lisanna 05.09.11, 10:54 co myślicie na ten temat? czy któraś z Was już to zrobiła? Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
alatoja Re: czy dzielić się komórkami jajowymi przy in vi 05.09.11, 11:56 Mysle, ze to bardzo szczytne, ale decyzje trzeba dobrze przemyslec. Pewnie komorka troche latwiej niz zarodkiem. A moze tylko mnie sie wydaje. Ja jestem w ciazy z 2 dzieckiem, wiecej dzieci nie planowalam, a zostaly mi 3 zamrozone zarodki. Klinika zaproponowala mi oddanie tych zarodkow. Ja po glebokich zastanowieniach doszlam do wniosku, ze wroce po nie. Nie jestem w stanie przewidziec jak bym sie czula ze swiadomoscia, ze inna para wychowuje moje i meza dziecko. Chodzi mi o to, ze nawet jezeli na dzien obecny zaakceptowalabym taka decyzje, nie jestem w stanie przewidziec co wydarzy sie w mojej glowie w przyszlosci. Nie chcialabym cierpiec na depresje za pare lat, zastanawiac sie, czy mojemu dziecku jest dobrze itd. Ale spotkalam dziewczyny, ktore nie maja z tym problemu i naprawde zazdroszcze im tej pewnosci i podziwiam je. Sama czuje sie na tyle "psychicznie poobijana" po kilkuletniej ciezkiej walce o dziecko, ze nie czuje sie na silach zaryzykowac/podjac takiej decyzji. Odpowiedz Link Zgłoś
camila111 Re: czy dzielić się komórkami jajowymi przy in vi 05.09.11, 14:01 Ja miałam taką propozycję przed punkcją. Zgodziłam się na oddanie mojej komórki potrzebującej dziewczynie, ale że pobrano mi zbyt małą liczbę komórek nie podzieliłam się nimi. Lekarz mi później wytłumaczył, że oddaje się komórki jeśli dawczynima pobranych powyżej 10 komórek - mi tyle nie porano więc nie mogło dojść do podarowania. W tej klinice co podchodziłam darowanie komórek jak dla mnie było bardzo nieprecyzyjnie ustalone co i jak. teraz wiem, że gdybym stanęła przed kolejną taką decyzją to niezgodziłabym się, ponieważ nie jest to wszystko uregulowane prawnie tylko wszystko na gębę. Nie wiem jak jest w innych klinikach ale w tej co miałam styczność nie podobało mi się to. Moje kolejne podejście było w innej klinice, pobrano mi tylko dwie komórki, dwie zapłodniły się a teraz mam dwa maluchy pod sercem i na szczęście nie muszę podejmować takich decyzji. Musisz dowiedzieć się jak jest w twojej klinice z darowaniem komórek, bo jeśli wszystko jest załatwiane dużo wcześniej np przy pierwszej wizycie przed IVF to jak dla mnie ok ale nie podejmowanie takich decyzji przez punkcją. Odpowiedz Link Zgłoś
lisanna Re: czy dzielić się komórkami jajowymi przy in vi 06.09.11, 14:01 camilla, czy przy pobieraniu komórek można określić ich ilość do pobrania, czy decydują o tym lekarze? gdybym decydowała się na invitro, zastanawiam się , co jest bardziej obciążające: czy pogodzenie się z faktem, ze ktoś inny będzie ewentualnie wychowywał moje dziecko, czy pogodzenie się z ewentualnym zniszczeniem zarodków. dla mnie i jedno, i drugie wydaje się być sytuacją, z którą po prostu nie będę mogła sobie poradzić. Odpowiedz Link Zgłoś
lenkau lisanna 08.09.11, 17:13 czy pogodzenie się z ewentualnym zniszczeniem zarodków. pierwszy raz słyszę żeby kliniki niszczyły zarodki Odpowiedz Link Zgłoś
franulina Re: lisanna 08.09.11, 18:29 No właśnie. Zarodki niesą niszczone, tylko mrożone. I to bywa świetna sprawa, kiedy transfer się nie powiedzie - masz zapas, żeby próbować raz jeszcze. Inna kwestia to oczywiście pytanie, co zrobić z zamrożonymi zarodkami, kiedy transfer się uda. Nie planujecie więcej dzieci? Jeśli planujecie, to przechowywanie zarodków przez kilka lat nie stanowi problemu. Problem prawdziwy jest dopiero, kiedy zostaną nadwyżkowe zamrożone zarodki, a Wy z jakichś przyczyn nie chcecie mieć więcej dzieci. W naszym przypadku do tego nie doszło (a tak jak pisałam gdzie indziej, łącznie w dwóch podejściach pobrano mi 20 komórek jajowych), ale będziemy się pewnie za jakiś czas starać o rodzeństwo i probem wróci. Para, którą znam, zdecydowała się na oddanie zarodków do adopcji, bo kobitka po trzech cc i urodzeniu łącznie czwórki dzieci nie powina już zachodzić w ciążę. Podziwiam i myślę, że poszłabym w ich ślady. Inna możliwość to poddanie się transferom mimo wszystko - prawdopodobieństwo powodzenia jest ok. 30% (w optymalnych warunkach), więc można dać naturze "szansę", trochę licząc na to, że się nie powiedzie. Wiem, że to brzmi okropnie, ale taką możliwość też rozważam. Wszystko to oczywiście przy założeniu, że powstała jakaś rozsądna liczba zarodków - tak do 10. Ale o to lekarze starają się dbać. Odpowiedz Link Zgłoś
lisanna Re: lisanna 10.09.11, 00:00 to co robią z niewykorzystanymi, których dawcy nie chcą oddać do adopcji? Odpowiedz Link Zgłoś
franulina Re: lisanna 10.09.11, 09:56 Trzymają dalej. Niektóre leżą i po dwadzieścia lat i dłużej. Jest to problem, jasne. Ale jak na razie nikt nie słyszał o niszczeniu zarodków, poza jakimiś aferami i to poza Polską. Odpowiedz Link Zgłoś
franulina Re: lisanna 10.09.11, 09:58 Swoją drogą ja osobiście myślę, że lepiej dać takim zarodkom szansę (no bo przecież nie pewność) urodzenia się innym rodzicom, niż mrozić je w nieskończoność. Odpowiedz Link Zgłoś
elza.303 Re: lisanna 11.09.12, 20:43 Nieprawda,można zniszczyć zarodki.Moja koleżanka miała jeszcze dwa i z mężem podjęli decyzję ,że nie chcą więcej dzieci i nie zamierzają płacić za mrożenie,oddać komuś też nie chcieli. Lekarze musieli ustąpić i oddali im te zarodki które po prostu wyrzucili...niestety.Mają jedno dziecko i nie dali sobie wytłumaczyć nic...Tak więc można je zniszczyć Odpowiedz Link Zgłoś
lenkau Re: lisanna 13.09.11, 06:47 czyli Ty naprawdę myślałaś,że zarodki są niszczone?! Straszne.Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji,że ktoś długo stara się o dziecko i ono się rodzi a resztę zarodków niszczy bo nie chce mieć więcej dzieci. No,ale wszystko może się zdarzyć znam przypadek gdy kobieta długo starała się o dziecko - laparo i te sprawy - zaszła dwa razy w ciążę i drugą usunęła. Dla mnie to nie dom pomyślenia. Odpowiedz Link Zgłoś
lisanna Re: lisanna 13.09.11, 12:04 a jak to inaczej nazwać, takie mrozenie w nieskończoność? jeśli nie chcę podzielić się zarodkami z innymi rodzicami, ani nie chcę sama urodzić reszty czekających zarodków, to co? zostaną one w końcu zniszczone, ulegną samozniszczeniu, nie wiem jak to nazwać. czy teraz, czy za dwadzieścia lat. a jeśli nie, to zostaną wykorzystane przez kogoś wbrew mojej woli, tak? jest to dla mnie naprawdę wielki problem jeśli chodzi o podjęcie decyzji o in vitro. Odpowiedz Link Zgłoś
franulina Re: lisanna 13.09.11, 19:01 Ja tam przystępowałam do in vitro mając te sprawy przemyślane. Decyzje były podjęte, choć okazały się niepotrzebne - na razie. Konsekwencje są w miarę jasne: może się okazać, że zarodków jest więcej niż wynoszą nasze potrzeby/możliwości i wtedy trzeba jakoś tę sprawę rozwiązać. Rozwiązań, na moje oko, pięć: - ograniczenie liczy zapładnianych komórek. Wiąże się to, średnio rzecz biorąc, z o wiele wyższymi kosztami procedur (a zatem na ogół z większymi odstępami pomiędzy kolejnymi próbami) i większym ryzykiem zdowotnym. (Jak dla mnie - rozwiązanie do zaakceptowania) - podanie mimo wszystko dalszych zarodków (a więc "danie sobie szansy" na posiadanie większej liczby potomstwa niż się planowało - jak dla mnie, rozwiązanie do zaakceptowania. Przy dzisiejszch procedurach in vitro, prawdopodobieństwie powodzenia itd. i tak trudno wylądować z więcej niż, powiedzmy, piątką dzieci. Wiele osób tak żyje). - Oddanie nadprogramowych zarodków do adopcji. (Jak dla mnie - do zaakceptowania) - Mrożenie zarodków "na wieki wieków" (Jak dla mnie - do zaakceptowania, chociaż poprzednie rozwiązanie wydaje mi się lepsze. Tutaj wiele zależy od definicji życia ludzkiego itd., którą się przyjmuje - nie chcę wchodzić w spory światopoglądowe). - Niepodchodzenie do in vitro. Ja, podchodząc do programu, wiedziałam, że zdecydujemy się z mężem na ewentualne oddanie zarodków do adopcji - chociaż raczej w dłuższej perspektywie, bo nie chcielibyśmy poprzestać na jednym dziecku. Tymczasem okazało się raczej, że zarodków bywa u nas za mało niż za dużo. Ja bym chciała "dociągnąć" do trójki dzieci, więc jest szansa że nie będzie czego oddawać do adopcji i następnym razem. Odpowiedz Link Zgłoś
lisanna Re: lisanna 13.09.11, 23:20 Franulina, dziękuję za Twoje posty. My, póki co nie wiemy, czy bedziemy musieli podchodzić do in vitro. Taka wizja pojawiła się nagle tydzień temu, co było dla mnie zupełnym zaskoczeniem. Wcześniej, dopóki ta sprawa nie dotyczyła bezpośrednio mnie samej, byłam jak najbardziej za in vitro. teraz, gdy dotyczy to mnie, pojawiły się we mnie takie wątplilwości, o których pisałam. Teraz wiem trochę więcej, a po Twoich postach jestem jakby spokojniejsza. Mam nadzieję, że nie będziemy do tego zmuszeni... W jakiej klinice się leczysz? Odpowiedz Link Zgłoś
franulina Re: lisanna 14.09.11, 11:30 Na placu Starynkiewicza w Warszawie. Ze względu na koszty głównie, ale nie mam zastrzeżeń - poza może typowymi uwagami do "polskiej służby zdrowia" (kolejki, trochę bałagan, mało intymnie). Ale lekarze są super (tzn. ci, na których trafiłam, chodzą słuchy, że z andrologami jest nieco gorzej), sprzęt i procedury takie jak gdzie indziej: w każdym razie te, które należą do zasadniczego leczenia. Poza lekami do stymulacji i samymi zabiegami (punkcja, transfer) wszystko inne jest za darmo, co przy dłuższym leczeniu pozwala oszczędzić pewnie z 50% wydatków. Nas prowadził dr Piotr Marianowski, bardzo dobrą lekarką jest też dr Iwona Szymusik, a od problemów hormonalnych - dr Grzechocińska. Lekarze jak najbardziej rozmawiali z nami o kwestiach "etycznych", np. czy hodować zarodki 3 dni (przetrwa więcej, ale nie wiadomo, jakiej są jakości), czy 5 dni (przetrwa mniej, ale te zdrowe). Kobietom przed 30-tym rokiem życia z zasady podają 2 zarodki w jednym transferze. I np. za trzecim podejściem, kiedy były do dyspozycji 3 zarodki, dwa b. ładne i jeden mniej, pytali, czy podawać dwa "najpewniejsze", czy może jeden taki i jeden taki, żeby "dać szansę" i temu nieco gorszemu. Decyzja jest zawsze Twoja i męża, ale można się zastanowić i zdecydować wedle własnych zasad. Nie próbowaliśmy negocjować z lekarzami dalej idących zmian w procedurze (ograniczenie liczby zapładnianych komórek itp.), bo nie wydawało się to nam konieczne, ale myślę, że zawsze można to ustalić zawczasu. Znając tamtejszy personel, powinni pójść na rękę, albo podać przekonujące argumenty za takim czy innym rozwiązaniem w Waszym konkretnym przypadku. Odpowiedz Link Zgłoś
lisanna Re: lisanna 14.09.11, 15:18 hmm, ja właśnie do dr Marianowskiego dostałam kontakt od mojego ginekologa. to od dr Piotra usłyszałam o wskazaniach do invitro. mąż poszedł na konsultację do dr Frącka i w czwartek wspólnie wybieramy się na konsultację. podobno androlodzy "najlepsi w warszawie" (tak mówił dr Marianowski) hehe. zobaczymy co z tego będzie... a jakie są koszty tych zabiegów i leków o których pisałaś? Odpowiedz Link Zgłoś
nunia01 Re: lisanna 14.09.11, 15:29 z tymi andrologami ciężko się połapać. Bo nam lekarz polecał androloga ze Starynikiewicza a np. na Bocianie opinie ma nieciekawe. My w końcu nie korzystaliśmy z porad androloga, więc osobistych doświadczeń nie posiadam. Odpowiedz Link Zgłoś
franulina Re: lisanna 14.09.11, 16:47 Leki + punkcja + transfer wychodziły za ok. 8 tys. Kriotransfer 1 tys. zł. Trochę zależy od tego, jak reagujesz na stymulację: każdy dodatkowy zastrzyk to spory wydatek. I od tego, czy "mąż dobry", jak się wyraziła pani pielęgniarka w recepcji, bo ICSI kosztuje nieco więcej niż IVF. Jak Wasze wrażenia ze Starynkiewicza? Ja czasami zaciskałam zęby, żeby nie złościć się na te wszytskie kolejki i przepychanki, ale w sumie jestem naprawdę zadowolona. Całość leczenia zamknęła się nam w 20 tys. (niemal dokładnie tyle, ile mieliśmy oszczędności) - liczę z pobytem (moim) w sanatorium. Odpowiedz Link Zgłoś
lisanna Re: lisanna 14.09.11, 17:23 póki co byłam tam raz w życiu, akurat nie było żadnych kolejek, właściwie pustki, oprócz mnie były przede mną dwie dziewczyny na monitoring, co zajęło lekarzowi w sumie 10min. mąż za to stał w kolejce już przed ósmą, był 12ty i ogólnie rzecz ujmując warunki go nie powaliły na kolana. w porównaniu do prywatnych klinik... nie ma porównania niestety. Sanatorium? z okazji leczenia (przygotowywania się do in vi? byłaś na jakichś zwolnieniach lekarskich? Odpowiedz Link Zgłoś
franulina Re: lisanna 14.09.11, 20:26 Byłam w Połczynie-Zdroju, przed in vitro. Wyszukałam sobie to miejsce sama, ale lekarz się nie sprzeciwiał (na zasadzie "zaszkodzić - nie zaszkodzi"). Leczą tam borowiną różne kobiece przypadłości, stany zapalne itp. Ja byłam nastawiona dość sceptycznie (główną orędowniczką wyjazdu była moja mama), ale postanowiłam spróbować. O dziwo, trochę pomogło, tzn. po pobycie tam zniknęły wodniaki jajowodów i mogłam podchodzić do procedur bez operacji usunięcia jajowodów, której okropnie chciałam uniknąć. Z tego co wiem, lekarze ze Starynkiewicza nie wystawiają skierowań do sanatorium, zresztą ze skierowaniem okropnie długo czeka się na miejsce, a nam zależało na czasie. Byłam tam w ramach urlopu, więc zamiast zalecanych trzech tygodni - dwa. Ale koszta nie były powalające, z tego co pamiętam ok. 1300 zł za 14 nocy w pokoju-jedynce, trzy posiłki dziennie i komplet zabiegów. W porównaniu z innymi wydatkami, te dało się przełknąć. Jedno jest pewne - jeśli nawet pobyt nie pomoże zdrowotnie, to pozwoli się wyciszyć. Wielgachny park, cisza, zabiegi relaksują (poza borowiną była jeszcze solanka i bicze wodne, a dokupiłam sobie masaże i basen - cena o rząd wielkości niższa niż w Wwie), atmosfera bardzo sanatoryjna (głównie starsze panie z prowincji po "kobiecych przejściach" - operacjach ginekologicznych itp., ale i trochę starszych panów, bo tam leczą też na reumatyzm). Można korzystać z biblioteki miejskiej, raz w tygodniu jest seans kinowy, a okolice są przepiękne. Myślę, że na pewnym etapie zmagań z niepłodnością taki wyjazd może dobrze zrobić. Jeśli jest się klientem "komercyjnym", to można wziąć męża - masaże i basen jeszcze nikomu nie zaszkodziły. Odpowiedz Link Zgłoś
lisanna Re: lisanna 15.09.11, 07:25 właśnie wybieram się na Starynkiewicza. ciekawe jaki usłyszymy wyrok... Odpowiedz Link Zgłoś
camila111 Re: czy dzielić się komórkami jajowymi przy in vi 14.09.11, 19:43 Nie jestem specem od in vitro, ale wydaje mi się,że lekarze pobierają tyle komórek ile jest dojrzałych, tych miejszych nie pobierają. Jeśli boisz się, że bedziesz miała za dużo pobranych komórek wiem że jest możliwość podchodzenia do IVF na cyklu naturalnym, wtedy pobierają Ci tylko 1-2 komórki i nie ma dylematu jeśli będzie dużo zarodków. Ale to też wiąże się z dużym ryzykiem że się nie uda... Odpowiedz Link Zgłoś
nena_v Re: czy dzielić się komórkami jajowymi przy in vi 05.09.11, 19:23 Podjecie decyzji o tym to rzeczywiscie bardziej skomplikowana decyzja niz by sie wydawalo. Bo gdzies bedzie zylo Twoje biologiczne dziecko, w innej rodzinie, z innym partnerem niz Twoj maz. Tu gdzie mieszkam czyli w Anglii te sprawy sa dosc zaawansowane i od lat prawnie uregulowane. Nie chce nic przekrecic, bo sie tym zbytnio nie interesowalam, ale wydaje mi sie, ze kiedys reguly byly takie, ze kobieta donujaca komorki oraz rodzina przyjmujaca zachowywaly pelna anonimowosc tozsamosci. Teraz zmieniono reguly i osoba donujaca oraz rodzina przyjmujaca znaja swoja tozsamosc i zgadzaja sie na ewentualny kontakt w przyszlosci. W zwiazku z ta zmiana prawna wiele osob wycofalo sie z donowania. Ale widocznie byly bardzo silne potrzeby w spoleczenstwie, zeby odszukiwac swoje biologiczne dziecko lub rodzica, istnieje dzis stowarzyszenie gdzie ludzie podala swoje DNA i maja nadzieje, ze w bazie danych bedzie inna osoba szukajaca, ze znajda biologiczne dziecko lub rodzica. Odpowiedz Link Zgłoś
nunia01 Re: czy dzielić się komórkami jajowymi przy in vi 13.09.11, 15:43 Punkt widzenia zależy w tym przypadku od perspektywy, biorczynie pewnie wolałyby żeby decyzje potencjalnych dawczyń były na tak. Prawdopodobnie ze względu na to, że mało kto się chwali, że korzystał z komórki dawczyni, wątek trochę sklęsł. Przyznam, że miałam nadzieję na bardziej ożywioną dyskusję. Ciekawi mnie również jakie są przyczyny tak różnego podejścia do dawstwa komórek jajowych i do dawstwa nasienia, dawstwo nasienia nie budzi chyba tyle kontrowersji? Odpowiedz Link Zgłoś
lisanna Re: czy dzielić się komórkami jajowymi przy in vi 13.09.11, 23:23 we mnie niepewność budzi fakt, że ktoś, kogo nie znam mógłby wychowywać moje (w części) dziecko... Odpowiedz Link Zgłoś
zamyslona4 ja tak 13.09.11, 20:00 moj lekarz powiedzial, ze przy moim PCO i reakcji na stymulacje bylabym odealna dawczynia. ja natychmiast sie zgodzilam. on w szoku ze musze to przemyslec, ale nigdy nei spotkal sie z taka reakcją. kazalam mu obiecac, ze jak juz bede miala swoje dziecko, pozwoli mi na przekazanie komorek. poiwedzial ze jak dojdzie do in vitro to wtedy mam taniej. dla mnie zupelnie nie o to chodzi! mam poczucie ze pomoc innym kobietom nadalaby sens mojej chorobie. dziecko to dla mnie owoc milosci i wychowania istoty przeze mnie i meza. jajo to jajo. moj maz chcial zostac tez dawca (ma swietne wyniki) ale ma 2 lata za duzo...... zatem - ja bezwglednie tak, chce sie podzielic. Odpowiedz Link Zgłoś
lisanna Re: ja tak 14.09.11, 15:50 a nie myslisz o tym, ze to "jajo" ma w sobie Twoje geny? i że tak naprawdę ktoś bedzie wychowywał Twoje dziecko? z drugiej strony można mieć nadzieję, ze jeśli ktoś bedzie chciał zrobić taki transfer, to oznacza to, ze bardzo pragnie mieć dziecko.więc być może to dziecko bedzie dla swoich "rodziców" calym światem. ale pewności mieć nie można, bo jak pokazuje życie, ludzie są BARDZO RÓŻNI... Odpowiedz Link Zgłoś
mamitymi Re: ja tak 18.09.11, 23:37 Z tego co slyszalam zarodki sa mrozone/przechowywane tak dlugo jak dlugo za nie placisz. Po tym czasie, gdy nie wykorzystasz zarodkow klinika podejmuje decyzje nad ich dalszymi losami, ale co to oznacza to dokladnie nie wiem, ale na pewno nie mroza ich w nieskonczonosc. Co do pobrania komorek jajowych- ich ilosc zalezy od tego jak sie stymulujesz. W niektorych klinikach pytaja ile z pobranych komorek zaplodnic. Masz wiec jeszcze jedno wyjscie- zaplodnic minimalna ilosc- reszte zamrozic i w razie potrzeby rozmrozic i zaplodnic pozadana ilosc. Troche wiecej kasy to pochlonie, ale da mniejsze dylematy moralne. Odpowiedz Link Zgłoś
z_oe Re: ja tak 19.09.11, 07:20 Rozne sa przyczyny nieplodnosci. My mamy to szczescie,ze mozemy sie stymulowac i produkowac dla siebie komoreczki, sa jednak kobiety po drugiej stronie barykady,gdzie nie maja takiego szczescia i co? Maja zapomniec o byciu mama? Mysle,ze gdybym byla w tej sytuacji i chciala "wynosic"swoje dziecko i je urodzic pragnelabym miec taka mozliwosc . In -vitro to bardzo kosztowna droga do macierzynstwa ,nie kazdego na nia stac. Nie kazdy sobie na to pozwoli. Mysle,ze Ci co tak sie staraja zsac rodzicami wiedza jakie szczescie moga osiagnac i nieba by uchylili dla swego malucha za to,ze tylko jest. Oddalabym swoja komorke do adopcji,ale tylko komorke, bez nasienia mojego meza, wiec nie byloby to NASZE dziecko, tylko w polowie moje i chyba z tym lepiej by mi sie zylo, majac nadzieje,ze maluch wiecej przejal po tacie niz po mamie. Odpowiedz Link Zgłoś
nunia01 Re: ja tak 19.09.11, 10:00 Podoba mi się Twoja postawa. Powiem więcej, dzięki darowanej komórce mogą nie tylko nosić i urodzić dziecko, ale również mieć dziecko swojego męża/partnera. A dla wielu osób jest to bardzo ważne. Co do opisanej powyżej możliwości mrożenia komórek jajowych - już się to praktykuje, ale komórki jajowe znacznie gorzej znoszą mrożenie niż zarodki, więc ryzyko, że się nie powiedzie jest większe. Odpowiedz Link Zgłoś
wodzianka Re: ja tak 19.09.11, 12:17 Państwowe kliniki nie pobierają opłat za mrożenie zarodków. Odpowiedz Link Zgłoś
wodzianka Re: ja tak 19.09.11, 17:12 Sprawdzałam kiedyś kliniki w Niemczech i na stronie jednej z nich proponowano zamrażanie komórek jajowych, do których już wniknął plemnik, ale w których jeszcze nie nastąpiła wymiana materiału genetycznego. Z jakichś powodów było to skuteczniejsze niż mrożenie samych komórek jajowych, a mniej "kontrowersyjne etycznie" niż mrożenie zarodków. Nie pamiętam już teraz, jak się nazywała ta klinika, ale była w Berlinie i miała stronę po polsku. Może i w Polsce można znaleźć coś takiego? Odpowiedz Link Zgłoś
zuzka.82 Re: ja tak 19.09.11, 20:36 Dla mnie to bardzo trudna kwestia, zwłaszcza że przy in vitro nigdy nic nie wiadomo. Ja chciałam ograniczać ilość zapłodnionych komórek przy pierwszym podejściu, ale z 10 kom. powstały 2 zarodki i żaden się nie zagnieździł. Przy drugim podejściu postanowiłam nic nie ograniczać i powstało 9 zarodków. Chciałabym mieć 2-3 dzieci. Nie wiem, co zrobię, jeśli już tyle będę mieć, a kolejne zarodki będą na mnie czekały. Już teraz dziwnie się czuję, bo mam ambiwalentne emocje. Z jednej strony chciałabym, żeby się udało, ale z drugiej - jeżeli zagnieżdżą się oba, to zostanie mi jeszcze 7 zarodków... W regulaminach/umowach/zgodach itp., które podpisywałam do tej pory było jasno powiedziane, że zarodki przechowują tak długo, jak się za nie płaci. Odpowiedz Link Zgłoś
zuzka.82 Re: ja tak 26.10.12, 09:09 Właśnie przeczytałam własny wpis zamieszczony ponad rok temu. Stało się dokładnie tak jak napisałam. W tej chwili jestem mamą dwóch uroczych 5-miesięcznych bliźniaków i 7 czekających na "zimowisku" zarodków. Codziennie modlę się o to, żebym miała możliwości życiowe, finansowe i zdrowotne, żeby urodzić wszystkie, którym będzie dane się zagnieździć... Kiedy widzę te dwa szkraby, nie wyobrażam sobie, że któryś z nich mógłby trafić do kogoś innego. Z tamtymi pozostałymi też nie może się tak stać. Kiedy mówi sie o zarodkach, to jest bardzo abstrakcyjne, ale kiedy widzi się dzieciątko, to jest zupełnie inaczej. Odpowiedz Link Zgłoś
dagmara-k Re: ja tak 09.09.12, 23:22 znam kilka osob, ktore oddaly zarodek do adopcji albo komorki, bo mialy ich "ponad potrzeby". ale znam mnostwo osob, ktore robia kolejne programy i maja za malo komorek, zeby miec dziecko. dla mnie sprawa jest prosta bo mam silne przekonania dotyczace dawstwa - to nie dla mnie. strasznie daleko siegam w przyszlosc i nie bylam w stanie ani dzielic sie komorkami ani tymbardziej nigdy nie chcialabym byc w sytuacji, ktora zmuszalaby mnie do oddania zarodka. zakladam, ze nigdy nic takiego sie nie zdarzy. z tego powodu wlasnie koncze leczenie na etapie,w ktorym mam jedno dziecko i nie robie nowego programu z obawy, ze stymulacja uda sie lepsza i bede miala dylematy co do komorek/zarodkow. bywa roznie, ktos moze miec pobrane 2 komorki, z tego powstale 2 zarodki i z jednego dziecko, potem jakis naturalny cud i oddac ten drugi zarodek. jest troche takich historii. a ja mialam pobranych 15 komorek i dobrze dla mnie, ze silne przekonanie nie pozwalalo mi oddac zadnej. prawidlowych i dajacych zarodek bylo z nich tylko 6, a tylko 1 z nich zostal ze mna. naprawde chyba czesciej jest dylemat czy robic kolejny program niz czy oddac komorke/zarodek. Odpowiedz Link Zgłoś
teligo Re: czy dzielić się komórkami jajowymi przy in vi 10.09.12, 14:26 Trzeba także wziąć pod uwagę dziecko, które z takiego dawstwa może się urodzić. Ono ma na zawsze zamkniętą drogę do poznania swoich genetycznych korzeni (obecnie nie ma prawa, które dawałoby taką możliwość). Oczywiście uważam, że darowanie zarodka jest lepszym rozwiązaniem niż mrożenie go w nieskończoność. Jestem jak najbardziej za dawstwem oocytów, plemników i zarodków, ale tylko, jeśli dziecko miałoby taką samą możliwość poznania genetycznych rodziców jak dziecko adoptowane. Z perspektywy dziecka nie ma aż takiej różnicy, że mama adopcyjna przeżyła z nim ciążę (tak mi się przynajmniej wydaje...). Po zakończeniu leczenia jest jakieś życie i problemy nie kończą się w momencie urodzenia dziecka - mówię tu oczywiście o skorzystaniu z dawstwa (w moim odczuciu o adopcji, lub póładopcji). Stałam przed takim dylematem - przed ivf podjęłam decyzję, że nie będę oddawać oocytów. Ponieważ długo problem był stwierdzony tylko po stronie męża lekarz proponował dawcę spermy, nie zdecydowaliśmy się właśnie ze względu na dobro dziecko, które miałoby się narodzić. Zostałoby z pustką dotyczącą własnego pochodzenia. A w moim odczuciu to bardzo ważne dla własnej tożsamości. Uznałam, że moja chęć posiadania biologicznego dziecka nie może być silniejsza. Odpowiedz Link Zgłoś
kavainca Re: czy dzielić się komórkami jajowymi przy in vi 10.09.12, 15:03 Oddałam 9 oocytów i wiem że biorczyni jest w ciąży. Obecnie rozważam pozostawienie w klinice informacji, ze zgadzam się na ewentualny kontakt ( na kontakt z przyczyn medycznych wyraziłam zgode na samym początku). Czuję, że jestem to winna przede wszystkim mojej córce, które penie nigdy nie bedzie miała rodzeństwa poza tym przyrodnim genetycznie... Odpowiedz Link Zgłoś
teligo Re: czy dzielić się komórkami jajowymi przy in vi 11.09.12, 10:10 Wydaje mi się, że to dobry pomysł, choć niestety nasze prawo nie reguluje takiej sytuacji w ogóle i tylko od kliniki będzie zależało czy namiary przekażą rodzinie w sytuacji choroby lub później dziecku, gdy będzie chciało poznać swoje korzenie. Ale lepiej próbować. Moim zdaniem najlepiej by było, gdyby dawstwo było anonimowe tylko w takim stopniu jak adopcja społeczna. Odpowiedz Link Zgłoś
kavainca Re: czy dzielić się komórkami jajowymi przy in vi 11.09.12, 10:40 też tak uważam, ale to chyba niepopularne podejście. Wiem, że uszanowano moja prośbę i przekazano biorcom info o mojej zgodzie na kontakt w sytuacjach medycznych. Przed nami decyzja, która może zaważyć na życiu naszej rodziny, ale jakos się tego nie boję...raczej bałabym się, że jesli nie zostawię swoich namiarów, to córka będzie miała do mnie żal, bo to, że się o tym dowie jest dla mnie zupełnie jasne. Nie wiem tylko jak i kiedy o tym powiedzieć. Dobrze, że mam córkę, dzieki niej staram się traktować to ewentualne dziecko, bardziej jako jej rodzeństwo biologiczne niż mojego potomka. Komórka jajowa to potencjał, ale dziecko które powstało w ten sposób to człowiek, który ma prawo do swojej historii. Myślę, że zmiany prawa i mentalności nie nadążają za postępem cywilizacyjnym i w tym cały problem Odpowiedz Link Zgłoś
teligo Re: czy dzielić się komórkami jajowymi przy in vi 11.09.12, 12:26 Jestem pod wrażeniem tego, co piszesz kavainca Większość dawców w ogóle się nad tym nie zastanawia i dla nich sprawa kończy się w momencie oddania gamet, a szkoda... Ja dopiero teraz, gdy zaczynam proces adopcyjny, odkrywam jak istotne jest prawo właśnie do własnej historii dziecka czy jego rodzeństwa. Dobrze, że istnieją kliniki, które takie prośby respektują. Odpowiedz Link Zgłoś
kavainca Re: czy dzielić się komórkami jajowymi przy in vi 11.09.12, 12:53 Powiem Ci, że jak podejmowałam decyzję o dawstwie, to wiedziałam tylko, że chcę mieć odpowiedzialnopść w sensie medycznym, jakby szpik był potrzebny albo coś... Kampania "powiedziec rozmawiać" otworzyła mi oczy na parę innych aspektów, o których nigdy wczesniej nie pomyslałam. Mam to szczescie, że żyje w rodzinie ludzi z otwartymi głowami. Moja siostra ma dwoje dzieci biologicznych i dwoje adopotowanych. Adoptowany syn ma siostrę, która jest w innej rodzinie adpocyjnej. Dzieci utrzymują ze soba kontakt i widać wielką więź między nimi. Myślę, że to dlatego... Odpowiedz Link Zgłoś
dagmara-k Re: czy dzielić się komórkami jajowymi przy in vi 11.09.12, 16:38 to cudnie, ze akurat na was trafili ludzie, ktorzy oczekuja teraz dziecka. ja nie umialabym tak sobie tego w glowie ulozyc, dlatego nie umialam byc dawczynia. kava, niech ci bedzie wynagrodzone. Odpowiedz Link Zgłoś
kavainca Re: czy dzielić się komórkami jajowymi przy in vi 12.09.12, 12:17 he,he...szef mi "wynagrodził" w czerwcu. Ze względu na inv odmówiłam jednego wyjazu szłużbowego w kwietniu. Wszyscy wiedzieli, że mam inv i nie mogę, ale prawie mnie za to wywalili...w zasadzie do dzis balensuję na krawędzi, ale co tam...jakos będzie Odpowiedz Link Zgłoś