Gość: aga
IP: *.ifj.edu.pl
21.08.01, 15:16
W czerwcu byłam z chłopakiem w Pradze na zasadzie "dojazd czymkolwiek, nocleg
gdziekolwiek" i jestem zachwycona tym, że Praga okazała się bardzo bezpiecznym
miastem, a Czechy bezpiecznym krajem. Być może to kwestia tzw. farta, ale ani
razu nie zdarzyło nam sie zauważyć jakichś awantur, czy innych sytuacji, w
których możnaby się poczuć z lekka zagrożonym. A podróż w obydwie strony
odbyliśmy stopem, bardzo zresztą sprawnie, rozbijaliśmy namiot tam, gdzie noc
nas zastała, na przedmieściach lub przy stacjach benzynowych, w samej Pradze
też często nocowaliśmy "na dziko" i krążylismy po mieście długo w nocy. Nie
tylko nikt nie zaczepiał nas, ale w ogóle nie zauważyliśmy takich "tendencji".
Dopiero wracając do Polski, w mieście Nachod ujrzeliśmy i usłyszeliśmy
zbliżającą sie do nas grupkę niezupełnie trzeźwych i niezupełnie spokojnych
wyrostków i pomyśleliśmy, że może jednak nie jest tak idealnie. Ale za chwilę
usłyszeliśmy swojskie "kurwa" i sytuacja się wyjaśniła: polska młodzież
przeprawia się przez granicę do Czech na dyskotekę, aby skorzystać z
dobrodziejstw taniego piwa :) Ponieważ stopa na granicy łapaliśmy całą noc (mój
rekord), więc mieliśmy okazję spotkać tę grupkę wracającą nad ranem. Z różnic w
cenie piwa z pewnością skorzystali, ale coś poszło nie tak, bo jeden z nich
kopiąc nerwowo w kosz na śmieci poinformował nas, że Czesi to "sztywniaki",
niestety nie powiedział dlaczego, może bić sie nie chcieli, albo co...
W każdym razie ja bardzo się cieszę, że miałam szczęście spędzić kilka dni
tanio i bezpiecznie w takim "sztywniackim" kraju. Jeśli ktoś ma inne
doświadczenia, to niech napisze, bo potem przeze mnie ktoś wyjedzie do Czech
i "uśpi swoją czujność", a tego jak wiadomo nigdy turysta robić nie powinien...