Właśnie na sobie przekonałam się, że warto monitorować cykl.
No bo: niby owulację zawsze miałam, ale od ponad roku w ciążę zajść nie mogę.
W tym cyklu wzięłam się za monitorownie na poważnie i oto, co wyszło:
przez ponad tydzień moje pęcherzyki nie rosły, tzn. jak na pierwszym usg
dominujący miał około 11 mm, tak przez cały tydzień ani drgnął. Po czym, po
dwóch dniach od ostatniego badania nagle okazało się, że już po wszystkim, że
nagle endometrium urosło jak trzeba, pęcherzyk pewnie dorósł, bo pękł...
A co najważniejsze, owulacja nie sprzęgła się z pikiem LH! Pochrzanione to
wszystko na maksa.
Wniosek? Szans na ciążę w tym cyklu nie ma.

Ale przynajmniej wiem to już
dziś.