Napiszę informacyjnie o swoim przypadku, bo na taki zabieg zdecydowałam się po raz drugi.
Poprawcie mnie, ale chyba zazwyczaj punkcję pęcherzyków po stymulacji do in vitro robi się w krótkiej, płytkiej narkozie. Więc jeśli w ogóle coś boli, to raczej już po zabiegu, kiedy znieczulenie przestaje działać.
Ja już 2 razy miałam punkcję w dolarganie. Pierwszy raz dlatego, że miałam tylko 1 pęcherzyk, a za drugim razem miałam dwa i lekarz pewnie by się zgodził na znieczulenie ogólne. Ale wolał w dolarganie, bo nie musiał anestezjologa do zabiegu umawiać, a ja się zgodziłam.
Zabieg nie należy do przyjemnych, a przynajmniej nie bolało okropnie, ale są też plusy

- jeszcze leżąc na stole / fotelu zabiegowym dowiedziałam się, że jest jajeczko i po chwili, że drugie też jest,
- po jakiejś pół godzinie od zabiegu można spokojnie iść do domu (oczywiście w asyście, bo prowadzić samochodu nie można i ogólnie jest się lekko skołowanym),
- nie ma się wenflonu, którego organicznie osobiście nie cierpię.
No i już tylko plus dla mnie - w ciągu ostatniego roku miałam 3 znieczulenia ogólne, tylko jedno podobnie krótkie jak to do punkcji, wiec nie chciałam się ponownie obciążać.
Jeśli będę potrzebowała kolejnej punkcji, to po tym wpisie przypomnę sobie, że to jednak mnie cholernie bolało i wezmę pod uwagę znieczulenie ogólne