Dodaj do ulubionych

nadzieja...

11.05.11, 19:41
Cześć dziewczyny, bardzo długo byłam obecna na tym forum. Jakś czas temu czynnie się udzielałam, później już biernie podczytywałam. Wielu z Was udało się do tego czasu zajść w ciążę, inne walczą.
Moja historia z niepłodnością zaczęła się w 2005r. Najpier PCO, hiperprolaktynemia, stymulacja Clo itd. Efektów nie było. Zdecydowaliśmy się z mężem na IUI, obie nieudane. Przyszedł czas na laparoskopię: diagnoza endometrioza IIstopnia. Kolejna IUI nieudana.
Staraliśmy się naturalnie, z lekką stymulacją. Niestety Clo doprowadziło do ogromnej torbieli, która spowodowała skręcenie jajnika i w efekcie usunięto mi prawy jajnik i jajowód.
Szok, złość, rozpacz. Wszystkie emocje, o których dobrze wiecie.
W 2010r podeszliśmy z mężem do in vitro. Podano nam dwa zarodki i znowu porażka...potem problemy z tarczycą, leczenie sterydami.
Od stycznia byłam bez leków, a 24 kwietnia zobaczyłąm na teście II kreski. Szok, niedowierzanie. Po 6 latach starań, braku nadziei, morza wylanych łez udało się zupełnie naturalnie. Widziałam już na usg nasz CUD, ma 7 tygodni.
Udaje się, choć ja sama w to nie wierzyłam.
Dziękuję wszystkim , które były ze mną na tym forum. Starającym się życzę powodzenia i trzymam kciuki.
Pozdrawiam
Ania
Obserwuj wątek
    • edytka8080 Re: nadzieja... 11.05.11, 19:47
      wielkie gratulacje
      • morcheeba77 Re: nadzieja... 11.05.11, 23:12
        Gratulujęsmile
    • reneta.szara Re: nadzieja... 12.05.11, 09:31
      Gratuluję i życzę spokojnej ciąży smile
    • annajustyna Re: nadzieja... 12.05.11, 12:00
      Rewelacja - duzo zdrowka!
      • baby1982 Re: nadzieja... 12.05.11, 16:17
        Dziękuję dziewczyny!!!
        Nadal nie dowierzam, patrzę jak głupia na usg i jestem mega szczęśliwa. Wiem, że długa droga przede mną, ale wierzę że będzie dobrze.
        I jeszcze jedno moje drogie. Mój mąż miał fatalne wyniki. Diagnoza: azthenozoospermia, teratozoospermia. Ruch bardzo kiepski, morfologia najpierw 2% prawidłowych plemników, potem poprawiła się do 13 %. Lekarze nie dawali nam szans na naturalne poczęcie.
        Nie będę wam tu pisała, że wierzyłam, miałam nadzieję. Żyłam dniem, pracą, tęsknota była i byłam ostatnią osobą, która wierzyła, że mi się uda. Mąż wierzył do końca.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka