pasiek1
09.04.06, 10:02
Witam, napotkałem ciekway tekst w książce kałuzyńskiego Bankiet w domu
powieszonego. Kałuzyński cytuje tam śmiertelnie wówczas chorego Artura
Sandauera, z którym odbył rozmowę. Oto cytat: (Mowa o Prouście i trudnosciach
z przekładem jego Utraconego czasu)"Uswiadomiłem to sobie najdobitniej (mówi
Sandauer w relacji Z. Kałuzyńskiego) przy przekładach z hebrajskiego. Jest to
język , który stanowi świat sam w sobie. Jest w najwyższym stopniu konkretny,
rzeczowy, bezpośredni, do tego stopnia, że posiada, w gruncie rzeczy tylko
dwa czasy: dokonany i niedokonany, mozna powiedzieć, że NIE MA W NIM
TERAŹNIEJSZOŚCI. Pogrąża on na jakby w jedno nieustające trwanie, nie
rozrózniamy tego co dawniej, co bliżej i co obecnie, nie zajmujemy się
analizą co tam, co tu, co niegdyś. Bóg Mojżesza mówi do nas ciągle w tej
chwili: jest to jakby symulatniczność wszystkiego, jedna ciągłość istnienia.
Pod tym wzgledem Biblia Tysiąclecia jest fałszerstwem, troszczy się
o 'historyczność', usilnie podkreśla, że Stary Testament jest wstępem do
Nowego, np. wprowadza duże litery ilekroć mowa o 'Bogu', 'On', 'dla
Niego', 'Jemu', itd., czego w hebrajskim nie ma i byc nie może; hebrajski w
ogóle nie ma dużych liter, bo jestesmy zawieszeni jakby w jednolitym,
wyrównanym, równoległym potoku, w którym bóstwo zmieszało się z nami i ze
światem."
Co sądzicie o tym cytacie?