Do napisania tego wątku szykowałam się już dłuższy czas, ale jakoś nie miałam odwagi. Teraz wiem, że bez względu na to jak część osób to odbierze po prostu MUSZĘ to zrobić. Nawet jeżeli to co napiszę pomoże 1 osobie na 1000 wchodzących to fantastycznie.
Zanim skrytykujecie, przeczytajcie do końca.
Jestem osobą, która wierz w Boga, ale nie chodzi do kościoła, zapomina o modlitwie itp itd. Jak chyba większość ludzi dzisiaj w Polsce. Jestem normalną osobą, która przeklina, czasami podniesie głos na rodziców, czasami poplotkuje, skłamie i inne takie. Norma.
Kilkanaście lat temu mieszkała ze mną babcia, która mnie wkurzała, bo słuchała Radia Maryja a że głucha była to do tego baaardzo głośno

Szczególnie głośno o godz. 15.00. Wtedy ludzie modlili się jakimś różańcem, tylko tyle wiedziałam. Potem, już nie pamiętam w jakich okolicznościach, dowiedziałam się, że jest to Koronka do Miłosierdzia Bożego, którą odmawia się przede wszystkim o 15.00, bo wtedy zmarł Jezus. No i dowiedziałam się, że osoba, która ją odmawia może liczyć na miłosierdzie i wysłuchanie próśb. Ale oczywiście to olałam. Dopiero jak miałam nóż na gardle - matura - zaczęłam się modlić, poskutkowało. Nie będę się wdawać w szczegóły, ale od tej pory jak miałam jakiś naprawdę duży problem to odmawiałam tą modlitwę, Robię tak do dziś. W moim przypadku naprawdę działo się tak, że rzeczy beznadziejne obracały się w cud. Nie można tego inaczej wytłumaczyć. Lada dzień rodzę drugie dziecko, okazało się mój mąż ma teraz bardzo słabe nasienie, sytuacja nieodwracalna. Żadnych szans na wyleczenie. Pozostało IUI. Dawano nam 4-5% szans. Modliłam się, udało się. Jestem w ciąży, za chwilę rodzę. Z pierwszym dzieckiem od początku ciąży były problemy - szpital, bo krwawienia, dwukrotnie, łożysko przodujące (co potwierdzało dwóch niezależnych lekarzy)... Kazano mi jechać do domu i czekać na poronienie, nie dawano żadnych szans na utrzymanie ciąży. Również się modliłam. Nie żebym wierzyła, przecież cuda się nie zdarzają... Jednak po paru dniach poszłam do lekarza po leki, bo mi się skończyły a lekarz powiedział po badaniach, że.... wszystko wróciło do normy, nie ma zagrożenia, nawet łożysko nie jest przodujące.... Patrzył na wyniki ze szpitala i te nowe i nie wierzył... Moja córcia ma dziś 5 lat, jest zdrowym, mądrym, pięknym dzieckiem...
Mój tata z kolei jest już starszym człowiekiem, mdlał, lekarze byli bezsilni, bo powiedzieli, że jego serce bardzo źle pracuje, na rozrusznik się czeka, jest mnóstwo osób, które czekają miesiącami, nawet w gorszym stanie... modliłam się, prfzeniesiono tatę na specjalistyczny oddział jeszcze tego samego dnia, nie wiem jakim cudem i od razu zrobili zabieg...
Jest jeszcze kilka inncy sytuacji... ale nie będę się rozpisywać. Wierzcie lub nie, ja uwierzyłam.
Radzę wszystkim: odmawiajcie tą modlitwę, poczytajcie o niej, to nic nie kosztuje, ale jak jest sytuacja beznadziejna to trzeba się łapać wszystkiego. Może Wam też pomoże, czego Wam życzę. Chciałam się tylko z Wami tym podzielić, bo uznałam, że to mój obowiązek.
Sceptycy mogą "wieszać na mnie psy". Ale co mi tam. Pewnie już tu nie zajrzę. Życzę powodzenia.