Dodaj do ulubionych

WĄTEK O WYCIECZKACH Z GRUPAMI NAUCZYCIELI...

05.02.09, 14:41
Za radą kasia.grecja22 zakładamy nowy wątek, dotyczący imprez z grupami
nauczycieli/gronem pedagogicznym; -jakże przez nas "ukochanym"...

Piszcie o waszych doświadczeniach z takimi grupami; najdziwniejszymi pytaniami
-na jakie nikt inny by nie wpadł; czy innymi trudnymi sytuacjami...
Pozdrawiam grono pilockie :P
Obserwuj wątek
    • monte_pilot Re: WĄTEK O WYCIECZKACH Z GRUPAMI NAUCZYCIELI... 05.02.09, 16:06
      Witam,
      tak właśnie obserwowałem ten wątek na Dobrej Turystyce i przyznam, że moją
      pierwszą grupą byli nauczyciele podstawówki, ale żadnych problemów z nimi nie
      miałem. Owszem zdarzyło się, iż ktoś mnie próbował poprawić w temacie biologii,
      ale to był jedyny przypadek i nazwałbym to drobiazgiem. Sytuacją awaryjną było
      zepsucie się autokaru, a że stało się to w parku narodowym 2 km od hotelu
      zaproponowałem by wzięli podręczne torby i co....uśmiech na twarzy, zero
      marudzenia, chętnie się przeszli po całodziennej podróży przez Polskę. Możliwe,
      że miałem szczęście i na pewno nie każda grupa nauczycieli jest taka.
      Inną grupą byli emerytowani wykładowcy uczelni wyższej, a wyjazd był na Ukrainę
      (wiadomo jak tam jest). Starsze osoby, wyczerpujący program, kilka
      niedogodności, zatem byłem zaskoczony ich zrozumieniem sytuacji i pozytywnym
      podejściem.
      Obie grupy nie wykraczały poza typowe standardy, a napisałbym, że nawet wydały
      się lepsze.
      Zatem nie taki wilk straszny jak go malują.
      Pozdrawiam
      • kamyk4 Re: WĄTEK O WYCIECZKACH Z GRUPAMI NAUCZYCIELI... 05.02.09, 19:50
        Nauczyciele maja problem z zaakceptowaniem ze nie oni sa od
        podejmowania decyzji tylko pilot, mowiac dosadnie "nie oni tu
        rzadza", poza tym uwazaja ze skoro zebrali grupe to moga wszystko,
        zaslaniajac sie dobrem dzieci zadaja spelnienia ich oczekiwan.
        Najgorsza baba jaka mi sie trafila to pani U. z katolickiej szkoly
        ze Szczecina. Pani U. jako organizatorka uwazala ze ma prawo sie
        zpozniac, nie pilniowac dzieci, nie liczyc ich, nie sprawdzac co
        robia o 3 rano na plazy w Hiszpanii itp. Szczytem bylo zostawienie 4
        dzieciakow w Awinion (kosztowalo to wszystkich 1,5 godziny
        zawracania; Od tej pory niezaleznie co mowi opiekun i jak bardzo nie
        pozwala mi wejsc na gore pietra licze cale towarzystwo chocby to
        byla 4 rano i nikt nie wysiadal na postoju. To babsko stanelo na
        schodach i zakomunikowalo mi ze wszyscy sa poczym poszlo usiasc na
        swoje miejsce (oczywiscie na przedniej szybie) i nie zauwazylo
        czterech pustych miejsc obok siebie w calkowicie pelnym autokarze. w
        ramach kary "zwiedzalismy" Lion do 3 rano) No i oczywiscie
        przyjechalismy na fontanny do Barcelony tylko na 1,5 godziny bo baba
        pomimo moich prosb i ustalen z grupa spoznila sie 2 godziny na
        zbiorke na Montserrat bo "tam bylo tak pieknie, ze nie chcialo jej
        sie zjezdzac i to bez sensu wjechac na gore i byc tam tylko 45
        minut".
        NIgdy wiecej tej pani.
        • bluemar Re: WĄTEK O WYCIECZKACH Z GRUPAMI NAUCZYCIELI... 05.02.09, 20:48
          Obrazek pierwszy :Wilno,dzień odjazdu.Poprzedniego dnia umówiłam
          się z grupą,że podwiozę po chleb wileński do nie istniejącej już
          dziś piekarni -blisko hotelu .Rano przed śniadaniem wyszłam na
          krótki spacer-ktoś zauważył-zażądano "komisyjnego" otworzenia
          bagażników bo...pilotka i kierowcy kupili chleb przed grupą i teraz
          dla nich braknie.Nie było sensu dyskutować-pokazaliśmy puste
          bagażniki-uspokoili się ale niektórzy patrzyli podejrzliwie-gdzieś
          schowali.Załadowali swoje bagaże i pojechaliśmy po ten
          chleb.Podjechaliśmy-na sklep ruszyła nie grupa to była
          wataha ,biegiem -przy drzwich wpadli na inwalidę o kulach
          przewrócił się i to oczywiście ja musiałam go podnieść i
          przepraszać bo grupa już natarła na ladę-przesunęli ją-z zaplecza
          wyskoczył cały personel-las wyciągnietych rąk i wrzask -uciekłam do
          autokaru i wiecie co? -chleba oczywiście wystarczyło dla wszystkich
          i zostało - nie słyszałam żeby w Wilnie wystąpiły w tym dniu braki
          w zaopatrzeniu w pieczywo.
          Obrazek drugi (w sumie podobny) :śniadanie w hotelu Włochy -
          skończylo się mleko do kawy - kelnerka chyba z Somalii wzięła
          dzbanki i poszła do kuchni uzupełnić-wychodzi z tymi dzbankami a tu
          grupa rusza na nią od stolików z wyciągnietymi rękami,w każdej ręce
          kubek -zrobił sie wokół nieszczęsnej dziewczyny przyzwyczajonej do
          obsługi gości siedzących przy stolikach -kocioł.Z tego kotła co
          chwila odpadała jedna osoba i wracała ze zdobyczą do swojego
          stolika-po chwili kelnerka została sama -do dziś pamiętam
          oszolomiony wyraz jej twarzy i zdobyłam nowe doświadczenie :
          pierwszy raz widziałam czarnoskórą dziewczynę,która zbladła u nas
          sie mówi "blady jak ściana" -ona była szara, ja chyba też.
          Obie grupy były z dużych miast ze średnich szkół.
          W ubiegłym sezonie byłam 2 razy we Włoszech z nauczycielami z
          małych wiejskich szkół-życzyłabym sobie jeszcze raz z nimi
          pojechać.Mają tylko jeden problem potwornie boją się swoich szefów-
          chyba bardziej niż ich uczniowie ich samych.
      • pilotka_zakopianka WĄTEK O WYCIECZKACH Z GRUPAMI NAUCZYCIELI... 05.02.09, 21:30
        Jeśli chodzi o obsługe grup składających się z samych nauczycieli, to naprawdę
        nie moge narzekać - ludzie zdyscyplinowani, zawsze przed czasem pojawiali się na
        miejscu odjazdu i przynajmniej w razie zaistniałego braku uczestnika, można było
        liczyć na aktywną pomoc w poszukiwaniach. I o dziwo, jakiś kosmicznych pytań nie
        zanotowalam w pamięci:)

        Natomiast jeśli chodzi o opiekę nauczycieli podczas wycieczek, to czasami ręce
        opadają. O ile z dzieciakami i nauczycielami z małych wiosek jeździ się naprawdę
        sympatycznie i miło wspomina się takie wyjazdy, o tyle jeżdżac już z grupami z
        tzw. kurortów podhalańskich, mam gwarantowane: totalny syf na pokładzie
        autokaru, złamane siedzenia, urwane zasłonki i opiekę nauczycieli, którym nie
        przeszkadza jak młodzież do nich pyskuje i demoluje mi autokar... od jakiegoś
        czasu nauczyciele jeżdzą u mnie przy tylnych drzwiach - mogą protestować ile
        chcą - z przodu są tzw. "miejsca awaryjne" dla uczestników z problemami
        żołądkowymi. Nie ma co się pitolić, bo jak da się palec, to za chwilkę zjedzą
        nam całą rekę.
    • nananana1 Re: WĄTEK O WYCIECZKACH Z GRUPAMI NAUCZYCIELI... 05.02.09, 21:09
      To prawda, dzieciaki czy nauczyciele z mniejszych miejscowości lub
      wsi są zupełnie inni. Z nimi az chce się jeździc. Interesują sie,
      pytają, sa ciekawe świata. I przede wszystkim grzeczne. A tym z
      większych miast już sie poprzewracało w głowach!!
      Pozdrowionka,
      Ania
      • bluemar Re: WĄTEK O WYCIECZKACH Z GRUPAMI NAUCZYCIELI... 05.02.09, 21:50
        I jeszcze jeden obrazek-grupa nauczycieli-
        przesympatyczna,kulturalna i ON-SZEF-PAN I WŁADCA-ciiii bo....nie
        podpisze kontraktu na następny rok szkolny.
        To ON ułożył program-biuro przyjęło-mnie wszystko jedno-dali to
        wykonuję.Ale...mam jakąś przyzwoitość,śpimy 20 km od Wenecji i 25
        od Padwy.W programie na Padwę cały dzień (bez fresków) -poza NIM
        nikt nie był w Wenecji-proponuję uczestnikom,że jeżeli chcą to
        skrócimy pobyt w Padwie i zawiozę ich do Wenecji -entuzjazm,zrzutka
        na check-point i co : NIE! bo...NIE ,ja tu rządzę.Jak myślicie co
        zrobiła grupa dorosłych ludzi z dyplomami?-zostali w Padwie-do dziś
        jestem w szoku .
        Bali się,że jak się sprzeciwią to stracą pracę.
    • maddymad Re: WĄTEK O WYCIECZKACH Z GRUPAMI NAUCZYCIELI... 05.02.09, 22:38
      Ciekawy temat. Potwierdzam, najgorsza sprawa to punktualność. Generalnie jak mi
      się ktoś notorycznie spóźnia w grupie to w 95% przypadków jest to nauczyciel.
      Grupy nauczycielskie w całości wspominam dość dobrze. Mam swój sposób na nich,
      przedstawiając się na początku mówię, że na pewno się dogadamy bez problemów, bo
      ja też jestem nauczycielem z wykształcenia. Zawsze działa i na dodatek to
      prawda. Tylko ta punktualność...

      Z wesołych historii. Grupa zebrała się w autokarze po zwiedzaniu Wersalu i
      czasie wolnym w pałacowych ogrodach. Brakuje dwóch pań, nauczycielek z Łodzi,
      nawiasem mówiąc bardzo sympatycznych. Problem z zasięgiem, w końcu udało się
      dodzwonić do nich. Siedzą sobie w knajpce na drugim końcu ogrodów i piją winko,
      bo zrozumiały (tylko one 2 z 47 osobowej wycieczki), że zbiórka o piętnastej...
      Przecież nie o pierwszej! Grupa je prawie zlinczowała, bo wcześniej, dojeżdżając
      do Wersalu mówiłam, że im później wyjedziemy z Wersalu, tym mniej czasu będzie
      na zakupy w centrum miasta...
      • saskia1 Re: WĄTEK O WYCIECZKACH Z GRUPAMI NAUCZYCIELI... 29.03.09, 10:54
        Dla mnie nauczyciele to TRAGEDIA, oczywiście są wyjątki ale
        generalnie żle mi sie pracuje, Kiedys jade sobie po
        Budapeszcie ,opowiadam o wsystkim, mam zwiedzać bazylike Św Stefana
        wiec jadąc do nie opowiadam, parkujemy a z tłumu nauczycieli
        wydobywa sie głos,,To nie jest ta bazylika- ja znam Budapeszt bo ja
        tu rok mieszkałam" Zamurowało mnie.
        Inna grupa ,przejełam ich bo pilot znalazł sie w szpitalu, przez
        kilka godzin jechali sami i jak wsiadłam do autokaru to toważystwo
        było zupełnie pijane, Chodznie z taka grupa to koszmar, w
        pensjonacie zadyma że pokoje nie takie zwyzywali właściciela ,ogólna
        tragedia. Reasumujac nauczyciele to dla mnie koszmar !!!
        • czrewonemaki1 Re: WĄTEK O WYCIECZKACH Z GRUPAMI NAUCZYCIELI... 29.03.09, 12:36
          A czy Ty byłaś trzeźwa pisząc: " to toważystwo
          > było zupełnie pijane, Chodznie z taka grupa to ..."?

          Zakładając że byłaś trzeźwa, nasuwa się podejrzenie: nie lubisz
          nauczycieli, bo nie nauczyli Cię poprawnie pisać, odpowiednio myśleć
          i skutecznie działać (pilot jest też dowódcą grupy, a nauczyciel na
          kursie nie nauczył Cię radzenia sobie z grupą).
          Trochę psychologii.
          Piloci NADER CZĘSTO (czyli nie zawsze słusznie) mieszani są z błotem
          przez turystów. Tak prawnik, lekarz jak i nauczyciel na wycieczce
          chce się trochę wyluzować ... i wtedy wychodzi z niego "cała prawda
          o nim"!
          Pilot wtedy pracuje i nie może w ten sam sposób "leczyć swoich
          stresów", więc robi to "po" wycieczce - w bardzo różny sposób.
          Więc ja Cię nie krytykuję, tylko "naprowadzam"... .
    • maddymad Re: WĄTEK O WYCIECZKACH Z GRUPAMI NAUCZYCIELI... 05.02.09, 22:44
      Przypomniała mi się druga historyjka.

      Również młode nauczycielki. Spotykamy się pod restauracją po posiłku. Brakuje
      dwóch pań, które musiały wrócić do toalety. Jedna z nich chwilę wcześniej
      zobaczyła w kabinie jakieś wilgotne chusteczki i użyła je jako do higieny
      intymnej. Okazało się, że były one z chlorem do odkażania deski klozetowej... Na
      szczęście nie trzeba było szukać lekarza...
    • la_lunna Re: WĄTEK O WYCIECZKACH Z GRUPAMI NAUCZYCIELI... 05.02.09, 23:14
      Nazywam je/ich po imieniu.

      kiedyś tam-idiotka nauczycielka nr 1

      Chłopiec wymiotuje.Ma chorobę lokomocyjną.Idiotka oczekuje ze to ja ,pilotka
      ,oprzyrządzę chłopca,podam woreczek,umyję ,pocieszę.
      Przestrzegam rodziców przed takimi opiekunami.

      kiedyś tam-idiotka nr 2

      prosi o mikrofon,podaje ,siedzi za ,mną .Kabel długości 1,5 metra.Ta drałuje z
      mikrofonem na koniec autokaru.Ku rozpaczy kierowcy wyrywa go:))


      kiedyś tam -idiotka nr 3

      dziecko zachorowało.Noc.Idiotka pomyliła role.Nakazuje wezwać pogotowie.Mnie
      PILOTCE.Sama śpi.Odradzam takich opiekunów rodzicom.Wezwanie pogotowia to rola
      nauczycielki.Ona jest opiekunem.Jak mi sie wiecej przypomni to napiszę.
      • la_lunna Re: WĄTEK O WYCIECZKACH Z GRUPAMI NAUCZYCIELI... 05.02.09, 23:15
        A ,jeszcze coś.Wszystkie były ze wsi albo z małych miast.Te wielkomiastowe są
        rozgarnięte.
        • bluemar Re: WĄTEK O WYCIECZKACH Z GRUPAMI NAUCZYCIELI... 05.02.09, 23:52
          la_lunna napisała:
          >Te wielkomiastowe są rozgarnięte.>

          Nauczyciele wielkomiejscy-grupa zdyscyplinowana -robię prezent poza
          programem :Santa Maria del Popolo - wewnątrz tylko :
          Caravaggio,Rafael,Bernini i "inni mniejsi"-wychodzimy i pytam :
          warto było? -pewnie że tak jakie czyste te obrusy na ołtarzu jak
          oni je piorą?
        • aga-ze Re: WĄTEK O WYCIECZKACH Z GRUPAMI NAUCZYCIELI... 06.02.09, 17:21
          Do La_luny

          Idiotka numer 1

          Pilotka Lalunia.

        • smerv Re: WĄTEK O WYCIECZKACH Z GRUPAMI NAUCZYCIELI... 06.02.09, 18:18
          1. Sprzątanie autobusu to zadanie kierowców, co by się nie działo.
          Mogą narzekać, że bydło wiozą, ale utrzymanie pojazdu w czystości to
          ich obowiązek. Są sytuacje nieprzyjemne, ale kierowcy mają wiadra,
          ścierki i inne wyposażenie. Ani nauczycielka, ani pilot nie będą
          sprzątać autobusu chusteczkami do nosa.
          2. Jeśli to była wycieczka zagraniczna, to oczekiwanie pomocy ze
          strony pilota było jak najbardziej uzasadnione.
          3. Nie zmienia to faktu, że nauczyciele na wycieczkach szkolnych z
          reguły czują się turystami, a nie opiekunami. Miejsca z przodu i
          jazda. Z reguły szkolnych wycieczek unikam, ale pary razy
          porozsadzałem szanowne ciało po autobusie, w środku i z tyłu. Miałem
          przechlapane, musiałem powiedzieć - ja tu rządzę, a ewentualne
          skargi w formie pisemnej do biura.
          4. Bilety wstępu - za granicą nikt nie chce wpuszczać nauczycieli za
          darmo ze szkolna wycieczką. Wliczanie ich wstępów w ogólne koszty
          (czyli przerzucanie opłaty na młodzież) jest niemoralne. No to na
          zamku w Wyszehradzie zostawiłem szanowne ciało pod kasą biletową.
          5. A wycieczki nauczycielskie są bardzo różne. Są całkiem fajne
          grupy, ale ta profesja ma w podświadomości, że zarabia mało, więc
          jak coś jest "za darmo" - trzeba brać. Choćby kanapki ze śniadania.
          Broń Boże wydać parę euro, lepsze są krzaczki niż płatna toaleta.
          Ale bez uogólniania. Miałem wycieczkę prawników i też było podobnie.
          6. Dyrektor szkoły ma bardzo mocny argument w ręku - godziny
          nadliczbowe, którymi dzieli według uznania. Temu da, a temu nie.
          Czyli dawkuje możliwość dodakowego zarobku we własnej szkole. Trudno
          się dziwić, że w szkołach panują feudalne relacje.
        • gakako Re: WĄTEK O WYCIECZKACH Z GRUPAMI NAUCZYCIELI... 07.05.09, 22:53
          Za tydzień zdaję egzamin. Chcę być pilotem wycieczek. Za sobą mam 30-letnia
          pracę w wiejskiej szkole. Jestem więc nauczycielką ze wsi.Mam tylko nadzieję, że
          jestem rozgarnięta.:)
          Wielokrotnie jeździłam ze "swoimi" dziećmi na wycieczki. Opisane przez Panią
          sytuacje bardzo mnie zdziwiły. To przecież my nauczyciele jesteśmy opiekunami
          dzieci ( no ja już nie bo jestem na emeryturze).
          Strasznie przykro mi gdy czytam takie teksty. Myślę, że to czy ktoś jest
          rozgarnięty czy nie wcale nie zależy od miejsca zamieszkania....
      • anastasi33 do la Luna 08.02.09, 18:16
        Powiem szczerze. że nie spodziewałam się po tobie takiego typu tekstu. Można
        napisać wszystko lecz z kulturą.Pomyśl jaka opinie o tobie wydadzą ci którzy
        przeczytają jak w sposób dosłownie dziecinny pozbawiony kultury wyzywasz
        kogoś.Wybacz ale było to niesmaczne.
        • bluemar Re: do la Luna 08.02.09, 18:57
          Zanim ocenimy innych przyjrzyjmy się sobie-kim jesteśmy.La lunna ma
          swój styl wypowiedzi - wyrazisty , mocny i trochę bałaganiarski to
          ostatnie cechuje zwykle ludzi o bogatym życiu wewnętrznym i
          inteligentnych.
          Wolę czytać takie wpisy niż wieczne uwagi oczywiście do innych w
          stylu :brak kultury,chamstwo.co o nas pomyślą - czytaj co ludzie
          powiedzą.
          Proponuję : kto nigdy o nikim nie powiedział idiota niech rzuci
          kamień (o ile zrozumiał co miałam na myśli i jeżeli nie potrafi
          zaistnieć w bardziej merytoryczny sposób).
          • anastasi33 Re: do lbluemar 08.02.09, 21:49
            Dobrze że zostałam pouczona iż mieć swój styl znaczy wyzywać kogoś od idiotek
            niezależnie od tego co zrobił .Mimo całego szacunku dla Ciebie bluemar nie
            zgodzę się z tym. Myślę iż żadna nauczycielka mimo zaniedbania swoich obowiązków
            nie wyzwała pilotki publicznie od idiotki nr1 nr2. A pilotom chyba nie wypada bo
            musi ich cechować odporność na stres i kultura.
      • zoe125 Re: WĄTEK O WYCIECZKACH Z GRUPAMI NAUCZYCIELI... 09.07.09, 13:24
        > kiedyś tam -idiotka nr 3
        >
        > dziecko zachorowało.Noc.Idiotka pomyliła role.Nakazuje wezwać
        pogotowie.Mnie
        > PILOTCE.Sama śpi.Odradzam takich opiekunów rodzicom.Wezwanie
        pogotowia to rola
        > nauczycielki.Ona jest opiekunem.Jak mi sie wiecej przypomni to
        napiszę.

        Przyznam, że o ile oporządzanie wymiotującego dziecka faktycznie
        nalezy do obowiązków opiekuna, to nie wyobrażam sobie sytuacji, żę
        dziecko w nocy choruje, opiekun wiezie je do szpitala, a ja
        dowiaduję się, że dzieciak leży na stole operacyjnym albo jest
        hospitalizowany nastepnego dnia rano. Jako pilot wolę wiedzieć co
        dzieije się w grupie i nawet, jesli okaże się, że dziecko po prostu
        zjadło coś cięzkiego na kolację i zwyczajnie coś mu zaszkodziło, to
        wolę, aby opiekun mnie obudził, tak, abym mogła sprawdzić w jakim
        stanie jest dziecko i mieć nad wszystkim kontrolę. Pogotowie
        wezwalabym ja, a opiekunke poprosiła, aby została ze mną w razie,
        gdyby działo się coś złego.

        W kwestii nauczycieli spotkałam się z takimi, którzy naprawde
        opiekowali się dziećmi i jak pilot uprzedził, że nastepnego dnia o
        godzinie 9-tej wszyscy czekają w autokarze, to punkt dziewiąta
        wszystkie dzieci były już na miejscu - opiekunki budziły, poganiały
        marudzaćych.

        Są też kwiatki, które po prostu budzą we mnie grozę, jak ktoś taki
        mógł zostać nauczycielem. Jednego razu grupa pojechała nad morze na
        4-dniowa zielona szkołę. O 11 wieczorem drugiego dnia zadzwoniła do
        mnie zdesperowana pilotka, która de facto jest dobra pilotką, ale
        tutaj już opadła z sił. Podała mi awanturująca się nauczycielkę do
        telefonu. O co poszło? Zgodnie z programem zorganizowano dyskotekę w
        ośrodku, w sali. Nagłośnienie było, sprzęt był, muzyka była. Problem
        w tym, że okazało się, że na tej sali oprócz naszej grupy jest grupa
        innych dzieci z tego samego ośrodka. Tłumaczę wkurzonej kobiecie, żę
        nie zastrzegaliśmy sobie sali dla wyłącznego użytku, a to żaden
        problem bawic się z drugą grupą, która też była ze swoimi
        opiekunami. Co się okazało? Nie było problemem to, że są tu inne
        dzieci, problem był w tym, że były to dzieci... niepełnosprawne. "No
        bo sama Pani rozumie, niektóre tak diwnie chodzą, niektóre sie
        wykrzywiają, nasze dzieci raczej nie powinny być z nimi w jednej
        sali"...

        To słowa nauczycielki z wieloletnim stażem... Dodam, że awantury
        były tam na porządku dziennym, więc w dniu przyjazdu grupy poszlam
        pod szkołę chcąc wypytać nauczycielki o co tam chodziło. Ta
        awanturująća się odparła lekceważąco, żę ponieważ nikt się z nią nie
        umawiał na ten dzień i godzinę, to ona ze mną rozmawiac nie będzie.
        Przyjmuje w dniach tych i tych w wyznaczonych godzinach, więc
        zaprasza szefa biura na rozmowę w celu omówienia wszystkich
        nieprawidłowości. Odparłam jej więc, że jak chce, to reklamacje może
        złożyć pisemnie, nie ustnie.

        Wcześniej kiedy czekałam na autokar wraz z grupką rodziców, ktoś
        mnie zagadnął, o co chodziło z zamieszaniem związanym z dyskoteką,
        bo podobno dzieci musiały wczesniej wyjść z dyskoteki. Wyjasniłam,
        że to nauczycielka wyprowadziła dzieci, gdyż zbulwersowało ją
        towarzystwo grupy dzieci niepełnosprawnych. Na twarzach rodzicow,
        kiedy to usłyszeli - szok...

        Ale to pojedyncze przypadki, na ogól pilotowi udaje się dogadać z
        opiekunami co do podziału obowiązków. Np. jadąc z grupą młodzieży
        musiałam wyciągfać rozbawione towarzystwo z McDonalda przy pomocy
        jednej z opiekunek, ponieważ nie byłam w stanie rozpoznać po
        twarzach wszystkich naszych uczestników (w środku były chyba ze 3-4
        grupy młodzieży).
    • kasia.grecja22 Z serii a co to jest? 06.02.09, 10:11
      Grupa z jednego z dawnych wojewódzkich miast- panie i panowie nauczyciele. Mialo
      to miejsce na objazdówce po Grecji 7 lat temu. Nocowaliśmy w Mati- to taka mała
      miejscowość nad morzem -w tej chwili juz prawie rogatki Aten, na Olimpiade
      pobudowano super dojazd do miasta, ale 7 lat temu jechalo sie i jechalo, do tego
      korek w Atenach czyli normalka. Jedziemy, jedziemy a ja opowiadam i opowiadam,
      przerobiłam juz chyba wszystko co mozliwe i powoli w oddali wyłania sie Akropol,
      wiec zaczynam o Akropolu i tak z 15 minut mówię (znowu korek:) dojeżdżamy,
      parkujemy i mówię "prosze państwa, jesteśmy u stóp Akropolu...". Wysiadamy i za
      sekundę podchodzi do mnie grupka 5 nauczycielek tak w wieku ok. 40-50ki i pyta
      teatralnym szeptem"przepraszam, gdzie my jesteśmy, co to jest?". Osłabłam.
      Rozumiem, ze 1-2 osoby mogły mnei nie sluchać, ale 5!!! Poza tym kilkanaście
      razy powtarzałam Akropol i Akropol no a poza wszystkim moim zdaniem są takie
      budowle na świecie (piramidy, wieża E. w Paryżu...:) które każdy zna chociaz z
      gazety czy ksiażki i do nich m.in. zalicza sie Akropol.
    • kasia.grecja22 kara Zeusa:)) 06.02.09, 10:15
      Rzecz działa sie w ub. roku na Paschę, czyli grecką wielkanoc, wypadała w długi
      weekend majowy. Idziemy w niedzielę wielkanocną w Salonikach- miasto puste jakby
      jakaś zaraza przeszła, nikogo na ulicach, zero aut. Grupa 68 nauczycieli (juz
      mozecie współczuć:) mieszana - część z dużego miasta część z wiosek. Był to
      dopiero 4 dzień imprezy ale juz dali mi ostro popalić. Pusto i każdy idzie jak
      chce- chodnikiem, jezdnią. Nagle krzyk, odwracam się a tu baba lezy na wznak i
      doslownie w powietrzu przebiera nóżkami. Komiczny widok. Prawie ryknęłam
      śmiechem. Otóż co sie okazalo- przewróciła się na malutkiej...psiej kupce.
      Naprawdę małej. To była baba najbardziej upierdliwa z całej grupy, dlatego do
      dziś twierdzę że to była kara Zeusa. Wyobrażcie sobie- szeroka główna ulica
      pusto a baba na maleńkiej kupce sie wywaliła. Jak po poludniu był czas wolny,
      poszłam do cerkwi i zapaliłam w podzięce świeczkę:))
      • nananana1 Re: kara Zeusa:)) 06.02.09, 10:59
        Tak odnośnie tej "kary Zeusa" :) Coś w tym jest...
        3 lata temu, grupa 70-osobowa, oczywiście nauczycieli,
        Paryż...zwiedzanie metrem, więc delikatnie tłumaczę, aby uważali na
        swoje rzeczy osobiste, portfele, pieniadze, dokumenty, gdyż wszędzie
        zdażają się kradzieże, nawet w Polsce. Na to Pan Dyrektor, że mam
        ich nie uczyć, oni są dorośli, jakim prawem zwracam im uwagę.
        Dobrze...nie ma sprawy. Chciałam dobrze. Pierwszy przejazd metrem.
        Kogo okradli?? Tak...Pana Dyrektora!!
    • kasia.grecja22 Tez w Atenach:) 06.02.09, 10:25
      Grupa 45 nauczycieli 2 lata temu- lipiec objazdówka po Grecji, Ateny. Pomijam
      sens robienia objazdówek po Grecji w lipcu:) Idziemy z Agory do Parlamentu upał
      jak diabli i grupa chce do wc, mówie, ze za chwilę czas wolny itd ale nie 3 nie
      mogą wytrzymać, wiec stajemy na 10 min przy tawernie pytam kelnera czy 3 osoby
      moga skorzystac, facet się zgadza, babki wchodzą i za moment jedna wylatuje z
      okrzykiem chodżcie tu jest lodowata woda w kranie.... I to bylo natarcie jak po
      ten chleb wileński bluemar:) Powoli zaczynaja wychodzić z kibla i każda trzyma w
      ręku butelkę po mineralnej napelnioną wodą z kranu.... Facet z knajpy w szoku, a
      mi bylo tak głupio, ze myślałam ze się pod ziemie zapadnę. Kilka razy
      przepraszałam faceta, a w czasie wolnym przyszłam na obiad i jeszcze raz go
      przepraszałam. Bo chorobcia Polakowi szkoda dać 0,5e za wodę mineralną.
      • kamyk4 Woda mineralna 06.02.09, 13:00
        Podjezdzamy pietrem (gdzie sa naprawde male bagazniki) na zbiorke i
        co widzimy? Ludzi, ich bagaze i 350 1,5 l butelek wody mineralnej.
        Ja w smiech, kierowca: ja tego nie bede pakowal. Ide do ludzi i
        tlumacze ze nie zmiescimy sie z tym wszystkim, ze taka woda
        minerlana w Paryzu kosztuje 25 centow, ze niech wezma tylko po
        butelce na pierwszy dzien a reszte dokupimy w supermarkecie. NIE!
        Awantura na maksa. No to poszlam do kierowcy i mowie: Zygmus,
        pakujemy najpierw wode bo jak im nie pokazesz to nie odjedziemy i do
        jutra. Weszla do lukow cala i nic poza nia. Dopiero wtedy grupa
        inteligentnych nauczycieli zdecydowala sie zostawic wode i zabrac do
        Paryza walizki:)
    • ewikdab54 Re: WĄTEK O WYCIECZKACH Z GRUPAMI NAUCZYCIELI... 08.02.09, 19:59
      Pilotuję wycieczkę szkolna do Londynu.Grupa liczy 42 dzieci i 3
      nauczycieli.Razem 45 osób. Wszystkie miejsca są zajęte .Z przodu 4 miejsca są
      zarezerwowane dla załogi(kierowcy i pilot).Jedziemy przez Polskę.Zatrzymujemy
      się na Stacji CPN na 15 minutowy postój.Po przerwie proszę Panią nauczycielkę o
      sprawdzenie obecności w autobusie i odkrywam ze Pani liczy dzieci, wiec jej
      delikatnie podpowiadam ze nie trzeba liczyć dzieci , tylko należy sprawdzić czy
      wszystkie miejsca są zajęte.
      Niestety do Pani nauczycielki nie dotarła moja uwaga,na kolejnych postojach
      dalej liczyła dzieci, nawet dwa razy bo ilość się jej nie zgadzała.
      • evcia664 Re: WĄTEK O WYCIECZKACH Z GRUPAMI NAUCZYCIELI... 08.02.09, 22:26
        I miała racje nauczycielka sprawdzając obecność a nie licząc miejsca. często
        przy wycieczkach szkolnych zdarza się iż dziecko pod wpływem zmęczenia i
        zaspania myli autokary. i oczywiście ilość się zgadza. Widocznie nauczycielka
        miała doświadczenie w tej kwestii. Niejednokrotnie może się to zdarzyć wśród
        dorosłych szczególnie przy postojach nocnych gdy stoi kilka autokarów polskich.
        • ewikdab54 Re: WĄTEK O WYCIECZKACH Z GRUPAMI NAUCZYCIELI... 09.02.09, 14:00
          Myslalam ze jestes bardziej blaskotliwa niz Panie nauczycielki ale okazuje sie
          ze i wsrod pilotow sa osoby ograniczone . Radze Ci jeszcze raz przeczytac moja
          historyjke i zastanowic sie . Oczywiscie ze trzeba sprawdzac obecnosc dzieci w
          autobusie po kazdej przerwie na postoj , ale nie trzeba ich liczyc , kiedy
          wszyskie miejsca sa zajete. Jesli dalej tego nie rozumiesz to znaczy ze jestes
          kiepskim pilotem.

          • skuter28 Re: WĄTEK O WYCIECZKACH Z GRUPAMI NAUCZYCIELI... 13.02.09, 09:48
            evik - nie obrażaj się.Dzieciaki są nieprzewidywalne i czasami ilość
            się zgadza ale dzieciaki mogą być z różnych grup wycieczkowych. Być
            może opiekunka licząc dzieci patrzyła też na ich twarze, aby
            sprawdzić czy wszystkie są jej.
            Miałem kiedyś szefa, który powtarzał "UFAJ I SPRAWDZAJ" dlatego
            zawsze po informacji, żę jesteśmy wszyscy, sprawdzam jeszcze raz.
            Kilka razy dobrze na tym wyszedłem, bo okazało się, że kogoś
            brakowało.Czasami obrażają się opiekunowie, że im nie ufam, ale
            wtedy uśmiecham się i opowiadam historie z zaginionymi uczestnikami.
            Jeśli trzeba po kogoś wracać, wtedy program się sypie i kto się
            denerwuje ?
            Wracając do nauczycieli, trzeba pamiętać, że to też tylko ludzie, ze
            swimi wadami i zaletami.
            Naszą wadą jest to, że oceniamy innych przez pryzmat naszego
            turystycznego doświadczenia. Oczekujemy, że podobnie jak my mają
            wszelaką wiedzę na temat wycieczkowania.


            • pilotessa Re: WĄTEK O WYCIECZKACH Z GRUPAMI NAUCZYCIELI... 26.03.09, 08:26
              To ja jak mniemem przebiję wszystkich:
              wykładowcy z UNIWERSYTETU; litościwie nie napiszę którego, choć moze powinnam.
              Zrobilam dodatkowe zwiedzanie miasta po drodze - nie bylo w programie, ale bylo
              po drodze.
              Przyszlismy pod najwazniejsza swiatynie, ja zaczynam ich troche wprowadzac w
              temat - rozwijam to, o czym zaczelam mowic w autobusie; a Pani Rektor mówi tak:
              bardzo tu ladnie, ale czy ja jako pilot nie wiem, ze toalety sa rownie ważne jak
              średniowieczne katedry?
              (przerwe na kibelek zrobilam przed wjazdem do miasta, gdzie ta tępa bab wtedy
              była?).
              Rece opadają.
              • pilotessa Re: WĄTEK O WYCIECZKACH Z GRUPAMI NAUCZYCIELI... 26.03.09, 08:47
                A i jeszcze jeden kwiatek: wycieczka z UG i wiejskiej szkoły.
                Prosze sie nie obrażać ale naprawdę buractwo zupelne to było.
                Wysadziłam na sikanie 70km przed zwiedzanym miastem. Można było też wymienić
                pieniądze (przed granicą to było), ew kupic cos w ostatnim polskim sklepie.
                Poleźli, wrócili.
                Przyjechalismy do miasta, mówię, że idziemy zwiedzać, a jako ze godzine
                wczesniej byla toaleta, to o toaletę zahaczymy przed wyjazdem z tego miasta.
                Na to Pani Dyrektor szkoły mówi, ze ona musi iść do toalety; ja jej na to czy
                tam nie była, na poprzednim postoju a ona mi że nie, że przecież JEJ nie
                powiedziałam...
                O mało nie wybuchnełam śmiechem.
                Pani Dyrektor poszla sie wysikać, a grupa grzecznie bez słowa czekała.
                Dno kompletne.

                A, i wiecie co?
                To, że ktoś tu napisz coś takiego jak idiotka, czy innym przymionikiem określi
                supermądrych uczestników - to naprawdę nic oburzającego w zderzeniu z
                opisywanymi sytuacjami.
                Ja na miejscu bluemar czy Kasi (woda w Atenach) chyba spaliłabym się ze wstydu.

                Miałam też przypadek, ze przewodniczka w Rzymie omówiła Panteon, o okulusie
                mówiła - i co? Jedna z pielgrzymkowiczek wyskakuje i pyta:
                Pani, a na co,oni tę dziurę tam zostawili w suficie?
                No, ale tu akurat wierze, że nauczuciel chyba nie zadałby takiego pytania...
                Chociaż z nimi to wszystko mozliwe.
                • us33 Re: WĄTEK O WYCIECZKACH Z GRUPAMI NAUCZYCIELI... 29.03.09, 01:23
                  Hmmm, z nauczycielami chyba tak samo jak lekarzami, bankowcami itp. Dwa skrajne
                  przykłady - nauczycielki jadą na Litwę, mnie biuro podstawia autokar w którym
                  nie ma mikrofonu, pod Olssztynem odpadam głosowo, ale pełne zrozumienie, coś nie
                  styknęło itp. Za Olsztynem awaria autokaru - cóż panie mówią że zdarza się itp.
                  Naprawdę, super grupa choć kierowca gdy musiałem coś załątwić, łąpał za mikrofon
                  (jak już go zorganizował) i opieprzał kobity - bo to były milicjant był:) Gdyby
                  zatrzymać się na tym przykładzie wnioski mogłyby być mylne, albowiem miałem też
                  grupę nauczycielek do Włoch, które za Wiedniem już pisały reklamacje do biura.
                  Powód? Na kolejne pytanie o postój na sikanie (swoją drogą co te kobity mają z
                  pęcherzami?) kierowca zażartował, że dopiero w Sienie stajemy. No i się zaczęła
                  jazda...
                  Potem jedna z uczestniczek nawaliła się jak stodoła, łyknęłą jakieś prochy i
                  szpital jeden, szpital drugi... Podzielam rozpowszechnianą tu opinię, że panie
                  nauczycielki nie znoszą gdy pozbawia się je pozycji Ubermenschów. Ale jedne
                  szybciej niż inne pojmują, że są na wycieczce a nie w szkole.
                  Nic im jednak do rekinów finansjery. Miałem kiedyś grupę, która wylądowała z
                  jednej z piękniejszych krain wina. Wyjazd był wyasiony do tego stopnia, że
                  miałem nawet do pomocy enologa i to tak znanego w regionie gdzie byliśmy, że gdy
                  winiarze z okolicy dowiedzieli się że jest na ich terenie dowozili mu
                  skrzyneczki z winem. Enolog u swego zanjomego załatwił degustację wybornych win.
                  Pan Płatnik wyjazdu zarządził - na usilne prośby bankierów - żeby rozlać połowę
                  a połowę zapakować. Trzba było zobaczyć wielkie oczy winiarzy, którzy widzieli
                  jak kielichy szlachetnych trunków czym prędzej wlewane są "w gardła nasze". Na
                  szczęście nie znali prawdziwego powodu pośpiechu, bo chyba by umarli. Bankierom
                  spieszyło się, bo wino winem, ale nie ma to jak Absolut z plastiku a autobusie.
                  To nie było żenuła, to była zwykła polska siara
                  Z dwoch skrajnych przypadków
                  • pilotkapilotka Re: WĄTEK O WYCIECZKACH Z GRUPAMI NAUCZYCIELI... 29.03.09, 17:33
                    jestem nauczycielka z zawodu i znam wady nauczycielstwa

                    tu na forum poznalam wady piloctwa

                    kochani, nikt nie jest swiety, popatrzcie najpierw na siebie
                    • bunia.gumis Re: WĄTEK O WYCIECZKACH Z GRUPAMI NAUCZYCIELI... 20.04.09, 00:07
                      pilotkapilotka napisała:

                      > jestem nauczycielka z zawodu i znam wady nauczycielstwa
                      >
                      > tu na forum poznalam wady piloctwa
                      >
                      > kochani, nikt nie jest swiety, popatrzcie najpierw na siebie

                      Dorzucę coś ze swojego podwórka, masz rację, że nikt nie jest święty, jednak to jak nauczyciele spuszczeni ze smyczy zawodowej i rodzinnej potrafią się upodlić i dać świadectwo o swojej niskiej kulturze osobistej jest masakryczna. A potem oceniają innych ludzi (czyt. dzieci)pod kontem zachowania itd...
                      mam wielu znajomych nauczycieli, z którymi nie raz jeżdżę i nigdy nie mam problemów, ale i są tacy, których wolałbym nie oglądać nigdy więcej, bo narażają siebie i innych na niebezpieczeństwo przez swoją bezmyślność..
                      Najbardziej drastyczny przykład:
                      Kilka lat temu pewna pani nauczycielka zorganizowała wycieczkę do Berlina na 5 dni. Czułe pożegnania z mężami pod szkołą pań nauczycielek, a ledwo autokar ruszył zaczęło się picie. I może to nic takiego nowego, ale... pod wpływem panie zaczęły się stawać agresywne i napastliwe.(dodam, że na 50 osób był tylko 2,5 pana[dlaczego 0,5 pana? bo same tak nazwały jednego swojego kolegę z pracy]) pani organizatorka pomyliła się z rolami kierowcy i próbowała go na siłę przekonać do siebie... odmówił... to co działo się w trakcie to szkoda słów, ale najciekawsze było na koniec. Pani nauczycielka organizatorka prawie wypadła piana w ramiona męża z autokaru, a kilka dni potem telefon do biura, że w autokarze zostawiła teczkę z fakturami i dokumentami... (autokar był już na kolejnym wyjeździe.) po kolejnych kilku dniach pani twierdziła, że w autokarze zostawiła teczkę już nie z dokumentami a z ponad 10.000pln i złożyła zawiadomienie w policji, że kierowca musiał przywłaszczyć sobie tę teczkę... przez cały wyjazd nie trzeźwiała, a potem taki numer.... NO COMMENT.
                      • hrhalinka Re: WĄTEK O WYCIECZKACH Z GRUPAMI NAUCZYCIELI... 30.04.09, 20:12
                        Hmm, w zasadzie nigdy nie miałam większych problemów z wycieczkami
                        szkolnymi. W końcu nauczyciele często rozliczają się później przed
                        rodzicami. Nie dziwiło mnie, że czasem są nadgorliwi,aż do pamiętnej
                        wycieczki do Zakopanego...
                        Uwielbiam to miejsce, ale w owym czasie to był dla mnie prawdziwy
                        koszmar.
                        Grupa 41 plus 5 nauczycieli, z małego miasteczka.
                        Zaczeło się, gdy Pani A., po odjeździe spod szkoły zabrała dzieciom
                        picie gazowane. Może to i nie za dobrze pić gazowane, ale pić coś
                        trzeba.Później zarządała zmiany trasy, bo musimy zabrać jeszcze
                        jednego nauczyciela.Na wiadomość, że zbiurka była umówiona pod szkołą
                        i nie realizujemy żadnych prywatnych kursów, wybuchła jak wulkan-
                        przecież to było ustalone z biurem. Na nieszczeście nie mogłam się
                        dodzwonić do biura, bo jak się później okazało, nie było umówione(a
                        więc oszustwo,20 km więcej).
                        Oczywiście nie rozstawała się z mapą, bo kierowca zawsze sie może
                        zgubić, na trasie którą przejechał już 50 razy.nie pomagały żadne
                        prośby ani stanowcze napomnienia.
                        Była niezadowolona , iż mimo wcześniejszych ustaleń z biurem,pilot
                        nie oprowadził grupy po Krakowie tak, jak to robi
                        przewodnik.Usłyszałm - w razie co(kontroli),może pani oszukiwać, że
                        jest przewodnikiem, a nie pilotem.Ale jak?
                        Z czasem było coraz gorzej.
                        Zły zapach kostki toaletowej w ośrodku.po 4h od wejścia do ośrodka
                        panie zgłosiły, że jest brudno.
                        następnego dnia rano, przewodnik górski po 2h oczekiwania postanowił
                        przyjechać po nas do ośrodka. Pani A. miała go w ...tak jak pilota,
                        kierowce, plan wycieczki, dzieci i całą reszte.postanowiła się
                        przeprowadzić do innego ośrodka, oczywiście tylko ona i ewentualnie
                        zabrała ze sobą 4 dzieci(pupili).Biuro się zgodziło bo Pani A.
                        zwymyślała biedną właścicielkę osrodka (stała współpraca z biurem).
                        ta się rozpłakała i poprosiła biuro o zgodę, żeby tylko nie mieć jej
                        juz pod swoim dachem.
                        Pani A. chyba jeszcze nigdy nie była w parku narodowym.
                        nie chciała słuchać się przewodnika, uparcie schodziła z wyznaczonych
                        ścieżek i kazała ze sobą iść dzieciom.Przewodnik co rusz pokrzykiwał
                        ale straży parku nie wezwał.Mocno urażona ,pokrzykiwaniem przewodnika
                        tatrzańskiego, poprosiła mnie na drugi dzień (chyba nad tym całą noc
                        myślała),iż mam mu przekazać - że od dziś, ma on wykonywać jej
                        polecania, a nie odwrotnie, bo to jej grupa za jego usługę
                        płaci.Odmówiłam i zaproponowałam zeby sama to zrobiła.oczywiście
                        załamałam się kompletnie widząc z kim mam do czynienia.
                        NIestety nie dało się uniknąć awantury.Pani A. niezłomnie obstawała
                        przy kazdym swoim pomyśle. Tak więc, nie wprowadziłam jej na teren
                        TPN bez przewodnika.Jak również, nie kazałam mu natychmiast zejść do
                        nas (z innej trasy,z inna grupą)-mielismy popołudniowe wejście do
                        jaskini. wymyśliła sobie, że jak wcześniej zaczniemy to wieczorem
                        zdąży jeszcze iść na basen.
                        Gdy jej było gorąco dzieci też musiały się rozbierać,a jak nie,
                        sweterki zdejmowała im siłą.
                        Acha i chyba najciekawszy jej pomysł, żeby podczas jazdy autokaru
                        otworzyć dzwi i na schodach ustawić dziecko, któremu jest niedobrze.
                        zaoferowała się nawet, że sama je bedzie trzymać. bo to była pani z
                        AWF-u, wygimnastykowana znaczy.
                        ect, bo było tego więcej.
                        Moje bardzo długieeeeeeeeeee 5 dni.
                        szkoła pozostała nieczuła na skargę biura na nauczyciela.
                        biedne dzieci
    • mari_kola Re: WĄTEK O WYCIECZKACH Z GRUPAMI NAUCZYCIELI... 08.05.09, 17:52
      Mam za sobą odpracowane 5 lat (w tym 3 lata na 1,5 etatu) w zawodzie
      nauczyciela i poczucie, że odsiedziałam ciężki wyrok za niewinność-
      nie ze względu na dzieci, ale ze względu na instytucję i ludzi w
      niej pracujących. I nie wiem, jakie dobre bogi zainspirowały mnie do
      zmiany zawodu, więc dziękuję wszystkim, bo czas był najwyższy i
      moment ostatni.

      1. nauczyciele jako opiekunowie - pani dyrektor liczyła dzieci, ja
      je później odbierałam w Rzymie z posterunku policji (sprawdzanie
      dokumentów, protokoły, telefony do rodziców) - od tamtej pory liczę
      sama...

      2. nauczyciele jako uczetnicy - grupa z średniej wielkości miasta na
      Ziemach Odzyskanych
      Pierwszy nocleg w Tarvisio, pierwsze śniadanie, nestor grona dzieli
      między grupę folię aluminiową, żeby mogli zapakować kanapki.
      Przyznaję, nie wytrzymałam napięcia, sytuacja mnie przerosła,
      najnormalniej w świecie spieprzyłam z restauracji w takim tempie, że
      chyba rekord świata pobiłam.
      Potem w autobusie odprawiłam rekolekcje w temacie "nie wynosi się
      jedzenia z hotelowej restauracji". Następny hotel nad morzem, za
      Rzymem, szał ciał i uprzęży - 4 (słownie cztery) gwiazdki, rano
      bufet - w stylu włoskim, czyli dużo słodkiego, ale wszystkiego do
      bólu. Po drugim czy trzecim śniadaniu podchodzi do mnie nauczyciel i
      mówi: strasznie głupi ten włoski zwyczaj, że się nie wynosi
      jedzenia, bo my nakładamy tyle i jak nie możemy zjeść, to to zostaje
      i się marnuje, a zabrać ze sobą nie można.
      Drugi raz w czasie jednego wyjazdu sytuacja mnie przerosła, nie
      czułam się na siłach uczyć dorosłego człowieka, nauczyciela,
      kindersztuby. Ale za trzecim razem nie zdzierżyłam. Nestor grona
      (ten od folii aluminiowej) wynosił całe garście herbaty w saszetkach
      i cukru. Pozwoliłam sobie na przemowę dość ostrym i podniesionym
      głosem, padły słowa o dziadostwie, jakie ktoś robi i że jak kogo nie
      stać, to ja kupię herbatę - wcale nie tą najtańszą i ze dwa
      kilogramy cukru. Zakończyłam w tonie patriotycznym - trochę dumy,
      godności, niech sobie Polakami buzi nie wycierają, bo jeden taki nie
      wie, jak się zachować.
      Opowiadam, nauczyciele gadają. W takiej sytuacji najskuteczniejsze
      okazały się metody stosowane w analogicznych sytuacjach wobec
      dzieci -przerwany wykład i wymowne spojrzenie, -czy ja państwu nie
      przeszkadzam? -rozumiem, że dyskutują panie o tym, o czym aktualnie
      opowiadam, proszę, chętnie oddam mikrofon, mogą panie dokończyć,
      jeśli mają do powiedzenia na ten temat więcej niż ja.
      Generalnie - jak z małymi dziećmi.
      A nauczyciele? Cóż, pewne cechy się u nich kumulują i nasilają, ale
      kultura osobista nie zależy ani od miejsca pochodzenia, ani
      zamieszkania, ani wykonywanego zawodu - o czym świadczą również
      wpisy na forum pilotów. Można bardzo grzecznie i w białych
      rękawiczkach zmieszać kogoś z błotem niekoniecznie nazywając go
      idiotą. Z drugiej strony, jeśli ktoś czepia się formy (w tym
      ortografii - co za prostactwo), oznacza to, że brakuje mu argumentów
      w odniesieniu do treści. W takiej sytuacji mądrzej byłoby siedzieć
      cicho...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka