Witam

Po wymuszonej przerwie i postanowieniu, że teraz już podchodzę do in vitro i nie marnuję czasu znowu kłoda pod nogi, byłam dziś u endokrynologa, który zalecił mi........antykoncepcję ;-( nie do końca go zrozumiałam, bo wszystko co mówił jest dla mnie czarną magią, wg niego mam jakiś problem z tym, że moja przysadka mózgowa nie wysyła jakiś impulsów i to jest przyczną niepłodności, stwierdził, że musi wyciszyc antykami coś tam, żeby tarczyca zaczęła jakoś współgrac- kompletnie nie kumam. Konsensus taki, że 2 miesiące diane 35, 6 opakowań vigentoletten, zabawa naprzemienna z eutyroxem i to ma pomóc. Nie wiem już co robic, wizyta u gina umówiona, decyzja o in vitro podjęta a endo chce mnie blokowac na 2 miesiące ;-( dylemat mam, czy ta przysadka przy in vitro też ma znaczenie? ma ktoś tu pojęcie o co w ogóle chodzi? nie wiem, czy słuchac endokrynologa czy startowac z inv?