najbardziej za. Jeśli natomiast ktoś ma tylko pieniądze na kupno jednej z
                  > tych dwóch butelek, kupowanie na chybił trafił bez brania innych czynników
                  pod
                  > uwagę uważam za NONSENS.

                  Problem w tym właśnie założeniu tkwi, że sugeruje Pan że wino które nie zostało
                  ocenione jest winem gorszym. Dlaczego tak niby ma być?

                  > tylko że każdym ma wolnąwolę jeśli
                  > ktoś kupił kilka butelek win, o których Parker napisał że są świetne i mu nie
                  > smakowały to nie ma żadnego obowiązku, kierować się dalej zdaniem pana
                  > PArkera.

                  No właśnie o to chodzi. A jak ma się przekonać o tym jeśli kupuje wina tylko i
                  wyłącznie ocenione wysoko przez kogoś a rezygnuje z zakupu wina które nie
                  występuje w takich poradnikach?

                  > Co więcej nawet taka sytuacja daje na przyszłość cenne doświadczenia ponieważ
                  > pozwala na wyciągnięce na przykład takiego wniosku że mi smakują takie wina
                  > którym PArker dał niskie noty, i to jest też jakaś wskazówka na przyszłość
                  > jakie wina mam kupować ;-)

                  A jak nie ocenia ich wcale? Co wtedy ma zrobić taki biedak, który bez Parkera
                  się nie próbuje nawet poruszać po świecie wina? Zrezygnować zapewne z zakupu
                  wogóle...


                  > Po pierwsze to jeszcze nie kupiłem sobie przewodnika Bieńczyka, przeglądałem
                  go
                  >
                  > pobierzenie ze 2 razy w księgarni, więc nie znam go na pamięć a tym samym nie
                  > mogę przepisywać z niego zdań.
                  > Po drugie bardzo mnie cieszy że panowie Bieńczyk i Bońkowski mają podobne
                  > zdanie do win z Bordeaux jakie ja sobie wyrobiłem na podstawie swoich
                  skromych
                  > doświadczeń.

                  Mam dziwne wrażenie, że jest inaczej, ale wspomniałem że ta klisza występuje
                  wszędzie niemal. Niewiele też znaczy.

                  > Świadczy to chyba na moją korzyść panie giorgio a nie na pańską.

                  "Na korzyść"? Ja się nie startuję w żadnym konkursie... ;-)

                  > Po trzecie zastanwiam się po jaką cholerę bierze Pan przewodnik po winach do
                  > ręki skoro na tym forum wszem i wobec pisza PAn że nie należy sie sugerować
                  tym
                  >
                  > co jest w przewodnikach, czyżby co innego PAn pisał a co innego robił w
                  > rzeczywistości??

                  Pomijając wiele innych powodów dla których muszę czytać i kupować prasę i
                  książki o winie, to:

                  Tak się to jest na świecie urządzone, że abym mógł ocenić lub wypowiadać się na
                  temat przewodnika czy czasopisma muszę je przeczytać. Może to wydaje się trudne
                  do pojęcia dla kogoś kto wystawia oceny winom których nie pił, wyłącznie na
                  podstwie tego co gdzieś przeczytał lub usłyszał, ale tak jest i nie wygląda
                  żeby się to mogło zmienić.
                  • marek_101 To był tylko niewinny żart ;-) 20.09.05, 14:24
                    Idąc tym tropem to zapewne Coca Cola jest najlepszym napojem na świecie, bo
                    > jest pewnie najczęściej kupowana... Zjawiska z obszaru popkultury z dyskusją
                    o
                    > cenach Haut-Brion mają dla mnie związek wątpliwy.

                    coca cola jest równocześnie jednym z najbardziej jeśli nie najbardziej
                    krytykowanym napojem niealkoholowym na świecie w odróżnieniu od twórczości
                    Stinga co pokazuje że pana przykład jest chybiony. Żeby było jasne nie jestem
                    wielbicielem STinga i w sobotę nie będęna koncercie ale doceniam to że facet
                    jest wielbiony zarówno przez publiczność jak i ludzi z branży dla mnie ma to
                    dużą wyymowę, dla PAna jak widzę nie znaczy nic.
                    A co ma cena Haut Brion do popkultury to nie wim , może PAn napisze skoro sam
                    PAn taki wtręd zrobił. JA podałem Panu przykład na kamień milkowy w muzyce,
                    chociaż Pan uważa że takich obiektywnie nie ma.

                    > w poprzednim poście napisałem że nikt nie musi przyznawać że mu
                    > > smakuje mouton rothschild 1986, niemniej jednak są jakieś obiektywne kryt
                    > era
                    > > które spełniając dane wino zostaje uznane za wielkie.
                    >
                    > Jakie to kryteria? Nie znam nikogo kto takowe zna. Jeśli jednak takie są, to
                    > proszę je wymienić. Zapewniam, że będzie to przełom na skalę światową w
                    > winiarstwie.
                    Niech Pan jednak zajrzy do tego Parkera te jego kryteria wydalą mi sie logiczne
                    i rozsądne dlatego się z nimi zgadzam, jeśli Pan uważa że są absurdalne i nie
                    nadają się do oceny wielkiego wina to proszę napisać dlaczego Pan tak uważa.


                    Jeśli natomiast ktoś ma tylko pieniądze na kupno jedn
                    > ej z
                    > > tych dwóch butelek, kupowanie na chybił trafił bez brania innych czynnikó
                    > w
                    > pod
                    > > uwagę uważam za NONSENS.
                    >
                    > Problem w tym właśnie założeniu tkwi, że sugeruje Pan że wino które nie
                    zostało
                    >
                    > ocenione jest winem gorszym. Dlaczego tak niby ma być?
                    no właśnie dlaczego???? też się zastanawiam i nie rozumiem dlaczego Pan kieruje
                    do mnie to pytanie. Ja nie uważam że wino nieocenione jest gorsze pod względem
                    smaku, różnica jest tylko taka że w jednym przypadku mam przed sobą jakieś dane
                    które coś mi mogą przekazać jakie to wino jest a w drugim nie mam żadnych
                    informacji. Ludzie generalnie (wyjątki się zdarzają) zawsze wybierają to co
                    znane niż to co nieznane i to jest racjonalny wybór, jeśli chce Pan to podważać
                    to proszę bardzo ale ma Pan przecie sobie całą historię ludzkości.

                    > No właśnie o to chodzi. A jak ma się przekonać o tym jeśli kupuje wina tylko
                    i
                    > wyłącznie ocenione wysoko przez kogoś a rezygnuje z zakupu wina które nie
                    > występuje w takich poradnikach?
                    już to napisałem jeśli mój gust nie pokrywa się z gustem danego krytyka to już
                    się jego komentarzami i ocenami nie kieruję, jeśli natomiast zachodzi wyskoa
                    zbierzność moich poglądów z degustatorem to kupuję i inne wina które on wysoko
                    ocenił, decyduje tu rachunek ekonomicznym, po prostu jest mniejsza szansa że
                    wywalę pieniądze w błoto.

                    > A jak nie ocenia ich wcale? Co wtedy ma zrobić taki biedak, który bez Parkera
                    > się nie próbuje nawet poruszać po świecie wina? Zrezygnować zapewne z zakupu
                    > wogóle...
                    nie musi się tylko Parkerem kierować są i inne przewodniki, a w nich tysiące
                    ocenainych win, na pewno w każdym większym sklepie trafi na wina ocenione w tym
                    czy innym przewodniku. Lepsze takie informacje niż żadne bo wtedy kupowanie
                    butelki przypomina ruletkę.

                    > > Po drugie bardzo mnie cieszy że panowie Bieńczyk i Bońkowski mają podobne
                    >
                    > > zdanie do win z Bordeaux jakie ja sobie wyrobiłem na podstawie swoich
                    > skromych
                    > > doświadczeń.
                    >
                    > Mam dziwne wrażenie, że jest inaczej, ale wspomniałem że ta klisza występuje
                    > wszędzie niemal. Niewiele też znaczy.
                    za "dziwne wrażenia" które pana dotykają niestety nie biorę żadnej
                    odpowiedzialności, a co do ogólnej oceny Bordeaux pojawia się ona często bo
                    jest po prostu trafna i odzwierciedla rzeczywistość, nie ma sensu wyważać drzwi
                    na ościesz skoro są już dawno otwarte i tworzyć jakiś nowych definicji.

                    > Tak się to jest na świecie urządzone, że abym mógł ocenić lub wypowiadać się
                    na
                    >
                    > temat przewodnika czy czasopisma muszę je przeczytać. Może to wydaje się
                    trudne
                    >
                    > do pojęcia dla kogoś kto wystawia oceny winom których nie pił, wyłącznie na
                    > podstwie tego co gdzieś przeczytał lub usłyszał, ale tak jest i nie wygląda
                    > żeby się to mogło zmienić.
                    Po pierwsze to chętnie się dowiem jakiemu to winu wystawiłem ocenę bez picia???
                    Jedyne skojarzenia jakie mi przychodzą do głowy to Branarie Ducru 2001 o którym
                    napisałem że jest u Miełżyńskiego i dostało bardzo dobre recenzje od krytyków
                    ale NIE NAPISAŁEM ŻE WEDŁUG MNIE JEST ONO BARDZO DOBRE. Proszę podać przykłady
                    win którym wystawiłem noty bez ich spróbowania, jeśli PAn tego nie zrobi to
                    zamyka to moją dyskusję bo z oszczercami nie mam zamiaru tracić czasu na debaty.
                    • Gość: paero123 Re: To był tylko niewinny żart ;-) IP: *.compi.net.pl / *.crowley.pl 20.09.05, 14:55
                      Pax Panowie!

                      Najpijcie się czym prędzej wina bo podobno uspokaja... :-)
                      Naprawde nie ma co się tak denerwować, przeciez to ma byc rzeczowa dyskusja a
                      nie wojna ;-)

                      Pozdrawiam
                      paero123

                      P.S. A coca-cola na pewno jest pewnym wzorcem czy "wielkim napojem" w kategorii
                      napojow gazowanych. Jakosc sama w sobie :-). Tak samo jak OS Microsoftu choc
                      zdarzaja sie systemy operacyjne "trudne w odbiorze" dla przecietnego
                      uzytkownika komputera jak BeOS, Linux itd.
                    • giorgio_primo Re: To był tylko niewinny żart ;-) 20.09.05, 16:20
                      marek_101 napisał:

                      > coca cola jest równocześnie jednym z najbardziej jeśli nie najbardziej
                      > krytykowanym napojem niealkoholowym na świecie w odróżnieniu od twórczości
                      > Stinga co pokazuje że pana przykład jest chybiony.

                      Hmmm... Ciekawe. Jako dowód na "wielkość" tego byłego muzyka Police podał Pan
                      fakt dotyczący ilości emisji w stacjach radiowych.

                      Zatem jeśli to ma być wyznacznikiem "wielkości" bycia "kamieniem molowym", to
                      przykład jest jak najbardziej uzasadniony.

                      Nie zauważyłem natomiast powszechnej krytyki Coli. Widocznie, choć jej nie
                      pijam, nie obracam się w kręgach antyglobalistyczno-ekologicznego podziemia
                      gdzie taka krytyka jest chlebem codziennym.

                      > Żeby było jasne nie jestem
                      > wielbicielem STinga i w sobotę nie będęna koncercie ale doceniam to że facet
                      > jest wielbiony zarówno przez publiczność jak i ludzi z branży dla mnie ma to
                      > dużą wyymowę, dla PAna jak widzę nie znaczy nic.

                      Ależ ja doceniam! Znaczy to dla mnie bardzo wiele. Tyle, że znaczy to i tylko
                      to co jest faktem:
                      - Sting jest popularny w dość szerokim "targecie" wiekowym
                      - Sting umie napisać proste melodie oparte na sprawdzonych schematach na przebój
                      - Sting umie je poprawnie wykonać na gitarze
                      - Sting potrafi je czysto zaśpiewać
                      - doskonale zajmuje się promocją jego manager
                      - muzyka Stinga jest na tyle neutralna i prosta, że właściwie nikomu nie
                      przeszkadza kiedy sączy się gdzieś z głośnika

                      To i pewnie kilka innych faktów jest bezspornych. Reszta raczej leży w sferze
                      osobistyc emocji. Czy zatem jeśli Sting jest "wielki", to "wielki" jest też
                      Michel Jackson? Bo że "kamieniem milowym", w tym rozumieniu co Sting, jest
                      niewątpliwie.

                      > A co ma cena Haut Brion do popkultury to nie wim , może PAn napisze skoro sam
                      > PAn taki wtręd zrobił. JA podałem Panu przykład na kamień milkowy w muzyce,
                      > chociaż Pan uważa że takich obiektywnie nie ma.

                      No właśnie to ja nie wiem jak się ma przykład Stinga do wyboru win na podstawie
                      ocen Parkera.

                      OK. "Kamieniem" niech i Sting zostanie. Wtedy jednak musimy do grupy "kamieni"
                      dołożyć Abbę, Drupiego i BoneyM.

                      Ja ani Stnga, ani Abby za muzykę "wielką" jednak nie uznam, niezależnie od
                      ilości sprzedanych płyt i emisji w radio. Popularność nie jest dla mnie miarą
                      ani jakości.

                      > Niech Pan jednak zajrzy do tego Parkera te jego kryteria wydalą mi sie
                      logiczne
                      >
                      > i rozsądne dlatego się z nimi zgadzam, jeśli Pan uważa że są absurdalne i nie
                      > nadają się do oceny wielkiego wina to proszę napisać dlaczego Pan tak uważa.

                      Z prostej przyczyny: to są kryteria oceny win jakie odpowiadają Parkerowi a nie
                      mi. Kładą nacisk na elementy wina nieistotne dla mnie jak i dla wielu osób
                      pijających wino które znam osobiście. Nie ma ani jednego powodu abym jadał
                      rozgotowany makaron, bo akurat taki smakuje Parkerowi.

                      > no właśnie dlaczego???? też się zastanawiam i nie rozumiem dlaczego Pan
                      kieruje
                      >
                      > do mnie to pytanie. Ja nie uważam że wino nieocenione jest gorsze pod
                      względem
                      > smaku, różnica jest tylko taka że w jednym przypadku mam przed sobą jakieś
                      dane
                      >
                      > które coś mi mogą przekazać jakie to wino jest a w drugim nie mam żadnych
                      > informacji. Ludzie generalnie (wyjątki się zdarzają) zawsze wybierają to co
                      > znane niż to co nieznane i to jest racjonalny wybór, jeśli chce Pan to
                      podważać
                      >
                      > to proszę bardzo ale ma Pan przecie sobie całą historię ludzkości.

                      Fakt. Jak zostało to powiedziane w "Rejsie": "podobają mi się piosenki które
                      już wcześniej słyszałem." Historia powtarza się ponownie... Jako legitymację
                      takiego działania przywoływane jest to, że "ludzie generalnie tak robią". Czyli
                      jeśli "ludzie generalnie" zaczną prowadzić samochody będąc kompletnie pijanymi,
                      to wystarczy za uznanie tego za słuszne? A co do historii ludzkości, to akurat
                      jest zupełnie odwrotnie. Tworzyli ją ci którzy nie robili tego co
                      robiła "generalnie" cała reszta a ich wybór niemal zawsze był uznawany za
                      nieracjonalny w oczach tej zachowawczej większości.

                      > już to napisałem jeśli mój gust nie pokrywa się z gustem danego krytyka to
                      już
                      > się jego komentarzami i ocenami nie kieruję, jeśli natomiast zachodzi wyskoa
                      > zbierzność moich poglądów z degustatorem to kupuję i inne wina które on
                      wysoko
                      > ocenił, decyduje tu rachunek ekonomicznym, po prostu jest mniejsza szansa że
                      > wywalę pieniądze w błoto.

                      Pisałem o sytuacji kiedy wino nie jest ocenione wcale, no ale trudno... znowu
                      widzę, że spróbowanie czegoś nieznanego i odkrycie czegoś samemu to "wywalanie
                      w błoto". A gdzie przyjemność wynikająca z odkrycia czegoś samemu, z
                      niespodzianki, i zdobycia nowej wiedzy?

                      > > A jak nie ocenia ich wcale? Co wtedy ma zrobić taki biedak, który bez Par
                      > kera
                      > > się nie próbuje nawet poruszać po świecie wina? Zrezygnować zapewne z zak
                      > upu
                      > > wogóle...
                      > nie musi się tylko Parkerem kierować są i inne przewodniki, a w nich tysiące
                      > ocenainych win, na pewno w każdym większym sklepie trafi na wina ocenione w
                      tym
                      >
                      > czy innym przewodniku. Lepsze takie informacje niż żadne bo wtedy kupowanie
                      > butelki przypomina ruletkę.

                      Zapewne ruletka jest Panu obrzydliwa, co mogę pewnie zrozumieć. Jednak nie
                      porównywałbym tej sytuacji do ruletki a do zwiedzania Wenecji zgodnie z
                      przewodnikiem lub bez niego. Trzymając się tego co w nim napisane, zobaczysz
                      parę ładnych, potwornie zatłoczonych miejsc i natrafisz na nędzne, potwornie
                      drogie restauracje w których doliczą pewnie coś do rachunku a jedzenie będzie
                      paskudne. Być może Cię okradnie kieszonkowiec. Jest też inna możliwość, na myśl
                      o której zapewne włos na głowie Ci się jeży (bo przecież jest ona
                      nieracjonalna, ryzykowna i co najgorsze nie jest opisana w przewodniku!): pójść
                      uliczkami tam gdzie nie kieruje się tłum, iść w te rejony o których przewodnik
                      milczy, wejść do restaracji z ceratą na stołach, której przewodnik nie ocnił.
                      Tak oglądana Wenecja jest tysiąckrotnie piękniejsza i fascynująca, nawet jeśli
                      nie "zaliczysz" obowiązkowej trasy z przewodnika. Jeśli ktoś zna Wenecję, to
                      wie o czym piszę...

                      > za "dziwne wrażenia" które pana dotykają niestety nie biorę żadnej
                      > odpowiedzialności, a co do ogólnej oceny Bordeaux pojawia się ona często bo
                      > jest po prostu trafna i odzwierciedla rzeczywistość, nie ma sensu wyważać
                      drzwi

                      Nie oczekuję żadnej odpowiedzialności.

                      Tako rzecze Marek_101: "wypiłem 40 butelek z Bordeaux i moja ocena
                      odzwierciedla rzeczywistość i jest po prostu trafna. Amen."

                      Jeśli już oceny Bordeaux przytaczać, to może lepiej przeczytaj cały wstęp do
                      opisu tego regionu w BB i oszczędził tych tracących aktualność od dawna
                      stereotypów.

                      > na ościesz skoro są już dawno otwarte i tworzyć jakiś nowych definicji.

                      ...a ziemia pewnie jest płaska i opiera się na czterech żółwiach.

                      > Po pierwsze to chętnie się dowiem jakiemu to winu wystawiłem ocenę bez
                      picia???

                      No przecież napisałeś o wyższości absolutnej Bordeaux nad Rioja, Ribera i chyba
                      Brunello. Nawet nie tyle, że jakiegoś producenta, ale całe apelacje nie znając
                      win uzurpujesz sobie oceniać. W jednym zdaniu zdegradowałeś je do "udających"
                      i "muszących się wznosić z wysiłkiem" by zbliżyć się do Bordeaux. Tymczasem
                      prawda jest taka, że akurat Brunello jako apelacja reprezentuje wyjątkowo
                      wysoki poziom o jakim Bordeaux może co najwyżej pomarzyć. Oczywiście ja wiem,
                      że skala inna ale takie zdania są zwyczajnie śmieszne i dowodzą, że wypowiada
                      je ktoś kto tych win nie pija. W Bordeaux powstają jedne z najlepszych win na
                      świecie, ale dotyczy to garstki drogich producentów unoszących się na
                      powierzchni oceanu win fatalnych. Dokładnie odwrotnie niż w Brunello gdzie dość
                      trudno o wino złe.
                      • ducale Sting 20.09.05, 16:47
                        giorgio_primo napisał:

                        >> Ja ani Stnga, ani Abby za muzykę "wielką" jednak nie uznam, niezależnie od
                        > ilości sprzedanych płyt i emisji w radio. Popularność nie jest dla mnie miarą
                        > ani jakości.
                        >
                        GP czy troche nie za daleko ?o gustach trudno dyskutowac ,ale Sting jest bardzo
                        ok ,polecam Ci audycje Kydryńskiego w niedziele moze zmienisz zdanie i
                        zaczniesz pic ....bordosy :)))
                        pozdrawiam
                        ps. Abba na swój sposób to tez juz klasyka gatunku
                        • winoman Re: Sting 20.09.05, 17:02
                          > GP czy troche nie za daleko ?o gustach trudno dyskutowac ,ale Sting jest bardzo
                          > ok ,polecam Ci audycje Kydryńskiego w niedziele moze zmienisz zdanie i
                          > zaczniesz pic ....bordosy :)))

                          Mi pan Kydryński skutecznie obrzydził Stinga, przy aktywnej zresztą tego Stinga
                          pomocy ...

                          > ps. Abba na swój sposób to tez juz klasyka gatunku

                          No wiesz (żeby wrócić do wina), Sophia Melnik to też już klasyka swego gatunku :-)))

                          GP, jak głowa? :-)))

                          Pozdrawiam!

                          • ducale Re: Sting 20.09.05, 17:10
                            winoman napisał:

                            > > > ps. Abba na swój sposób to tez juz klasyka gatunku
                            >
                            > No wiesz (żeby wrócić do wina), Sophia Melnik to też już klasyka swego
                            gatunku
                            > :-)))
                            >

                            muszę się do czegoś publicznie przyznać ,chyba(nie pamietam ) nigdy nie piłem
                            sophii:)))
                            teraz biegne po plyty Abby i Melnik albo Gamze od razu ,wspanialy wieczór sie
                            zapowiada:))) wręcz "klasyczny"
                            ps. nie jestem zapalonym fanem Stinga ,ale rozumiem to ze moze sie innym
                            podobać bardzo ,ot tyle


                            • giorgio_primo Re: Sting 20.09.05, 17:15
                              ducale napisał:

                              > ps. nie jestem zapalonym fanem Stinga ,ale rozumiem to ze moze sie innym
                              > podobać bardzo ,ot tyle

                              Nawet bardzo może się podobać. Dla mnie nie podlega to dyskusji.
                          • giorgio_primo Re: Sting 20.09.05, 17:13
                            > GP, jak głowa? :-)))

                            Idealnie. O 7:00 byłem już na nogach w formie znakomitej. Poza tym delikatnie
                            było... 5 flaszek chyba tylko naliczyłem.

                            Co to był ten "francuz"? Apelację pamiętam, ale producent?
                            • winoman Re: Sting 20.09.05, 17:26

                              > Co to był ten "francuz"? Apelację pamiętam, ale producent?

                              Clos des Fees (Herve Bizeul), Vieilles Vignes 2003. Grenache, carignan,
                              lledoner pelut, syrah, Oj, za młody był, za młody ...

                              Pozdrawiam!

                        • Gość: paero123 Re: Sting IP: *.compi.net.pl / *.crowley.pl 20.09.05, 17:14
                          Jesli chodzi o kamienie milowe w muzyce; ABBA jest odpowiedzialna za styl disco
                          lat 70-tych, ktory czy sie komus podoba czy nie, mial znaczenie i konsekwencje
                          i w pozniejszych dekadach, natomiast Boney M to chyba tylko za wygibasy
                          wokalisty-tancerza :-)a nie za muzykę.

                          Co do Stinga to uwazam tylko 3 utwory "Shape of My Heart", "Fields of Gold"
                          i "Fragile"; trudno jednak powiedziec, ze wykonuje on cos jedynie poprawnie bo
                          jest to raczej swiatowa czolowka jesli chodzi o jakosc wykonania studyjnego
                          utworów.

                          A absolutny glaz milowy to moim zdaniem uzycie przesterowanej gitary
                          elektrycznej i narodziny rocka!
                          I plyta "Ride the Lighting" Metallica :-)
                          I "Music for the Masses" Depeche Mode :-)))

                          Zaraz ktos mi powie, ze to nie to forum wiec juz milczę :-)

                          Pozdrawiam
                          • giorgio_primo Re: Sting 20.09.05, 17:26
                            Gość portalu: paero123 napisał(a):

                            > Jesli chodzi o kamienie milowe w muzyce; ABBA jest odpowiedzialna za styl
                            disco
                            >
                            > lat 70-tych, ktory czy sie komus podoba czy nie, mial znaczenie i
                            konsekwencje
                            > i w pozniejszych dekadach, natomiast Boney M to chyba tylko za wygibasy
                            > wokalisty-tancerza :-)a nie za muzykę.

                            Nie bluźnij. BoneyM to legenda. Klasa sama w sobie. ;-)

                            > Co do Stinga to uwazam tylko 3 utwory "Shape of My Heart", "Fields of Gold"
                            > i "Fragile"; trudno jednak powiedziec, ze wykonuje on cos jedynie poprawnie
                            bo
                            > jest to raczej swiatowa czolowka jesli chodzi o jakosc wykonania studyjnego
                            > utworów.

                            Ty tak uważasz. Posiadając wprawdzie jedynie podstawowe wykształcenie muzyczne
                            i za sobą ciężkie lata dzieciństwa spędzone na katowaniu skrzypiec, twierdzę że
                            taki poziom warsztatowy reprezentują setki, jeśli nie tysiące, muzyków
                            rozrywkowych. Police mnie nie nudziło a Sting tak.

                            > A absolutny glaz milowy to moim zdaniem uzycie przesterowanej gitary
                            > elektrycznej i narodziny rocka!

                            No ale wtedy to trzeba by sięgnąć do klasyki takiej jak Hendrix... ;-) To jest
                            czad!
                            • paero123 Re: Sting 20.09.05, 17:38
                              giorgio_primo napisał:

                              > Nie bluźnij. BoneyM to legenda. Klasa sama w sobie. ;-)

                              Jak nieśmiertelna Sofia (a w Biedronce jest Sophia - to pewnie eksport na rynek
                              amerykański) :-)))

                              > Ty tak uważasz. Posiadając wprawdzie jedynie podstawowe wykształcenie
                              muzyczne
                              > i za sobą ciężkie lata dzieciństwa spędzone na katowaniu skrzypiec, twierdzę
                              że
                              >
                              > taki poziom warsztatowy reprezentują setki, jeśli nie tysiące, muzyków
                              > rozrywkowych. Police mnie nie nudziło a Sting tak.

                              Być moze, Janku Muzykancie ;-))). Jednak jako kompozytor Gordon S ma cos do
                              powiedzenia a sam to chyba posluguje sie tez innymi muzykami do "ogrania"
                              swoich plyt? On jest zdaje sie basistą?
                              A np. Prince? Niektorzy mowia, ze to genialny multiinstrumentalista... I
                              kompozytor tez nie od parady

                              > No ale wtedy to trzeba by sięgnąć do klasyki takiej jak Hendrix... ;-) To
                              jest
                              > czad!

                              Zgadzam się, choc wolę Joe Satriani'ego lub Steve Vai'a jako tytanow gitary...

                              Pozdrawiam

                              P.S. A Parker Jr. na jakim gra instrumencie? :-)

                              • winoman Re: Sting (absolutnie OT) 20.09.05, 17:44
                                > Zgadzam się, choc wolę Joe Satriani'ego lub Steve Vai'a jako tytanow gitary...

                                no nie ..... Nie wystarczy grać szybko, trzeba jeszcze wiedzieć co zagrać.
                                Żeby wrócić do wina, Ci panowie to dla mnie 200% nowej beczki do takich sobie gron.

                                Pozdrawiam!

                                • paero123 Hmm (OT) 20.09.05, 17:51
                                  winoman napisał:

                                  > no nie ..... Nie wystarczy grać szybko, trzeba jeszcze wiedzieć co zagrać.

                                  Obaj panowie wiedza, zwlaszcza Satriani. Ktos kiedys powiedział o nim "Mozesz
                                  przerobic wszystkich gitarzystów od Hendrixa do dzisiaj a i tak jestes w
                                  połowie drogi do J.Satrianiego". Tu nie chodzi o szybkosc tylko to zespolenie z
                                  instrumentem.

                                  > Żeby wrócić do wina, Ci panowie to dla mnie 200% nowej beczki do takich sobie
                                  gron.

                                  Satriani to wielkie wino, Hendrix tez ;-). Choc obaj to trudne wina :-)
                                  Satriani bardziej dopracowane i wielowymiarowe, Hendrix surowe i dzikie :-)))

                                  Pozdrawiam
                                  • giorgio_primo Re: Hmm (OT) całkiem OT 20.09.05, 18:18
                                    Nie mogę się z przedmówcą zgodzić niestety. Znam wyczyny (przepraszam za
                                    pejoratywny wydźwięk tego słowa) Satrianiego i uważam, że Winoman trafił w
                                    sedno. Dla mnie w tej muzyce nic nie ma... same wprawki ekwilibrystyczne.
                                    • Gość: paero123 Re: Hmm (OT) całkiem OT IP: *.compi.net.pl / *.crowley.pl 20.09.05, 18:47
                                      Bo Ty giorgio zawsze jestes w opozycji do jakiejkolwiek wiekszosci :-)
                                      I wspolnie trzymacie sztamę z winomanem przypieczętowywaną od czasu do czasu 5-
                                      butelkowymi przysięgami
                                      • giorgio_primo Re: Hmm (OT) całkiem OT 20.09.05, 18:51
                                        Gość portalu: paero123 napisał(a):

                                        > Bo Ty giorgio zawsze jestes w opozycji do jakiejkolwiek wiekszosci :-)
                                        > I wspolnie trzymacie sztamę z winomanem przypieczętowywaną od czasu do czasu
                                        5-
                                        > butelkowymi przysięgami

                                        Ze Stingiem to może by i z tą większością była racja, ale za Satrianim to
                                        raczej szeroko rozumiana większość nie stoi murem ;-)
                                        • Gość: paero123 Re: Hmm (OT) całkiem OT IP: *.compi.net.pl / *.crowley.pl 20.09.05, 19:03
                                          Wiekszosc gitarzystow na pewno. On, Vai, Hendrix to swieta trojca kazdego
                                          adepta gitary elektrycznej :-)
                              • giorgio_primo Re: Sting 20.09.05, 18:09
                                paero123 napisał:

                                > A np. Prince? Niektorzy mowia, ze to genialny multiinstrumentalista... I
                                > kompozytor tez nie od parady

                                ...i choć daleko jestem od robienia z Prince'a "klasyki", to moim zdaniem dla
                                muzyki tzw. "rozrywkowej" więcej znaczy niż Sting.


                                > Zgadzam się, choc wolę Joe Satriani'ego lub Steve Vai'a jako tytanow gitary...

                                Satriani to dla mnie jedynie popisówki wirtuozerskie, a u Vai'a to gdzieś mi
                                wciąż jednak w tle pobrzmiewa Franek Zappa i za to pewnie bardziej go lubię.
                                Obydwoje według mnie nie wnieśli nic takiego przełomowego i energetycznego do
                                muzyki jak Hendrix, który zresztą dla mnie tytanem gitary nie jest a w pewnym
                                sensie raczej rewolucjonistą. Tyle, że to jest rozmowa o gustach już raczej...

                                > P.S. A Parker Jr. na jakim gra instrumencie? :-)

                                Nie wiem na czym gra, ale jakbym miał ju przypisać jakąś muzykę którą słucha na
                                podstawie zachowań, to byłyby to Polka z Wisconsin. ;-P
                          • Gość: docg abba i boney m IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.09.05, 22:09
                            powiem Ci prawdę, jako żem trochę starszy i czas świetności Abby i Boney M to
                            były lata mojej młodości nastoletniej: te zespoły to była wtedy totalna wiocha,
                            coś jak Michał Wiśniewski razem z Mandaryną przy akompaniamencie Gulczasa.
                            Oczywiście radio to promowało, podobnie jak dzisiaj promuje masowe badziewie
                            produkowane przez kosmopolityczny kapitał. Prawdziwa muzyka tamtych czasów to,
                            po Hendrixie i Joplin - Purple, Zeppellini i Black Sabbath, a potem Floydzi i
                            cała reszta elektroniki od Yes po Kraftwerk.
                            pozdrawiam
                            • ducale kamienie milowe 21.09.05, 08:49
                              Gość portalu: docg napisał(a):

                              > . Prawdziwa muzyka tamtych czasów to,
                              > po Hendrixie i Joplin - Purple, Zeppellini i Black Sabbath, a potem Floydzi i
                              > cała reszta elektroniki od Yes po Kraftwerk.
                              > pozdrawiam
                              Nie zapominajmy o tym bez ktorego muzyka lat 80tych nie bylaby tym czym była -
                              Ian Curtis z Joy Division i np. plyta Closer- zimna i surowa jak mlode Bordeaux
                              • joe_stru Mjuzik 21.09.05, 11:37
                                Hej!
                                Taką jakąś wewnętrzną potrzebę czuję, żeby to powiedzieć. Nieznoszę muzyki
                                stinga i zespołu ju tu. jak leci Every breath.. to natychmiast wyłączam radio.
                                Serio. Po prostu mam na faceta uczulenie. Co do Strianiego - w riffie Wild
                                Thing nieznanego zespołu starożytnego The Troggs więcej jest uczucia i wymowy
                                niż w całej twórczości pana S razem wziętej. Nie bagatelizowałbym wpływu Abby
                                na dzisiejsze brzmienie wszystkich ważniejszych stacji radiowych w tym
                                kraju.Niemniej to nudna jak dla mnie muzyka.
                                Przewodniki po winach kupuję i czytam. Nie kieruję się jednak zdaniem autorów
                                przy wyborze wina. Najbardziej cieszy mnie posługiwanie się nimi od d...y
                                strony. Kupuję wino, piję a potem sobie patrzę co tam kto o nim wypisał. To
                                jest dla mnie dobra zabawa. Zgadza się pół na pół moje zdanie z tymi
                                przewodnikowymi. Tylko w tym polskim się z reguły nie zgadza. Ta książka mnie
                                śmieszy. Śmieszy mnie jak autor między wierszami krytykuje Parkera robiąc mniej
                                więcej to samo co on tyle,że namniejszą skalę. Dziękuję za uwagę.
                                • paero123 Re: Mjuzik 21.09.05, 13:04
                                  joe_stru napisał:

                                  > Nieznoszę muzyki
                                  > (...) zespołu ju tu.

                                  Ja tez ale "Pride (In the name of love)" jest świetne.

                                  > jak leci Every breath.. to natychmiast wyłączam radio.
                                  > Serio.

                                  To stacje radiowe pewnie nam go obrzydzily bo ja tez jakos nic nie czule jak
                                  leci. Jakbym pil wino z coca-colą :-)))

                                  > Po prostu mam na faceta uczulenie.

                                  Bo zona pewnie go lubi? ;-)

                                  > Co do Strianiego - w riffie Wild
                                  > Thing nieznanego zespołu starożytnego The Troggs więcej jest uczucia i wymowy
                                  > niż w całej twórczości pana S razem wziętej.

                                  To ten kawalek z reklamy batonika Lion? :-) No bez przesady, chwytliwy riff nie
                                  swiadczy o klasie wykonawcy (Niejaki Europe i ich 'The Final Countdown'). Co
                                  wiecej zrobil ten zespol oprocz 'Wild Thing'?

                                  > Nie bagatelizowałbym wpływu Abby
                                  > na dzisiejsze brzmienie wszystkich ważniejszych stacji radiowych w tym
                                  > kraju.Niemniej to nudna jak dla mnie muzyka.

                                  Ale czy jak leci 'Dancing Queen' to nogi same nie rwą Ci się do tańca? :-)))
                                  Zwłaszcza po ciekawej degustacji? ;-)

                                  > Tylko w tym polskim się z reguły nie zgadza. Ta książka mnie
                                  > śmieszy. Śmieszy mnie jak autor między wierszami krytykuje Parkera robiąc
                                  mniej więcej to samo co on tyle,że namniejszą skalę.

                                  Mowisz o przewodniku BB?

                                  Pozdrawiam
                            • giorgio_primo Re: abba i boney m 21.09.05, 11:46
                              Gość portalu: docg napisał(a):

                              > powiem Ci prawdę, jako żem trochę starszy i czas świetności Abby i Boney M to
                              > były lata mojej młodości nastoletniej: te zespoły to była wtedy totalna
                              wiocha,
                              >
                              > coś jak Michał Wiśniewski razem z Mandaryną przy akompaniamencie Gulczasa.
                              > Oczywiście radio to promowało, podobnie jak dzisiaj promuje masowe badziewie
                              > produkowane przez kosmopolityczny kapitał. Prawdziwa muzyka tamtych czasów
                              to,
                              > po Hendrixie i Joplin - Purple, Zeppellini i Black Sabbath, a potem Floydzi i
                              > cała reszta elektroniki od Yes po Kraftwerk.
                              > pozdrawiam

                              Deo? To do mnie? Utraciłeś poczucie humoru? Doskaonale wiem o tym co
                              piszesz... ;-)

                              Zresztą z tym byciem "starszym", to lekka przesada. Różnica nie może być
                              duża! ;-P
                              • Gość: paero123 Re: abba i boney m IP: *.compi.net.pl / *.crowley.pl 21.09.05, 12:41
                                Nie, giorgio, to bylo zapewne do mnie :-) Jako ze czasy mojego niemowlectwa i
                                dziecinstwa przypadaly zapewne na dzialalnosc w/w przez docg kamieni :-).

                                Pare wyjasnien:
                                - jako tytana gitary rozumiem gitarzyste o wlasnym, niepowtarzalnym stylu,
                                ktorego gra czy technika wniosla wiele do czegos zwanego "gitarowym graniem"
                                lub wszechstronnego o b.wysokich umiejetnosciach profesjonalnego muzyka. I nie
                                ma to nic wspolnego z tworczoscia wlasna takiego delikwenta. Wiec Vai i
                                Satriani, Eddie Van Halen, Yngwie Malmsteen, Paul Gilbert ale tez Hendrix, duet
                                Kirk Hammet&James Hatfield, Eric Clapton, Richie Blackmore, Jimmie Page. No ale
                                trudno 'tytanem gitary' nazwac Keith Richards'a z Rolling Stones, Slash'a z G'N
                                Roses, K.Corbain'a z Nirvany czy Brian May'a z Queen, choc na pewno ich
                                tworczosc jest znana i maja niezwykle charakterystyczne brzmienie, ktore
                                odcisnelo sie czy to w postaci calosci brytyjskiego i amerykanskiego rock'n
                                rolla, glam rocka lub stylu grunge...
                                - ABBA: ale to nie cały swiat ich słuchał? Podobno mieli jakies gigantyczne
                                sprzedaze plyt; ich niektore utwory zdaje sie weszly do tzw. kanonu swiatowej
                                muzyki rozrywkowej. Ale to nie moj gust. Ale wplyw na cala muzyke dyskotekowa
                                lat 80 i 90 mieli, zeby tylko przypomniec dokonania Erasure i roznych takich
                                dziwnych zespolow
                                - nie znam tworczosci Yes i Kraftwerk :-)
                                • Gość: docg Giorgio, IP: 212.160.147.* 21.09.05, 14:20
                                  Gość portalu: paero123 napisał:
                                  > - nie znam tworczosci Yes i Kraftwerk :-)

                                  • Gość: paero123 Re: Giorgio, IP: *.compi.net.pl / *.crowley.pl 21.09.05, 14:46
                                    A wiec byly tak milowe w historii muzyki, ze o nich nie slyszalem? ;-)

                                    Pozdrawiam
                                    • Gość: docg Re: Giorgio, (nadal OT) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.09.05, 21:08
                                      pewnie, że były milowe. leaderem zespołu Yes był Ian Anderson, którego na pewno
                                      znasz z duetu Ian & Vangelis (np. "friends of mr. Cairo"), z tym, że wtedy
                                      poszedł w kierunku totalnej komerchy. Ja się za bardzo na tym nie znam, ale
                                      myślę, że z tego nurtu wyrosło techno i jego klony. Jak daleko pada jabłko od
                                      jabłoni... :-) We wczesnej fazie to była genialna (i nowa) muzyka, ale trudno
                                      żeby była popularna, skoro kawałki trwały po 20 minut (cała strona czarnej
                                      płyty, teraz pewnie by trwały po 60 minut ;-)) a tańczyć się do tego nie dało.
                                      Szczęściem, byli wtedy w trójce jacyś równi goście, którym udawało się te
                                      rzeczy upychać w ramówce gdzieś po północy. No i była giełda płyt... ale tego
                                      to na pewno nie zrozumiesz :-))
                                      pozdrawiam
                                      • nesihonsu Re: Giorgio, (nadal OT) 23.09.05, 10:33
                                        Ian Anderson jest liderem Jethro Tull. Wokalista z Yes i od Vangelisa to Jon
                                        Anderson!
      • giorgio_primo Re: To jak to z tymi winami w końcu jest :-)? 20.09.05, 12:26
        Gość portalu: paero123 napisał(a):

        > Pojawiły się pojęcia win "dobrych na początek" winnej przygody jak
        > i "odpowiednich dla wyrobionego" winopijcy. Odpowiednio: "łatwych"
        > i "trudnych" w odbiorze. W pewnych umownych granicach (z licznymi
        > wyjatkami) "tanich" i "drogich".

        Z bardzo licznymi wyjątkami... na tyle licznymi że właściwie to nie da się tak
        stwierdzić według mnie. Dużo win "tanich" jest "trudnych".

        > Jako te łatwiejsze/tańsze/dobre na poczatek
        > okresla się wina, ktore poprzez swego rodzaju przystępność, łagodność
        > pozwolą "wciągnąć się" do winnego hobby ludziom, ktorzy nie są jeszcze
        > przygotowani na to "coś lepszego".

        Nie "lepszego" tylko "trudniejszego" jeśli już.

        > Znowu te trudniejsze w odbiorze, w
        > domysle "wyzsza szkola jazdy", wymagaja pewnych umiejetnosci docenienia
        > odpowiednich cech danego wina, doswiadczenia, swiadomosci co nam smakuje jak
        > rowniez co i dlaczego uwazam/uwazane jest za wino przyzwoite, bez wad,
        > dojrzale, wysokiej jakosci czy klasy, wielkie, spektakularne itd. Pokazuje
        > się wina komercyjne vs "z
        > charakterem"/wyjatkowe. "Parkeryzacja"/"rollandyzacja" kontra
        > indywidualnosc/wyrafinowanie. Nowoczesna technologia/produkcja na duza skale
        > kontra tradycja/sztuka o znamionach wręcz artyzmu.
        > Do tego momentu powiedzmy, ze rozumiem :-)
        > No i pojawia sie stwierdzenie marka_101 o ze wino o znamionach "najwyzszych
        > lotow" (na przykładzie Bordeaux) to "nieco surowe, niedostępne, szalenie
        > wytrawne i w ogóle trudne w odbiorze dla osoby o nieduzym doświadczeniu" i
        > odpowiedz giorgio_primo, ze jest zupełnie odwrotnie i wielkie wino
        > to "spektakularne, łatwe w odbiorze i idealne do udowadniania niedowiarkom
        > jak fajnie jet pić dobre wino gdzie garbniki są poukładane a kwasowość w
        > ryzach".

        Nie pisałem, że każde "wielkie wino" jest takie. Pisałem, że często te "wielkie
        bordeaux" są takie, bo dyskusja było winach z tego regionu.

        > Giorgio mowi w uzupelnieniu swojej wypowiedzi "nie bez powodu
        > zresztą Cabernety z Nowego Świata, tak popularne, łatwe w odbiorze i często
        > będące winami "dla początkujących", są wzorowane na flagowych winach z
        > Bordeaux". Również amsti pisze "dojrzały bordos nie jest surowy" i "Kiedy to
        > wszystko
        > się ułoży (po odpowiednio dlugim dojrzewaniu - przyp.paero123) to wychodzi z
        > tego bogate wino z solidną strukturą i doskonałą
        > równowagą" a to co wskazuje marek_101 jako cos "trudnego w odbiorze" to po
        > prostu wino "młode (...) często rozhukane z nadmierną kwasością lub/i
        > dominacją tanin".
        > No i teraz tak: człowiek zaczyna pić wina łatwe w odbiorze, przyjemne,
        > komercyjne, potem przechodzi do win specyficznych, trudnych w odbiorze :-),
        > zdecydowanych, wymagajacych przygotowania i doswiadczenia, i dochodzi do
        > absolutnego "topu", najwyzszej pólki, wzorca, ktory okazuje sie byc
        > spektakularny, bogaty, ułożony, uporządkowany, zrównoważony i ... łatwy w
        > odbiorze i podobny do tych win, ktore pił na poczatku, bo były one wzorowane
        > na tych najlepszych??? Koło się zamyka? :-)

        W pewnym sensie tak. Choć jak wspomniałem nie dotyczy to wszystkich win. Jest
        jednak duża grupa win powszechnie uznawanych za wybitne i tak z nimi właśnie
        bywa, że z wielką przyjemnością wypije je "początkujący" jak i "zblazowany
        rutyniarz". Każdy z nich doceni jednak coś innego w tym winie z powodu (choćby)
        bagażu doświadczeń.

        > I jeszcze jedno: rozumiem, ze wino robi sie po to, aby je sprzedawac i w tym
        (...) [soft nie zezwala na długie cytaty...]
        > nastawieniem i w kieliszku tego wina są gotowi zobaczyc Elvisa? ;-)
        >
        > Takie sobie dywagacje :-) To jak to jest z tymi winami :-)?

        No pewnie właśnie tak jak piszesz, bo chyba wymyśliłeś już niemal wszystko. ;-)
        • paero123 Re: To jak to z tymi winami w końcu jest :-)? 20.09.05, 15:16
          giorgio_primo napisał:

          > Nie "lepszego" tylko "trudniejszego" jeśli już.

          Hmm, w załozeniu moim było, ze kazde chce rozwijać swoje winne hobby
          w "lepszym" kierunku, bo "utrudnianie" sobie w mysl zasady 'no pain no game'
          jakos do mnie nie przemawia. Zarowno minimalizację ilosci "nietrafionych win"
          jak i nie staranie sie "zrozumienia" na siłę nie przemawiajacych do nas win
          uwazam za pożadane...

          > Nie pisałem, że każde "wielkie wino" jest takie. Pisałem, że często
          te "wielkie
          >
          > bordeaux" są takie, bo dyskusja było winach z tego regionu.

          OK, chodzilo mi o przyklad wielkiego Bordeaux. Czyli inne wielkie wina poza
          Bordeaux w momencie swojej swietnosci i gotowosci do picia moga byc surowe,
          nieprzystepne, garbnikowe? I niekoniecznie beda smakowac laikom w odroznieniu
          od wielkiego Bordeaux?

          > Jest
          > jednak duża grupa win powszechnie uznawanych za wybitne

          O! A na podstawie jakich kryteriow uwazane sa za wybitne? Tu pewnie marek_101
          bylby zainteresowany wyjasnieniem. I ja tez chetnie sie dowiem, na co zwracac
          uwage przy probowaniu win, aby znaleźc "wielkie" na miare swoich mozliwosci...

          > Każdy z nich doceni jednak coś innego w tym winie z powodu (choćby)
          > bagażu doświadczeń.

          Zgoda. I wymaga to etapu przejscia prze wina "trudne" bo inaczej nie odczujemy
          tej wielowymiarowosci wielkiego wina?

          > No pewnie właśnie tak jak piszesz, bo chyba wymyśliłeś już niemal wszystko. ;-
          )

          Gdyby jednak pojawil sie na tym forum ktos o nicku pomyslowy_dobromir to od
          razu oswiadczam, ze to nie ja :-))))

          Pozdrawiam

          • Gość: docg 2 rzeczy n/t trudnych win IP: 212.160.147.* 20.09.05, 15:34
            po pierwsze może być wino "wąskiej ścieżki Bieńczyka", stanowiące pewną zagadkę
            i grę intelektualną, coś jak powieść z kluczem - to oczywiście coś dla bardzo
            zaawansowanych znawców, absolutnie nie dla amatorów powiedzmy takich jak ja;
            po drugie może być wino trudne w odbiorze ze względu na wybitną taniczność,
            kwasowość, itp. na przykład poważne Madirany (Montus) czy Bairrady - jeden
            powie o nich, że zbyt cierpkie, lub zbyt kwaśne (czyli niedobre), inny doceni
            koncentrację, długość i takie tam.
            pozdrawiam
            • paero123 Re: 2 rzeczy n/t trudnych win 20.09.05, 16:19
              Gość portalu: docg napisał(a):

              > po pierwsze może być wino "wąskiej ścieżki Bieńczyka", stanowiące pewną
              zagadkę
              >
              > i grę intelektualną, coś jak powieść z kluczem - to oczywiście coś dla bardzo
              > zaawansowanych znawców, absolutnie nie dla amatorów

              Hę? O so chozi? :-) Cos blizej? To cos takiego, ze zacytuje jednego z
              forumowiczow: "Nie ma tu nic z taniego efekciarstwa, nudziarstwa i
              nieznośnej monotonii, zgoła efektownej, która zapewnia wprawdzie nośność winu,
              lecz przy bliższym wejrzeniu pustej. Bowiem wzór wyznacza ktoś taki jak
              Correggia. Jest skupiony, zamknięty, rygorystyczny, niemal urzekający. Nie
              podsuwa nam „latającego” stylu, który – trawestując Ceronetti’ego – wnosi
              wulgarność, umniejsza skupienie, niszczy w wielkim stopniu magię, jest
              niestosowny jak „Monsignore”. Jeśli inni jedynie imitują przeszłość, to nie
              robią nic, a zatem nie istnieją. Innymi słowy, jestem pewny, że istnieję tylko
              wtedy, gdy robię coś odmiennego niż inni, zdaje się mówić Correggia. I to jest
              właśnie tajemnica jego wielkości, tkwiąca wśród prowincjonalnych wzgórz Roero,
              którą możemy poznać obcując z jego ostatnim winem."

              > po drugie może być wino trudne w odbiorze ze względu na wybitną taniczność,
              > kwasowość, itp. na przykład poważne Madirany (Montus) czy Bairrady - jeden
              > powie o nich, że zbyt cierpkie, lub zbyt kwaśne (czyli niedobre), inny doceni
              > koncentrację, długość i takie tam.

              No dobrze ale jedne wino to jest dobre bo jezyk nam drętwieje, łzy napływają do
              oczu, usta wykrzywiaja sie w niekontrolowanym grymasie a drugie przy podobnych
              objawach jest niedobre bo ... Sofia? :-)))


              Pozdrawiam
              • Gość: docg Re: 2 rzeczy n/t trudnych win IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.09.05, 21:50
                jeśli chodzi o pierwszy przykład trudnego wina i ten cytat - tak, mniej -
                więcej o ten poziom chodzi, poza opiciem konieczne są zdolności do lewitacji;
                drugi przykład - musimy sie koniecznie umówić na wspólne picie wina, koniecznie
                chcę zobaczyć Twoją minę jak będziesz pił Montusa :-)))) a poważnie: nie sofia,
                bo sofia jest zwyczajnie niedobra, chociaż tzw. ludziom smakuje. Mówię o
                winach, które wykrzywiaja twarz sofiopijcy, a na licu doświadczonego winomana
                wywołują błogi usmiech ;-)
                pozdrawiam
      • Gość: przygus Re: To jak to z tymi winami w końcu jest :-)? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 21.09.05, 13:32
        troche zboczyliscie z tematu win:))
        łukasz
    Inne wątki na temat:

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka