Dodaj do ulubionych

Wakacje 2006 - Szwajcaria

09.10.06, 06:45
Ponieważ widzę spore zainteresowanie forumowiczów Szwajcarią postanowiłam
opisać nasz tygodniowy pobyt w tym kraju. Przebywaliśmy tam od 26 sierpnia do
2 września (7 noclegów). Jechaliśmy dwoma samochodami na LPG. (Niestety w
Szwajcarii nie można kupić gazu.) Razem było nas 10 osób (ja i mój brat z
rodzinami). Nocowaliśmy w namiotach biura Eurocamp. Koszt noclegu 22 euro za
noc dla 5 osób, czyli po 4,4 euro na osobę. Podane przeze mnie koszty, to
wydatki poniesione przez jedną rodzinę. Ponieważ Szwajcaria jest raczej
drogim krajem zabraliśmy sporą część żywności z Polski.
Ilustracyjną stronę mojej podróży mozna zobaczyć tu:
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=91&w=49733855&v=2&s=0
i tu:
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=91&w=49317871&v=2&s=0
No to zaczynam. Wszelkie pytania i komentarze mile widziane.
Obserwuj wątek
    • aseretka Wakacje 2006 - Szwajcaria - dzień pierwszy 09.10.06, 06:47
      26 sierpnia 2006 r. (sobota)
      Po noclegu w okolicach Norymbergi wyruszamy w kierunku Jeziora Bodeńskiego.
      Jedziemy autostradą A 9 do Monachium, potem wjazd na obwodnicę i zjazd na A 96.
      Przejeżdża się szybko, na obwodnicy Monachium najmniejszych korków, więc przed
      9 już jesteśmy w Lindau. Dalej mieliśmy jechać drogą 202 do Bregenz, żeby
      podziwiać widoki na Jezioro Bodeńskie. Niestety po zatankowaniu wpadliśmy na
      autostradę. Nie mamy winietki na Austrię i trochę strach, ale wycofać się nie
      możemy. Tunelami dojeżdżamy do Bregenz, a dalej już właściwą 202 do A 13 w
      Szwajcarii. Jakoś się udało bez winietki, ominęły nas jednak piękne widoki na
      Jezioro Bodeńskie między Lindau a Bregenz.
      Na granicy ze Szwajcarią w Margrethen uśmiechnięty Szwajcar macha do nas ręką,
      aby jechać dalej bez zatrzymywania się. Mylimy drogę i zamiast w lewo skręcamy
      w prawo do centrum Margreten. Miasteczko nawet ładne, na ulicach dużo turystów
      i miejscowych. Wygląda na to, że jest jakiś festyn. Zawracamy kierując się na A
      13 i po 30 minutach jesteśmy w Schaan, jednej z najstarszych miejscowości w
      księstwie Liechtenstein. Zatrzymujemy się tu na godzinę, żeby zobaczyć ruiny
      rzymskiego obozu warownego oraz pochodzącą z początków XVIII w. kaplicę Dux,
      jedyną barokową budowlę sakralną w Lichtensteinie. Kaplica niestety zamknięta,
      a rzymska warownia rozczarowała mnie. Spacerujemy jeszcze trochę po ulicach
      miasta dochodząc do kościoła św. Laurentego i Teatru na Placu Kościelnym. Na
      ulicach żywego ducha, czasem tylko przejedzie jakiś samochód. Położony na
      wzgórzu Pfarrkirche St. Laurentius dominuje nad miasteczkiem i stanowi
      jednocześnie jego punkt centralny. Przed wejściem do kościoła pomnik poświęcony
      Johannowi den Guten ( niestety nazwisko to nic mi nie mówi ). Kościół niestety
      też zamknięty, więc wracamy do samochodu i jedziemy do Vaduz, stolicy księstwa
      Liechtenstein, gdzie dojeżdżamy już po 5 minutach.
      Mimo statusu stołecznego ośrodka, Vaduz przypomina małe miasteczko. Spacer z
      jednego krańca miejscowości na drugi zajmuje niewiele czasu. Dwie główne ulice,
      Städtle i Äulestrasse, otaczają śródmieście. Wszystkie ważne instytucje i
      obiekty, łącznie z dworcem autobusowym, skupiają się na tym niewielkim
      obszarze. Na ulicach jednak niewielki ruch, a i przechodniów niewielu. Być może
      dlatego, że dochodzi południe. Idziemy zobaczyć neogotycką Katedrę św.
      Floriana, która została zbudowana w latach 1868-73 jako kościół parafialny, a
      po utworzeniu archidiecezji w Vaduz awansował do rangi katedry. Niestety i
      katedra zamknięta na trzy spusty, więc nie mamy możliwości podziwiania jej
      wnętrza i znajdującej się tu książęcej krypty grobowej. Rozczarowani wsiadamy
      do samochodu i jedziemy do położonego na wzgórzu Schloss Vaduz. Zamek nie jest
      otwarty dla turystów, ale warto go zobaczyć z bliska. Przez umieszczoną w
      kamiennym murze otwartą bramę zajrzeć też można do zamkowych ogrodów, a ze
      wzgórza rozpościera się piękny widok niemal na całe księstwo.
      Kierując się z Vaduz z powrotem do A 13 mamy okazję podziwiać najstarszy
      drewniany, kryty most łączący Liechtenstein ze Szwajcarią.
      c.d.n
      • zula25 Re: Wakacje 2006 - Szwajcaria - dzień pierwszy 09.10.06, 09:44
        suplement do twojej relacji

        hm, >>> Ponieważ Szwajcaria jest raczej
        drogim krajem zabraliśmy sporą część żywności z Polski. <<< patrzac z jakiego
        kata ?
        droga Szwajcaris to mit

        my odnieslismy zupelnie inne wrazenie, Szwajcaria wcale nie jest drozsza od jej
        sasiadow
        mozna zjesc obiad w restauracji z 3 dan za 16 frankow /Zermatt z pieknym
        widokiem na Matterhorn
        paliwo tylko minimalnie drozsze niz w Polsce
        camping 4,4 euro/osoba - to chyba tanio
        w supermarketach, ceny sa bardzo podobne do niemieckich
        o´key, relatywnie drogie sa przejazdy kolejkami linowymi i torowymi ale jest to
        jedyne co drogie w Szwajcarii
        • zula25 Re: Wakacje 2006 - Szwajcaria - dzień pierwszy 09.10.06, 17:04
          oczywiste, ze kazdy wybiera trase jaka mu odpowiada ale czy z Norymbergi do
          Lindau przez Monachium jest krocej i szybciej niz przez Ulm ?

          >> Po noclegu w okolicach Norymbergi wyruszamy w kierunku Jeziora Bodeńskiego.
          Jedziemy autostradą A 9 do Monachium, potem wjazd na obwodnicę i zjazd na A 96.
          Przejeżdża się szybko, na obwodnicy Monachium najmniejszych korków, więc przed
          9 już jesteśmy w Lindau. <<

          to tak dla gwoli scislosci i informacji dla innych

        • aseretka Re: Wakacje 2006 - Szwajcaria - dzień pierwszy 10.10.06, 06:59
          nie pamiętam cen w Biemczech, bo ostatnio zakupy robiłam tam 3 lata temu. Dla
          porównania jednak ceny polskie, włoskie i szwajcarskie dla kilku artykułów
          spożywczych:
          - chleb 1 kg w Polsce 1,20 zł, we Włoszech 1,20 euro w Szwajcarii 3,60 franków;
          - 10 jajek w Polsce 2,60 zł, we Włoszech 0,90 euro, w Szwajcarii 2,40 franków;
          - makaron Barilla w Polsce 2,60 zł, we Włoszech 0,40 euro, w Szwajcarii 2,30
          franków;
          - schab 1 kg w Polsce 14 zł, we Włoszech 7 euro, w Szwajcarii 27 franków.
          Oczywiście ceny w różnych sklepach mogą być różne i odbiegać nieznacznie w
          każdym z krajów od przykładu.
          Mam nadzieję, że znanu ci jest kurs złotówki do euri i frranka szwajcarskiego i
          nie pomylisz go z duńską koroną;)

          Droga przez Ulm do Lindau jest o jakieś 30 km krótsza, ale wybrałam tę przez
          Monachium.
          • zula25 Re: Wakacje 2006 - Szwajcaria - dzień pierwszy 10.10.06, 11:01
            nie chcę być źle zrozumiana ale pozwolę sobie zwrócić ci uwagę, iż podajesz
            ceny szwajcarskie raczej przypadkowe, pobrane ze sklepu leżącego na terenie
            kampingu, tych nie znam, nie bywam na kampingach ale zapewne masz rację, tam są
            zawsze i wszędzie wyższe
            wybacz ale ja nie spisuje cen ani nie zbieram bonów sklepowych i nie to miałam
            na myśli pisząc "wysokie ceny to mit" co można wyraźnie wyczytać z mojego postu

            > chleb 1 kg w Polsce 1,20 zł, we Włoszech 1,20 euro w Szwajcarii 3,60 franków;
            czy porównujesz absolutnie ten sam i taki sam produkt ?
            napewno nie bo to praktycznie nie jest możliwe !!!
            czy wobec tego ma to jakiś sens ?
            my nie odczuwamy aby Szwajcaria bała droższa niż inne porównywalne z nią kraje

            nie bardzo rozumiem co ma wspólnego kurs dunskiej korony z twoim wątkiem
            szwajcarskim, chyba nie chcesz podkreślić i zabierałaś, i wymieniałaś tam
            duńskie korony ?!
            zatem proponuję, abyś pisząc relację z własnej podróży po Szwajcarii
            koncentrowała się na sobie i odpowiadała rzeczowo na pytania, trzymając się
            poruszonego tematu





    • aseretka Re: Wakacje 2006 - Szwajcaria 10.10.06, 06:44
      26 sierpnia 2006 r. (sobota)c.d.
      Za Chur dobrze oznakowany zjazd kieruje nas na drogę numer 19 prowadzącą do
      Andermatt i dalej przez przełęcz Furka Pass do Gletsch. Po drodze przepiękne
      widoki na alpejskie łąki i surowe skaliste szczyty gór.
      Za Andermatt rozpoczyna się moja ulubiona do tej pory, pokręcona droga
      prowadząca przez przełęcz Furka. Droga dość wąska, niezabezpieczona żadnymi
      barierkami przyprawić może o zawrót głowy. Gdy spojrzy się na dół widać
      maleńkie domy położonych w dolinie miasteczek, wstążeczki szos, małe lotnisko,
      a nawet miniaturowe pociągi, na które mniej odważni pakują swoje samochody,
      żeby przejechać przez przełęcz.
      Za miasteczkiem Fiesch, na wysokości 2431 m n.p.m. rozciąga się przełęcz Furka.
      Przepięknie położona, z szeroką panoramą na Berneński Oberland, stanowi główne
      ogniwo łączące wschód i zachód Szwajcarii. Na przełęczy jak zwykle wieje silny
      wiatr. Temperatura spadła z 23 do 9 0 C, więc założywszy kurtki wysiadamy
      popodziwiać widoki i zrobić kilka zdjęć.
      Dojeżdżamy do Lodowca Rhone, skąd swój początek bierze rzeka Rodan. Gdy byliśmy
      tu kilka lat temu mimo, że była połowa września wszystko pokryte było grubą
      warstwą śniegu. Dopiero teraz miałam okazję zobaczenia lodowca w pełnej krasie.
      Wyglądał zupełnie inaczej niż wtedy, gdy pokryty był białym puchem był zupełnie
      niewidoczny i nie wyróżniał się od otoczenia. Teraz na tle szarych skał i
      zielonych zboczy stoków odcinały się wyraźnie białe zwały śniegu i topniejący
      jęzor lodowy, spływający kaskadą do doliny. Urzekający widok.
      Zjeżdżamy z lodowca w dolinę po drodze mijając Kryształową Grotę. Ponieważ
      zwiedzaliśmy ją podczas poprzedniej bytności nie zatrzymujemy się. Mogę jednak
      powiedzieć, że warto tam zajrzeć, aby zobaczyć cudne kryształy górskie o
      przeróżnych barwach.
      W Gletsch skręcamy na drogę nr 6 i znowu pniemy się w górę do położonej na
      wysokości 2175 m n.p.m. przełęczy Grimssel Pass. Znowu przepiękny widok na dwa
      utworzone przez zaporę jeziora i wcinający się w nie półwysep z hotelem i
      budynkami elektrowni wodnej. Zaczyna mżyć deszcz. Im niżej zjeżdżamy, tym
      więcej pada. Przed 18 dojeżdżamy do campingu w Interlaken. W namiocie czeka na
      przywitanie musujące wino. Na obiado-kolację pieczone na grillu żeberka.
      Musujące, słodkie wino jakoś do tego nie pasuje. Zostawiamy je na deser do
      słodkości.
      Całą noc leje jak z cebra.
      Przejechane 625 km
      Czas przejazdu: 12 h
      Wydatki:
      - nocleg 125, 00 euro
      - benzyna w Norymberdze 15,11 litrów 20,00 euro
      - gaz w Norymberdze 43,53 litrów 30,50 euro
      - gaz w Lindau 31,70 litrów 22,16 euro
      Razem 197,66 euro
      • zula25 Re: Wakacje 2006 - Szwajcaria 10.10.06, 11:25
        jeśli pozwolisz, iż będę komentowała twoją relację:
        istnieje np. przepiękna trasa przez Attdorf i przełęcz Sustern do Interlaken a
        jechaliście z Lichtenstein do Interlaken tą trasą tylko po to aby przejechać te
        dwie przełącze ?

        ps: informując tych, którzy do takiej trasy będą się przymierzali,
        trasa przez Monachium jest o 66 km dłuższa niż przez Ulm, na odcinku Norymberga-
        Monachium bardziej zapchana a na monachijskim ringu istnieje duże
        prawdopodobieństwo korków, natomiast trasa przez Ulm jest relatywnie pusta i
        szybsza (doświadczenie)
        • ennka Re: Wakacje 2006 - Szwajcaria 10.10.06, 21:24
          Aseratko ,czekam na ciąg dalszy Twoich wakcyjnych wspomnień.
          Jak zwykle piszesz bardzo interesująco i miło się to czyta.

          Zula, szkoda ,że tylko ceny zainteresowały Cię w Szwajcarii.
        • aseretka Re: Wakacje 2006 - Szwajcaria 11.10.06, 06:27
          Nie wiem, czy zwrócił twoją uwagę fakr, iż nie napisałam nigdzie, że polecam
          jazdę taką, czy inną trasą. Każdy ma prawo wyboru. Ja opisuję tylko drogę,
          którą jechałam i ilustruję to zdjęciami. Gdy jestem na wakacjach nie wybieram
          najkrótszej trasy, ale taką, która mnie interesuje pod względem krajobrazowym i
          turystyczno_krajoznawczym. W tym przypadku chciałam właśnie jechać przez
          Liechtenstein, którego nie widziałam i przez przełęcz Furke oraz Grimsel, bo ta
          droga mi się podoba i warto zobaczyć lodowiec Rodanu.
          Droga przez Susten Pass też jest urocza i znana mi, ale to już była wycieczka
          na inny dzień.
          Jeśli chodzi o zakupy, to zgadzam się, że chleb chlebowi nie równy, chociaż
          będą ważyły tyle samo. Najsmaczniejszy moim zdaniem jest ten polski. Jednak
          wbrew temu, co twierdzisz ceny innych artykułów można porównywać, bo chociażby
          makaron Barilla jest dokładnie taki sam w Polsce, we Włoszech, czy w
          Szwajcarii. Podobnie schab i jajka.
          Wbrew temu, co piszesz zakupy robię w marketach na mieście, a nie w sklepie na
          camingu, gdzie jest dwa razy drożej. (Wyjątek stanowi pieczywo na sniadanie,
          jeżeli nie chce się jeść wczorajszego.)
          Wydatki i ceny zapisuję z dwóch względów:
          - rozliczamy się z bratem po połowie;
          - dużo forumowiczów pyta o ceny, a nie ponieważ nie mam pamięci do liczb, to
          notuję.
          To tyle tytułem wyjaśnienia. A ponieważ jesteś osobą, z którą od prawie roku
          nie zamierzam prowadzić jałowych, do niczego nie prowadzących dyskusji,
          pozwolisz, że kolejne twoje wpisy pomijane będą przeze mnie milczeniem.
          I to by było na tyle.
          • zula25 Re: Wakacje 2006 - Szwajcaria 11.10.06, 08:26
            A ponieważ jesteś osobą, z którą od prawie roku
            > nie zamierzam prowadzić jałowych, do niczego nie prowadzących dyskusji,
            > pozwolisz, że kolejne twoje wpisy pomijane będą przeze mnie milczeniem.
            > I to by było na tyle.

            ciekawe, najwidoczniej prowadzisz jałowe dyskusje z fantomasem, bo ja sobie nie
            przypominam abym prowadziła dyskusje z toba !!!
            jeśli publikujesz coś publicznie to powinnaś się liczyć z reakcją publiki,
            takie jest prawo demokracji
            zresztą ja ciebie nie krytykuje tylko komentuje a to zasadnicza różnica
          • zula25 Re: Wakacje 2006 - Szwajcaria 11.10.06, 10:19
            Autor: aseretka
            Data: 09.10.06, 06:45 + dodaj do ulubionych wątków

            skasujcie post

            + odpowiedz cytując + odpowiedz

            No to zaczynam. Wszelkie pytania i komentarze mile widziane.
            --------------------------------------------------------------------------------


            zanim zareagujesz wróć do własnych słów
    • aseretka Wakacje 2006 - Szwajcaria - dzień drugi 11.10.06, 06:31
      27 sierpnia 2006 r. (niedziela)
      Rano nadal leje. Jesteśmy przerażeni, bo w taką pogodę nie ma co wybierać się
      na wycieczkę. Nawet kurtki przeciwdeszczowe i parasole niewiele by pomogły. Z
      zabranego jeszcze z Polski mleka smażę naleśniki. Trochę to trwa, bo trzeba
      usmażyć dla 10 osób. Ale mam czas, jestem przecież na wakacjach, a dzisiaj w
      planie dzień wypoczynkowy.
      Po śniadaniu jednak przestało padać, więc o 10:00 robimy przedobiedni spacer po
      campingu i okolicy. Camping Manor Farm dzięki swojemu rewelacyjnemu położeniu
      przyciąga corocznie setki turystów z całego świata. Leży on bezpośrednio przy
      północno-wschodnim brzegu Thunersee, jednego z najczystszych jezior w Europie,
      w otoczeniu alpejskich, majestatycznych szczytów: Jungfrau – 4158 m, Monch –
      4099 m, Schreckhorn – 4078 m, Eiger – 3970 m. Sprzed namiotu roztacza się
      wspaniały widok na jeden z niższych szczytów, chyba jest to Niesen, który w
      pokrywającej go chmurze wygląda, jak dymiący wulkan.
      Wyznaczonym szlakiem idziemy w kierunku Jaskini Beatusa. Droga najpierw
      prowadzi górami, a potem brzegiem Jeziora Thun. Widok na jezioro urzekający.
      Woda ma charakterystyczny turkusowy kolor. Jest kryształowo czysta i aż
      zachęca, żeby się w niej zanurzyć. Postanawiamy, że po obiedzie, jeśli nie
      będzie padało, pójdziemy poplażować i popływać. Na razie jednak dochodzimy do
      przystani Beatenbucht. Z dobijającego do brzegu statku wysiada gromada turystów
      podążających podobnie jak i my do Jaskini Beatusa. Grota usytuowana jest na
      zboczu góry, w otoczeniu pięknego kaskadowego wodospadu. Według legendy na
      swoje miejsce zamieszkania upodobał ją sobie św. Beatus.
      Do groty nie wchodzimy, ponieważ już widzieliśmy jej wnętrze wcześniej (ja
      nawet dwukrotnie). Warto jednak odwiedzić to urocze miejsce ze stalagmitami,
      stalaktytami i podziemną rzeką.
      W zalesionej okolicy Jaskini Beatusa zbieramy grzyby. Dużo rydzów i kilkanaście
      prawdziwków. Rydze usmażymy na kolacje, prawdziwki przydadzą się do sosu. Na
      obiad kasza gryczana i pieczeń wołowa w sosie grzybowym.
      Niestety po obiedzie zaczyna padać. Nici z plażowania i kąpieli. Znowu leje
      przez całą noc.
      • zula25 Re: Wakacje 2006 - Szwajcaria - dzień drugi 11.10.06, 09:34
        jak pisałam my nie campingowcy ale, że całkiem przypadkowo znaleźliśmy się na
        terenie campingu, postanowiliśmy go trochę spenetrować
        przypadkowo, bo przejeżdżając przez Lauterbrunnen i kierując się na bardzo
        wysoki wodospad, chcąc nie chcąc wjeżdża się na teren campingu do którego spada
        wodospad, powiedzmy prawie na teren campingu
        dla lubiących taką formę urlopowania, camping warty polecenia, położony jest "w
        canionie tuż, tuż obok Jungfrau" o to adres: www.camping-jungfrau.ch
    • aseretka Wakacje 2006 - Szwajcaria - dzień trzeci 12.10.06, 07:27
      28 sierpnia 2006 r. (poniedziałek)
      Rano budzi nas słoneczko. Szybko jemy śniadanie i przed 8:00 wyruszamy na
      wycieczkę. Dzisiaj w planie wodospad Giessbach, przełom rzeki Aare, wodospad
      Raichenbach, lodowiec Trift, przejazd przez przełęcz Susten i dalej północno-
      wschodnim brzegiem Jeziora Czterech Kantonów do Lucerny.
      Krętą drogą dojeżdżamy prawie pod sam wodospad Giessbach. Pozostawiamy
      samochody na znajdującym się tu parkingu i wchodzimy pod górę w pobliże kaskad
      wodnych. Masy wody spadają z hukiem z wysokości 300 m do jeziora Brienz,
      pokonując 14 stopni skalnych. Ścieżka prowadzi aż po sam szczyt wodospadu
      wijąc się z jednej na drugą stronę. System kładek i mostków pozwala podziwiać
      jego piękno w całej okazałości. Jeden z mostków prowadzi za nurtem wodospadu i
      można spojrzeć w dół na piękny wiekowy Grand Hotel i Jezioro Brienz poprzez
      spadające krople wody.
      Podziwianie wodospadu zajmuje nam około godziny. Czas jechać dalej do
      oddalonego o 15 km Meiringen.
      Pomiędzy miejscowościami Meiringen a Haslital podziwiać można przełom rzeki
      Aare. Jest to przepiękny, skalisty wąwóz o długości 1,4 km. Kupujemy łączony
      bilet uprawniający do zwiedzania przełomu oraz wjazdu kolejką do wodospadu
      Reichenbach ( koszt 12 CHF) i zagłębiamy się w utworzony przez naturę cud.
      Przez wieki rzeka Aare wydrążyła w skale głęboki kanion, na którego dno rzadko
      zagląda światło słoneczne. W najwęższym miejscu wąwóz ma niecały metr
      szerokości i można jednocześnie dotknąć rękoma jego obu brzegów. Przechodzimy
      wąwozem dwukrotnie, w tę i z powrotem, aby jeszcze raz przyjrzeć się cudom,
      jakie stworzyła natura.
      O kilkadziesiąt metrów od wejścia do przełomu Aare oddalona jest stacja kolejki
      zębatej, która dowozi turystów do wodospadu Raichenbach. Kolejka działa
      sprawnie od ponad 100 lat. Po kilku minutach jesteśmy już przy wodospadzie. To
      miejsce uwiecznił w swoich powieściach Artur Conan Doyle uśmiercając tu swego
      bohatera Scherlocka Holmesa. Białą gwiazdką na skale oznaczone jest miejsce
      walki profesora Moriatego z genialnym detektywem.
      Wodospad Raichenbach jest mniejszy niż Giessbach, ale bardziej dramatyczny.
      Otaczają go lite skały, a wąska struga wody wpadająca do kamiennego kotła dalej
      już sączy się zupełne powoli.
      Ścieżką pniemy się w górę wodospadu. Okazuje się, że i tu można było dojechać
      samochodem, ale przecież i przejażdżka kolejką też jest coś warta.
      c.d.n.
      • zula25 Re: Wakacje 2006 - Szwajcaria - dzień trzeci 12.10.06, 09:22
        przeglądałam twoje fotki, są interesujące ale.........
        te z Grindelwald są całkowicie nie udane a tam naprawdę jest uroczo
        no i Grindelwald nie jest "otoczony" cztero-tysięcznikami, znajdują się one
        tylko po południowej stronie
        i jeszcze małe pytanko, gdzie leży Adelboden, bo nie mogę miejscowości odnaleźć
        w mojej pamięci ani na mapie ?
      • aseretka Wakacje 2006 - Szwajcaria - dzień trzeci 13.10.06, 06:38
        28 sierpnia 2006 r. (poniedziałek) c.d.
        Mija południe. Jedziemy dalej drogą nr 6 skręcając za Innertkirchen na
        prowadzącą do przełęczy Susten drogę nr 11. Zaczyna mżyć drobny deszczyk. Przed
        miejscowością Gadmen powinniśmy wysiąść z samochodów i przejść ok. 4 km do
        wiszącego nad lodowcem Trift mostu. Jest to podobno najdłuższy i najwyżej
        wiszący most linowy w Alpach, mający 103 metry długości i wiszący na wysokości
        70 metrów. Moim, i nie tylko moim marzeniem, było przejście po tym moście i
        zobaczenie niesamowitego widoku na okolicę i rezerwat Trift, a także na sam
        lodowiec i utworzone na końcu jego jęzora turkusowe jezioro z lodowymi
        blokami. Na zewnątrz samochodu uderza w nas jednak przejmujący chłód, a z nieba
        siąpi niemal lodowata mżawka. Po przejściu kilkuset metrów postanawiamy
        odpuścić sobie i wracamy do samochodów. Życie się jeszcze nie kończy. Może przy
        następnej bytności dane nam będzie odwiedzenie tego zakątka.
        Pniemy się dalej drogą na Susten Pass, niezwykle krętą i malowniczą. Jeszcze
        nigdy wcześniej tędy nie jechałam. Dochodzę do wniosku, że podoba mi się ona
        bardziej niż ta, do tej pory ulubiona, prowadząca do przełęczy Furka.
        Przepiękne skały porośnięte alpejską roślinnością. Szczyty pokryte śniegiem i
        liczne wodospady. Niestety widoczność jest niezbyt dobra. Chociaż przestało
        mżyć jest ciągle mglisto i pochmurno.
        Przed samą przełęczą Susten prywatna droga (opłata 5 CHF) prowadzi do lodowca
        Stein. Wrzucamy do automatu wymagane 5 franków i jedziemy kilkaset metrów dalej
        pod sam lodowiec Stein. Widok niesamowity. Roztapiający się jęzor lodowca
        przechodzi w nieduże jeziorko. Wokół skały o fantastycznych kształtach. Mimo
        przejmującego zimna zamierzamy podejść do samego brzegu jęzora, ale znowu
        zaczyna padać. To już nie mżawka a ulewa. Wracamy do samochodów i pniemy się w
        górę do przełęczy. Z drogi jeszcze raz podziwiamy wspaniały widok na lodowiec.
        Temperatura na zewnątrz spada do +4,5 0 C. Zaczyna lać. Na Susten Pass nawet
        nie chce się nam zatrzymywać. W planie mieliśmy przejazd drogą widokową nr 2
        prowadzącą do Jeziora Czterech Kantonów i dalej wzdłuż jego wschodniego i
        północnego brzegu do Lucerny. Leje jednak tak, że świata nie widać, a
        wycieraczki nie nadążają zbierać z szyb deszczu. Dojeżdżamy do Wassen i
        decydujemy się wracać na camping.
        Na camping dojeżdżamy przed 16:00. I tu pada rzęsisty deszcz. Na obiado-kolację
        piree ziemniaczane i schab..
        Przejechane 152 km.
        Czas wycieczki: 8 h
        Wydatki:
        - bilety do Aareschult i wodospadu Raichenbach 60 CHF (12 CHF od osoby)
        - droga do lodowca Stein 5 CHF
        Razem 65,00 CHF
        • alicja_z_krainy_czarow2 Re: Wakacje 2006 - Szwajcaria - dzień trzeci 13.10.06, 19:38
          aseretka, obejrzalam z przyjemnoscia twoje zdecia ze szwajcari, a teraz z
          przyjemnoscia czytam opisy. szwajcaria byla moim marzeniem, ale zawsze wydawalo
          mi sie, ze mnie na nie stac na wyjazd do tego kraju. mam pytania w zwiazku z
          twoim wyjazdem. czy 22 euro to koszt dla 5 osob i czy gdy wynajelibysny nocleg
          dla dwoch osob, to zaplacilibysmy 8,8 ? jak duzo jedzenia wzieliscie ? jaki byl
          calkowity koszt wyprawy ?
          • aseretka Re: Wakacje 2006 - Szwajcaria - dzień trzeci 16.10.06, 06:46
            22 euro, to koszt za wynajęcie namiotu niezależnie od tego ile osób z niego
            korzysta. Namiot jest duży i w pełni wyposażony, więc nie potrzeba brać ze sobą
            garów i zastawy stołowej.
            www.eurocamp.com.pl/
            Z Polski zabraliśmy ze sobą suchą wędlinę (kabanosy, krakowską, myśliwską),
            boczek wędzony, zawekowane w słoikach mięso (schab, brzuszek, wieprzowinę,
            piersi z kurczaka), kilka puszek z wołowiną w sosie własny, pieczone żeberka,
            kilka opakowań sera żółtego Hochlandu, serki topione tejże firmy, szynkę
            konserwową, konserwy mięsne ( gulasz angielski, konserwa golonkowa), kilka
            puszeczek pasztetów i konserw rybnych, 4 puszki fasolki po bretońsku, sosy
            Knorra, 2 opakowania półkilowe Krówki Masłówki, kilka opakowań piree
            ziemniaczanego Knorra, dwa opakowania makaronu, 30 jaj, herbatę, kawę 2 kg
            cukru, 2 litrowe kartony mleka, 2 bochenki chleba pszennego i 2 bochenki
            razowca, kilogram pomidorów, ogórków i papryki, trochę słodyczy (ciasteczka,
            wafelki, cukierki, czekolady). Ale to nie było tylko na Szwajcarię, bo
            stanowiła ona pierwszy etap naszej podróży. Potem był jeszcze tydzień we
            Włoszech i tydzień we Francji.
            Trudno mi też mówić o całkowitym koszcie naszego pobytu w Szwajcarii. Za
            noclegi zapłaciłam 154 euro. Na miejscu wydałam 250 CHF. Oprócz tego jeszcze
            paliwo na dojazd z Polski.
            • alicja_z_krainy_czarow2 Re: Wakacje 2006 - Szwajcaria - dzień trzeci 16.10.06, 19:10
              aseretka, dziekuje za wyczerpujaca odpowiedz. zainteresowala mnie strona
              eurocampu i bede probowala zainteresowac ta oferta moich przyjaciol. zawsze
              koszy rozlozone na 4 osoby beda nizsze niz rozlozone na 2 osoby. z
              przyjemnoscia tez poczytam opis dalszych dni. ktytykanctwem sie nie przejmuj.
              zawsze znajda sie osoby zawistne, ktore same nie maja wiele do powiedzenia ale
              kreuja sie na alfy i omegi.
    • Gość: Fredzio Dla aseretki i innych tutejszych: No 1 IP: *.zwm.osi.pl 14.10.06, 19:10
      Projekt tegorocznej wyprawy urodził się jak zazwyczaj dość przypadkowo, ot
      rzuciliśmy coś o zamkach nad Renem, a trafiało to w moją myśl, że corocznie
      tylko przelatujemy przez Niemcy, które przecież też mogą być krajem docelowym.
      Po pobieżnym przejrzeniu hasła „Ren” w necie zorientowałem się, że trzeba tych
      zamków szukać między Koblencją, a Moguncją. Poszukiwanie kwater na bazę jakoś
      mi nie szło: polski katalog Neckermanna nic w tamtej okolicy nie wskazywał,
      podobnie Eurocamp, ale ten zainteresował mnie ofertą „10=7”, a nawet „21=14” w
      interesującym nas terminie, a przy okazji znalazłem w ich katalogu interesującą
      ofertę ... w Szwajcarii, więc gdyby tam kilka dni ... , owszem jest coś w
      Szwarcwaldzie, ale Szwarcwald sam w sobie jest co prawda interesujący, ale do
      przełomu Renu stamtąd za daleko na codzienne wycieczki. I wtedy przypomniałem
      sobie, że Neckermann wydaje także bardzo gruby katalog „Deutschland” - po
      niemiecku, jednak żadne biuro podróży go nie miało, nawet w centrali
      zaproponowali mi przez telefon, żebym przyjechał do Sosnowca i na miejscu sobie
      go obejrzał. Szczęśliwie wypadła mi podróż do Warszawy, i z biura Neckermanna
      na Pl. Konstytucji – przywiozłem opasłe tomisko, w którym bez trudu znalazłem
      apartament w bliskości interesujących nas okolic. Ostatecznie plan podróży,
      zrealizowany potem dokładnie, wyglądał tak: wyjazd z Gliwic rano, nocleg w
      Etapie w Chemnitz, potem do Lauterbrunnen, tam 5 dni w mobilhome Eurocampu,
      stamtąd do Herzbolheim w Szwarcwaldzie (też mobilhome Eurocampu) i wreszcie na
      10 dni do Schindeldorfu/Stormberg do apartamentu Neckermannna. Wszędzie
      korzystaliśmy z posezonowych zniżek.
      Wyposażenie, jak co roku, tyle, że uznaliśmy zabieranie mleka UHT za przesadę -
      w końcu trzy tygodnie wytrzymamy bez mleka na śniadanie. Samochód to nowy
      punciak, tym razem, prócz poprzednich bajerów wyposażony jeszcze w
      klimatyzację. A było to tak...
      25.08.06
      Wyjazd o 10.27 na A 4 zgodnie z naszą wiedzą, zrobioną już prawie do granicy.
      Po drodze za Bolesławcem ogromny korek, na szczęście w przeciwną stronę. W
      ogóle na autostradzie spory ruch, kawa w przydrożnym barze, drugie śniadanie
      tradycyjne – kanapki z kotletami schabowymi. Przed granicą tankowanie, na
      przejściu dość długa kolejka, ale odprawa polegała na machnięciu ręką, więc
      poszło szybko. W b. NRD trochę siąpi niemrawa mżawka, ale przeważnie świeci
      słońce. Koło Drezna ostrzeżenie „Stau” i oczywiście, jako że Niemcy są
      systematyczni, jest Stau, przez godzinę przepełzamy 12 km, ale potem już bez
      kłopotów do Etapu w Chemnitz, gdzie jednak z powodu przebudowy ulic trochę
      błądzimy. Mamy tu zarezerwowane dwa pokoje, w Niemczech w tych hotelach jako
      trzecia osoba może występować tylko dziecko, a i tak za drugą osobę trzeba
      dopłacić 8 €, razem wychodzi nam to 64 € . W Etapie chyba jeszcze nie
      nocowaliśmy: pokój większy, niż w F 1 z maciupeńką , całą z plastyku łazienką
      (WC+ tusz), gdzie jednak nie ma żelu do mycia, ani lustra, ani suszarki, tylko
      mikroskopijne mydełka i ręczniki. Pościel typu francuskiego, telewizor z
      niemieckimi kanałami (+ 1 turecki). Po załatwieniu formalności jedziemy na
      kolację do baru Himalaya, którego ulotkę znaleźliśmy w recepcji. Okazuje się,
      że jest to raczej sklep z jedzeniem na telefon, ale stolik dla nas jest,
      zjadamy kolację smakującą nieco orientalnie za 13,50 €.
      Cdn.
      • Gość: Fredzio Re: Dla aseretki i innych tutejszych: No 2 IP: *.zwm.osi.pl 16.10.06, 14:00
        26.08.06
        Rano pobudka o 5.45, śniadanie w pokoju, wyjazd o 7.08., pogoda w drodze
        zmienna, częste odcinki z mżawką, czasem jednak przebłyski słońca na tyle
        długie, że trzeba włączyć klimatyzację. Mimo soboty spory ruch, dwa razy
        krótkie pełzające korki. Po drodze tankowanie ( paliwo 95 po 1,37) , czekolada
        i latte macchiate. Podobnie jak w większości, tak i w tym Reststädte, aby
        przejść bramkę do przy wejściu do WC, trzeba wrzucić -.50 € , potem można z
        odpowiedniej szczeliny wydostać kupon na taką samą kwotę do zrealizowania w
        bufecie, spostrzegam, że nie wszyscy użytkownicy z tego korzystają i w ciągu
        paru sekund jestem posiadaczem dodatkowych dwu kuponów czyli 1 €. Można by na
        tym robić niezły biznes, gdyby tak postać przy kołowrotku dłużej. Na granicy
        Szwajcarskiej lekceważą nas zupełnie, odprawiając nas kiwaniem palcem i do
        Lauterbrunnen docieramy o 17.00. Wita nas rezydent Eurocampu, tym razem pan w
        wieku wyraźnie dojrzałym, przedstawiający się jako Michael, konwojuje nas na
        rowerze do domku (typu Verona) nr 13, ustawionego nad samym brzegiem w widłach
        niewielkiego potoczku i sporej, wartko płynącej i głośno szumiącej rzeczki
        Lütschine. No i leje dość rzęsisty deszcz. Wyskakujemy do kempingowego sklepu,
        wszystko nieprzyzwoicie drogie, tylko piwo mieści się w granicach
        przyzwoitości : 0,5 l za 1,30 SF, wino za 4.-, w restauracji najtańsze danie
        15,-. Kemping położony w wąskiej, malowniczej dolinie, otoczonej pionowymi
        ścianami urwisk skalnych o wysokości kilkudziesięciu metrów, naprzeciw okna
        sypialni mamy widok na spory wodospad – wąską kaskadę wody rozbijającą się o
        nierówności pionowej skały, czasami aż do zupełnego rozpylenia. Takich kaskad
        spod naszego domku widać kilka, ale wieczorem okazuje się, że ta nasza jest
        podświetlona – widok niecodzienny. Widok w głąb doliny zamyka panorama
        wysokich, ośnieżonych szczytów. Architektura kempingu bardzo zróżnicowana:
        mobilhome’u (nie tylko Eurocampu), bardzo różnej wielkości, przyczepy
        kempingowe, niektóre po prostu ustawione na stale, malutkie i duże domki
        drewniane, stałe namioty i pole namiotowe (pustawe, bo leje), kilka wielkich
        namiotów z piętrowymi łóżkami, sanitariaty, pralnie samoobsługowe, myjnie
        naczyń, bankomat obsługujący wszystkie karty, sklep z pamiątkami, sklep
        spożywczo-gospodarczy, bufet, dwie restauracje, kilka budek telefonicznych z
        automatami na pieniądze i karty bankowe oraz możliwością wysyłania SMSów i e-
        maili itp. Na kempingu dużo Anglików i Holendrów, sporo Polaków. Lauterbrunnen
        jest ostatnią miejscowością do której można dojechać samochodem, dalej jechać
        nie wolno.
        Cdn.
    • aseretka Wakacje 2006 - Szwajcaria- dzień czwarty 16.10.06, 06:51
      29 sierpnia 2006 r. (wtorek)
      Rano tylko delikatnie siąpi drobny deszczyk. Po porannej toalecie czekam do
      godziny 8:00 na otwarcie campingowego markeciku. Kupuję bochenek chleba (na
      campingu 3,60 CHF podczas, gdy w sklepie najtańszy można kupić za 1,20 CHF) i
      10 bułek, za które, po ich zważeniu, płacę „lekką ręką” 6,60 CHF. Cholernie
      drogie tu pieczywo, ale nie będę leciała 4 km do Interlaken. Wracam do namiotu,
      reszta towarzystwa oprócz mojej bratowej jeszcze śpi. Szykujemy śniadanie.
      Jajka na miękko, żółty ser, wędlina. Czas budzić pozostałych.
      Pogoda jakaś taka nadal niepewna, raz przetaczają się chmurki, raz wychodzi
      słoneczko, ale mimo to postanawiamy dokończyć wczorajszą wycieczkę i jechać do
      Lucerny.
      Wyruszamy około 10:00 i po godzinie jazdy A 8 jesteśmy w Lucernie - Mieście
      Światła.
      To urocze miasto położone jest po obu stronach rzeki Reuss na zachodnim brzegu
      Jeziora Czterech Kantonów. Niegdyś mała wioska rybacka założona wokół
      drewnianego Kapellbrücke (Mostu Kaplicowego), to jakby Szwajcaria w miniaturze.
      Jak głosi legenda, miejsce pod budowę kapliczki, która miała się stać zalążkiem
      nowego miasta, wskazał pierwszym osadnikom świetlisty anioł.
      Parkujemy nieopodal Kapellbrücke, płacąc 2 CHF za godzinę parkowania.
      Drewniany, kryty most, spinający od początku XIV w. brzegi Reussi, jest
      symbolem Lucerny. Pięknie ukwiecony, cieszy oko turystów. Poza tym ma
      urzekające wnętrze. Utworzone przez belkowanie stropu trójkąty przyozdabia tu
      ponad 100 XVII-wiecznych malowideł, przedstawiających postacie bohaterów i
      świętych oraz sceny z dziejów Szwajcarii. Stojąca z boku ośmiokątna kamienna
      wieża Wasserturm (Wieża Wodna) przez kilka stuleci pełniła różne funkcje:
      mieściła skarbiec, archiwum, a nawet służyła za więzienie. Z mostu podziwiamy
      widok na wznoszący się na lewym brzegu rzeki Jesuitenkirche (kościół
      jezuicki), jeden z najstarszych i najpiękniejszych barokowych kościołów
      Szwajcarii, którego budowę rozpoczęto pod koniec XVII w.
      Przechodzimy przez Kapellbrücke i uliczkami Starego Miasta dochodzimy do
      Weinmarkt (Placu Winnego), który w średniowieczu był sercem Lucerny. Tu
      znajdowały się siedziby rzemieślniczych gildii i rezydencje patrycjuszy.
      Zachwycają nas pięknie malowane kamieniczki z wielopoziomowymi arkadami.
      Pobliski Hirschenplatz (Plac Łani)również otoczony jest malowanymi
      kamieniczkami szlachetnie urodzonych obywateli Lucerny. Są tak śliczne, że nie
      można się na nie napatrzeć.
      Zaczyna trochę mżyć, ale nic to w porównaniu z wczorajszą ulewą. Wchodzimy
      jednak do jednej z kawiarenek, aby napić się gorącej kawy i zjeść po jednym ze
      smakowitych, pięknie dekorowanych ciasteczek.
      c.d.n.
      • zula25 Re: Wakacje 2006 - Szwajcaria- dzień czwarty 16.10.06, 09:20
        mając wiele respektu dla trudu jaki sobie zadajesz tworząc tą relację, pozwolę
        sobie zwrócić ci uwagę na wklejanie zbyt dosłownych cytatów, co pozostawia
        pewien niedosyt autentyczności
        jeśli już musisz to robić dla podbudowania swojej relacji, zaznacz, iż jest to
        cytat z tego czy owego ........ i weź to w cudzysłów

        przykład:

        cytat z .....................

        " Lucerna
        Jak głosi legenda, miejsce pod budowę kapliczki, która miała się stać zalążkiem
        nowego miasta, wskazał pierwszym osadnikom świetlisty anioł. Nawet osoba o
        wyobraźni niepodatnej na tego rodzaju metafizyczne obrazy przyzna, że
        lokalizacja miasta ma w sobie coś niezwykłego.

        Lucerna – niegdyś mała wioska rybacka założona wokół drewnianego Kapellbrücke
        (most Kapliczny) – to jakby Szwajcaria w miniaturze. Lucerna (Luzern, „miasto
        światła”) między XIII a XIX w. rozrosła się i nabrała znaczenia jako ważny
        przystanek na szlaku handlowym wiodącym przez Alpy. Dziś miasto, ze swym
        uroczym średniowiecznym centrum, jest jednym z głównych ośrodków
        przyciągających turystów.

        Lucerna leży na zachodnim brzegu Jeziora Czterech Kantonów, nad zatoką, po obu
        stronach rzeki Reuss. Dworzec kolejowy stoi na południowym brzegu rzeki, w
        niewielkiej odległości od zabytkowego centrum po jej północnej stronie. "

        koniec cytatu








          • zula25 Re: Wakacje 2006 - Szwajcaria- dzień czwarty 16.10.06, 19:40
            drogi petrominie, jeśli przeczytałeś uważnie co napisałam, napewno nie
            dopatrzysz się cienia krytyki
            nie mając nic przeciw cytatom a już broń mnie panie Boże samej relacji,
            zwróciłam tylko uwagę, iż cytaty podaje się w cudzysłowie
            zresztą autorka sama zaproponowała, cytuję "No to zaczynam. Wszelkie pytania i
            komentarze mile widziane"
            tak się składa, o czym pisałam w innym miejscu, iż także byłam w Szwajcarii ale
            nie odczuwam aby na tym forum istniało zapotrzebowanie na moją relację, choćby
            tylko z jednego powodu: pułapu cenowego w jakim ja się poruszałam,
            chętnie więc czytam, czytam z zainteresowaniem ale też krytycznie inne relacje,
            jak np. tą tu autorstwa "aseretka"
            czyżby zdrowa polemika była ci obca ?

            pozdrawiam





      • mair Re: Wakacje 2006 - Szwajcaria- dzień czwarty 16.10.06, 11:59
        >>10 bułek, za które, po ich zważeniu, płacę „lekką ręką” 6,60 CHF. Cholernie
        drogie tu pieczywo, .....<<

        na zachód od Odry, pieczywo jest faktycznie drogie w stosunku do cen w Polsce
        ale w Szwajcarii wcale nie jest droższe niż np. BRD
        w niemieckiej piekarni, bułeczka kosztuje 50-60 euro centów
        ty płaciłaś tylko około 42 euro centy

        "droga Szwajcaria to polski MIT"
          • bah77 Re: Wakacje 2006 - Szwajcaria- ceny... 17.10.06, 11:20
            > Niemcy sa najtanszym krajem Europy Zach.

            Ale czy w/g Ciebie to zestawienie można wykorzystać w dyskusji o łącznym,
            średnim poziomie cen _turystycznych_: noclegi + knajpki + autostrady + benzyna
            + wstępy itd.?

            Ja to widziałem 3 lata temu tak:

            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=184&w=5580354&v=2&s=0

            I dzisiaj także trudno mi się zgodzić, że turystyczne dzienne wydatki w D są
            niższe od np. GR...

            > Szwajcaria 4 najdrozszym.

            Pewnie 5., bo brakuje tam Islandii.

            Zresztą trudno dyskutować o "drogości", bo niektórzy przecież nawet w Norwegii
            nocują w eleganckich hotelach, a inni nawet do Grecji zabierają puszki...

            bah77
            • zula25 Re: Wakacje 2006 - Szwajcaria- ceny... 17.10.06, 12:21
              > Zresztą trudno dyskutować o "drogości", bo niektórzy przecież nawet w
              Norwegii
              > nocują w eleganckich hotelach, a inni nawet do Grecji zabierają puszki...
              >
              > bah77

              masz rację a rzecz w tym aby nie tworzyc mitów dla własnych potrzeb
              dla przeciętnie zarabiającego Polaka, w każdym kraju po zachodniej stronie Odry
              jest drogo i długo jeszcze będzie drogo
              podkreślanie, że kraj jest drogi a jednak ja tam bywam, może sprawić złe
              wrażenie o osobie piszącej
              przykład:
              od ceny 6,60 franków za 10 bułeczek na wagę trzęsła się ręka ale za kawę i
              ciastka za 27,50 franków (10 część całkowitego wydatku na pobyt w Szwajcarii)
              już nie choć to 4-krotnie drożej już tylko za zbytek/przyjemność, jak kto woli

              brak konsekwencji w ocenie drogie-tanie, śniadanie jest koniecznością, kawa z
              ciastkiem w tak drogim kraju, hm !!!
              każdy ma prawo wypić kawę i zjeść ciastko ale można to zrobić w namiocie lub
              raczej przed jeśli tam taka drożyzna, co się tak chętnie podkreśla !!!


              "Mity tworzy się zazwyczaj na własne potrzeby"









          • Gość: Jan Re: Wakacje 2006 - Szwajcaria- dzień czwarty IP: *.versanet.de 17.10.06, 16:01
            Dania to drugi najdrozszy kraj Europy.Tu praktyczne porady,gdzie kupowac
            www.fejo.dk/info/preise.asp
            Ceny w dunskim Aldi sa 20% wyzsze niz w Niemczech.Ale ..Aldikow w Danii jest nieduzo dlatego turysci sa zmuszeni towar kupowac w dunskich sklepach w ktorych ceny tych samych towarow co w Niemczech sa nawet 100% wyzsze.Wiec nie dziwota,ze Niemcy jada na urlop do Danii obladowani niemieckim towarem.Dania jest nie za czesto odwiedzana prze Niemcow - w 2005 bylo tego 130 tys.Do Finlandi np.jezdzi rocznie 260 tys niemieckich turystow,do Holandi 2,6 mln a do Austri 10 mln..!
            • mair Re: Wakacje 2006 - Szwajcaria- dzień czwarty 17.10.06, 20:19
              > Dania to drugi najdrozszy kraj Europy.Tu praktyczne porady,gdzie kupowac
              > www.fejo.dk/info/preise.asp

              ciekawy link

              Wiec nie dziwota,ze
              > Niemcy jada na urlop do Danii obladowani niemieckim towarem.

              nie wynika mi z listow aby narzekali na dunska drozyzne










    • aseretka Wakacje 2006 - Szwajcaria- dzień czwarty 17.10.06, 06:54
      29 sierpnia 2006 r. (wtorek) c.d.
      Wędrujemy dalej uliczkami Lucerny. Atrakcją starej części miasta jest też
      Museggmauer – fragment najdłuższych (870 m) i najlepiej zachowanych
      fortyfikacji w Europie. Na Wieży Zyt zainstalowany jest najstarszy, pochodzący
      z 1535 r. zegar w mieście. Niedaleko stąd wykuty jest w skale Lowendelkmal
      (Pomnik Lwa), poświęcony pamięci 800 szwajcarskich kupców, którzy polegli w
      Tuilerie 10 sierpnia 1792 r. podczas Rewolucji Francuskiej, występując w
      obronie życia Ludwika XVI i jego rodzinny.
      Na skwerze Glatschergarten oglądamy tzw. wazy gigantów, czyli głębokie studnie
      skalne wyżłobione ponad 20 tysięcy lat temu przez pokrywające te ziemie
      lodowiec.
      Kierujemy się ku nabrzeżu, gdzie przysiadamy na ławce i podziwiamy widok na
      Jezioro Czterech Kantonów i otaczające je szczyty. Z jednym z nich Pilatusem
      związana jest ponura legenda o duchu Poncjusza Piłata, który bronił dostępu na
      szczyt góry, więżąc na zawsze śmiałków pośród skał.
      Jeszcze raz przechodzimy przez Stare Miasto i krętymi uliczkami dochodzimy do
      Spreuerbrücke (Mostu Młynowego). Jest to drugi z najstarszych mostów Lucerny.
      Pochodzi on z początków XV w., a jego zadaszona, drewniana konstrukcja pokryta
      jest malowidłami przedstawiającymi sceny "danse macabre", czyli tańca śmierci.
      Lewym brzegiem Reuss idziemy do Jesuitenkirche (kościoła jezuickiego), jednego
      z najstarszych i podobno najpiękniejszych barokowych kościołów Szwajcarii. Jego
      budowę rozpoczęto pod koniec XVII w., a wieżę dobudowano w 1893 r. Wnętrze
      kościoła biało -różowe pełne zdobień i fresków. Jak na mój gust jednak jest
      zbyt cukierkowo. Zdecydowanie nie przepadam za barokiem.
      Wracamy do samochodów. Dochodzi 17:00 i rezygnujemy z wycieczki dookoła
      jeziora. Spacer po Lucernie zajął nam dość dużo czasu i nie ma sensu robić
      dodatkowych 80 km, bez zatrzymywania się choć na pół godziny w wybranych
      miejscach. Jeszcze tylko kupno pieczywa na kolację i na śniadanie.
      Na camping wracamy przed 18:00. Na obiado-kolację czerwony barszczyk i
      ziemniaki okraszone przesmażonym brzuszkiem..
      Przejechane 150 km.
      Czas wycieczki: 8 h
      Wydatki:
      - parking w Lucernie 12 CHF
      - kawa i ciastka 27,50 CHF
      - pieczywo 6,40 CHF
      - pocztówki 3 CHF (po 1 CHF szt.)
      Razem 48,90 CHF

      • Gość: c# Re: Wakacje 2006 - Szwajcaria- dzień czwarty IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.10.06, 12:13
        Ja z takim bardzo przyziemnym pytaniem. Byliście w Szwajcarii pod koniec
        sierpnia. Jak piszesz, często lało. Jak wyglądały noclegi w MH Eurocampu,
        szczególnie poranki (temperatura i subiektywnie pojęta chęć wstawania :-).
        Ja nie cierpię wstawania, gdy wszystko dookoła jest wilgotne, a w Bad Liebenzell
        pod koniec sierpnia tak właśnie było. Czy dogrzewaliście się piecykiem gazowym?

        PS. Co roku postanawiam sobie, że to już ostatni raz w MH i co roku
        przyzwyczajenie bierze górę...
        • Gość: Fredzio - Szwajcaria- 3 IP: *.zwm.osi.pl 17.10.06, 19:05

          27.08.
          W nocy lało z niewielkimi przerwami, a łomot deszczu o dach plus narastający
          szum rzeki, której poziomu po ciemku nie można było obserwować stwarzał,
          przynajmniej dla mnie, poczucie zagrożenia – przecież nasz domek stoi na samym
          brzegu ... Rano okazuje się, że strumyk prawie w ogóle nie przybrał, a rzeka,
          która na tu brzegi umocnione kamieniami, a nawet kilkoma ostrogami, może 10
          cm , deszcz trochę pokropuje, chmury snują się nisko, zasłaniając góry,
          jedziemy więc do Berna, zupełnie nie daleko . Znajdujemy bezpłatny (dziś
          niedziela) parking, idziemy na stare miasto – jest w średniowiecznym układzie,
          zabudowane wąskimi, przeważnie dwuokiennymi domami. Główna ulica – szeroka
          Marktgasse – ma wszystkie domy z podcieniami, zwracają uwagę liczne sklepy
          optyczne i jubilerskie, zastanawia, że większość kawiarni jest nieczynna.
          Środkiem ulicy biegnie coś w rodzaju rynsztoku z czyściutką wodą, w większości
          przebiegu przykrytego żelazną kratą lub płytami betonowymi. W pewnym miejscu ze
          zdumieniem zauważamy, że woda wydaje się płynąć w kierunku przeciwnym i to do
          góry, ale okazuje się to złudzeniem spowodowanym tym, że kanał nie stanowi
          całości, ale składa się z oddzielnych odcinków. Wzdłuż ulicy, w równych
          odstępach, stoją różne fontanny, których w całym mieście jest pełno, oprócz
          różnych wodolejów i studzienek. Na żadnym nie ma ostrzeżenia, że woda niezdatna
          do picia ergo widać jest zdatna (nie próbujemy). Sporo turystów gromadzi się
          pod najstarszą zachowaną bramą miejską, oczekując na spektakl figurek dużego
          zegara czasowego i astronomicznego. Parę minut przed pełną godziną (przypadkiem
          12.00) przed okienkiem przesuwa się kilka figur (ludziki, niedźwiedź itp.), ale
          trwa to rozczarowywująco krótko, chociaż pieje też, machając skrzydłami, kogut,
          a aniołki czymś machają. Z boku tej Zyglog Geturm odkrywamy zabytkowy – czynny -
          pisuar, taki we francuskim stylu - blaszany parawan osłaniający od ulicy i
          ścianka do ... tylko dla panów. Spacerujemy po uliczkach, pod ładny ratusz,
          przechodzimy przez mosty do parku, wysoko nad miastem położonego w pętli rzeki
          Aare i pod katedrę. Uderza wspaniały tympanon nad głównym portalem –
          wielofigurowy Sąd Ostateczny – dziesiątki misternych figurek zbawionych i
          potępionych. Wewnątrz piękne witraże i stalle, sklepienie krystaliczne. Ale w
          całości wnętrze skromne. Na tarasie obok katedry pijemy kawę. Swoim zwyczajem,
          zauważywszy leżące pod murkiem ładne kartonowe pudełko z napisami, potrącam go
          nogą i stwierdzam, że wydaje się pełne: rzeczywiście wewnątrz jest 5 frymuśnych
          i nietkniętych cygar, z sześciu jakie deklaruje etykietka, wszystko za 6 SF,
          biorę, może znajdę jakiegoś konesera..
          Stąd jedziemy do Thun, miasta na wyspie, połączonego jednak z lądem licznymi
          mostami i groblą z jazem. Na rzece pływa mnóstwo kaczek i trochę łabędzi. Na
          wysokim wzgórzu, górującym nad wyspą bajkowy zamek o czterech narożnych
          wieżach, trzeba do niego mozolnie się wspinać po schodach. I stąd w deszczu,
          który przedtem, gdy opuszczaliśmy samochód uprzejmie przestał padać, już do
          domu. Droga powrotna inną trasą , miejscami zupełnie górską. Na obiad duże
          porcje ravioli z puszki kupionej w sklepie kempingowym za 2,90 SF, wino, piwo,
          czekolada. Z tym ravioli to też ciekawostka: puszka zawierała co najmniej trzy
          obfite porcje pierożków w sosie pomidorowym, z tym że o połowę większa
          kosztowała 6 SF, a o połowę mniejsza 2 SF
            • aseretka Re: - Szwajcaria- 3 18.10.06, 06:55
              Tym razem w Bernie nie byliśmy, bowiem byliśmy już podczas wcześniejszych
              pobytów w Szwajcarii. Z tego samego powodu nie odwiedzaliśmy prześlicznych
              Wodospadów Trummelbach i Jaskini Beatusa. Szwajcaria to przecież tak piękny
              kraj, gdzie jest tyle innych miejsc do odwiedzenia.
          • zula25 Re: Wakacje 2006 - Szwajcaria- dzień czwarty 17.10.06, 21:08
            czy mogę zapytać, dlaczego wybraliście akurat ten kamping w Lauterbrunnen, nam
            się wydawało, iż są tam raczej sami alpiniści i chcący za takich uchodzić ?

            ps: suplement do Twojej relacji

            >>> Lauterbrunnen jest ostatnią miejscowością do której można dojechać
            samochodem, dalej jechać nie wolno. <<

            wolno, przy dworcu z głównej ulicy trzeba skręcić w lewo, troche na dół i przez
            mostek wzdłuż rzeczki w kierunku Stechelberg aż do Gimmelwald, tu już jest
            koniec, dalej piechotą, przeurocze miejsce, jest parking, restauracja, klub dla
            wspinaczy, tu zaczynają się wspaniałe trasy w kierunku Jungfrau ale są też dla
            mniej wprawnych tzw. niedzielnych alpinistów z ławeczkami dla wytchnienia, są
            też trasy dla pasjonatów mountainbike, cudowne miejsce na majówkę jeśli
            dopisuje pogoda, my mieliśmy szczęście, była wspaniała
            w Stechelbergu jest kolej linowa na Schilthorn 2971 m. npm., ze stacji
            Schilthorn, przecudowny widok na cały masyw Jungfraujoch i lodowiec, Eiger i
            Monch
            z Lauterbrunnen można jechać kolejką zębatą na szczyt Europy, 3454 m.npm.
            bilety są dość drogie, 190 chf na 6 różnych tras w ciągu 6 dni / osoba ale
            przeżycie na całe życie

            pozdrawiam



        • aseretka Re: Wakacje 2006 - Szwajcaria- dzień czwarty 18.10.06, 06:44
          Mimo, że padało było ciepło. Mieszkaliśmy w namiocie i nikt nie
          marzł.Paradoksalnie nawet rzeczy nie były wilgotne. Chłodny, ale nie aż tak
          bardzo, był tylko jeden poranek, kiedy na szczytach gór pojawił się śnieg. Ja
          zawsze wstaję wcześnie (około 6 rano, takie zboczenie), ponieważ najbardziej
          lubię poranki, kiedy jeszcze wszyscy śpią. Pamiętam jednak, że kilka lat temu,
          gdy byliśmu w Lautenbunnen temperatura była w nocy minusowa, a na szybach
          samochodowych szron roztapiał się koło południa. Mnie to osobiście nie
          przeszkadzało, ale innym tak, dlatego wtedy skróciliśmy pobyt z 4 do 3
          noclegów.
        • bah77 Re: Wakacje 2006 - Szwajcaria- do C#... 18.10.06, 10:26
          Witaj C#!

          > Ja nie cierpię wstawania, gdy wszystko dookoła jest wilgotne...

          Jeśli tak jak ja, nie lubisz zimna i uważasz każdy deszczowy dzień na wakacjach
          za dzień stracony, to polecam Ci zwiedzanie Szwajcarii w czasie krótkiego tam
          lata.

          > Co roku postanawiam sobie, że to już ostatni raz w MH i co roku
          > przyzwyczajenie bierze górę...

          Jeśli jednak zdecydujesz się na tę zmianę, to zauważ, że skromny nocleg "pod
          dachem" nawet w Szwajcarii nie musi być drogi:

          www.mountain-holiday-park.ch/site_2.htm

          O czystym i suchym pokoiku na tym kempingu w Lauterbrunnen już pisaliśmy tu:

          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=184&w=2843088&a=25788585

          bah77
          • Gość: c# Re: Wakacje 2006 - Szwajcaria- do C#... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.10.06, 12:30
            To już się kompletny offtopic zrobił :-)

            Cieszę się, że ktoś też nie lubi deszczu na tym forum!
            Wszyscy wydawali mi się tacy impregnowani...

            Mnie tam deszcz sam w sobie niespecjalnie przeszkadza, tylko poranna procedura
            wygrzebywania się z betów i wskakiwania w wilgotne ciuchy. Paradoksalnie, w
            namiocie może być pod tym względem nieco lepiej niż w MH, bo siłą rzeczy
            wentylacja jest tam zdecydowanie lepsza niż w tych sympatycznych blaszanych budkach.

            To, że część noclegów kupujemy praktycznie rok w rok w Eurocampie - w różnych
            miejscach - wynika właściwie z lenistwa - do domu przychodzi katalog, wiemy,
            czego się spodziewać (wyposażenie namiotu czy MH oraz standard campingu), no i
            taki model wypoczynku nam odpowiada - połączenie leżenia bykiem ze zwiedzaniem
            okolic. Oczywiście, noclegi na campingach stanowią jedynie część - resztę
            organizujemy sami.
            Co mi odpowiada coraz mniej - to ceny, które w sezonie potrafią otrzeć się o
            granicę absurdu, a niestety, z uwagi na młodzież potomną pobierającą nauki,
            jesteśmy skazani na terminy lipcowo-sierpniowe.

            > Jeśli jednak zdecydujesz się na tę zmianę, to zauważ, że skromny nocleg "pod
            > dachem" nawet w Szwajcarii nie musi być drogi:
            >
            > www.mountain-holiday-park.ch/site_2.htm

            Ten camping wygląda zupełnie nieźle. A już ceny... Zaskoczyły mnie pozytywnie!
            Wklepuję do zakładek :-) No i wszystkie lokalizacje podane przez aseretkę
            (dzięki!!!)
    • aseretka Wakacje 2006 - Szwajcaria - dzień piąty 18.10.06, 07:00
      30 sierpnia 2006 r. (środa)
      W nocy musiało się ochłodzić bo okoliczne, te niższe szczyty gór pokryły się
      śniegiem. Otwieram samochód i sprawdzam temperaturę na zewnątrz. Jest 10,5 0 C.
      Zbyt upalnie to nie jest, ale przynajmniej świeci słońce. W planie była
      wycieczka dookoła Jeziora Thun, ale decydujemy się na krótszą do Grindelwald.
      Podobno to jeden z najpiękniejszych kurortów alpejskich, do którego jedzie
      się kretą doliną wśród gór i lasów, nad którymi błyskają białe pola lodowców.
      Z Interlaken to tylko ok. 20 km, więc po śniadaniu (grzanki z kupionego
      wczoraj chleba, ser tostowy Hochlandu, szynka konserwowa, dżem) zjedzonym już
      dobrze po 9:00 wyruszamy.
      Jedziemy najpierw kilka kilometrów wzdłuż Jeziora Brienz, potem doliną, po
      której obu stronach wznoszą się porośnięte lasami i łąkami góry, a następnie
      zaczynamy się łagodnie piąć coraz wyżej, ku górskim szczytom. Niestety, aż do
      nich nie dojeżdżamy. Grindelwald, rozpościerająca się na wysokości 1034 m
      n.p.m. u stóp szczytu Eiger, leży na końcu drogi skręcającej w lewo od tej
      prowadzącej z Interlaken do Lautenbrunnen. Mimo, że byliśmy w Lautenbrunnen
      kilka lat temu, jakoś pominęliśmy tę miejscowość. Wydawało mi się wtedy, że
      można tam dojechać tylko kolejką zębatą (co za głupota). Dopiero informacje od
      bywalców forum uświadomiły mi, że można tam dojechać także i samochodem.
      Grindelwald do uroczy górski kurort. Położony nieopodal majestatycznych
      czterotysięczników jest jak brama pozwalająca zagłębić się w świat gór i
      dziewiczej przyrody. Na turystów czeka tu ponad 300 km szlaków pieszych i ponad
      160 km rowerowych. Wiele z nich biegnie powyżej granicy 2000 metrów. My mamy
      zamiar dojść do Wąwozu Lodowcowego (Gletscherschlucht). Parkujemy nieopodal
      kościoła i stacji kolejki na Pfingstegg (parking 1,5 CHF za godzinę) i
      maszerujemy wyznaczonym szlakiem. Po ok. 45 minutach jesteśmy u wejścia do
      Wąwozu Lodowcowego. Niestety podziwiać możemy tylko jego wejście:( Na drzwiach
      do kasy (wstęp 7 CHF) wisi tylko kartka z napisem, że wąwóz „is closed”.
      Przyczyn nie podano. Nie napisano też kiedy będzie otwarty. Być może powodem
      były padające przez kilka ostatnich dni deszcze. Inni może nie, ale ja jestem
      wściekła, bo bardziej od wąwozu chciałam obejrzeć znajdujące się tak Muzeum
      Kryształów.
      Wracamy do Grindelwald i jeszcze godzinę mimo, że zaczyna trochę mżyć,
      spacerujemy po miasteczku. Ma ono charakter wybitnie turystyczno-wypoczynkowy.
      Dużo hoteli, pensjonatów, restauracji, barów. Z miasteczka dojechać można
      kolejka na wysokość 3454 m do przełęczy Jungfrajoch, niestety nie stać nas na
      wydatek 154 CHF od osoby. Chociaż nie wątpię, że niesamowity widok
      rozpościerający się z okien kolejki na całą dolinę i znajdującą się w jej dole
      miejscowość jest tych pieniędzy warty. Można przecież podziwiać północną ścianę
      Eigeru oraz Morze Lodowe (Eismeer), a potem na górze roztacza się panorama
      złożona z niezliczonych górskich szczytów dookoła trójcy Eigeru, Mnicha i
      Jungfrau. Z drugiej zaś strony rozciąga się widok na lodowiec Aletsch.
      Podczas spaceru i tak trochę przemarzliśmy (wszyscy oprócz mnie). Mimo, że
      zaczęło świecić słoneczko temperatura w Grindelwald to zaledwie 4,5 0 C.
      Jednak dopiero dochodzi 13:00, a słoneczko tak ładnie świeci, że szkoda wracać
      na camping. Decydujemy więc, że pojedziemy jeszcze do Aldenbolden.
      c.d.n.
      • zula25 Re: Wakacje 2006 - Szwajcaria - dzień piąty 18.10.06, 09:06
        >>Jedziemy najpierw kilka kilometrów wzdłuż Jeziora Brienz, potem doliną, po
        której obu stronach wznoszą się porośnięte lasami i łąkami góry, a następnie
        zaczynamy się łagodnie piąć coraz wyżej, ku górskim szczytom. Niestety, aż do
        nich nie dojeżdżamy. Grindelwald, ...........<<

        małe sprostowanie: z Interlaken do Grindelwald nie jedzie się nad jeziorem
        Brienz, biorąc po uwagę położenie "waszego kampingu" nad jeziorem Thun, sorry

        i uzupełnienie: z Grindelwald do lodowca można dojechać samochodem normalną
        asfaltową drogą zwaną Obere Gletscherstrasse, są tam gratisowe parkingi i
        restauracja, z tąd już tylko krok do lodowca, język lodowca jak też Eiger z
        parkingu widać jak na dłoni, można tez trochę dalej autobusem za małe pieniądze
        do Grosse Scheidegg, a z tąd piechotką troszkę na dół do lodowca, fakt
        potrzebna jest dobra pogoda

        • aseretka Re: Wakacje 2006 - Szwajcaria - dzień piąty 19.10.06, 06:42
          Errata do wczorajszego wpisu.
          "Decydujemy więc, że pojedziemy jeszcze do Aldenbolden." Powinno być ADELBODEN.
          Cieszy mnie jednak fakt, iż odnalazłeś tę miejscowość (cytuję) nie tylko w
          swojej pamięci ale i na mapie(koniec cytatu). Czyżbyś skorzystał z
          wyszukiwarki?:)

          • preuser Re: Wakacje 2006 - Szwajcaria - dzień piąty 19.10.06, 08:44
            aseretka napisała:

            > Errata do wczorajszego wpisu.
            > "Decydujemy więc, że pojedziemy jeszcze do Aldenbolden." Powinno być
            ADELBODEN.
            > Cieszy mnie jednak fakt, iż odnalazłeś tę miejscowość (cytuję) nie tylko w
            > swojej pamięci ale i na mapie(koniec cytatu). Czyżbyś skorzystał z
            > wyszukiwarki?:)
            >

            www.google.ch/search?hl=de&q=aldenbolden&btnG=Google-Suche&meta=cr%3DcountryCH

            czy mam przetlumaczyc ?

            mozna jednak znalezc "FANTOMAS"
    • aseretka Re: Wakacje 2006 - Szwajcaria 19.10.06, 06:49
      30 sierpnia 2006 r. (środa) c.d.
      Z Grindelwald dojeżdżamy do drogi A8 prowadzącej nad Jeziorem Thun, zwanej
      szumnie autostradą, chociaż nie w każdym miejscu ma ona dwa pasy ruchu, do
      miejscowości Leissingen, gdzie kierujemy się, pnąc się w górę, na drogę
      widokową prowadzącą do Aeschi, a dalej do Frutigen i Adelboden. Widoki jak z
      obrazka. Najpierw po prawo cudowny widok na szmaragdową taflę Jeziora Thun,
      dalej ośnieżone szczyty, zielone łąki i porozrzucane na zboczach drewniane,
      ukwiecone domki. Uzupełnieniem tego jest bezchmurne błękitne niebo.
      We Frutingen wspaniały widok na ośnieżony Masyw Engstligental. Nagie, pokryte
      śniegiem szczyty cudownie kontrastują z błękitnym niebem i zielenią hal.
      Temperatura na zewnątrz 8,0 0 C ale w słońcu wszystko wydaje się piękne.
      Przejeżdżamy przez Adelboden i kierujemy się na Engstligenalp. Drogę zagradza
      nam drewniana niby-brama zaopatrzona w dwa pręty. Dalej coś, co wydaje się być
      parkingiem. Zatrzymujemy się nie wiedząc, czy można tam wjechać. Może trzeba
      uiścić jakąś opłatę? Na parkingu stoi autobus i kilka samochodów osobowych. Za
      nami staje pick-up ze szwajcarską rejestracją i zaczyna na nas trąbić. Nie
      wiemy, co robić, bo nie ma się jak wycofać. Z autobusu wysypuje się gromada
      dzieciaków i machają do nas rękami, żeby wjeżdżać. Pręty wydają się giętkie,
      więc ryzykujemy i powoli przejeżdżamy. Zostawiamy samochody na parkingu obok
      innych już tu stojących i kierując się drogowskazami ruszamy do wodospadu
      Engstligen. Mimo, że dochodzi 14:00 i świeci słońce mroźne powietrze chwilami
      zapiera dech w piersiach. W zacienionych miejscach widać nawet szron. Po 15
      minutach dochodzimy do wodospadu. Jest to drugi pod względem długości wodospad
      w Szwajcarii. Pokonując kilka progów skalnych woda spada tu z wysokości 600 m.
      Cudowne widowisko!
      Przez kilkanaście minut podziwiamy wodny spektakl i dróżką za wodospadem
      podążamy z powrotem do samochodów. Idziemy teraz innym szlakiem wzdłuż
      znajdującej się po prawej stronie górskiej rzeczki. Po lewo zielone łąki z
      dopiero pączkującymi zimowitami. Niestety w pąkach nie wyglądają one tak
      uroczo, jak w pełnym rozkwicie. Nie jest ich też jeszcze tak dużo, jak wtedy,
      gdy byliśmy w Szwajcarii w połowie września. Wtedy całe górskie łąki pokryte są
      fioletowym dywanem tych witających zimę, podobnych do krokusów kwiatów. Na
      parkingu zjadamy kupione w Grindelwald bułeczki z kabanosami i wracamy w
      kierunku Adelboden.
      W okolicach Adelboden jest też przełom rzeki Choleren, który zamierzaliśmy
      odwiedzić. Jadąc w kierunku wioski rozglądamy się za jakimiś kierunkowskazami,
      które pokazywałyby drogę do Cholerenschlucht. Nie widać żadnych. Wjeżdżamy do
      Adelboden. Jest to typowe alpejskie miasteczko liczące około 3.500 mieszkańców,
      położone w przepięknej górskiej scenerii na wysokości 1.353 m n.p.m. Otaczające
      je góry sięgają aż do wysokości 3.243 m n.p.m. Część domów zgrupowana jest w
      dolinie, a część rozrzucona po górskich zboczach. Natrafiamy na drogowskaz
      kierujący na Silleren. W przewodniku wyczytałam, ze jest to jedno z tych
      pięknych, krystalicznie czystych jeziorek górskich. Jedziemy w tamtym kierunku
      i natrafiamy na Adwenture Park Reharti. Przy znajdującym się tu parkingu jest
      stacja kolejki linowej na Sillerenbühl i Tschentenalp. Zastanawiamy się, czy
      wjechać na Sillerenbühl (wjazd i zjazd 32 CHF), czy na Tschentenalp (18 CHF). W
      końcu jednak decydujemy się na pieszą wędrówkę przez rezerwat szlakiem
      prowadzącym do Fuhren. Idziemy najpierw w górę spienionego alpejskiego potoku
      spadającego kaskadami w dolinę, a następnie skręcamy w lewo idąc lasem i
      górskimi łąkami. Jest pięknie. Spacer zajmuje nam prawie dwie godziny.
      Nieprzyzwyczajone do górskich wędrówek nogi trochę bolą, ale warto.
      Na parkingu pytamy o drogę do Cholerenschlucht. Kierują nas na drogę prowadzącą
      do Hirzboden i Frutingen, ale dowiadujemy się też, że pod koniec sierpnia
      wąwóz otwarty jest dla turystów tylko do 17:00. Jest już więc zbyt późno.
      Wracamy na camping. Na kolację kasza gryczana, wieprzowina w sosie i surówka z
      pomidorów i papryki.
      Przejechane 128 km.
      Czas wycieczki: 8 h
      Wydatki:
      - parking w Grindelwald 4,50 CHF
      - paliwo 46,8 l benzyny 80,03 CHF
      - pieczywo 8,60 CHF
      Razem 93,13 CHF

        • aseretka Re: Wakacje 2006 - Szwajcaria 20.10.06, 06:42
          Wszystkie wodospady są piękne, a każdy ma inny urok. Najbardziej jednak chyba
          podoba mi się ten w Szafuzie na Renie.
          Oczywiście, że żałuję, iż nie wjechałam na któryś ze szczytów, Na pewno widoki
          są prześliczne. Ale myślę, że jeszcze będę miała okazję.
          W Adelboden jest tak pięknie, że warto się tam zatrzymać na dłużej. I przy
          następnym wyjeździe do Szwajcarii na pewno to zrobię. Nie widziałam jeszcze
          przełomu Choleren, ani tych podobno licznych w tym rejonie jeziorek
          polodowcowych. W okolicach Choleren Gorge warto też podobno zobaczyć
          Pochtenkessels – głęboki, skalisty lej, gdzie spotykają się wody Engstligen i
          Otterebach. Może ktoś to widział ?
        • preuser Re: Wakacje 2006 - Szwajcaria 19.10.06, 19:46
          jeszcze tylko zapytam, gdzie spaliscie w okolicah Norymbergi i czy bylo warto
          placic 125 euro zakladajac, iz musieliscie wstac bardzo rano i to bez sniadania
          aby dotrzec do Lindau przed 9 rano (okolo 370 km, to prawie 3,5 - 4 godziny
          jazdy)
          dla mnie nie mialoby to najmniejszego sensu, jesli biore hotel to poto aby sie
          wyspac, zjesc sniadanie i wypoczetym ruszyc dalej

          ps: pamietaj, toporek zakopany, jesli to nie po mysli, nie odpowiadaj

          zdrowko
    • aseretka Wakacje 2006 - Szwajcaria-dzień szósty 20.10.06, 06:55
      31 sierpnia 2006 r. (czwartek)
      Wstaję przed 7:00. Na dworze pięknie świeci słoneczko. Zapowiada się pogodny
      dzień. Robię sobie kawę i siadam przed namiotem z książką jednocześnie
      delektując się i napojem, i cudownym widokiem na rozświetlone wschodzącym
      słońcem góry. Przed 9:00 zaczynam przygotowywać śniadania i przed budzę resztę
      towarzystwa. Zanim dokonają porannej toalety smażę jajecznicę na boczku.
      Jeszcze trochę pokrojonej wędliny, pomidory, serek topiony i śniadanie gotowe.
      Sprzątanie po posiłkach to już nie moja działka. Codziennie dwójka z szóstki
      dzieciaków ma dyżur. O 10:30 można już wyjeżdżać na wycieczkę. Dzisiaj dookoła
      Jeziora Thun i zwiedzanie zamków w Spiez, Thun i Oberhofen.
      Jedziemy znajomą nam już A8 do Spiez. Tu na wciśniętym w jezioro górzystym
      cypelku wznosi się pochodzący z przełomu XII i XIII wieku zameczek, w którym
      mieści się Muzeum Historyczne (wstęp 7 CHF). Położenie zamku jest naprawdę
      urocze. Ze wzgórza podziwiać można zachwycający widok na miasteczko, jezioro,
      port i majestatyczne szczyty.
      Parkujemy na płatnym parkingu (0,5 CHF za godzinę) i idziemy w kierunku zamku.
      Przed wejściem, z prawej strony dziedzińca zewnętrznego, niewielki ale
      starannie utrzymany ogród zamkowy z fontanną i kolorowymi klombami kwiatowymi.
      Po lewej kamienna studnia. Zamkowa surowa wieża odcina się od bielonych ścian
      kasztelu. Przez bramę, mijając wiekową beczkę na wino, wchodzimy na sporych
      rozmiarów dziedziniec wewnętrzny. Środek dziedzińca pokryty jest kobiercem
      zielonej trawy. U jego wschodniego krańca stoi stara pochodząca z X wieku
      kaplica (wstęp bezpłatny). Kamienne wnętrze urzeka prostotą. Kaplica choć
      niewielka ma trzy nawy, łukowe sklepienia i niewielką ambonę. Nie ma tu
      ołtarza, tylko na podwyższeniu ustawiony jest wazon z kwiatami. Sklepienia
      prezbiterium pokrywają stare malowidła.
      Nieopodal kaplicy, prawie naprzeciw jej wejścia znajduje się niewielki ogród
      różany. Jeden z jego boków przylega do zdobionej malowidłami kamieniczki.
      Przysiadamy jeszcze na chwilę w zamkowym ogrodzie, delektując się widokiem na
      Thunersee i szczyt Niesen.
      c.d.n.
      • preuser Re: Wakacje 2006 - Szwajcaria-dzień szósty 20.10.06, 09:46
        tak jak powiedzialem, toporek zawieszony ale nie zakopany
        odpowiem ci tu, w miejscu publicznym i zaznaczam, iz nie mam zwyczaju
        przekazywac prywatnej korespondencje osobom trzecim
        nie rozumiem twojej prywatnej korespondencji, zazwyczaj pisuje sie do osob z
        ktorymi cos laczy, jest sie zadowolonym lub oburzonym z osob, na ktorych nam
        zalezy, wszystko inne powinno byc nam obojetne, dlatego moja odpowiedz wlasnie
        tu, publicznie, ja nie mam co ukrywac
        zarzucasz mi ciagle poslugiwanie sie roznymi nikami, bawisz w dedektywa co
        przypominac moze juz nie tyle czasy PRL co dzisiejsze poczynania waszych
        rzadzacych, kazdy kto nie ze mna to przeciw mnie a nie mozesz zrozumiec tak
        oczywistej rzeczy, iz komputer moze stac w miejscu dostepnym dla ronych osob w
        taki czy inny sposob ze soba powiazanych lub nie
        to forum jak i inne fora, sa miejscem publicznym i kazdy moze pisac co chce,
        moze sie poslugiwac nawet tysiacem nickow i nikomu nic do tego tak Tobie jak i
        Twoim zwolennikom
        tak, jestem osoba krytyczna, uwaznym czytelnikiem co zapewne zauwazylas ale
        mysle juz niestety inaczej niz moi rodacy, postrzegam sprawy z zupelnie innego
        konta, lubie "drake", lubie zgrywy, poprostu lubie robic "gas" jak to tu u nas
        sie nazywa, nie biorac zaraz wszystkiego na serio bo humor ulatwia zycie
        jestem inny niz wy, tego ukryc sie nie da, ostatecznie po 37 latach pobytu poza
        Polska, w tym 20 lat bez zadnego kontaktu z krajem, z rodakami, z jezykiem,
        przebywania w zupelnie innym srodowisku, musialy zaistniec zmiany
        mentalnosciowe i dziwie sie, iz ty wiedzac skad pisze, wiedzac jak dlugo
        przebywam poza krajem nie dostrzegasz tych roznic, tylko upierasz sie jak
        dziecko przy swoim szpiegowaniu, dociekaniu idt,itp
        ja, mimo roznic zdan w roznych tematach, nigdy nie napisalem, ze mam "wiecej
        forsy od ciebie albo kogokolwiek" to, na co zawsze wskazywalem to formy
        urlopowania rozne od waszych tu prezentowanych, na rozumienie turystyka, na
        priorytety w czasie urlopu ale wy nigdy nie chceiliscie innego puktu wodzenia
        turystyki akceptowac, o´key
        zalozcie fora tematyczne - turystyka namiotowa, turystyka kulturowa lub
        turystyka wypoczynkowa, moze jeszcze podzial na srodki lokomocji a wowczas,
        kazdy wpis nieadekwatny do tematu mozecie uznac za intruzostwo
        lubie jak ktos polewa wode ale tylko wowczas, gdy robi to ze swada, z duza doza
        poczucia humoru i nie obraza sie jesli inny wytknie mu blage
        przyklad: mozna miec duze poczucie humoru i np, objechac palcem cale jezioro
        Brienz jadac do Grindelwald, mieszkajac w zachodniej czesci Interlaken ale
        jesli ktos zwroci na to uwage, nalezy przyjac to z humorem
        zrobilam "gas" no i sie nie udalo, i nie ma powodu do obrazy, doszukiwania sie
        fantomasow, innych nickow a nalezy sie do tego znow z humorem przyznac
        ostatecznie piszac taka czy inna relacje, mozna czasami nawet nalezy wstawiac
        troche bajeru dla upiekszenia oby tylko nie traktowac tego na serio

        pamietaj, nawet najbardziej winny ma "wspolnikow", nic sie nie dzieje bez
        przyczyny ale jesli obie strony takie drobiazgi zauwaza, nie bedzie dochodzic
        do spiec, wiec zanim zaczniesz oskarzac innych zacznij zawsze krytycznie od
        siebie

        mimo wszystko pozdrawiam i jako sie rzeklo, toporek zawieszam






    • aseretka Wakacje 2006 - Szwajcaria-dzień szósty 23.10.06, 06:45
      31 sierpnia 2006 r. (czwartek) c.d.
      O 10 km dalej, na najbardziej na północ wysuniętym krańcu jeziora leży Thun.
      Wypływająca w tym miejscu z jeziora rzeka Aare rozcina klinem skrawek lądu,
      tworząc małą, długą wyspę, na której skupia się centrum starego Thun. Wyspa
      jest tak mała, że z łatwością można ją przejść wzdłuż i wszerz na pieszo, a z
      lądem łączy ją kilka mostów. Chyba z pół godziny kręcimy się po mieście
      szukając miejsca do zaparkowania, wreszcie parkujemy przed rzeką w okolicach
      dworca (1CHF za godzinę) i przez udekorowany kwiatami i flagami most
      przechodzimy do starej części miasta. Idziemy dwupoziomową główną ulicą
      handlowa Huptgasse, która jest tak ciekawie zbudowana, że ukwiecone dachy
      sklepów dolnego poziomu tworzą deptak obrzeżonego butikami poziomu górnego. Na
      końcu ulicy pną się w górę kręte schody prowadzące do zamku i barokowego
      kościoła. Idziemy tamtędy. Najpierw zwiedzamy kościół, a potem kierujemy się do
      położonego nieopodal zamku. Zbudowany w 1190 r. na wysokości 560 m n.p.m.
      ufortyfikowany kompleks zamkowy, zwieńczony jest na każdym rogu przez
      prostokątne romańskie wieże. Na kamiennym dziedzińcu stoją działa. W zamkowych
      wnętrzach znajduje się, podobnie jak i w Spiez, Muzeum Historyczne (wstęp
      7CHF). Zbiory muzeum podobne do tych w Spiez. Cały przegląd szwajcarskiego
      oręża i umundurowania. Biała broń: halabardy, piki, kusze, miecze, a także
      stare rusznice i współczesna broń. Moim zdaniem warto tam zajrzeć wyłącznie
      dla zwiedzenia pomieszczeń zamkowych.
      Traktem prowadzącym do zamku schodzimy do miasta na prześliczny Plac Ratuszowy.
      Otaczają go ukwiecone, białe kamieniczki z czerwonymi i zielonymi okiennicami
      oraz uroczymi, arkadowymi podcieniami. Środek placu zajmuje kamienna, również
      pięknie ukwiecona fontanna. Spacer po Thun zajmuje nam 3 godziny. Wzdłuż rzeki
      wracamy do punktu wyjścia, czyli parkingu, gdzie zostawiliśmy samochody. Po
      drodze jeszcze drobne zakupy: chleb, śmietana, masło.
    • aseretka Wakacje 2006 - Szwajcaria-dzień szósty 24.10.06, 07:55
      31 sierpnia 2006 r. (czwartek)c.d.
      Jedziemy dalej północo-wschodnim brzegiem Thunersee do Oberhofen. Przy samym
      brzegu jeziora stoi tu uroczy średniowieczny zameczek zrekonstruowany z
      przepychem w okresie XVII – XIX wieku.
      Parkujemy w pobliżu zamku ( pierwsza godzina gratis, każda następna 1 CHF) i
      dochodzimy do położonej nieopodal przystani. Pięknie ukwiecone i obstawione
      palmami w donicach molo cieszy oko. Po lewo widok na zamek. Podobnie, jak w
      Spiez i w Thun i tu wstęp do wnętrz kosztuje 7 CHF. Podziwiamy zamek od strony
      jeziora. Południowe mury budowli opierają się niemal o taflę wody. Jedna z
      wież, romantyczna Seeturmchen, wynurza się nawet z jeziora. Kolorowe, ułożone
      we wzory dachówki zwieńczają zamkowe wieżyczki, a okiennice w biało-czarne
      pasy zdobią zamkowe mury. Ponieważ zdecydowaliśmy się nie wchodzić do
      znajdującego się w zamku muzeum, przechodzimy do znajdującego się z tyłu zamku
      i jednocześnie przylegającego do jeziora ogródu. Jest on dużo większy i
      ładniejszy od tego w Spiez. Właściwie to park, a nie ogród. Dużo drzew, altany,
      kwieciste klomby, pięknie przycięte żywopłoty, tunel z zielonych krzewów. Do
      tego wspaniały widok na znajdujący się po drugiej stronie jeziora Niesen i inne
      szczyty. Jest tak pięknie, że o ponad pół godziny przekraczamy wyznaczony czas.
      Na szczęście nikt nie zakwestionował, że zaparkowany na godzinę samochód stoi
      godzinę i 35 minut.
      Przepiękną drogą prowadzącą skalny półkami dojeżdżamy przez Gunten i Merlingen
      do campingu. Po drodze jeszcze kilka przystanków w punktach widokowych, skąd
      można popatrzeć na cieszące oko i duszę widoki. W namiocie jesteśmy przed
      18:00.Na obiado-kolację kolację spaghetti.
      Przejechane 133 km.
      Czas wycieczki: 7,5 h
      Wydatki:
      - parking w Spiez 1,00 CHF
      - wstęp do zamku w Spiez 35,00 CHF
      - parking w Thun 3,00 CHF
      - wstęp do zamku w Thun 35,00 CHF
      - zakupy,6,80 CHF
      Razem 80,80 CHF
      • a_to_ja Re: Wakacje 2006 - Szwajcaria-dzień szósty 24.10.06, 10:13
        Aseretko!
        Podziwiam Cię za cierpliwość, wytrwałość i opanowanie w pisaniu relacji ze
        swoich wakacji.

        Ja bym spasowała po pierwszych kilku dopiskach ... .

        A tak na marginesie - zaczynam odwiedzać "stare kąty" na "gazetowej turystyce"
        i jak na razie mam bardzo mieszane uczucia.
        Ludzie!!
        Dziewczyna chce się podzielić swoimi wrażeniami z wyjazdu a TU ... siedzą jej
        na plecach wrony i .. dziobią.

        Nie wiem, może zbyt długo mnie TU nie było i o czymś nie wiem??
        I nie chcę wiedzieć!!!

        Chcę czytać "NA TEMAT".
        Swoje prywatne wojny toczcie na swoich prywatnych forach.

        Pozdraviam i przepraszam autorkę wątku za te uwagi
        :-))
            • zula25 Re: Wakacje 2006 - Szwajcaria-dzień szósty 24.10.06, 21:13
              mylisz się, znajomość autorki nie jest w tym do niczego potrzebna, wystarczy
              być uważnym czytelnikiem
              i jak poprzednio, w niczym mi nie przeszkadza relacja, takie czy inne braki
              językowe czy nawet trochę bajeru lub kiepskiej orjentacji na mapie ale wnerwia,
              jeśli autorka wciska "podkradzione" informacje, nie informując o tym
              potencjalnego czytelnika i traktując je jako swoje
              to jest nie fair, tego robić nie wolno, to lekceważenie bywalców forum a bywam
              tu nie tylko ja jak śmiem przpuszczać, możliwe iż się mylę
              po odkryciu takiego faktu, żeby autorka chociaż publicznie przeprosiła
              czytelników, byłoby o'key ale skąd, ona atakuje jak rozdrażniona osa, czego
              jesteś najdobitniejszym dowodem
              takie traktowanie czytelnika jest nie do zaakceptowania
              już miałem odpuścić i tu się nie wpisywać ale jak widać nie wszystkim to się
              podobało, więc odpisałam wedle życzenia

              pa,pa

              • alicja_z_krainy_czarow2 Re: Wakacje 2006 - Szwajcaria-dzień szósty 25.10.06, 18:23
                czytajac twoja odpowiedz coraz wyrazniej odnosze wrazenie, ze rzeczywiscie
                rozmawiamiam z jakims bezplciowym fantomasem, bedacym kazdym i jednoczesnie
                nikim. w jednym bowiem zdaniu uzywasz i formy meskiej i zenskiej. "już miałem
                odpuścić i tu się nie wpisywać ale jak widać nie wszystkim to się podobało,
                więc odpisałam wedle życzenia". forum nie rozwiaze problemu twoich frustracji.
                odpusc wiec sobie i poszukaj rozwiazania problemow u profesjonalistow.
                pa,pa

    • aseretka Wakacje 2006 - Szwajcaria-dzień siódmy 25.10.06, 06:36
      1 września 2006 r. (piątek)
      Ostatni dzień pobytu na campingu Manor Farm postanawiamy spędzić w oddalonym o
      godzinę drogi spacerkiem (4-5 km) Interlaken. Znowu jest słoneczny dzień.
      Zjadamy śniadanie i o 10:00 wyruszamy.
      Idziemy wyznaczonym szlakiem najpierw wzdłuż rzeczki łączącej jeziora Brien i
      Thun, a potem łąkami do prowadzącej do Interlakaen szosy. Na łące rośnie dużo
      pieczarek. Postanawiamy zebrać trochę w drodze powrotnej i zrobić na obiad zupę
      pieczarkową.
      Po drodze mijamy kilka uroczych hoteli i pensjonatów w typowo szwajcarskim
      stylu oraz zagrodę z uroczymi karłowatymi kózkami o imionach: Julka i Mirko.
      Dochodzimy do Hoheweg, głównego, reprezentacyjnego bulwaru Interlaken.
      Ocieniony drzewami stanowi on wizytówkę miasta. Siadamy na chwilę na bulwarowej
      ławce, aby podziwiać widok na okoliczne szczyty. Północną część miasta zajmują
      okazałe hotele w stylu wiktoriańskim, restauracje, butiki i słynne kasyno.
      Mijamy Grand Hotel, spowity powojami zielonych pnączy i otoczony krzewami
      herbacianych róż, oraz szereg butików z biżuterią, ekskluzywnymi strojami,
      szwajcarskimi zegarkami i czekoladkami. Kilkadziesiąt metrów dalej, za
      arkadowymi podcieniami, znajduje się pięknie ukwiecone kasyno Kursal, w
      okolicach którego położony jest kwiatowy zegar. Moim zdaniem wystrój zegara
      jest dość skromny. Zdobią go tylko czerwone begonie.
      Przechodzimy do południowej dzielnicy Interlaken, posiadającej piękny park
      Hohematte, skąd napawać się aż do bólu można pięknym widokiem na Jungfrau i
      inne okoliczne szczyty. Znowu przysiadamy na ławce. Ośnieżone, skaliste szczyty
      gór na tle błękitnego nieba przyprawiają aż o dreszcz grozy. Jednak choć
      groźnie jest pięknie. Jedna z bywalczyń forum powiedziała mi kiedyś, że będąc w
      Szwajcarskim Oberlandzie czuła się jak w raju. Podzielam w pełni to zdanie.
      Chociaż byłam w tych okolicach kilkakrotnie, ciagle są one dla mnie
      zachwycające. Aż żal będzie jutro wyjeżdżać.
      Po wyjściu z parku włóczymy się jeszcze trochę po uliczkach Interlaken.
      Kupujemy pamiątki, pocztówki i znaczki. W Coopie robimy zakupy na obiad,
      kolację oraz na jutrzejsze śniadanie.
      Dochodzi 15:00. Tą samą drogą, co poprzednio wracamy na camping. Idąc przez
      łąkę zbieramy pieczarki. Na obiad zupa pieczarkowa, piree i piersi z kurczaka.
      Popołudnie spędzamy na opalaniu się i kąpieli w jeziorze. Niestety dno tu jest
      bardzo kamieniste i bez obuwia trudno jest wejść do wody.
      Wieczorem pakowanie, potem kolacja i o 22:00 już jesteśmy w łóżkach. Rano
      wyjazd do Włoch.
      Wydatki:
      - pamiątki 20,00 CHF
      - pocztówki i znaczki 12,90 CHF
      - zakupy 8,75 CHF
      Razem 41,65 CHF
      Przykładowe ceny:
      - czekolada 1,60 CHF
      - pocztówki od 0,50 – 1,00 CHF
      - znaczek na pocztówkę 1,3 CHF
      - piwo 10*0,33l 3,25 CHF
      - chleb od 1,20 CHF
      - masło od 2,80 CHF
      - śmietana od 1,80 CHF
            • Gość: Fredzio Szwajcaria-8 IP: *.zwm.osi.pl 26.10.06, 11:23
              01.09.06
              W nocy okropnie zimno, bo ok. 5.00 skończył się gaz, herbatę parzymy grzałką,
              przed 9.00 przy bezchmurnym niebie odjeżdżamy, najpierw znaną, jedyną właściwie
              tu drogą, w kierunku Interlaken, które przejeżdżamy bez zatrzymywania się,
              okazuje się, że to duże, ale chyba niezbyt ciekawe miasto. Oddalamy się od gór
              i wjeżdżamy w szwajcarski Mittelland, prawie równinny, potem pojawiają się
              coraz wyższe pagórki. Planowy postój w Bazylei zaczynamy na podziemnym
              parkingu, za który płacimy potem 7.-SF, tym razem zapisuję sobie w notesie
              nazwę parkingu („Claramatte”) i ulicy, żeby potem nie błądzić w poszukiwaniu
              samochodu. W niewielkim barze pytam o drogę do Münsterplatz, kilka osób z
              ogromną życzliwością i uśmiechami mi ją wskazuje. Przechodzimy przez most na
              drugi brzeg Renu - tu jest już bardzo szeroki i o wartkim prądzie. Przypadkiem
              nasza trasa wiedzie przez Marktplatz, który też mieliśmy w planie. A odpowiada
              swej nazwie, bo trwa na nim targ warzyw, serów, owoców i kwiatów. Gdy stojąc
              przy straganie rozważamy jaki ser kupić, sprzedawca nieoczekiwanie pyta, czy
              chcemy "ser od krowy, kozy, czy owcy", a na pytanie skąd zna język polski,
              odpowiada, że jest Polakiem, jak i towarzysząca mu kobieta. Z solidarności
              narodowej za porcję sera, która wg. wagi miała kosztować 12, liczy nam 10,-SF.
              Wzdłuż dłuższej strony targu stoi wspaniały ratusz pomalowany na jaskrawy
              kolor czerwony i ozdobiony freskami, złoceniami i wielkim zegarem. Stąd
              dochodzimy do katedry, dużej i dostojnej, ładnie udekorowanej licznymi
              rzeźbami, a zbudowanej z różowego kamienia z poziomymi wtrętami szarymi i
              białymi, z dachem pokrytym wzorzystą dachówką. Trwa remont, wnętrze jest
              puste, sporo wyraźnych akcentów romańskich (szczegóły murów, okna, krużganek).
              Duża krypta, w katedrze pochowany jest Erazm z Rotterdamu, ale nie możemy
              znaleźć jego nagrobka. Katedra stoi wysoko nad brzegiem Renu, z urwistego stoku
              można przyglądać się wartkiej rzece, mostom, statkom i pomysłowemu promowi,
              który zaczepiony o łączącą brzegi linę, przepływa z jednego brzegu na drugi i z
              powrotem wykorzystując siłę prądu wody, przez zmianę "halsu" i manipulacje
              sterem. Dochodzimy jeszcze do jedynej pozostałości dawnych murów obronnych
              Spalentor. Jeszcze kawa, zagryziona rożkiem z marcepanowym nadzieniem
              (Marzipangipfel), za resztę bilonu kupujemy trzy ciastka i jedziemy do granicy
              niemieckiej, mijamy ją żegnani machnięciem dłoni straży granicznych.
              I to koniec szwajcarskiej części podrózy.
              • alicja_z_krainy_czarow2 Re: Szwajcaria-8 26.10.06, 18:20
                szkoda, ze juz koniec waszych wspomnien ze szwajcari. chetnie poczytalabym
                takze o czesci wloskiej aseretki oraz o dalszej podrozy po niemczech fredzia.
                mam nadzieje, ze uda mi sie zrealizowac wymarzone wakacje w szwajcari w
                przyszlym roku i moze bede mogla cos opisac.
    • aseretka Wakacje 2006 - Szwajcaria-dzień ósmy 26.10.06, 07:54
      2 września 2006 r. (sobota)
      Wstajemy bardzo wcześnie, bo o 5 rano. Przed nami 640 km drogi. Może to nie tak
      wiele, ale przecież będziemy jechali przez góry i chcemy jeszcze zatrzymać się
      na zwiedzanie w kilku miejscach. Plusem tej części campingu Manor Farm, na
      której stoi nasz namiot jest to, iż nie ma tu zamykanej bramy. Nie trzeba więc
      czekać do 7:00, żeby móc wyjechać.
      Szybkie śniadanie i jeszcze po ciemku w drogę. Jedziemy A8 w kierunku
      Meiringen, a dalej przez Grimsel Pass do drogi nr 19. Zaczyna się rozwidniać.
      Na przełęczy na poboczach drogi leżą resztki śniegu. Nie jest go wiele, ale
      dałoby się ulepić bałwana. Zjeżdżamy na drogę nr 19, ale tym razem kierujemy
      się w przeciwnym kierunku niż przełęcz Furka. Jedziemy malowniczą Doliną
      Valais. Chociaż i tu widoki piękne muszę przyznać, że osobiście wolę jazdę
      wyższymi partiami gór.
      Mijamy Obergestein z dziwnymi domami, których architektura jest zupełnie
      odmienna od dotychczas obserwowanej w Szwajcarii. Zbite z prostych desek, z
      małymi oknami przypominają raczej jakieś szopy. Uderzający jest brak zdobiących
      domostwa kwiatów. Takie domy-szopy widzimy też dalej w Urlichen, Geschinen,
      Munster. Chociaż wierzchołki gór mają śnieżne czapy na urwistych stokach
      zielenieją winnice.
      Przed 9:00 dojeżdżamy do Brig, głównego miasta Górnego Valais. Leży ono nad
      brzegiem Rodanu, u stóp przełęczy Simplon. Ponad Starówką, przy Alte
      Simplonstrasse, dominuje zamek Stockalper, niegdyś największa rezydencja w
      Szwajcarii. Jest to duża masywna budowla z granitu i skały wulkanicznej. Już z
      daleka rzucają się w oczy trzy kopuły nazwane imionami Trzech Króli, najwyższa
      to Kacper. Parkujemy z boku zamku, zaraz przy drodze prowadzącej na Simplon
      Pass. I wąską uliczką podążamy w stronę zamku. Mijamy kościół o podobnej
      kopule, jak wieże zamkowe i dochodzimy do zamku. Chociaż znajdujące się w nim
      muzeum jest jeszcze nieczynne wejścia na dziedziniec zamkowy jest otwarte.
      Wchodzimy i podziwiamy przepiękne arkady i podcienia zamkowe. Przez furtkę po
      prawej stronie przechodzimy do ogrodu zamkowego i spacerujemy chwilę po
      rosarium. Jeszcze przez godzinę włóczymy się uliczkami Starego Miasta i
      zrobiwszy pętelkę wracamy do samochodów i pniemy się drogą nr 9 ku przełęczy
      Simplon.
      Droga przecudna. Kręta, prowadząca przez wąwozy i spadziste zbocza.
      Zatrzymujemy się na chwilę, aby popatrzeć na Alpy i położone w dole Brig. Teraz
      już niemal jedziemy samymi szczytami gór. Droga aż zapiera dech w piersiach.
      Dojeżdżamy do położonej na wysokości 2005 m n.p.m przełęczy Simplon,
      oddzielającą od siebie Alpy Pennińskie i Alpy Lepontyńskie. Przełęcz ozdobiona
      jest kamiennym posągiem orła. Zatrzymujemy się na kilka minut na parkingu, żeby
      zrobić kilka zdjęć i jeszcze raz nacieszyć oczy alpejskimi szczytami.
      Zjeżdżamy ku granicy Szwajcarii z Włochami mijając po drodze liczne wodospady.
      Z miasteczkiem Simplon droga wiedzie majestatycznym Wąwozem Gondo. Jeszcze
      tylko ostatnie przygraniczne miasteczko szwajcarskie, a dalej już są Włochy.
      Przejechane do granicy z Włochami 141 km.
      Czas przejazdu łącznie z postojami: 6 h.
      • pawel676 Re: Wakacje 2006 - Szwajcaria-dzień ósmy 30.10.06, 11:53
        Super relacja - gratuluję. Jak rozumiem traktowaliście kamping jako bazę
        wypadową. Jest to dla mnie o tyle istotne, że podróżuję z przyczepą którą muszę
        gdzieś zakotwiczyć. Dysponujesz może informacjami które z tras przez Ciebie
        opisanych są zamknięte dla przyczep ?
        p676
        • aseretka Re: Wakacje 2006 - Szwajcaria-dzień ósmy 31.10.06, 07:15
          Niestety, jako, że nie jechaliśmy nigdy z przyczepami, nie zwracałam
          szczególnej uwagi na zakazy wjazdu dla przyczep. Wydaje mi się jednak, że na
          drogach, którymi jechałam nie było takiego zakazu. Były natomiast tablice
          świetlne informujące, czy przejazd przez daną przełęcz jest otwarty.
        • Gość: c# Re: Wakacje 2006 - Szwajcaria-dzień ósmy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.10.06, 09:11
          W kwestii przyczep.
          Ja co prawda z przyczepą nie jeżdżę, ale zwróciłem uwagę, że mapy krajów
          alpejskich, szczególnie te dokładniejsze, zawierają oznaczenia i informacje,
          których potrzebujesz.

          Właśnie z ciekawości przytargałem z samochodu cegłę koloru granatowego pt. ADAC
          Auto Atlas D/EUR. Szwajcaria jest 1:300.000 i są tam oznaczone drogi niedostepne
          dla przyczep oraz drogi zamykane na zimę.

          Część dróg jest niezalecanych dla przyczep - teoretycznie masz wybór - a inne są
          zakazane. Są różne oznaczenia na mapach.

          Wydaje mi się, że do zaplanowania podróży w domowym zaciszu powinno wystarczyć.
        • aseretka Re: Wakacje 2006 - Szwajcaria-dzień ósmy 31.10.06, 07:28
          Życzę miłego wypoczynku i wielu wrażeń:) Uważam, że i relacje Fredzia zachęciły
          cię do wyboru Szwajcarii.
          Gdybyście wybierali camping z oferty Eurocampu, to radziłabym ten w Interlaken.
          Mimo, że w Laurenbrunnen jest ładniej, klimat nad jeziorem jest zdecydowanie
          cieplejszy. A ponieważ, jak pisałeś masz dzieci w wieku szkolnym myślę, że
          bardziej odpowiadałoby im, gdyby mogli popluskać się w jeziorze lub popływać
          kajakami. (Darmowe wypożyczanie u pilotów Eurocampu.)Plaża co prawda nie jest
          zbyt ładna, bo żwirowata, ale popalać się też można, podczas gdy do ułożonej
          północ-południe wąskiej i otoczonej wysokimi szczytami Doliny Laurenbrunnen
          słońce zagląda dopiero koło południa.
      • alicja_z_krainy_czarow2 Re: Wakacje 2006 - Szwajcaria 14.08.07, 11:35
        wrocilam ponad dwa miesiace temu, ale teraz dopiero mam mozliwopsc
        odpisania. szwajcaria bajeczna. zwiedzilam chyba wszystkie opisane
        przez ciebie aseretko miejsca. przejechalismy przez przelecze
        susten, furka, grimsel. podziwialismy alpejskie lodowce i
        wopdospady. oprocz tego berno z zywymi maskotkami miskami. wielkie
        dzieki za inspiracje. alina
        • Gość: zorro Re: Wakacje 2006 - Szwajcaria IP: *.tktelekom.pl 20.09.07, 20:06
          Dziewczyny! Aseretko i Alicjo, szczerze zazdroszczę tej Szwajcarii. Jestem
          raczej miłośnikeim Włoch, ale chyba przez Was w przyszłym roku zahaczę o
          Helwecję :) Napiszcie tylko, czy można tam (a także w Liechtensteinie) płacić w
          euro, bo nie wiem czy na krótki pobyt kupować specjalnie CHF, i ile??
          • aseretka Re: Wakacje 2006 - Szwajcaria 21.09.07, 08:23
            Warto nie tylko zahaczyć ale i pobyć tam chociażby kilka dni.
            Niestety w euro raczej nie da się płacić, chociaż w niektórych
            przygranicznych miastach (np. Bazylei, Szafuzie, Locarno)w
            niektórych sklepikach można kupić za euro pamiątki, pocztówki itp.
            Franki szwajcarskie będą natomiast na pewno potrzebne do parkomatów.
            Na pytanie ile CHF wziąć trudno mi odpowiedzieć, bo nie wiem, jak
            długo chcesz przebywać w Szwajcarii i jakie zakupy robić.
            • Gość: zorro Re: Wakacje 2006 - Szwajcaria IP: *.internetdsl.tpnet.pl 21.09.07, 08:48
              Trudno powiedzieć, wakacje dopiero za rok :) ale myślałem tylko o jednodniowym
              rekonesansie w drodze z Italii do Polski. Czyli raczej wschodnia część
              Szwajcarii - będziemy jechać z tamtej strony. Na razie roi mi się przejazd od
              strony Davos, może któreś z miast: Chur, Sankt Gallen, pewnie Liechtenstein i
              zahaczenie o jezioro Bodeńskie? Jeśli się spodoba, wrócimy na dłużej.
              Zakupy? Niee, raczej nie, co najwyżej pamiątki. A w Liechtensteinie przyjmują euro?
              • aseretka Re: Wakacje 2006 - Szwajcaria 24.09.07, 08:24
                Polecam przejazd N13 od Jeziora Bodeńskiego do Chur, a potem drogą
                nr 19 przez Przełęcz Furke, Dolinę Valais i Przełęcz Simplon.
                Wrażenia gwarantowane. Przy okazji wjedziesz do Włoch zawadzając o
                cudne Jezioro Maggiore.
                W Liechtensteinie nie robiłam żadnych zakupów. Przypuszczam jednak,
                że i tu raczej będą potrzebne franki szwajcarkie.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka