Dodaj do ulubionych

Twoj najgorszy i najlepszy stop....

05.07.05, 17:13
pamietacie jeszcze jakiego waszego najgorszego stopa.. gdzie staliscew
najdluzej.. lub jechaliscie z kims koszmarnym..?

te gorsze

1. jechalem kiedys do Taize:))) dojechalem do Macon (30 km od celu). Byla
18.00. Do 22. nikt mnie nie zabral, bylem tak padniety ze polozylem sie na
rozlozonym na trawie tropiku. Rano wstalem, zobaczylem, ze wokol mnie sa
dziesiatki pajeczyn i pajakow...Jaka byle reakcja mozecie sie domyslec. Tak
czy siak do Macon dodtreptalem pieszo.. przez cale miasto tez.. dopiero na
wyjezdzie zapukalem do samochodu na czerwonm swietle:) No i mnie podrzucial
do Cluny:) a tam juz bylo latwo:)

2. Kiedys jechalem z gosciem z Warszawy. Opowiadal rozne takie "mafijne"
historyjki. Jak to pobili chlopaka lomami, bo im chcial samochod ukrasc. Albo
jak skopali chlopaka, ktory okradl matke jednego z kumpli..i wogole. Oj jak
chcialem byc juz u celu :)))))


3. Jechalem tez z jakimis ukraincami. Wygladali jak potencjalni zabojcy..ale
okalzali sie pozniej super. Praca ich tak zniszczyla..

a te lepsze:)


1. jechalem z gosciem, ktory mi po godzine rozmowy zaproponowal posade
redaktora naczelnego lokalnej gazety:))) tyle ze ja wtedy juz zarabialem
spora kase w agencji reklamowej w warszawei, a gazeta byla w Rawie Maz :)))

2. kiedy zabral mnie dosc znany dziennikarz, ale poniewaz nie bardzo mnie
interesuja samochody, nie zalapalem od razu kto to byl. A byl to facet, ktory
przez wiele lat prowadzil w TV program motoryzacyjny. Nie pamietam jak sie
nazywal.


pewnie jeszcze cos by sie znalazlo, ale juz nie pamietam:))
Obserwuj wątek
    • lama83 Re: Twoj najgorszy i najlepszy stop.... 05.07.05, 19:04
      najgorszy
      kiedys trafilam na faceta ktory wiozl odpady z ubojni swin o ja pier..
      wyobrazcie sobie ten smrod i tak jechalismy dobre 2 godziny facet zawiozl mnie
      gdzie chcialam i jeszcze zaproponowal ze postoimy chwile az przejdzie burza z
      gradobiciem ale grzecznie podziekowalam i powiedzialam ze sie schowam na
      stacji :) juz mialam dosc tych "zapachow"
      najlepszy
      ba tego nie wiem bo ciezko wybrac cos najlepszego ale jak cos wybiore to dam
      znac
      buziaki
      • kr_kap Re: Twoj najgorszy i najlepszy stop.... 05.07.05, 23:01
        Najgorszy łatwiej(ten ciężar niedopełnienia obowiązków autostopowych na sumieniu
        ;)...
        Jechaliśmy z kumplem przez Niemcy, po paru godzinach podjeżdżania po 30-40
        kilometrów trafiła nam się okazja na jakieś 150 kilometrów, więc chwyciliśmy jak
        diabeł dobrą duszę. Dwie dziewczyny nie mówiące po angielsku, my nie mówiący po
        niemiecku. Umówiliśmy się z nimi na której stacji nas zostawią i błogo poszliśmy
        w kimono (poprzedniej nocy było tak zimno, że nie dało się spać na dworze, więc
        z jakimś poznanym na poboczu Bulgarem, któremu też było za zimno na wyciąganie
        śpiwora ;) przez pół nocy urządzaliśmy sobie dla rozgrzewki biegi terenowe
        wzdłuż autostrady, a drugie pół nocy udawaliśmy przed obsługą, że wcale a wcale
        nie śpimy na stoliku w kawiarni przy stacji benzynowej...).

        Budzą nas, "wysiadajcie, wysiadajcie". My nieprzytomnie "a to już?". One "a
        juści". Bierzemy plecaki, one startują jak w Gran Premio Argentina i po trzech
        sekundach śladu nie ma. Okazuje się, że wysadziły nas na jakimś rozstaju
        nieoznakowanych dróg, obok smętna stacyjka. "Gdzie my jesteśmy, jak rany?!" Nie
        ma takiego miejsca na naszej mapie, nie ta skala. Wchodzimy do budyneczku
        obsługi i pytamy o mapę tego "tutaj", jest, wisi na ścianie, a jakże, i ma dużą
        wyszarpaną dziurę. "To gdzie jesteśmy?" pytamy faceta, on, z rozbrajającym
        uśmiechem, wskazuje ten fragment mapy, którego nie ma :).

        Ponieważ uznaliśmy to pokornie za pouczenie od losu, bo kto to widział zasypiać
        na stopie -jeśli już bawić uprzejmą konwersacją nie ma sposobu, to przynajmniej
        dobyć z siebie miły uśmiech, zamiast chrapanka ;)- stanęliśmy żeby złapać coś,
        co nas zawiezie, hm, gdzie indziej! ;) i w trzy minuty później wziął nas Czech,
        któremu wcale się nie śpieszyło i chętnie nadłożył drogi :)
        • camel_3d i jeszcze cos... 06.07.05, 14:26
          wlasnie sobie przypomnailem.. jechalem do Lodzi :) zatrzymal sie samochod (taki
          busik) z 3 chlopakami. Powizieli, ze jada do Lodzi, ale miejsce jest tylko z
          tylu, na "domkach"... Powiedzalem ze moze byc.. no i sie okazalo, ze te "domki"
          to masa trumien... Nie bylo to przyjemne.. w polmroku posrod "domkow":))
          • mr.gif Re: i jeszcze cos... 27.08.05, 01:24
            hahahaha... świetne z tymi domkami. moja kolej:
            słabe:
            1. połowa drogi z Zielonej Gory do Gdańska skokami po 7-12km. w miedzyczasie zaatrzymuje sie chlopaczek i na moje pytanie gdzie, odpowiada, ze do Szwecji. Ja główkuje i już wiem że w Gdańsku na prom pewnie wjedzie :-))))) głupich nie sieja. Po 10 km chłopaczek zatrzymuje sie we wiosce - 4 domu + stacja benzynowa, i mówi, że już. Wioska nazywa sie Szwecja (gdzies za Walczem)

            2. Wyjazd z Paryża - 3 dni, nocleg pod stadionem piłkarskim, jointy z całym blokowiskiem Arabów,gdy jedeen z nich w pewnym momencie pociera palcem wskazującym po szyi, patrząc na mnie. Mój francuski niemal zerowy, z głową już słabo... kolega tłumaczy: pyta czy asz nóż :-)

            więc słabe stopy też są fajowe.

            dobre:
            1. z Amsterdamu do granicy niemieckiej jednym transportem - jacyś kolesie stwierdzili, że jest sobota, nudzą się i "tak sobie jeżdżą" więc nas podwiozą. Z granicy samochód aż do... Żar, czyli całe Niemcy i kilkanaście km w POlszy - Holendrzy jadący na wakacje do PL.

            2. Zielona Gora - Paryż w 22 godziny, a zaczęliśmy ok. 14.00 bo zaspaliśmy :-)

            3. kilka innych szybkich, dalekich transportów, 40paroletni hipisi w TIRach i osobówkach, całe mnóstwo postaci rodem z Marsa
      • dedee23 Re: Twoj najgorszy i najlepszy stop.... 14.07.05, 19:01
        MIalam kiedys podobna akcje. Jazda z rzeźnikami. Powiedzieli ze zawioza prosto
        do celu. Tyle, ze po drodze musza na chwile jeszcze do ubojni... No dalej mnie w
        te boczne dróżki, zakręty, zapiździewia... Ale miałam stresa, adrenalina 200%
        normy. Jak sie juz zatrzymali to powiedzieli, ze 'zaraz wracaja'. A ja myyyyk i
        dałam noge stamtad. Nie pamietam juz kiedy ja bieglam tak szybko. Chyba w liceum
        na sztafecie... teraz to jest smieszne, nie???

        Od paru lat nie łapię już stopa :))
      • spike23 Re: Twoj najgorszy i najlepszy stop.... 03.07.06, 02:23
        najlepszy
        - 50 letni nurek z dominikany(niemiec)i jego kumpel 50 letni harleyowiec,zabrali
        nas domkiem na kólkach(to był dom tego nurka),od lyonu do alicante,a jeszcze cos
        jechalismy z nimi w piatke:)))
        - starsi panstwo,pelen kolder peugot 406 i nas trojka z tylu,
        +nocleg,kolacja,zwiedzanie w nocy lyonu,sniadanie
        - sam kierowalem przez cała hiszpanie do st-etienne,taki stop ze pani kierowca
        spala cala droge,z malymi przerwami,a z nia jej coreczka w foteliku,moj brat i
        koleznaka
        - cala francja,z holendrem,wlasciwie marokanczykiem prowadzacym sklep z jointami
        w antwerpii
        najgorszy
        - chyba zlodziej,ponad 200 na godzine non stop, po probie dialogu stwierdzil ze
        jednak jedzie gdzie indziej,wiec nas wysadzil na srodku autostrady, dalej
        barirki,plot,kilka km w sloncu,do drogi,drogi bardzo lokalej
        - i jeszcze kilka z nagla zmiany trasy,ale na szcescie wiecej w tym bylo strachu
        niz zagrozenia
    • wojciemag Re: Twoj najgorszy i najlepszy stop.... 07.07.05, 08:31
      Mój najgorszy stop ?? Zawsze jest fajnie na swój sposób, ale...
      Stałam przy zjeżdzie z autostrady poznańskiej, chciałam dostac się do Konina,
      zatrzymuje się facet, po prostu marzenie, przystojny, usmiechniety, symatyczny
      i pyta mnie w którą stronę na Poznań. Pokazałam. A Ty gdzie jedziesz -
      zapytał.......................................................................
      I to był mój najgorszy stop. Pojechał w przeciwnym kierunku beze mnie:(
      • khas Re: Twoj najgorszy i najlepszy stop.... 07.07.05, 15:01
        wojciemag napisała:

        > Mój najgorszy stop ?? Zawsze jest fajnie na swój sposób, ale...
        > Stałam przy zjeżdzie z autostrady poznańskiej, chciałam dostac się do Konina,
        > zatrzymuje się facet, po prostu marzenie, przystojny, usmiechniety,
        symatyczny
        > i pyta mnie w którą stronę na Poznań. Pokazałam. A Ty gdzie jedziesz -
        >
        zapytał.......................................................................
        > I to był mój najgorszy stop. Pojechał w przeciwnym kierunku beze mnie:(


        nie za bardzo rozumiem. autostrada poznańska jest w szczecinie. Ty chciałaś
        jechac do Konina, a facet do Poznania (pzreciez jemu by to pasowało). więc jak
        mozna w pzreciwnym kierunku??? to gdzie on pojechał( na koszalin???). ogólnie
        pozdrawiam :)
        • wojciemag Re: Twoj najgorszy i najlepszy stop.... 08.07.05, 08:58
          autostrada ma to do siebie (niestety) że ma swoj poczatek i koniec, i ja stałam
          jak łatwo się domyslić z przeciwnej strony niż to sobie wyobrażasz, a moj
          niedoszły kierowca się po prostu zamotał.
          Ja tez pozdrawiam i życzę powodzenia w podrózach.
    • sqbk Re: Twoj najgorszy i najlepszy stop.... 10.07.05, 16:28
      najlepszy: w zeszlym roku z kolega postanowilismy autostopem pojechac "na zachod". nie wiedzac zupelnie gdzie chcemy dotrzec(kierunek: zachod- tylko tyle) stalismy na granicy polsko-niemieckiej z kartka z napisem "IRGENDWO" (niem. BYLE GDZIE, DOKADKOLWIEK); nie minelo pol godziny zlapalismy okazje (>dzieki Jarek) i wyladowalismy pod Monachium. sama w sobie podroz to nic ekscytujacego, ale skutki... poznalismy sporo milych ludzi, ktorzy nam pomogli, prace i tego lata jedziemy tam ponownie(juz wlasnym autem:). pozdrawiam
      • camel_3d Re: Twoj najgorszy i najlepszy stop.... 11.07.05, 09:57
        IRGENDWOHIN... to tak na przyslosc..znaczy " Dokadkolwiek".
        IRGDNEWO znaczy raczej gdziej (np gdzies stoi butelka)...
    • eszir Re: Twoj najgorszy i najlepszy stop.... 16.07.05, 16:45
      Witam!!Jeszcze do niedawna sporo jeździłam stopem... teraz, ech, jakoś nie ma
      towarzystwa.
      Z tych gorszych podróży to muszę wspomnieć faceta, który podwoził mnie na trasie
      katowice-kraków (jechałam na uczelnie). Wszystko fajnie... tylko najpierw zaczął
      zagadywać czy mi nie gorąco, potem czy może nie umówiłabym sie z nim, jeszcze
      później jaka jest moja sytuacja materialna. Sam sobie dośpiewał że skoro jade
      stopem a nie pociągiem, to musz bardzo potrzebować kasy... No i wyjechał mi z
      cennikiem usług erotycznych, już dokładnie nie pamiętam kwot, bo sie tak
      zdenerwowałam, dobrze ze był srodek dnia i nie żadne zadu_ie tylko ruchliwa
      droga. Jak zaczęłam sie drzeć to cham szybko pożałował. Ale musze powiedzieć że
      miałam szczęście, są przecież tacy co sie nie pytają i pchają z łapami. Było mi
      niedobrze przez kilka tygodni na wspomnienie tego obleśnego typa.

      A z tych fajnych...
      W sumie prawie zawsze trafiałam na dość przyjemnych ludzi. W pamięć wbiła mi sie
      jedna historia z tej samej wyżej wspomninej trasy. Przez przypadek wylądowałam
      na autostradzie. Zawsze starałam sie jechać do kraka tzw stara trassą. No ale co
      zrobić. Staje na zjeździe i wystawiam łapke. Auta śmigają. Z piskiem zatrzymuje
      sie jakis wysłużony samochód (nie pamiętam marki). Biegne rozradowana, zaglądam
      do środka i uśmiech mi troszku zrzedł.,, w środku siedział policjant. Zapytałam
      "pan żeby mnie podwiezc, czy żeby mandat wlepić?",i zaczęłam słodko szczerzyć
      sie w usmiechu, licząc na mój nieodparty urok osobisty (sic!). Facet "wsiadaj".
      Spoko. Oprócz reprymendy ze jeżdże sama na stopa to okazał sie super towarzyszem
      w podróży.
      Acha jeszcze wyjechałam z tekstem "a co mi sie może stać w biały dzień, no to
      sie dowiedziałam z jakimi on przypadkami sie spotyka jako policjant. Mina mi
      troche zeszła po jego opowieściach. Musiałam obiecaać że będę odtąd zawsze jakąś
      koleżanke ze soba zabierać, a już najlepiej kolege ;)))

      Ale co tam nieprzyjemności!! Autostop rules!!!!
      Pozdrawiam
      eszir
    • tliissek Re: Twoj najgorszy i najlepszy stop.... 18.07.05, 09:34
      Witam.
      Wlasnie znalazlem to forum. Rewelacja! :)

      Najgorszego stopa to jakos nie umiem sobie przypomniec. Moze mam szczescie,
      moze nie trafil mi sie zaden drastyczny przypadek. A moze mam duza tolerancje
      na te rzeczy "najgorsze" :)

      Za to najlepszy to chyba byl w Holandii. Jechalismy z kumplem do Amsterdamu -
      tam mial na nas czekac jacht. Ktos nas przerzucil kawalek przez granice
      niemiecko - holenderska i zostawil na wjezdzie na autostrade mowiac, ze 20minut
      to najwiecej ile sie tu czeka... Czekalismy ze 3-4 godziny i nic... zaczelo nam
      sie spieszyc bo powinnismy byc na wieczor w Amsterdamie a to juz sie popoludnie
      zrobilo. Postanowilismy wydac jednak troche (czyt. straszna jak na nas ilosc)
      kasy (jeszcze byla bo to poczatek wyjazdu :) ) i poszukac pociagu. Na dworzec
      godzinka spaceru, ale po drodze stacja benzynacja. wypipilismy po piwku bo nas
      upal zmeczyl i popytalismy jeszcze kierowcow czyu ktos do Amsterdamu nie
      jedzie. Niestety nikt. Za to wszystcy wysylali nas na wjazd na autostrade gdzie
      sie nie czeka dluzej niz 20 minut... :) Jeden facet zapytany o dworzec
      powiedzial ze to dluzszy spacer ale wlasnie tam jedzie wiec nas podrzuci. Gadka
      jak to w stopie: kto, skad, dokad... A na dworcu nie dosc ze sam z siebie nam
      sprawdzil pociagi to jeszcze kupil bilety (dla nas drogie strasznie), a
      poniawaz w kasie nie obslugiwali jego karty, kazal nam siedziec i czekac na
      niego a sam pojechal do bankomatu po gotowke...
      Niby jedna z krotszych podrozy stopem - moze z 5 minut jazdy. Ale wspomnienie
      mile.
      Pozdrawiam wszystkich.
      • mirxx Re: Twoj najgorszy i najlepszy stop.... 18.07.05, 11:40
        norwegia... Norweg, który po raz pierwszy w życiu zabrał autostopowiczów...
        jedziemy, jedziemy...tunel...gdzieś w połowie długości tunelu wymijamy
        ciężarówkę i traf niszczęśliwy chciał, że akurat wtedy pękła jedna z opon jej
        tylnego koła! koleżka pomyślał widocznie, że pasażerowie tego typu przynoszą
        pecha (nie bez powodu napisałem, że brał pierwszy raz, bo wszyscy wiedzą o
        wszelkim powodzeniu dla tych kierowców, którzy podwożą:)i zaraz za
        wyjazdem "przpomniało mu się", że zapomniał o czymś i musi wracać. a my do
        widzenia+ powodzenia. trzeba było leźć przez barierki na autostradzie i
        czatować dalej.
        potem było tylko lepiej:)
        pozdrowienia!
    • zielonatosia Re: Twoj najgorszy i najlepszy stop.... 23.07.05, 18:50
      Najgorszy:
      1) Złapaliśmy z moim chłopakiem stopa do Szczecian, po km zorientowaliśmy sie,
      że facet jest kompletnie pijany. Po 30 km zmusiliśmy go by się zatrzymał. To
      były najgorsze 30 km w moim życiu.
      2) Jechałam do mojego chłopaka, który wtedy pracował w Szwajcarii, z jego
      bratem. W niemczech zabrał nas bawarczyk, który jechał do Monachium. bełkotał
      tak okropnie, że nic a nic go nierozumiałam, a gdy szwagier zasnął bez ogródek
      zaczął się do mnie dobierać. Chlasnęłam go w mordę, krzykiem obudziłam szwagra.
      Facet nie chciał nam oddać bagaży, po szarpaninie "wyswobodziliśmy" nasze plcaki.

      Najlepszy:
      1) Była okropna zima. -30 stopni, a my od 4 godzin łapaliśmy stopa w Stargardzie
      Szcz. Już zaczęło sie ściemniać. W portfelu ani grosza. Decyzja idziemy na
      pociąg, najwyżej konduktor wypisze nam bilet kredytowy. Mój chłopak poszedł do
      konduktora, po chwili wrócił z info, że nie ma biletów kredytowych. Ale facet
      powiedział, że możemy jechać bez biletów. Więc to był stop pociągiem. :)
    • pmalysz Re: Twoj najgorszy i najlepszy stop.... 24.07.05, 11:40
      kiedys bardzo duzo jezdzilem teraz nie, a tych stopow zlych bylo bardzo duzo,
      najgorzej wspominam takie jak stalem pol dnia a bylo to w Toruniu i Opolu a
      najgorszy stop to chyba jak jechalem traktorem na przyczepie z lemborka do
      slupska bite dwie godziny od tego czasu niejezdzilem juz traktorem. Najlepsze
      to oczywiscie dlugie trasy jednym samochodem tez ich kilka mialem np. krakow -
      jelenia gora, wieden - cieszyn i chyba najlepszy jak jechalem na wuudstok do
      zar 2 dni wczesniej a gosciu niemiec zabral mnie niedaleko krakowa i zawioz
      mnie prawie na miejsce w niecale 4 godziny a liczylem minimum 2 dni, kiedys
      gosciu wioz mnie wysiadam a tu sniezyca straszna a on mi daje kaske na autobus
      ja ze nie ze mi glupio i takie tam a on twardo zebym wziol dopiero przekonal
      mnie argument ze i tak je przepije wiec wziolem oczywiscie na autobus nie
      poszlem i dalej stopowalem (dal mi 30 zl bylo to jakies 8 lat temu). zdarzylo
      mi sie pare razy zjesc obiad na trasie, dostac jakis prowiant lub picie bo
      akurat gosciu wioz na pace. sorki za pisownie jestem teraz za granica a niema
      tu polskich znakow na klawiaturze
      • eszir pmalysz na woodstock to 25.07.05, 13:01
        cchyba zawsze sie przyjemnie stopem jeździ. Ja też zawsze trafiałam na super
        okazje :))) Wiem że nie na temat, ale wybierasz sie w tym roku?? ja niestety
        nie, nie dam rady sie wyrwać (notabene też pisze z zagranicy) :DDDDD
        pozdrawiam
    • szarylemur Re: Twoj najgorszy i najlepszy stop.... 25.07.05, 02:24
      najlepszych bylo mnóstwo, 2000 km w dwa dni ostatnio, z san sebastian do
      poznania ,ekspres za darmo po prostu pomijajac dwie nieprzespane noce. a
      najgorzsy byl naprawde traumatyczny. costa brava pazdziernik dwa lata
      temu.pogubilismy sie z przyjacielem kiepska sytuacja stres.musiałam wracać pod
      walencję,sama w deszczu zadżumiona po koszmarnej nocy.gdzieś pod tarragoną
      złapałam tira firmy patinter,one wszystkie są żółto czerwone ,ten jest biało
      zółty.miły niewysoki portugalczyk,jechałam z nim dwa dni,był- jak na tirowca
      całkiem w porzadku.aż jakies 6okm od celu mej podrozy , noca zjechał na area de
      servicio,w jakis cholerny ustęp leśny i po prostu mnie zgwałcił.powiecie może
      ,ze przeciez mogłam wysiąść,uciec itd,ale nie mogłam .wymiękłam
      psychicznie.zjadło mnie.masakra.przeżyłam to,czego w ciągu wielu lat podrózy
      stopem bałam sie najbardziej...za kilka dni ląduje w maladze sama z psem i się
      boję,raczej nie pójdę na stopa.i ostrzegam dziewczyny ,że samotny stop w
      hiszpanii jest pomysłem nader ryzykownym.tirowiec nazywa się jose
      pinto,pozdrówcie go ode mnie jak spotkacie.pozdrawiam
    • fnoll Re: Twoj najgorszy i najlepszy stop.... 27.08.05, 04:19
      pierwszy, który mi przyszedł do głowy, był całkiem fajnym stopem i katorgą
      zarazem: wracałem z francji, i już kompletnie wyczerpany, prawie bez kasy,
      dotarłem na granicę niemiecko-polską około 23-ciej, czyli... takie średnie w
      sumie perspektywy, ale w sekund pięć wziął mnie kierowca niemłodej już ciężarówki

      klawy był gość, przejechałem z nim dobre 300 kilometrów prawie do celu mojej
      podróży (nad ranem byłem już w domku!), zabawne było, gdy próbował się popisać
      skręcaniem papierosa kierując nogami, no, nie wyszło mu...;)

      sęk w tym, że za przejściem granicznym była nie droga, lecz TARKA - pewnie
      niektórzy kojarzą - no a moje siedzenie było bez amortyzacji

      i strasznie bolała mnie głowa...

      nie wiem jak, ale w tych niemożliwych warunkach udawało mi się podtrzymywać
      całkiem wartką konwersację :) choć fizycznie czułem się jak w piekle

      łeb pęka, a ciężarówka miarowo tłucze - DUP, DUP, DUP...

      w zasadzie traumatycznym stopem powinien być pewien grek w grecji, wyglądający
      na lekko ociężałego umysłowo, z łapami jak bochny, który na migi proponował mi
      seks oralny, ale... to było takie niepoważne :D grzecznie podziękowałem za
      propozycję i bez zgrzytów dojechaliśmy do celu, czyli pod granicę turecką, gdzie
      mnie komary (nasłane z tureckiej strony, gdzie są bagna) niemal zżarły!

      bardzo fajnego stopa miałem spod granicy hiszpańskiej pod lyon - dziewczyna nie
      mówiła ani słowa po angielsku (dwudziestoparoletnia szwajcarka), przystała na
      propozycję puszczenia kasety dżemu, którą miałem ze sobą, i jeszcze dała mi się
      wyspać :D śniło mi się, że jestem w polsce - ten dżem robił taki klimat, i to
      porozumiewanie się tylko gestami (parę razy zatrzymaliśmy się na kawę), że...
      ech... zaraz potem też złapałem super stopa, więc nie było mi żal

      bless ya!
      • martam66 Re: Twoj najgorszy i najlepszy stop.... 27.08.05, 09:52

        • mikro_ekonomia Teraz ja ..... 29.08.05, 00:32
          Droga z Zielone gory do Torunia ..
          Zabiera nas mldoy chlopak . Po 15 minutach jazdy okazuje sie
          ze NIE MA PRAWA JAZDY i PRZEWOZI DRUGI wory z trawa...
          Zawsz jezdzi 140 a jago pasja jest ucieczka przed policja ...

          Najlepszy to Z Poznania do ZIelonej podrzucil mnie jakis manager i
          dal 1200 rad zyciowych ... pouczajace bylo :)
          • muumio Re: Teraz ja ..... 16.08.07, 22:12
            mikro_ekonomia napisał:
            > ... pouczajace bylo :)

            I za free :)
    • calama Re: Twoj najgorszy i najlepszy stop.... 30.08.05, 22:56
      najlepszy - kolorowym volkswagenem transporterem z berlina do montpellier -
      bylysmy w szoku - ok.1600 km - prawie cala droga jednym autem!
      i mozna bylo sie rozlozyc i spac na spiworze
      najgorszy - nacpany gosciu - raz jechal 130km/h, potem 30 i zygzakiem po
      autostradzie, wszyscy trabili...bylo fatalnie
      drugi najgorszy - turek,chcial mnie kupic od dziewczyn, bo ja z tych z waga
      powyzej sredniej to mialam zawsze udreke z turkami i arabami :((((((
      bylo malo milo, z szarpankami
      trzeci najgorszy - w polsce, na krajowej trojce ze szczecina na poludnie -
      gosciu........sie onanizowal w czasie jazdy..........
      dwa dziwne stopy - do palacu papieskiego w avinion jechalysmy z dwoma mlodymi
      200 km/h i sluchali piosenki o jedynych slowach"fuck you".nastepnego dnaia
      jechalysmy do takiego kurortu w langwedocji - grande motte - a gosciu volvo,
      klima i muzyka powazna - takie smieszne kontrasty dzien po dniu
    • wmordejeza5 Re: Twoj najgorszy i najlepszy stop.... 07.09.05, 10:31
      Ostatni śmieszny: jadę 30 km do Poznania. Zatrzymuje się młody facet, ciemna
      fura, ciemne okulary, ale środek dnia i wydaje się sympatyczny, więc wsiadam.
      Pytam czym, się zajmuje, odpowiada, że "robi to i owo". Na to ja, że tak to
      mówi mój kuzyn, jak prowadzi szemrane interesy. Chłopak mówi, że nie, ale ja
      się z niego śmieję, aż tu wyciąga policyjną odznakę.
      Zaczyna tłumaczyć, że jedzie na mecz, pilnować bydła na stadionie i że nie
      rozumie, co za idioci chodzą na lecha. Potem pyta, po co ja jadę. No to mu
      pokazałam bilet na mecz lecha...
      Facet mówi, że nieźle zaczęliśmy rozmowę. A najfajniejsze było, że pracuje
      dokładnie naprzeciwko mojego bloku. Pozdrowienia dla pana policjanta.
    • holah Re: Twoj najgorszy i najlepszy stop.... 17.09.05, 18:09
      najlepszy: Portugalia:z Porto 500 km TIRem, gosciu nic nie kumal po ang ani po
      fra, ale dogadywalismy sie jakos, jajcarz na maksa, zabral nas do restauracji na
      takie zarcie ze slina na jezyk cieknie jak sobie przypominam.

      najgorszy: nie było. bo nie liczę jednego przemodlonego stopa, bo się bałyśmy
      Bogu ducha winnych Arabów.
    • filter23 Re: Twoj najgorszy i najlepszy stop.... 20.09.05, 18:23
      Najlepsze stopy:
      - wakacje 2004 na Litwie: młoda para w jeepie zatrzymała się na nasze
      dramatyczne machanie wszelkimi kończynami podczas gradobicia w Europos Centras
      pod Wilnem (paredziesiąt km za miastem, kompletne zadupie, samochód raz na
      godzinę, las, mrok, ogólnie nieciekawie:)) Byłyśmy trzy, wszystkie dziwnym
      trafem ubrane na czarno, więc nie wyglądałyśmy zbyt wyjściowo. no i byłyśmy na
      tyle mokre, że cały samochód im pomoczyłyśmy:)
      - wakacje 2005 w Italii: "szalone" małżeństwo z Mediolanu zabrało nas ze Sieny
      do Bolseny, ponieważ "autostop jest niebezpieczny i może nam się coś stać, więc
      oni muszą nas wziąć, bo z nimi jest bezpiecznie":) po drodze zwiedzaliśmy
      wspólnie termy rzymskie, a potem podwieźli nas pod sam camping. dwa dni później
      spotkaliśmy ich kompletnie zaskakująco w Tuscanii: szukamy jakiejś informancji
      turystycznej, a tu nagle wołają nas z kawiarenki "nasi państwo" (zwani też
      "dobrymi wujkami":)), uśmiechy na twarzach i pytanie: "to dokąd dziś łapiecie
      stopa":) umówiliśmy się, że za godzinę spotykamy się za miastem i jedziemy sobie
      wspólnie do Viterbo:)
      - wakacje 2005 w Italii: zatrzymał się taksówkarz i podwiózł nas za darmo z
      Orvieto do Bolseny - "11 lat pracowałem w Czerwonym Krzyżu i nikt mi za to nie
      płacił, więc wy też nie płaćcie":)
      złych stopów nie pamiętam:)
      • kr_kap Re: Twoj najgorszy i najlepszy stop.... 24.09.05, 20:50
        To ja o najlepszym, bo o najgorszym już pisałam :) Najlepszość jest w ludziach,
        oczywiście, więc trudno wybrać jednego stopa pod tym kątem, ale na początek, z
        tych najlepszych, wybieram najdłuższego :)

        Jechaliśmy otóż sobie z kolegą przez Meksyk do Gwatemali i ciężko szło, oj,
        ciężko, a czasu bardzo, ale to bardzo malutko. Aż tu nagle jakaś dziwna karawana
        na wpół rozbitych samochodów nam staje i bierze nas pierwszy samochód. Co się
        okazuje: to Gwatemalczycy, którzy kupili właśnie kilka rozbitych, bez szkody dla
        zdrowia ;) autek w Stanach i wiozą je do siebie, żeby odklepać i sprzedać.
        Jechaliśmy 300 kilometrów, potem spędziliśmy noc gdzieś w hamakach, razem z
        nimi, a następnego dnia zrobiliśmy kolejne 500 kilometrów. Przed granicą nasz
        kierowca, były zawodnik żużlowy, obecnie z uschniętą ręką, prosi mnie, żebym mu
        przewiozła przez granicę drugie auto, bo on może tylko jedno. Ale okazuje się,
        że do Gwatemali Polacy muszą mieć wizy, a jest akurat święto narodowe w Meksyku
        i konsulat zamknięty. Więc nie pomogłam, a kolega bez prawka, więc kiszka, w
        dodatku musieliśmy przechodzić nielegalnie i bezwizowo, no bo przecież nie
        odpuszczę tej Gwatemali :) Nasi Gwatemalczycy poradzili sobie jakoś sami z tym
        przewożeniem i czekali na nas za przejściem. Pojechaliśmy dalej, zabierając po
        drodze cofniętych z granicy meksykańskiej Kolumbijczyków i innych
        południowoamerykańców, spragnionych Ameryki Północnej. Noc, zaczął padać deszcz,
        zrobiło się chłodno, więc nakryliśmy się społem jakąś przygodną plandeką i dawaj
        wcinać miodzik, który szczęśliwym trafem znalazłam akurat w plecaku. Było bardzo
        miło do momentu, kiedy zatrzymał nas patrol wojskowy, szukając broni. Wysiadać.
        Dokumenty. Kolumbijczycy wyciągają co tam który ma, tłumacząc się gęsto, że oni
        chcieli przez granicę, ale ci Meksykanie paskudni nie; ja udaję, że jestem
        zupełnie gdzie indziej, niż pod tą plandeką, bo sytuacja jakaś taka mało
        komfortowa, nie mam wizy, a oni z karabinami, a tymczasem po lasach partyzanci
        mruczą...;) Broni jednakowoż nie było, jeno ta łyżeczka od miodu, więc dali pożyć :)

        A następne parę dni spędziliśmy na zwiedzaniu stolicy i okolic, bo nasz kierowca
        zaprosił nas do siebie, dobry cżłowiek, żebyśmy poznali jego rodzinę i znajomych
        oraz odpoczęli po trudach podróży :).
        • jozif Re: Twoj najgorszy i najlepszy stop.... 30.03.06, 16:15
          najlepszy:
          zgorzelec-freiburg poszlo bardzo szybko
          najgorszy:
          powrot z uczelni do domu, ciezarowka ruszamy wszystko ok,po 5 km gosciu zwalniac
          i zaczyna jechac lekkim zygzakiem, zerkam na kierowce a on spi , malo mi serce
          nie stanelo,musialem go bawic rozmowa, nie wiem czy dojechal do celu.
    • obi-wan-kenobi Re: Twoj najgorszy i najlepszy stop.... 30.03.06, 17:59
      Najlepszy z mafiozem od Wenecji do Werony. Najgorszy we Francji, po ktorej
      generalnie jezdzi sie fatalnie.
    • aleksandra.zagawa Re: Twoj najgorszy i najlepszy stop.... 31.03.06, 13:00
      Jakies pięć lat temu przestałam już jeździć i zaczęłam "ustatkowane" życie.
      Co nie zmienia faktu, że przeżycia były rewelacyjne i pamiętam wszystkie
      (prawie wszystkie) "stopy"
      Najgorszy:
      Jechałyśmy z przyjaciółką z Barcelony do francuskiej granicy. Zatrzymał się TIR
      włoski. Ponieważ hiszpański jest podobny do włoskiego, spokojnie zapytałyśmy
      całkiem sympatycznie wyglądającego młodego kierowce, czy jedzie do granicy,
      potaknął, wiec wsiadłyśmy.
      Generalnie nie był zbyt gadatliwy, mimo prób zagadnięcia z naszej strony, więc
      jechaliśmy w milczeniu. Gdy dojeżdzaliśmy do granicy, zadzwonił do kogoś z
      telefonu komórkowego mówiąc (hiszpański znałysmy, a włoski jest wtedy dość
      zrozumiału), że wiezie całkiem niezłe dwie dziewczyny i umawiał się na jakimś z
      tym kimś na jakimś parkingu tuż za granicą. Spojrzałyśmy się na siebie z
      pytaniem, czy obie dobrze zrozumiałyśmy to, co słyszałyśmy - wyglądało, że tak.
      Poprosiłysmy o zatrzymanie się na najbliższym parkingu. Ale minął pierwszy
      parking,drugi i trzeci i mimo naszych nalegań nie zatrzymał się. Zaczęłyśmy na
      niego krzyczeć, że narobimy mu kłopotów na granicy hiszpańskiej, że nie
      przejedzie spokojnie, jesli nas nie wysadzi. On też strasznie na nas krzyczał,
      ale na szczęście tuż przed granicą się zatrzymał i nas wypuścił... ufff
      A najlepszy był tuż po tym:
      Na tym samym przejściu granicznym, ja cała zapłakana i przestraszona ostatnim
      stopem, ale skazana na następny (totalny brak pieniędzy) poszłam szukac jakiś
      Polaków na parkingu celnym. No i na szczęście byli, pierwszy, którego zapytałam
      z miłą chęcią się zgodził. powiedział, że jest tylko jeden warunek: że będziemy
      pprzygotowywać mu jedzenie. Przywiózł nas do Polski, właściwie 100 km od domu,
      na dworzec kolejowy. Wymieniliśmy się numerami telefonów i potem gdy wybierał
      się z transportem do Hiszpanii lub Francji, zabierał nas. Potem z tą samą
      koleżanką wyjechałyśmy do Barcelony na stypednium i dzięki temu znajomemu mogli
      do nas bezstresowo i bezkosztowo przyjechać nasi znajomi, rodzina itp. Zawsze
      była też dostawa polskiej kiełbasy i chleba (nie do zdobycia w Barcy). A na
      kierowce zawsze czekał obiad, możliwość odświerzenia sie w normalnych warunkach
      oraz możliwość wyspania się w normalnym łóżku.

      A najśmieszniejszy autostop:
      Jechaliśmy przez Szwecję z północy do Ystad... Zatrzymał się TIR, ale kierowca
      nie za bardzo rozumiał ang, my nie za bardzo niemiecki, ale pokazaliśmy na
      mapie miasto, on machnął głową, że ok więc wsiedliśmy. No i tak milcząc
      jechaliśmy jakąś godzinę, po czym ow kierowca wykręcił numer na tel komórkowym
      i zaczął rozmowę: "cześć kochanie, co dziś na obiad?"
      Oczywiście my zaczęliśmy się pokładać ze śmiechu, jak to Polak z Polakiem się
      nie może dogadać za granicą

      Pozdrawiam
      OLCIA
    • czytuje a ja mialem takie kiedy stopy :) 04.05.06, 15:13
      jezdzilem swojego czasu na trasie dresden goerlitz(zgorzelec) czasem do wrocka
      sie zabieralem.jezdzilem do mojej obecnej narzeczonej.zabral mnie kiedys
      niemiec ktory jechal w interesach do wroclawia.super pomyslalem i zapytalem sie
      czy moge z nim do wrocka sie zabrac.pomijam ze niechcial nic za paliwo
      ale...opowiada potem jedzie tez w okolice lubina do jakiejs wsi(niepamietam
      nazwy)poto aby mamie swojej ktora mieszkala w tej wsi przed wojna zrobic
      zdjecie domu w ktorym to ona mieszkala.poprosil mnie czy niemogl bym mu sluzyc
      jako tlumacz(niemiecki perfekt) zgodzilem sie.przysloga za przysloge on mnie
      zabral do samego wrocka a ja mu za to potlumacze.znalezlismy ta wies i to
      mieszkanie zwiedzil naszybkiego takze legnice.spotkalismy sie z zyczliwoscia
      zarowno mieszkancow tego domu w ktorym mieszkala mama niemca jak i z soltysem
      ktory nawet przyniosl jakies przedwojenne plany :)
      ale zmierzam do celu.zawiozl mnie pod sam blok gdzie mieszkala moja dziewczyna
      i....zaprosil nas oboje wieczorem na kolacje do hotelu tumskiego.
      naprawde niespodziewalem sie ze ludzie moga byc az tak zyczliwi dla kogos :)
      bardzo milo wspominam stopowanie Dresden-Goerlitz(Wroclaw)
      spotkalem sie takze z przypadkiem ze niemcy zawracali kilkaset metrow dalej
      poto aby mnie zabrac(studenci glownie)
      a najgorszy to bylo pod goerlitz jak zabral mnie "niemiecki wiesniak".podrzucil
      mnie kilkanascie kilometrow dalej.wysiadlem w centrum handlowym w
      goerlitz.zarzadal odemnie 3€.zapytalem dlaczego ona na to ze tyle kosztuje
      bilet.wysmialem tego pana wysiadlem podziekowalem i poszedlem w strone granicy.
      jesli ktos kogos bierze na stopa to niech nie oczekuje ze stopowicz zaplaci
      mu.to sie mija z celem.
      pozdrawiam stopowiczow!!
    • srokaiwona Re: Twoj najgorszy i najlepszy stop.... 20.05.06, 23:35
      najlepszych było bardzo dużo, a do najgorszego prawie wsiadłam..to było w
      toruniu facet zjezdza bardzo skupiony ja podbiegam do samochodu on wogóle się na
      mnie nie patrzy..łapię za klamkę na przednim siedzeniu leżą zakupy,patrze na
      niego, a on ma ubrany tylko sweter.... i buty... mozecie sie domyśleć jak sie
      zadowalał...
    • alek007 Twoj najgorszy i najlepszy stop.... 07.07.06, 23:26
      jechaliśmy z kolęgą do Hiszpani, z Gdyni po 1,5 dnia znależliśmy się nie
    • alek007 Re: Twoj najgorszy i najlepszy stop.... 07.07.06, 23:47
      jechaliśmy z kolęgą do Hiszpani, z Gdyni po 1,5 dnia znależliśmy się niedaleko
      Frankfurtu nad Menem, siedzieliśmy sobie przy ławach obok kompleksu
      parkingowego gdy podjechały zabytkowe Wolkswageny z Okresy 2 wojny światowej,
      od razu zrobiło się zamieszanie wokoło nich pełno gapiów itp widzów oraz
      my,fajne,fajne, ale trzeba coś złapać a że była kolej kumpla to ja siedziałem i
      popijając wodę pilnowałem słońca by nie zaszło :) ... Zabieramy plecaki
      JEDZIEMY - super - z kim ? Z Wolkswagenami dach otwierany przednia szybka
      składana itp. A dokąd ?, Zgadnij, Do Francji, - Nie, Do
      Barcelony !!!
      Kolejne 1,5 dnia spędziliśmy niczym w latach
      50',
      Najlepsze że po 3 tygodniach spędzonych w Hiszpanii wracaliśmy tymi samymi
      samochodami :) Dzięki Moses, dzięki
      Helmut.
      Najgorszy był aki jeden niezbyt przyjemny gdy wracaliśmy z Niemiec,podwoźił
      nas taki koloeś Autokarem na 80 miejsc siedzących z tyłu jechał jego brat
      samochodem , kierowca był strasznie niepewny ale gdy się rozgadał to jak
      katarynka,od trudnego dzieciństwa poprzez zakład karny aż do szpitala
      psychiatrycznego i warunkowym zwolnieniu wszystko to wypluł z siebie podczas 4
      godzin coraz szybszego monologu , nie wyrobiliśmy i zasnęliśmy, ostatnie co z
      tego pamiętałem to gdy zjeżdzaliśmy z wielkiej gry w stronę czerwonego
      księżyca, potem obudził nas jego brat i powiedział że dalej nie możemy z nimi
      jechać i wysadził nas na brzegu jakiegoś lasu na małym parkingu.... brrr... nie
      fajnie było szukać noclegu . ale zato potem podwiózł nas Pan z polska, którego
      co drugie słowo zaczynało się na K... i wcale nie chodziło o Króla Karola Który
      Kupił Królowej Katarzynie Korale... :) mieliśmy niezły ubaw .
      :)
    • arome Re: Twoj najgorszy i najlepszy stop.... 10.07.06, 10:32
      Stopem zdarzyło mi się jechać raz, no może dwa (jeśli to drugie, o czym za
      chwilę też można liczyć ;))

      1) Lato 2001: z Kluczborka, we trzy osoby, chcieliśmy wrócić z zakupów na nasz
      camping (jakieś kilkanaście kilometrów dalej). W sumie mogliśmy wracać piechotą,
      tak jak przyszliśmy na zakupy, ale wracając z potężnymi zapasami przede
      wszystkim piwa i jedzenia (niestety bez plecaków), w upał - wymiękliśmy po paru
      kilometrach. Nie mając wielkich nadziei na to, że ktoś nas zabierze z tym
      "prowiantem" zaskoczyliśmy się, bo już po około kwadransie zabrał nas miejscowy
      chłopak... maluchem ;) Ja, jako że najwyższy i z najdłuższymi nogami ;)
      siedziałem z przodu z kolanami nad deską rozdzielczą i zgrzewką piwa przy
      brodzie ;) Gość zawiózł nas na sam camping mimo, że nie było mu do końca po
      drodze - miły gest :)

      2) Też lato, ale rok temu - z przystanku autobusowego na obrzeżach Łodzi
      zupełnie przypadkowo zabrała mnie kobieta, która zatrzymała się, bo zobaczyła,
      że na autobus czeka jej znajoma, a że przy okazji stałem tam ja zaczęła do mnie
      machać, żebym wsiadał, że też mnie podrzuci :) Znajomą wysadziła parę kilometrów
      dalej, a mnie zawiozła do samego centrum, gdzie byłem umówiony ze znajomymi :)
      Swoją drogą była trochę nieostrożna, bo na tylnim siedzeniu zostawiła swoją
      torebkę (nie wiem, może mi dobrze z oczu patrzy, ale uważam, że trochę to było
      niepoważne z jej strony - starsza kobieta, zabiera z przystanku nieznajomego
      młodego mężczyznę i zostawia go z torebką z tyłu auta ;)) Jeszcze z uśmiechem
      wspominam, że mimo sędziwego wieku (zarówno jej jak i jej Renault Twingo ;))
      nieźle szarżowała po mieście :)

      Nic to jednak, w porównaniu do wszystkich powyższych opowieści :)
      Pozdrawiam wszystkich autostopowiczów :)
    • stukotek Re: Twoj najgorszy i najlepszy stop.... 10.07.06, 14:31
      Trochę przerażający - szczególnie jak myślę o nim z perspektywy czasu. Miejsce -
      Turcja tak z grubsza - środkowo -wschodnia. Zatrzymało się dwóch Kurdów busem,
      którzy po angielsku nie mówili ani słowa. Twierdzili, że jadą daleko na wschód,
      więc my z nimi, szykowała sie podróż nocą. Zaprosili nas na kolację, a potem
      pojechaliśmy jakąś wąską drogą, gdzie miała być przeprawa promowa. Ale było już
      późno, prom żaden aż do rana nie płynął więc utkwiliśmy. Już jadąc tą boczną
      drogą do jeziora było nieprzyjemnie, bo "nasi" Kurdowie co chwilę zatrzymywali
      się i prowadzili rozmowy z jakimiś ludźmi - też chyba Kurdami, którzy nie
      wiadomo skąd wyłaniali sie na poboczach. Jeden z Kurdów położył się spać w
      samochodzie, ale my musieliśmy spać pod wiatą obok nieczynnej przeprawy
      promowej. Najpierw drugi Kurd koniecznie chciał pić alkohol z naszym kolegą. Na
      szczęście było ciemno więc kolega wylewał pod stół. Ja z koleżanką próbowałyśmy
      zasnąć, ale razem z nami pod wiatą była jeszcze grupka Kurdów. Kolega czuwał,
      Kurdowie go zaczepiali, a kiedy w pewnym momencie na chwilę przysnął któryś z
      mężczyzn próbował położyć się między mną a koleżanką. rozbudziło nas to i jakoś
      doczekaliśmy do rana. A rano "nasi" Kurdowie dowieźli nas do głównej drogi,
      zjedliśmy razem śniadanie i zatrzymali dla nas ciężarówkę, bo okazało się, że
      jednak daleko nie jadą. Nic się nie stało, ale jak teraz o tym myślę, to
      mieliśmy zdecydowanie więcej szczęścia niż rozumu.
      A przyjemne stopy są prawie wszystkie. Starsznie długo było by wspominać. :)
    • grzespelc Re: Twoj najgorszy i najlepszy stop.... 19.07.06, 23:15
      Najgorsze:

      1. Grabsen koło Hanoweru - od 17 do 12 następnego dnia nie mogliśmy z kolegą nic
      złapać w stronę Holandii, dopiero po zmianie stron po kilku godzinach
      pojechaliśmy z powrotem pod Hanower.

      2. Beaujeu 30 km na płn. od Lyonu - przez 25 h (od 15 do 14) nic w stronę
      Strasburga, na szczęście potem poszło lepiej.

      Najlepsze:

      1. Z Wrocławia bezpośrednio do Mechelen pod Brukselą - 8h jazdy.
      • pawelkaczmarczyk Re: Twoj najgorszy i najlepszy stop.... 25.07.06, 17:20
        ten super
        znajomi kiedys wracali z turcji stopem i na granicy w turcji złapali kolesia z
        warszawy który zawiózł ich od razu pod sam dom i jeszcze wpadł na kawe, bo
        jechal docelowo do gdanska - niezle co?!

        a najgorszy?
        w kanadzie na autostradzie - zatrzymuje sie wieczorem wielka ciezarowka, wchodze
        do kabiny, rozsiadam sie, ale jeszcze nie spojrzelem na kierowce. o kurna, co za
        gosc. Był po poważnych poparzeniach i wyglodal dosłownie jak freddie kruger,
        straszny. ale w rozmowie okazalo sie ze to rowny gosc

        • pawelkaczmarczyk Re: Twoj najgorszy i najlepszy stop.... 25.07.06, 17:23
          a kiedys pod lublinem wzielo nas malrzenstwo które robilo konkurs na najlepsze
          dowcipy. trzeba bylo im opowiadac najbardziej swinskie kawaly, a oni przyznawali
          punkty.

          Zawsze jak kogos brali na stopa to tak robili. Ja powiedzialem taki sraszny
          kawal o robakach, ze prawie sie musielismy zatrzymac bo nikt nie mogl sie
          powstrzymac od wstretu
          • svenne Re: Twoj najgorszy i najlepszy stop.... 15.08.06, 04:22
            poniedzialek, 14.08.06, g.11.30
            siostra wywozi mnie ze zlotowa do jastrowia (17 km) na wylotowke drogi krajowej.
            lapie stopa do berlina. po 12 minutach juz siedze w mondeo i zaczynam przyjemna
            pogawedke z kierowca-rowiesnikiem. dzwonie do siostry, jeszcze nie zdazyla
            wrocic do domu. opowiada mi, ze wziela na stopa jakiegos chlopaka i powiedziala
            mu, ze to byc moze pomoze mi zlapac okazje:> nie mylila sie. po raz kolejny
            okazalo sie, ze dobra autopromocja pomaga. odpowiedni ubior + duza plansza z
            wypisanym miejscem docelowym duzo daje:>
            pzdr
    • kariss Re: Twoj najgorszy i najlepszy stop.... 16.08.06, 23:17
      Właśnie przygotowuje audycje dla Polskiego Radia o podróżowaniu stopem, jesli
      ktoś miałby ochotę pozielić się swoimi doświadczeniami i opowiedzieć o
      przygodach na antenie, to prosze o pilny kontakt
      karinastadnicka@op.pl
    • stanczykpaw Re: Twoj najgorszy i najlepszy stop.... 13.09.06, 18:51
      najgorszy!!!
      wraz z kumplem wracalismy z Hiszpanii, bylismy na stacji pod Berlinem i
      chcielismy jechac do Słubic, ale juz nikt nie chciał tankowć przed Polaską,
      wiec o polskie auta było trudno. Zatrzymało się jedno na belgijskich blachach.
      W środku łysy dryblas, straszny ale mieliśmy już dosyć. Próbowaliśmy zagadać po
      angielsku, niemiecku i nic. Zaczeliśmy palcem pokazywać na mapie, było już
      lepiej, ale jechał już do Kostrzyna. Nie było czasu się zastanawiać, zabraliśmy
      się z kolesiem. Siedliśmy z tyłu i ruszyliśmy, byliśmy zmęczeni wiec nie
      odzywaliśmy się do siebie z kumplem. Po 20 min. kierowcy zaczyna dzwonić
      komóra, odbiera ją i zaczyna gadać:
      -ku..a, było ciężko ale już jadę, niech mnie ktoś odbierze na granicy, bo się
      spiesze; kasa bedzie tam gdzie zawsze?
      Oczy prawie mi wyszły z orbit, jak się okazało samochód był kradziony. To
      jeszcze nic!!!
      Patrzę na kumpla, a on zwyczajnie:
      -mówisz po polsku?
      Kierowca: no! jesteście polakami??
      Kumpel zaczął gadać do niego, jeszcze nigdy się tak nie pociłem. Dojechaliśmy
      do jakieś wioski na terenie Niemiec, około 2km. od granicy, wysiedliśmy, on
      wiechał na jakieś podwórko, ze skrzynki na listy zabrał kopertę (ciekawe z
      czym :); towarzyszył nam do granicy.
      To było coś!!!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka