hania_76
01.10.02, 10:56
Wczoraj, żeby jeszcze bardziej umilić sobie obejrzenie kolejnej części
przygód dzielnego agenta 007, wyciągnęliśmy z półki butelkę Chateau la
Bienfaisance St. Emilion Grand Cru 1998, którą kilka tygodni temu dostaliśmy
w podziękowaniu za polską kolację (bigos, tatar, śledzie i zmrożone 40% -
wachlarz atrakcji dla kolegi z Zachodu). Zapowiadało się pięknie - śliczny
zapach, głęboki kolor. I... Niestety... Gdyby nie zajmujące przygody agenta
Jej Królewskiej Mości, winko zostałoby chyba przeznaczone na marynatę do
mięsa. Nie było złe, ale raczej nikomu bym go nie poleciła - nijakie, to
chyba najlepsze określenie wrażeń smakowych.
Pozdrawiam.