emi-pl
17.08.07, 19:33
VIVA IBERIA 03.08.2007-17.082007
Tour de – bella - Iberia.
Czyli – Słoneczniki w mojej głowie.
Słoneczników na trasie naszej podróży nie brakowało.
Było ich bez liku, za szybą naszego autokaru.
Tak na prostej drodze, jak i na krętej.
Nie trzeba było się obawiać o to, ze zabraknie ich za zakrętem.
Można było je podziwiać.
Uśmiechać się do nich.
Jak i zupełnie je lekceważyć.
Ale kto był by na tyle odważny?
Iberia.
Ciepła.
I odległa.
Pozwoliła nam w siebie uciec.
O nic nie pytała.
Wymagała od nas tylko zainteresowania sobą.
A tego nam nie brakowało.
Po upływie tych kilkunastu dni, życia w biegu.
Z zegarkiem w ręku.
Na walizkach.
Tak przykro wracać do codziennej oczywistości.
Tam budzik dzwonił o 5.50 a ja cieszyłam się, że wstaję.
W poznanym przeze mnie, dopiero co, półwyspie było tyle.. wolności.
W moich wspomnieniach Hiszpania i Portugalia, będą nierozerwalnie
łączyć się z pewnym mężczyzną, który to wcale nie był członkiem
naszej zwariowanej i spragnionej wrażeń gromady.
Był głową tego całego przedsięwzięcia.
Nasz przewodnik.
Pan Marcin, to połowa (jeśli nie więcej) sukcesu tej wycieczki.
Dzięki temu, że to On myślał za nas o absolutnie wszystkim, my
mogliśmy swobodnie chłonąć specyficzną atmosferę poszczególnych
miast i miasteczek.
Można by wręcz rzec, że czytał nam w myślach.
Łącznie z tym, że zawsze wiedział, kiedy chcieliśmy skorzystać
z ‘servicios’ ;)
Pewnego naprawdę chłodnego poranka, w czasie spaceru po urzekającej
Salamance, nasz doskonały, perfekcyjny i wyjątkowo elokwentny pilot
o głosie radiowca, który używał np. takich słów jak – ‘eklektyzm
postimperialny’- lekko rozbawiony widokiem naszych rozedrganych i
przeszytych dreszczami ciał, powiedział :
- No proszę, a dla mnie taka temperatura jak teraz, jest idealna.
- Idealna? – spytała jedna z Pań idących obok – to dlaczego
specjalizuje się Pan w wycieczkach po Półwyspie Iberyjskim? Dlaczego
nie np. po Skandynawii?
W tym miejscu większość z nas spodziewała się pięknej historii skąd
to wzięło się umiłowanie Pana Marcina do Iberii.
On jednak po chwili milczenia tylko uśmiechnął się tajemniczo i
uroczo i po prostu odpowiedział:
- Lubię Hiszpanię…
Cóż więc jeszcze można do tego stwierdzenia dodać?
I ja lubię Hiszpanię…
Jak i Portugalię.
Czasem aż bałam się wchodzić w kolejne uliczki.
Obawiałam się, że pragnienie pozostania w którymś z tych miejsc na
zawsze, stanie się tak silne, że ukryję się w jakiejś bramie i
pozwolę sobie.. zgubić się.
Z nie lada rozbawieniem wspominam, kiedy to w nocy po przejechaniu z
Portugalii do Andaluzji, przyśnił mi się istny koszmar.
W śnie tym wychodziłam z jednego z hiszpańskich sklepików, po
jakowyś udanych zakupach.
Zamiast, na odchodnym, powiedzieć do ekspedientki hiszpańskie –
‘gracias’, powiedziałam portugalskie- ‘obrigada’.
W konsekwencji czego posłała mi Ona pełne zbulwersowania,
zniesmaczeni i krytyki spojrzenie.
Obudziłam się zawstydzona, przejęta i przez dłuższą chwilę nie
mogłam ponownie zasnąć.
Od tego zajścia, każdego dnia szczerze uważałam, żeby się
przypadkiem naprawdę nie pomylić ;).
W Walencji ubrudziłam sukienusię lodami czekoladowymi.
W Lizbonie, w ‘servicios’, mydło pachniało jak guma do żucia.
Może nauczę się hiszpańskiego i wrócę na Iberię.
Taki mam sekretny plan ;).
emi.
gg 6521979